https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs&autoplej=1&kolorek=1b87f3&typek=2
https://www.youtube.com/watch?v=oYtGdgDHbPI!https://www.youtube.com/watch?v=aLXO88Sl12Y!https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs!https://www.youtube.com/watch?v=LiqQDDZB9pg!!!2!!!0

poniedziałek, 5 stycznia 2015

#31 ,,Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić Go szczęśliwym"



                                                                      2 komentarze = rozdział




Minęło już trochę czasu, ale nadal nie oswoiłem się z myślą, że mogę ją stracić.  Tydzień temu dopiero wróciliśmy do Kalifornii.
- Jess...a właściwie czemu Ty nie chcesz chodzić na chemioterapię? - zapytałem mojej dziewczyny kiedy złapała mnie za rękę.
- Ross...po tym będę czuła się jeszcze gorzej. Czytałam o tym!
- Nie! Zrozum, że bez tego już nic nie może Cię uratować! - puszczam jej rękę, a ludzie, którzy przechodzą koło nas ciągle na nas zerkają.
- Z tym też nie! Po prostu dłużej pożyję. A i tak umrę. To co to z różnica? - mówiła dziwnie opanowana. No dziewczyno! Rozmawiamy o Twojej śmierci, a Ty podchodzisz do tego tak spokojnie?! To miał być zwykły, jesienny spacer, do cholery. 
- Mogę zobaczyć tą kartkę z Twoimi życzeniami? - zmieniłem temat.
- Po co Ci?
- No mogę? - wyjęła kartkę z tylnej kieszeni spodni i podała mi ją. 
Zacząłem czytać. 
,,Zrobić sobie tatuaż"
- Gdzie chcesz mieś tatuaż?-zaśmiałem się.
- Na nadgarstku.
- A jaki?
- Bo ja wiem. Myślałam o tym. I chyba chciałabym Twoje imię. Taki tatuaż pasuje do trumny. -zaśmiała się.
- To nie jest śmieszne! Zrozum, że ja nie chcę Cię stracić! - spoważniała. Kopnąłem jakiś kamyk, który leżał pod moją nogą. Głos ciągle mi się łamał. Tak naprawdę to odkąd dowiedziałem się o jej chorobie ciągle chce mi się płakać. Ale nie powinienem płakać. 
- Ross...-przytuliła mnie.-nie stracisz mnie!
- Chodź.-chwyciłem ją za rękę i pognałem w stronę miasta.
- Ale gdzie?
- No chodź!

Stanęliśmy przed studiem tatuażu.
- Nie, Ty sobie chyba żartujesz! - zaśmiała się.
- Nie. Wchodź. - powiedziałem poważnym tonem, a ona zdziwiona weszła do środka. Usiadła w poczekalni, a ja poszedłem szybko wszystko załatwić. Zapłaciłem za tatuaż i znów podszedłem do niej. Bez słowa zaprowadziłem ją za rękę do sali i posadziłem na fotel.
- Jaki to ma być tatuaż? - zapytał otyły facet z brodą zaplecioną w warkoczyka. Miał na sobie czarną koszulkę na ramiączkach z logiem Linkin Park. Na ramionach miał mnóstwo tatuaży. Spojrzałem na Jessic'ę.
- Wytłumacz panu. - jęknąłem i usiadłem na skórzanej, pozdzieranej, czerwonej kanapie, która zupełnie nie pasowała do zielonych ścian wnętrza tego pokoju.
- No więc... - wystawiła do mężczyzny trzęsący się nadgarstek - Chciałabym, aby był na nadgarstku. To ma być czarny napis ,,Ross" taką ładną, pochyłą czcionką i jeśli można to obok napisu czarne serduszko. - spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się.
- Spoko. - odparł brodaty zupełnie luźno i swobodnie. Chwycił jej nadgarstek i ułożył na fotelu tak, aby było mu wygodnie robić tatuaż. Potem zrobił wszystko co trzeba i włączył swój sprzęt. Już prawie dotknął jej nadgarstka, ale szybko Go zabrała i spojrzała na mnie.
- Ross, ja się boję! - krzyknęła. Stary facet tylko spojrzał na mnie pytająco. Kiwnąłem głową na znak, żeby nie przestawał i spojrzałem błagalnie na Jess. Z powrotem położyła nadgarstek na miejsce i zamknęła oczy. Za chwile facet z brodą zrobił pierwsze pociągnięcie igłą. Ja siedziałem na niewygodnej kanapie i przyglądałem się wszystkiemu. Jessica przez cały proces miała zamknięte oczy.
   Po około półtorej godziny, gościu zawiązał nadgarstek Jessic'y jakąś folią i dał maść udzielając wskazówek, jak często ma smarować miejsce z tatuażem. Ona tylko kiwała głową i patrzyła na swój tatuaż. Podziękowaliśmy i wyszliśmy z salonu w ciszy.
- Nienawidzę Cię. -  rzuciła zaraz kiedy zamknąłem drzwi salonu i poszła przed siebie. Zaśmiałem się i pobiegłem za nią. Zaszedłem jej drogę i złapałem za ręce, ale odwróciła wzrok w lewą stronę. Chwyciłem jej podbródek i zmusiłem, aby na mnie patrzyła.
- Też cię kocham. - szepnąłem i pocałowałem ją w usta, a potem musnąłem nosem jej policzek.
- Głupi jesteś. - zaśmiała się i trzymając mnie za rękę ruszyła przed siebie.  Wyjąłem z kieszeni listę jej życzeń, której jej wtedy nie oddałem.
- Spotkać Taylor'a Lautner'a? - próbowałem powstrzymać śmiech. - Zostać żoną Ross'a? - uniosłem dwukrotnie brwi. Wyrwała mi kartkę i uderzyła w klatkę piersiową.
- Wal się. - rzuciła i schowała kartkę do tylnej kieszeni spodni .
- Co tam jeszcze jest? Skoczyć ze spadochronu i co....? - zapytałem.
- I nauczyć się grać na gitarze. - odparła zgryźliwym tonem. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie ma sprawy. - odchrząknąłem -  Panno Andres...czy jest Panna gotowa, aby jutro rozpocząć naukę gry na gitarze? - zapytałem szarmancko. Spojrzała na mnie.
- Oczywiście Panie Lynch, jestem gotowa. Więc gdzie mnie Pan zabierze? Rozumiem, że i Pan ma zamiar się nauczyć, czyż nie? - odparła.
- Śmieszne. -prychnąłem - Serio mówię. Wpadniesz do mnie jutro?
- Niech będzie. - uśmiechnęła się i nim się obejrzeliśmy byliśmy pod jej domem. - To cześć. - wspięła się na palce i pocałowała mnie w policzek, a potem zniknęła w piętrowcu.
- To cześć. - szepnąłem już do siebie, uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do domu.



- Rydel! - krzyczałem już od progu. Blondynka od razu pojawiła się w salonie, do którego właśnie wszedłem. W ręce trzymała apteczkę.
- Co się stało?! - zapytała wystraszona. Spojrzałem na apteczkę w jej ręce.
- Po co Ci to? - wskazałem wzrokiem na białą skrzyneczkę.
- Myślałam, że coś Ci jest! - prychnęła.
- W sumie to tak. Potrzebuję Twojej pomocy. - uściskałem ją na przywitanie dopiero teraz.  - Jess chce zostać moją żoną, więc postanowiłem, że jej się oświadczę i... - przerwała mi głośnym piskiem. Wsadziłem palce do uszu, żeby choć trochę ją przyciszyć. Kiedy usłyszałem, że już ucichła, wyjąłem je i spojrzałem na nią, Podskakiwała na palcach podekscytowana.
- Musimy załatwić jakąś salę, wiesz, musi być elegancka. Potrzebna jest też jakaś kapela, tyko nie wiem jeszcze jaka. My nie wystąpimy, bo nie wystąpisz na swoim ślubie. Suknia ślubna, to już zależy od Jess... - nawijała. W pewnym momencie przestałem jej słuchać.
- Ja chciałem tylko, żebyś pomogła mi wybrać pierścionek. - przerwałem jej - ale może powinienem o to poprosić mamę. - zaśmiałem się.
- Nie, poczekaj! Oczywiście, że Ci pomogę. - błysnęło jej w oczach. - To chodź. - pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia, zgarniając przy tym swoją torebkę.
- Ale, że już dzisiaj? - zapytałem zdziwiony. Wsiedliśmy do auta blondynki.
- Oczywiście! Nie ma na co czekać. Gdzie chcesz się jej oświadczyć? Sądzę, że słodkie by było, gdybyś zabrał ją na jakąś kolację, i poprosił kelnerów, o wrzucenie pierścionka do wina, lub szampana, zależy co zamówicie, prawda? I wtedy ona by Go znalazła i... - westchnęła. Patrzyła w jakiś punkt przed sobą. Również w niego spojrzałem, ale nie było tam nic ciekawego.
- Właściwie, to chciałem przed nią po prostu uklęknąć... - westchnąłem. Bawiło mnie to podekscytowanie mojej siostry.
- Jesteś nudny. Co Jess w Tobie widzi? - pokiwała głową i przekręciła kluczyk w stacyjce, a ja się zaśmiałem. Ruszyliśmy.

Rydel zabrała mnie chyba do najdroższego jubilera w całym mieście. Ale trzeba przyznać, że ta biżuteria była naprawdę warta swojej ceny. Oglądaliśmy z Delly różne pierścionki w gablotach.
- Ross, a ten? - przywołała mnie bliżej siebie ruchem ręki. Podszedłem i wskazała na srebrny pierścionek *.
- Na pewno by się jej spodobał. - uśmiechnąłem się. - Czekaj, że  po ile on jest?! - wytrzeszczyłem oczy przeczytawszy cenę.
- Kochasz ją czy nie? - zapytała stanowczo. Przewróciłem oczami.
Nim się obejrzałem już płaciłem majątek za pierścionek, a jubiler pakował go w czerwone pudełeczko w kształcie serca.  Zapakowałem pudełeczko do kieszeni i z siostrą znów wsiedliśmy do auta siostry. Oglądałem uważnie pierścionek jeszcze raz.
- Przestań. Spodoba jej się, zobaczysz. Jest idealny, nie doszukuj się wad. - upomniała mnie nagle siostra i uśmiechnęła się. Zamknąłem pudełko i z powrotem schowałem je do kieszeni.
- To gdzie i kiedy się jej oświadczysz? - zapytała.
- A to niech pozostanie moją tajemnicą. - uśmiechnąłem się pod nosem. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy.











No więc tak, to jest już 31 rozdział. Postanowiłam, że blog będzie miał 40-45 rozdziałów, jeszcze tylko zależy jak bardzo będą się one ciągnąć + epilog. Nie ma sensu Go trzymać dłużej. Wiem, że tak nagle wyparowałam z oświadczynami, ale naprawdę zbliżamy się już końca tego bloga, za którym na pewno będę tęsknić. Za niedługo powinien pojawić się rozdział 32 ;)
____________________________________________________________________________

*

2 komentarze:

  1. Nie słyszałam o tym blogu ale musi być bardzo ciekawy. Pierwszy raz spotykam sie z BLOGIEM o chorobie głównej bohaterki. Przynajmniej wydaje mi sie że głównej ponieważ pierwszy rozdział jaki przeczytałam to był ten xD ale przeczytam od pierwszego rozdziału bo bardzo zainteresował mnie ten blog i napewno będę czytać kolejne rozdziały :)
    Bardzo dobry pomysł na blog :) podobny do filmu "Niech będzie teraz". naprawde cudowny blog.
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAA o boze kocham tego bloga ! jest piekny :* naprawde masz mega talent :* szkoda tylko ze powoli sie juz konczy :( ehhh.. nie usmiercaj Jess niez zyja dluuuugooo i maja duuuuuzooo dzieci :D masz juz 2 kom wiec teraz net plis!!

    OdpowiedzUsuń