pocałunek w jej pokoju, to jak wstydziłem się zagadać, koncert na którym poznaliśmy się bardziej, spacer po plaży, to jak pobiłem Edwarda i jakiś dwóch kolesi, wszystkie pocałunki. Noc pod namiotem, wypadek. Nasza pierwsza wspólna noc.
Jedna łza powoli spłynęła po policzku, ale szybko ją otarłem. Wyszedłem z domu i wsiadłem do samochodu. Czekałem chwilę, na resztę rodziny, a kiedy wszyscy przyszli pojechaliśmy. Weszliśmy do kościoła. Usiadłem w pierwszej ławce. Na samym środku leżała biała trumna. Była otwarta, więc mogłem jeszcze widzieć Jess. Ale jej widok mnie bolał. Była ubrana w białą, koronkową sukienkę. Włosy miała rozpuszczone, a usta czerwone. Ona nigdy nie malowała ust! W rękach trzymała bukiet czerwonych róż. Na nogach miała białe szpilki. Nie mogłem. Odwróciłem wzrok.
- Ej, spokojnie. - Rydel podała mi chusteczkę.-Będzie dobrze...-spojrzała na Jessicę i tym razem jej także łzy zaczęły spływać po policzku. Przytuliłem ją. Ona i Jess były bardzo związane. Ksiądz opowiadał coś ciągle. Ale Go nie słuchałem. Po prostu nie potrafiłem. Wywołano mnie do przemowy. Wszedłem na stopień, nastawiłem mikrofon.
- Co mam powiedzieć? Nie znam słów, które będą mogły opisać mój ból. Była sensem mojego życia. Nie wyobrażam sobie nic bez niej. Kiedyś zamykałem oczy i wyobrażałem sobie szczęście. Widziałem ją. Dzisiaj? Dzisiaj widzę tylko pustkę. Nie umiem...nie umiem nic zrobić bez niej. Teraz nie wiem czy cokolwiek ma sens. - powoli zszedłem. Podszedłem do trumny i spojrzałem na nią. Na moją narzeczoną, której nie zdążyłem poślubić. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem jej martwe, zimne wargi. Usiadłem na ławkę, obok Rydel. Obejrzałem się. Za mną siedziała zapłakana Maddie wtulona w Rikera, a obok nich rodzice Jess.
Po kolejnej gadaninie księdza i przemowie Maddie, Rydel i rodziców Jess zamknęli trumnę, a czwórka mężczyzn zabrała ją. My ruszyliśmy za nimi. Na całym cmentarzu roznosił się dźwięk skrzypiec. Tej smutnej melodii, którą zapamiętam na zawsze. Lekko zagłuszał ją ksiądz swoimi wypowiedziami. Ale i tak wyraźnie było słychać melodię. Doszliśmy na miejsce. Przejąłem od mamy wiązankę, z napisem ,,ostatnie pożegnanie". No właśnie Jess...ostatnie. Na sznurach powoli opuścili trumnę w dół, a ja ciągle zjeżdżałem wzrokiem razem z nią...Czekałem chwilę. Rodzice Jess położyli swoje kwiaty. Jej mama zapłakana i wtulona w zrozpaczonego męża. Ten widok także mnie bolał. Podszedłem i położyłem moją wiązankę. Nawet nie czułem już, kiedy po raz kolejny łzy spływały mi po policzku.
Ok. godziny 20.00 wróciłem do domu. Wszedłem do pokoju i opadłem bezradnie na łóżko. Poczułem coś pod plecami i wsadziłem pod nie rękę. Wyjąłem koszulkę. Koszulkę Jess, w której spała zawsze, jak nocowała u mnie. Jeszcze nawet było na niej czuć zapach Jessicy. Przypomniałem sobie o liście, który mi dała. Wstałem z łóżka i wyjąłem list z szuflady. Otworzyłem kopertę i zacząłem czytać.
,,Ross...jeśli to czytasz, to teraz pewnie mnie nie ma. Nie załamuj się, proszę. Będę zawsze koło Ciebie. Kocham Cię i zawsze będę. Uwierz, że dla mnie też to nie było łatwe. Pamiętasz, jak mój tata powiedział, że jesteś sensem mojego życia? Tak było. I jest. I w sumie jesteś też sensem mojego nie-życia. Próbowałam Cię rozśmieszyć. Znajdziesz dziewczynę, którą bardzo pokochasz. To nie będę ja, ale ją pokochasz jeszcze bardziej. Będziesz miał z nią dziecko. Będziecie bardzo szczęśliwi. I to ona będzie sensem Twojego życia. Ona i Twoje dziecko, rzecz jasna. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnisz, chociaż może tak byłoby Ci łatwiej. Mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę: jeśli kiedyś spojrzysz na gwiazdy, to proszę, pamiętaj, że bardzo Cię kocham.
-Jess."
Uśmiechnąłem się delikatnie. Łzy nadal spływały po moich policzkach, a na dodatek wszystko na co spojrzałem kojarzyło mi się z nią. Łóżko, na którym razem spaliśmy, biurko, na którym odrabiała za mnie pracę domową, szafa, w której szukała dla siebie koszulki do spania, poduszka, którą we mnie rzucała. Przebrałem się w jakąś koszulkę i położyłem się do łóżka. Ręką pogładziłem jeszcze miejsce, na którym zawsze leżała. Przykryłem się kołdrą i spojrzałem jeszcze za okno. Zwróciłem wzrok w stronę nieba, na księżyc, który tej nocy świecił wyjątkowo mocno i na gwiazdy.
- Też Cię kocham, Jess. - szepnąłem i zamknąłem oczy.
To był mój pierwszy blog i szczerze mówiąc trochę mi przykro, że się kończy. Ale prawda jest taka, że nikt go nie czyta, no i ja sama nie mam już weny na dalsze pisanie. Także...to koniec, ale to jest mój najważniejszy blog, bo od niego wszystko się zaczęło.
Szkoda że tak to sie skończyło :c
OdpowiedzUsuńpłacze bo zakończenie było mega smutne, a nie lubie takich zakończeń na blogach że umiera ukochana osoba bo zawsze zastanawiam sie co taki bohater, który straci drugą połówkę zrobi jutro, za dwa dni, za tydzień, rok lub nawet 10 lat i czy ta osoba będzie dalej pamiętać o tej swojej ukochanej osobie.
Ten blog był cudowny. Ja go czytałam. Nie moge cie błagać o to żeby był kolejny sezon bo
po pierwsze: sama napisałaś że nie masz weny i rozumiem że jak nikt nie komentuje to sie osobie nie chce pisać ale to nie oznacza że nikt tego nie czytał
Po drugie: jeżeli umarła dziewczyna Rossa którą kochał i która była główną bohaterką to nie wiem co wymyśliłabyś na następny sezon.
Ale cholernie żałuje że to koniec bo ten blog był bardzo orginalny i chyba najlepszy jaki czytałam :)
Dziękuje że znalazłaś czas aby pisać tego bloga a co najważniejsze to dziękuje że dokończyłaś go i nie zostawiłaś go w połowie opowiadania.
A co do ostatniego rozdziału to był genialny i czytałam go z wielkim uśmiechem na twarzy i łzami w oczach. <3
Bardzo miło mi to czytać <3
UsuńSzczerze mówiąc na samym początku miałam pomysł na drugi sezon, bez Jess, ale jednak z niego zrezygnowałam, ponieważ wtedy Ross na pewno miałby kogoś innego, więc to już nie byłby następny sezon, tylko inny blog tak naprawdę. Cieszę się, że chociaż Ty to czytałaś. Tak jak pisałam ten blog zawsze będzie dla mnie najważniejszy, bo od niego zaczęło się to wszystko, dlatego nie potrafiłabym go usunąć ani nic w tym stylu i wiedziałam, że muszę go dokończyć. Bardzo dziękuję za miłe słowa <3
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń