2 komentarze = nowy rozdział :)
Następnego dnia Jess zjawiła się u mnie już o 10:00. Ja jeszcze spałem więc Delly obudziła mnie. Jak najszybciej wziąłem prysznic, ubrałem się i pełny stresu zszedłem na dół. Zastałem moją dziewczynę grającą sobie w gry z moim rodzeństwem. Uśmiechnąłem się pod nosem i podszedłem do niej bliżej. Pocałowałem ją w czubek głowy, a ona obróciła się, oddając pada Rocky'emu.
- To co? Gotowy na lekcje gry? - zapytała?
- Wiesz... nie do końca. Mała zmiana planów, chodźmy, zaraz Ci wszystko wytłumaczę.
- Chyba nie przestaniesz mnie zaskakiwać. - szepnęła. Założyła swoją ,,lekką" kurtkę i buty i wyszliśmy. Pogoda była idealna. To był początek wiosny, więc było bardzo ciepło, jednak ciągle wiał przyjemny wiatr. Nie było ani za zimno, ani za ciepło. Kochałem taką pogodę. Zajechaliśmy na miejsce.
- Ross... o co chodzi? Co tu robią samoloty? Coś Ty wymyślił? - zapytała zestresowana.
- Ja tylko spełniam Twoje marzenia. - uniosłem ręce w geście obrony.
Wziąłem ją za rękę i poszliśmy do jednego z samolotów.
- Ross, ja nie chcę skakać ze spadochronu. Jednak nie chcę! - krzyknęła na mnie, kiedy jakaś kobieta zakładała jej spadochron i tłumaczyła co i jak ma wcisnąć i kiedy. Potem założyła spadochron mi i również wszystko wytłumaczyła. Zajęliśmy miejsca i wznosiliśmy się powoli w górę. Kiedy pilot dał nam znak, że już możemy skakać, wstaliśmy. Chwyciłem Jessic'ę za trzęsącą się rękę. Otworzyliśmy drzwi samolotu, spojrzałem w dół i nogi się pode mną ugięły. Byliśmy naprawdę wysoko i nie byłem pewien czy na pewno skakać. Spojrzałem na dziewczynę, która patrzyła w dół ze łzami w oczach.
- Jess, nie musimy teraz skakać! Nie teraz, ale w końcu musimy, możesz mieć tyle czasu ile chcesz, ale zapłaciłem za to i nie pozwolą nam się wycofać! - krzyknąłem, żeby przekrzyczeć śmigła samolotu. Ścisnęła moją dłoń mocniej.
- Nie, skaczmy! - krzyknęła równie głośno jak ja. Przełknąłem ślinę, a ona wyskoczyła ciągnąc mnie za rękę. Spadłem razem z nią.
Należała do tych osób, które kiedy się bały, zamiast piszczeć siedziały cicho. Spojrzałem na nią, ciągle trzymając ją za rękę.
- Wyjdziesz za mnie? - krzyknąłem. Sam nie wiem czemu. Nie było już tak głośno.
- Chyba śnisz. - zaśmiała się. Również się uśmiechnąłem. Dałem jej znak, żeby pociągnąć sznurek. Tak też robiliśmy i od razu wznieśliśmy się wyżej i potem lecieliśmy w dół już bardzo powoli. Przypomniałem sobie, że przecież pierścionek mam przy sobie. Wyjąłem czerwone pudełeczko z kieszeni spodni, otworzyłem i powtórzyłem pytanie.
- Wyjdziesz za mnie? - spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Patrzyła raz na mnie, a raz na pierścionek.
- Oświadczasz mi się w niebie? - wydukała.
- Teoretycznie. - uśmiechnąłem się.
- Tak. Tak Ross, wyjdę za Ciebie! - krzyknęła i włożyłem jej pierścionek na palec. Dopiero kiedy wylądowaliśmy rzuciła mi się na szyję i całowała po całej twarzy.
- Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham! - szeptała w przerwach między pocałunkami.
- Ja Ciebie też. - powiedziałem i przytuliłem ją mocno do siebie.
Potem poszliśmy oddać spadochrony, kaski i tak dalej, a następnie pojechaliśmy na polanę niedaleko mojego domu. Usiedliśmy trawie, Jess położyła swoją głowę na moim ramieniu.
- Ross? - usłyszałem nagle.
- Tak? - zapytałem niepewnie.
- Nienawidzę Cię. - wyznała.
- Przed chwilą rzucałaś mi się na szyję, szepcząc, że mnie kochasz. - wybuchnąłem śmiechem.
- tak, ale jak mogłeś zabrać mnie na jakieś skakanie spadochronowe?
- To było Twoje marzenie... - spojrzałem jej w oczy.
- Masz rację... ciągle mam nogi jak z waty, a Ty?
- Nie. - powiedziałem, a potem ją pocałowałem. Byliśmy na polanie do późnego wieczora. Kiedy wstaliśmy, żeby jechać Jessica zaczęła kręcić się w kółko patrząc na gwiazdy. Potem położyła się na trawie nadal patrząc na niebo.
- Niesamowite. - wymamrotała. Nadal przyglądałem jej się zdziwiony.
- Co? - zapytałem w końcu.
- Wybierasz sobie jedną gwiazdę, a potem kręcisz się wciąż na nią patrząc, prawda? - kiwnąłem głową - właśnie. A kiedy się położysz, wirują wszystkie gwiazdy oprócz tej Twojej. Spróbuj!
- Nie dzięki. - zaśmiałem się.
- Pff to nie! - prychnęła - Jeszcze raz! - krzyknęła i wstała na równe nogi, jednak za chwilę się zachwiała i upadło prosto w moje ramiona.
- Wszystko w porządku? - zapytałem. Bardzo się wystraszyłem.
- Tak, po prostu za szybko wstałam i zakręciło mi się w głowie. - stwierdziła.
- Jesteś blada.
- Wydaje Ci się. Jedźmy już.
Jessica została na noc u mnie, jednak spała w pokoju z Rydel. Jestem pewien, że przez całą noc gadali o oświadczynach i skoku na spadochronie.
Kiedy wstałem i zszedłem do salonu, byli tam wszyscy oprócz Jess.
- Gdzie jest...
- Już poszła. - przerwała mi Rydel. - Jessica wstała dość wcześnie i tak samo wcześnie wyszła. Swoją drogą niezły pomysł z tym skokiem na spadochronie. To chyba było bardziej romantyczne niż mój plan.
- Nie ,,chyba" tylko na pewno. - zaśmiałem się i oberwałem w ramię. Planowałem tylko, które marzenie Jess spełnić dzisiaj. W końcu wybrałem. Grę na gitarze, zostawiłem na sam koniec listy.
No więc tak, wiem, że jest krótki, ale niestety jutro mam dwie kartkówki i dwa testy i mnóstwo pracy domowej, dlatego też nie mogę sobie pozwolić na dłuższe pisanie. Niestety w roku szkolnym jednak bardziej skupiam się na nauce, bo chcę mieć dobrą średnią (ja kujon) i dlatego rozdziały pojawiają się głównie w weekend, jednak dzisiaj postanowiłam dodać, były 2 komentarze, także :))
poniedziałek, 12 stycznia 2015
poniedziałek, 5 stycznia 2015
#31 ,,Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić Go szczęśliwym"
2 komentarze = rozdział
Minęło już trochę czasu, ale nadal nie oswoiłem się z myślą, że mogę ją stracić. Tydzień temu dopiero wróciliśmy do Kalifornii.
- Jess...a właściwie czemu Ty nie chcesz chodzić na chemioterapię? - zapytałem mojej dziewczyny kiedy złapała mnie za rękę.
- Ross...po tym będę czuła się jeszcze gorzej. Czytałam o tym!
- Nie! Zrozum, że bez tego już nic nie może Cię uratować! - puszczam jej rękę, a ludzie, którzy przechodzą koło nas ciągle na nas zerkają.
- Z tym też nie! Po prostu dłużej pożyję. A i tak umrę. To co to z różnica? - mówiła dziwnie opanowana. No dziewczyno! Rozmawiamy o Twojej śmierci, a Ty podchodzisz do tego tak spokojnie?! To miał być zwykły, jesienny spacer, do cholery.
- Mogę zobaczyć tą kartkę z Twoimi życzeniami? - zmieniłem temat.
- Po co Ci?
- No mogę? - wyjęła kartkę z tylnej kieszeni spodni i podała mi ją.
Zacząłem czytać.
,,Zrobić sobie tatuaż"
- Gdzie chcesz mieś tatuaż?-zaśmiałem się.
- Na nadgarstku.
- A jaki?
- Bo ja wiem. Myślałam o tym. I chyba chciałabym Twoje imię. Taki tatuaż pasuje do trumny. -zaśmiała się.
- To nie jest śmieszne! Zrozum, że ja nie chcę Cię stracić! - spoważniała. Kopnąłem jakiś kamyk, który leżał pod moją nogą. Głos ciągle mi się łamał. Tak naprawdę to odkąd dowiedziałem się o jej chorobie ciągle chce mi się płakać. Ale nie powinienem płakać.
- Ross...-przytuliła mnie.-nie stracisz mnie!
- Chodź.-chwyciłem ją za rękę i pognałem w stronę miasta.
- Ale gdzie?
- No chodź!
Stanęliśmy przed studiem tatuażu.
- Nie, Ty sobie chyba żartujesz! - zaśmiała się.
- Nie. Wchodź. - powiedziałem poważnym tonem, a ona zdziwiona weszła do środka. Usiadła w poczekalni, a ja poszedłem szybko wszystko załatwić. Zapłaciłem za tatuaż i znów podszedłem do niej. Bez słowa zaprowadziłem ją za rękę do sali i posadziłem na fotel.
- Jaki to ma być tatuaż? - zapytał otyły facet z brodą zaplecioną w warkoczyka. Miał na sobie czarną koszulkę na ramiączkach z logiem Linkin Park. Na ramionach miał mnóstwo tatuaży. Spojrzałem na Jessic'ę.
- Wytłumacz panu. - jęknąłem i usiadłem na skórzanej, pozdzieranej, czerwonej kanapie, która zupełnie nie pasowała do zielonych ścian wnętrza tego pokoju.
- No więc... - wystawiła do mężczyzny trzęsący się nadgarstek - Chciałabym, aby był na nadgarstku. To ma być czarny napis ,,Ross" taką ładną, pochyłą czcionką i jeśli można to obok napisu czarne serduszko. - spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się.
- Spoko. - odparł brodaty zupełnie luźno i swobodnie. Chwycił jej nadgarstek i ułożył na fotelu tak, aby było mu wygodnie robić tatuaż. Potem zrobił wszystko co trzeba i włączył swój sprzęt. Już prawie dotknął jej nadgarstka, ale szybko Go zabrała i spojrzała na mnie.
- Ross, ja się boję! - krzyknęła. Stary facet tylko spojrzał na mnie pytająco. Kiwnąłem głową na znak, żeby nie przestawał i spojrzałem błagalnie na Jess. Z powrotem położyła nadgarstek na miejsce i zamknęła oczy. Za chwile facet z brodą zrobił pierwsze pociągnięcie igłą. Ja siedziałem na niewygodnej kanapie i przyglądałem się wszystkiemu. Jessica przez cały proces miała zamknięte oczy.
Po około półtorej godziny, gościu zawiązał nadgarstek Jessic'y jakąś folią i dał maść udzielając wskazówek, jak często ma smarować miejsce z tatuażem. Ona tylko kiwała głową i patrzyła na swój tatuaż. Podziękowaliśmy i wyszliśmy z salonu w ciszy.
- Nienawidzę Cię. - rzuciła zaraz kiedy zamknąłem drzwi salonu i poszła przed siebie. Zaśmiałem się i pobiegłem za nią. Zaszedłem jej drogę i złapałem za ręce, ale odwróciła wzrok w lewą stronę. Chwyciłem jej podbródek i zmusiłem, aby na mnie patrzyła.
- Też cię kocham. - szepnąłem i pocałowałem ją w usta, a potem musnąłem nosem jej policzek.
- Głupi jesteś. - zaśmiała się i trzymając mnie za rękę ruszyła przed siebie. Wyjąłem z kieszeni listę jej życzeń, której jej wtedy nie oddałem.
- Spotkać Taylor'a Lautner'a? - próbowałem powstrzymać śmiech. - Zostać żoną Ross'a? - uniosłem dwukrotnie brwi. Wyrwała mi kartkę i uderzyła w klatkę piersiową.
- Wal się. - rzuciła i schowała kartkę do tylnej kieszeni spodni .
- Co tam jeszcze jest? Skoczyć ze spadochronu i co....? - zapytałem.
- I nauczyć się grać na gitarze. - odparła zgryźliwym tonem. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie ma sprawy. - odchrząknąłem - Panno Andres...czy jest Panna gotowa, aby jutro rozpocząć naukę gry na gitarze? - zapytałem szarmancko. Spojrzała na mnie.
- Oczywiście Panie Lynch, jestem gotowa. Więc gdzie mnie Pan zabierze? Rozumiem, że i Pan ma zamiar się nauczyć, czyż nie? - odparła.
- Śmieszne. -prychnąłem - Serio mówię. Wpadniesz do mnie jutro?
- Niech będzie. - uśmiechnęła się i nim się obejrzeliśmy byliśmy pod jej domem. - To cześć. - wspięła się na palce i pocałowała mnie w policzek, a potem zniknęła w piętrowcu.
- To cześć. - szepnąłem już do siebie, uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do domu.
- Rydel! - krzyczałem już od progu. Blondynka od razu pojawiła się w salonie, do którego właśnie wszedłem. W ręce trzymała apteczkę.
- Co się stało?! - zapytała wystraszona. Spojrzałem na apteczkę w jej ręce.
- Po co Ci to? - wskazałem wzrokiem na białą skrzyneczkę.
- Myślałam, że coś Ci jest! - prychnęła.
- W sumie to tak. Potrzebuję Twojej pomocy. - uściskałem ją na przywitanie dopiero teraz. - Jess chce zostać moją żoną, więc postanowiłem, że jej się oświadczę i... - przerwała mi głośnym piskiem. Wsadziłem palce do uszu, żeby choć trochę ją przyciszyć. Kiedy usłyszałem, że już ucichła, wyjąłem je i spojrzałem na nią, Podskakiwała na palcach podekscytowana.
- Musimy załatwić jakąś salę, wiesz, musi być elegancka. Potrzebna jest też jakaś kapela, tyko nie wiem jeszcze jaka. My nie wystąpimy, bo nie wystąpisz na swoim ślubie. Suknia ślubna, to już zależy od Jess... - nawijała. W pewnym momencie przestałem jej słuchać.
- Ja chciałem tylko, żebyś pomogła mi wybrać pierścionek. - przerwałem jej - ale może powinienem o to poprosić mamę. - zaśmiałem się.
- Nie, poczekaj! Oczywiście, że Ci pomogę. - błysnęło jej w oczach. - To chodź. - pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia, zgarniając przy tym swoją torebkę.
- Ale, że już dzisiaj? - zapytałem zdziwiony. Wsiedliśmy do auta blondynki.
- Oczywiście! Nie ma na co czekać. Gdzie chcesz się jej oświadczyć? Sądzę, że słodkie by było, gdybyś zabrał ją na jakąś kolację, i poprosił kelnerów, o wrzucenie pierścionka do wina, lub szampana, zależy co zamówicie, prawda? I wtedy ona by Go znalazła i... - westchnęła. Patrzyła w jakiś punkt przed sobą. Również w niego spojrzałem, ale nie było tam nic ciekawego.
- Właściwie, to chciałem przed nią po prostu uklęknąć... - westchnąłem. Bawiło mnie to podekscytowanie mojej siostry.
- Jesteś nudny. Co Jess w Tobie widzi? - pokiwała głową i przekręciła kluczyk w stacyjce, a ja się zaśmiałem. Ruszyliśmy.
Rydel zabrała mnie chyba do najdroższego jubilera w całym mieście. Ale trzeba przyznać, że ta biżuteria była naprawdę warta swojej ceny. Oglądaliśmy z Delly różne pierścionki w gablotach.
- Ross, a ten? - przywołała mnie bliżej siebie ruchem ręki. Podszedłem i wskazała na srebrny pierścionek *.
- Na pewno by się jej spodobał. - uśmiechnąłem się. - Czekaj, że po ile on jest?! - wytrzeszczyłem oczy przeczytawszy cenę.
- Kochasz ją czy nie? - zapytała stanowczo. Przewróciłem oczami.
Nim się obejrzałem już płaciłem majątek za pierścionek, a jubiler pakował go w czerwone pudełeczko w kształcie serca. Zapakowałem pudełeczko do kieszeni i z siostrą znów wsiedliśmy do auta siostry. Oglądałem uważnie pierścionek jeszcze raz.
- Przestań. Spodoba jej się, zobaczysz. Jest idealny, nie doszukuj się wad. - upomniała mnie nagle siostra i uśmiechnęła się. Zamknąłem pudełko i z powrotem schowałem je do kieszeni.
- To gdzie i kiedy się jej oświadczysz? - zapytała.
- A to niech pozostanie moją tajemnicą. - uśmiechnąłem się pod nosem. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy.
No więc tak, to jest już 31 rozdział. Postanowiłam, że blog będzie miał 40-45 rozdziałów, jeszcze tylko zależy jak bardzo będą się one ciągnąć + epilog. Nie ma sensu Go trzymać dłużej. Wiem, że tak nagle wyparowałam z oświadczynami, ale naprawdę zbliżamy się już końca tego bloga, za którym na pewno będę tęsknić. Za niedługo powinien pojawić się rozdział 32 ;)
____________________________________________________________________________
*
- Jaki to ma być tatuaż? - zapytał otyły facet z brodą zaplecioną w warkoczyka. Miał na sobie czarną koszulkę na ramiączkach z logiem Linkin Park. Na ramionach miał mnóstwo tatuaży. Spojrzałem na Jessic'ę.
- Wytłumacz panu. - jęknąłem i usiadłem na skórzanej, pozdzieranej, czerwonej kanapie, która zupełnie nie pasowała do zielonych ścian wnętrza tego pokoju.
- No więc... - wystawiła do mężczyzny trzęsący się nadgarstek - Chciałabym, aby był na nadgarstku. To ma być czarny napis ,,Ross" taką ładną, pochyłą czcionką i jeśli można to obok napisu czarne serduszko. - spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się.
- Spoko. - odparł brodaty zupełnie luźno i swobodnie. Chwycił jej nadgarstek i ułożył na fotelu tak, aby było mu wygodnie robić tatuaż. Potem zrobił wszystko co trzeba i włączył swój sprzęt. Już prawie dotknął jej nadgarstka, ale szybko Go zabrała i spojrzała na mnie.
- Ross, ja się boję! - krzyknęła. Stary facet tylko spojrzał na mnie pytająco. Kiwnąłem głową na znak, żeby nie przestawał i spojrzałem błagalnie na Jess. Z powrotem położyła nadgarstek na miejsce i zamknęła oczy. Za chwile facet z brodą zrobił pierwsze pociągnięcie igłą. Ja siedziałem na niewygodnej kanapie i przyglądałem się wszystkiemu. Jessica przez cały proces miała zamknięte oczy.
Po około półtorej godziny, gościu zawiązał nadgarstek Jessic'y jakąś folią i dał maść udzielając wskazówek, jak często ma smarować miejsce z tatuażem. Ona tylko kiwała głową i patrzyła na swój tatuaż. Podziękowaliśmy i wyszliśmy z salonu w ciszy.
- Nienawidzę Cię. - rzuciła zaraz kiedy zamknąłem drzwi salonu i poszła przed siebie. Zaśmiałem się i pobiegłem za nią. Zaszedłem jej drogę i złapałem za ręce, ale odwróciła wzrok w lewą stronę. Chwyciłem jej podbródek i zmusiłem, aby na mnie patrzyła.
- Też cię kocham. - szepnąłem i pocałowałem ją w usta, a potem musnąłem nosem jej policzek.
- Głupi jesteś. - zaśmiała się i trzymając mnie za rękę ruszyła przed siebie. Wyjąłem z kieszeni listę jej życzeń, której jej wtedy nie oddałem.
- Spotkać Taylor'a Lautner'a? - próbowałem powstrzymać śmiech. - Zostać żoną Ross'a? - uniosłem dwukrotnie brwi. Wyrwała mi kartkę i uderzyła w klatkę piersiową.
- Wal się. - rzuciła i schowała kartkę do tylnej kieszeni spodni .
- Co tam jeszcze jest? Skoczyć ze spadochronu i co....? - zapytałem.
- I nauczyć się grać na gitarze. - odparła zgryźliwym tonem. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie ma sprawy. - odchrząknąłem - Panno Andres...czy jest Panna gotowa, aby jutro rozpocząć naukę gry na gitarze? - zapytałem szarmancko. Spojrzała na mnie.
- Oczywiście Panie Lynch, jestem gotowa. Więc gdzie mnie Pan zabierze? Rozumiem, że i Pan ma zamiar się nauczyć, czyż nie? - odparła.
- Śmieszne. -prychnąłem - Serio mówię. Wpadniesz do mnie jutro?
- Niech będzie. - uśmiechnęła się i nim się obejrzeliśmy byliśmy pod jej domem. - To cześć. - wspięła się na palce i pocałowała mnie w policzek, a potem zniknęła w piętrowcu.
- To cześć. - szepnąłem już do siebie, uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do domu.
- Rydel! - krzyczałem już od progu. Blondynka od razu pojawiła się w salonie, do którego właśnie wszedłem. W ręce trzymała apteczkę.
- Co się stało?! - zapytała wystraszona. Spojrzałem na apteczkę w jej ręce.
- Po co Ci to? - wskazałem wzrokiem na białą skrzyneczkę.
- Myślałam, że coś Ci jest! - prychnęła.
- W sumie to tak. Potrzebuję Twojej pomocy. - uściskałem ją na przywitanie dopiero teraz. - Jess chce zostać moją żoną, więc postanowiłem, że jej się oświadczę i... - przerwała mi głośnym piskiem. Wsadziłem palce do uszu, żeby choć trochę ją przyciszyć. Kiedy usłyszałem, że już ucichła, wyjąłem je i spojrzałem na nią, Podskakiwała na palcach podekscytowana.
- Musimy załatwić jakąś salę, wiesz, musi być elegancka. Potrzebna jest też jakaś kapela, tyko nie wiem jeszcze jaka. My nie wystąpimy, bo nie wystąpisz na swoim ślubie. Suknia ślubna, to już zależy od Jess... - nawijała. W pewnym momencie przestałem jej słuchać.
- Ja chciałem tylko, żebyś pomogła mi wybrać pierścionek. - przerwałem jej - ale może powinienem o to poprosić mamę. - zaśmiałem się.
- Nie, poczekaj! Oczywiście, że Ci pomogę. - błysnęło jej w oczach. - To chodź. - pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia, zgarniając przy tym swoją torebkę.
- Ale, że już dzisiaj? - zapytałem zdziwiony. Wsiedliśmy do auta blondynki.
- Oczywiście! Nie ma na co czekać. Gdzie chcesz się jej oświadczyć? Sądzę, że słodkie by było, gdybyś zabrał ją na jakąś kolację, i poprosił kelnerów, o wrzucenie pierścionka do wina, lub szampana, zależy co zamówicie, prawda? I wtedy ona by Go znalazła i... - westchnęła. Patrzyła w jakiś punkt przed sobą. Również w niego spojrzałem, ale nie było tam nic ciekawego.
- Właściwie, to chciałem przed nią po prostu uklęknąć... - westchnąłem. Bawiło mnie to podekscytowanie mojej siostry.
- Jesteś nudny. Co Jess w Tobie widzi? - pokiwała głową i przekręciła kluczyk w stacyjce, a ja się zaśmiałem. Ruszyliśmy.
Rydel zabrała mnie chyba do najdroższego jubilera w całym mieście. Ale trzeba przyznać, że ta biżuteria była naprawdę warta swojej ceny. Oglądaliśmy z Delly różne pierścionki w gablotach.
- Ross, a ten? - przywołała mnie bliżej siebie ruchem ręki. Podszedłem i wskazała na srebrny pierścionek *.
- Na pewno by się jej spodobał. - uśmiechnąłem się. - Czekaj, że po ile on jest?! - wytrzeszczyłem oczy przeczytawszy cenę.
- Kochasz ją czy nie? - zapytała stanowczo. Przewróciłem oczami.
Nim się obejrzałem już płaciłem majątek za pierścionek, a jubiler pakował go w czerwone pudełeczko w kształcie serca. Zapakowałem pudełeczko do kieszeni i z siostrą znów wsiedliśmy do auta siostry. Oglądałem uważnie pierścionek jeszcze raz.
- Przestań. Spodoba jej się, zobaczysz. Jest idealny, nie doszukuj się wad. - upomniała mnie nagle siostra i uśmiechnęła się. Zamknąłem pudełko i z powrotem schowałem je do kieszeni.
- To gdzie i kiedy się jej oświadczysz? - zapytała.
- A to niech pozostanie moją tajemnicą. - uśmiechnąłem się pod nosem. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy.
No więc tak, to jest już 31 rozdział. Postanowiłam, że blog będzie miał 40-45 rozdziałów, jeszcze tylko zależy jak bardzo będą się one ciągnąć + epilog. Nie ma sensu Go trzymać dłużej. Wiem, że tak nagle wyparowałam z oświadczynami, ale naprawdę zbliżamy się już końca tego bloga, za którym na pewno będę tęsknić. Za niedługo powinien pojawić się rozdział 32 ;)
____________________________________________________________________________
*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
