https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs&autoplej=1&kolorek=1b87f3&typek=2
https://www.youtube.com/watch?v=oYtGdgDHbPI!https://www.youtube.com/watch?v=aLXO88Sl12Y!https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs!https://www.youtube.com/watch?v=LiqQDDZB9pg!!!2!!!0

poniedziałek, 14 lipca 2014

zwiastun

Jeszcze nie wracam, ale chcę Wam dać taki mały przedsmak tego, co będzie się działo w kolejnych rozdziałach :P

niedziela, 13 lipca 2014

#29

Rano obudziłem się w łóżku, jak zwykle, sam. Przypominając sobie wydarzenia z nocy uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym wstałem i wyjąłem z szafki jakieś ubrania. Ubrałem się w nie i zszedłem na dół, do łazienki. Umyłem się i zrobiłem koło siebie i poszedłem do kuchni, w nadziei, że zastanę tam Jess, ale jej nie było. Przeszukałem cały dom, ale nie było w nim nikogo. Wszedłem do kolejnego pokoju i to co tam zobaczyłem, ucieszyło i zaskoczyło mnie równocześnie. Peter-brat Jess, grał na gitarze i to na dodatek ,,Crazy 4 u"!
-Hej.-powiedziałem nieśmiało.-nie przeszkadzam?
-Nie, wejdź.-powiedział i uśmiechnął się do mnie odkładając gitarę.
-Grałeś ,,crazy 4 u", prawda?
-Tak...moja dziewczyna Was uwielbia, postanowiłem, że nauczę się tego dla niej.-zaśmiał się.
-No to już się nauczyłeś, świetnie Ci poszło. Jak długo grasz?
-W sumie to od dziecka. Jak miałem 6 lat to zobaczyłem u wujka gitarę. Nauczył mnie grać jakiejś piosenki, a potem mi się to spodobało, więc rodzice kupili mi gitarę i się  uczyłem.
-To świetnie! A tak zmieniając temat...gdzie jest Jessica?
-Pojechała z rodzicami do sklepu, powinni zaraz być.-uśmiechnął się do mnie i wrócił do gry.
-Dzięki.-powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
Po około 10 minutach Jess i jej rodzice wrócili obładowani reklamówkami.
-Dzień dobry.-zwróciłem się do jej rodziców. - I hej.-powiedziałem do niej, całując ją w policzek i odbierając od niej zakupy.
Potem poszliśmy do niej do pokoju.
-Co tam?-zapytała z uśmiechem, a  ja nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi.
-Dobrze...-powiedziałem zdziwiony.
-To fajnie. Pójdziemy dziś gdzieś?
-Tak. Przypomniałem sobie, że kiedy byłem dzieckiem przyjeżdżałem tu do cioci i razem  z kuzynami zawsze się bawiliśmy. I właśnie wtedy przypomniałem sobie gdzie. Muszę Cię tam zabrać, ale to dopiero wieczorem. Dopiero wtedy  jest taki efekt...tylko będę musiał godzinę wcześniej tam skoczyć i coś zrobić. SAM.-podkreśliłem ostatnie słowo.
-Okej...a gdzie to?
-Niespodzianka!
-No dobra, a co będziemy robić do tego czasu?
-Mam pomysł! Chodźmy surfować. Jest ciepło, ale wieje wiatr. Fale pewnie są idealne na surfing!
-Ale...-powiedziała i urwała.
-No co?
-Ja nie umiem....
-Nie ma problemu, nauczę Cię. Będę miał pretekst do obejmowania.-zaśmialiśmy się.
-Dobra, tylko się przygotuję.-powiedziała i wyszła z pokoju. Ja również ubrałem się w coś, w czym mogę surfować. Kiedy Jess była gotowa ruszyliśmy na plażę. Szybko się przygotowaliśmy i pobiegliśmy wypożyczyć deski.
-Dobra, na początek kładziesz się na desce...-powiedziałem, kiedy byliśmy już w wodzie, a ona wykonała ,,rozkaz"
-Musisz czekać na falę.
-Taką?-zapytała wskazując przed siebie
-Tak. Szybko zanim fala dojdzie musisz stanąć na desce i utrzymać równowagę.
-Dobra!-krzyknęła i zrobiła to, o co prosiłem.
Jess szybko nauczyła się surfować, więc nie musiałem długo czekać, ale śmigaliśmy po falach razem. Było po prostu cudownie.
-Podobało się?-zapytałem w drodze powrotnej.
-Było super! Muszę częściej to robić!-mówiła podekscytowana.
-O nie!-krzyknąłem nagle.
-Co?
-No bo do tamtego miejsca, gdzie chcę Cię zabrać trochę jest, więc trzeba jechać autem, a ja nie mam auta...
-A, spoko. Tata ci pożyczy!
-Skoro tak...

Kiedy byliśmy w domu Jess namówiła tatę i pożyczył nam auto. Pojechałem przygotować wszystko, żeby wyglądało ładniej i wróciłem po Jessic'ę.

-Okej, ale nie możesz patrzeć!-powiedziałem i zasłoniłem jej oczy. Prowadziłem ją powoli i zdjąłem jej ręce z oczu zaraz przed wejściem do lasku.
Szliśmy krótką alejką w lesie, którą oświetlały lampki, które za dziecka wieszaliśmy tu, gdy było ciemno.
W oczach Jess widziałem zachwyt. Doprowadziłem ją do małego jeziorka w środku lasu. Położyliśmy się razem na molo koło jeziora patrząc w gwiazdy.
-Podoba Ci się?-zapytałem nagle.
-Jest bosko. Mogłabym tu mieszkać. Albo chociaż zostać kilka dni...
-Możemy zostać na noc o ile jest tu...-powiedziałem i wstałem z mostu. Podszedłem do krzaka i zacząłem w nim szperać, a potem wyjąłem namiot.-o ile jest tu namiot.-dokończyłem.
-No ale...jedzenie, pidżama?
-Spokojnie. O jedzeniu pomyślałem, cały koszyk jest w samochodzie. Ja będę spał w samych bokserkach, więc mogę Ci dać moją koszulkę. Jest tylko jeden problem....
-Jaki?
-Materac jest. Ale nie mam żadnego koca, ani nic...
-Tata pewnie ma w aucie. Znając jego pewnie ma nawet poduszki!-zaśmiała się.
-A, to nie ma problemu.
Rozpaliłem ognisko i rozłożyłem namiot, po czym poszedłem poszukać koca, poduszek i koszyka. Potem wróciłem ze wszystkimi rzeczami i ,,pościeliłem" namiot.
-Weź sobie coś z koszyka.-powiedziałem do Jess kładąc koc w namiocie. Zjadła jakieś kanapki, a potem ja zrobiłem to samo. Pogadaliśmy chwilę przy ognisku i poszliśmy się położyć.
Jessica wtuliła się mocno we mnie i przykryła kocem.
-Ross?-zaczęła nagle.
-Tak?
-Kochasz mnie?
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Najbardziej na świecie...
-Ja Ciebie też-szepnęła.
-W końcu jestem ideałem-zaśmiałem się, wspominając słowa jej ojca. Ona uderzyła mnie tylko delikatnie w klatkę piersiową na co się zaśmiałem. Potem pocałowaliśmy się namiętnie i usnęliśmy.


-----------------------------------------------
Przychodzę do Was z krótkim rozdziałem iii...krótką przerwą...
Nie kończę bloga, ale po prostu ostatnio mam brak weny, ale obiecuję, że za niedługo wrócę :) Mam nadzieję, że nie opuści mnie te kilka czytelników i, że będzie czekać cierpliwie :)
Nie odchodzę na długo, może koło tygodnia. W każdym razie zrobię krótką przerwę, bo wolę mieć wenę i pisć dobrze, niż pisać tak beznadziejnie, jak dziś. Resztę blogów będę prowadzić. Kocham Was <3

sobota, 5 lipca 2014

#28

Rano obudziłem się z okropnym bólem głowy. Wstałem poszukać jakiś tabletek przeciwbólowych, ale nic nie było. Postanowiłem, że pójdę do Jess i zapytam, czy coś ma, ale jej też nie było.  Szukałem jej w całym domu i nie znalazłem ani jej, ani tabletek. Wróciłem do salonu i spod poduszki wygrzebałem mój telefon. Wybrałem numer do Jessic'y. Po pierwszym sygnale usłyszałem, że drzwi otwierają się. Nie rozłączając się pobiegłem do przedpokoju i zobaczyłem moją dziewczynę obładowaną reklamówkami. Rozłączyłem się i podbiegłem do niej, aby jej pomóc.
-Widzę, że już wstałeś?-zapytała mnie śmiejąc się.
-Tak. I strasznie boli mnie głowa.-jęknąłem łapiąc się za miejsce, o którym powiedziałem.
-Tak przypuszczałam. Kupiłam Ci tabletki przeciwbólowe, poszukaj w reklamówce.-powiedziała wyciągając  z szafki szklankę.
-Jak Ty o mnie dbasz.-zaśmiałem się przeszukując reklamówki.
-Chyba nie powinnam. Ile wczoraj wypiłeś?
-Nie pamiętam, Jess. Nie mówmy o tym, proszę.-powiedziałem wyciągając jedną tabletkę z opakowania.
-Masz.-podała mi szklankę z wodą.- jutro rano wyjeżdżam.-zakomunikowała, a ja prawie oplułem się wodą.
-Co?! Jak to?! Czyli, że to koniec? Gdzie jedziesz?-zadawałem kilka pytań na raz.
-Spokojnie, Rossy. Tylko na tydzień, jadę do rodziny. Tęsknie za nimi.
-Co? Na tydzień?! A ja będę tęsknił za Tobą!
-To może pojedziesz ze mną? W końcu jeszcze nie udało Ci się poznać moich rodziców. Widziałeś ich tylko wtedy, kiedy potrącił mnie samochód, a z tego, co wiem, to nawet nie gadaliście.
-A jak będę przeszkadzał?
-Wątpię. To jedziesz?-zapytała po raz kolejny,  a ja zgodziłem się.
Potem pojechaliśmy kupić mi bilet na samolot, bo ona już swój miała, a następnie do mnie do domu.
Spakowałem moje ubrania i sam się przebrałem, bo w nocy spałem w wczorajszych ciuchach. Oświadczyłem również rodzicom, że wjeżdżam, oraz, że przeprowadzam się potem do Jess. Widziałem, że są smutni, ale byłem pełnoletni, więc nic nie mogli zrobić. Pocieszyłem ich i powiedziałem, że i tak będziemy się często spotykać. Reszta dnia minęła bardzo nudno- pakowanie potrzebnych rzeczy, itp.

Jess obudziła mnie już o 5.00, twierdząc, że ona się musi przygotować i ja z resztą też, po za tym mamy zdążyć dojechać, a ona musi zrobić jakieś kanapki. Samolot był o 7.00, więc w sumie i tak wstaliśmy późno.
Ubrałem się i umyłem bardzo szybko. Potem ułożyłem jak najlepiej moje włosy, bo wyglądały, jakbym spał na dworze. Potem tak samo jak ja- Jess się ubrała i umyła. Sprawdziliśmy czy wszystko mamy spakowane i zrobiliśmy kanapki. Ze wszystkim wyrobiliśmy się na 6.30, a na lotnisko było 20 min. Zapakowałem nasze walizki do bagażnika i ruszyliśmy na lotnisko. Zajechaliśmy tak, jak wcześniej mówiłem po 20 minutach, więc jak najszybciej załatwiliśmy wszystko co potrzebne i wsiedliśmy do samolotu. Przed nami było trochę ponad 12 godzin lotu, więc na miejscu powinniśmy być koło 18.00.

Lot minął spokojnie i szybko, mimo, że lecieliśmy 12 godzin, to ciągle gadałem z Jess. Spotkałem w samolocie również fana, który też co chwile coś nawijał. Oczywiście nie narzekam, kocham moich fanów. Przy wysiadaniu ludzie pchali się jak nie wiem, więc z Jessic'ą poczekaliśmy i wyszliśmy ostatni. Zabraliśmy nasze walizki i ruszyliśmy w stronę taksówek. Droga taksówką także minęła szybko i nim się obejrzałem, stałem przed domem rodziny mojej dziewczyny. Zapukaliśmy i spojrzeliśmy na siebie. Jess posłała mi tylko uśmiech i już po chwili  w drzwiach stał jej tata. Od razu zaczęli się ściskać i witać, a mi serce biło jak oszalałe i stresowałem się jak nigdy- w końcu chciałem zrobić na nich dobre wrażenie. Kiedy skończyli się przytulać, jej tata podał mi rękę.
-James jestem. Tata Jessic'y. A Ty to...?-zaczął rozmowę.
-Jestem Ross.-uśmiechnąłem się i również podałem mu rękę.
-Tato, opowiadałam Wam przecież o Ross'ie.-wtrąciła Jess.
-Aaa! To Ty! Ta wielka miłość mojej córki! To jest ten ideał?-zwrócił się tym razem do Jess.
-Tato!-krzyknęła Jessica i weszła do domu, a ja z jej tatą zaśmialiśmy się.
W domu poznałem również mamę Jess- Sophię.
-Ty pewnie jesteś Ross?-spytała życzliwie się do mnie uśmiechając.
-Tak to ja.-odpowiedziałem i wyciągnąłem do niej na przywitanie rękę. Ona powtórzyła mój gest.
-Jessica wiele mi o Tobie mówiła. Nazywała Cię ideałem, najlepszym co ją w życiu spotkało, nawet nie wiedziałam jak w końcu masz na imię.- zaśmiała się jej mama, a razem z nią ja. Spojrzałem na Jess, która zarumieniła się i pociągnęła mnie za rękę, prowadząc na górę.
-To jest mój pokój.-powiedziała wchodząc do przytulnego pokoju z niebieskimi ścianami, na których wisiało wiele zdjęć. Półki były prawie puste- na nich także znajdowały się tylko zdjęcia. Białe meble mieściły w sobie tylko kilka ciuchów. Reszta półek była pusta.
-Więc jestem ideałem?- zaśmiałem się spoglądając na moją dziewczynę.
-Nie. Powiedziałam tak tylko po to, żeby postawić Cię w jak najlepszym świetle.-powiedziała również się uśmiechając.
-Nie? Nie jestem ideałem?!-zapytałem i zacząłem ją łaskotać. Zawsze wtedy się tak słodko śmiała. Teraz też.
-Nie, Ross, przestań!-krzyczała śmiejąc się.
-Nie, dopóki nie przyznasz, że jestem idealny.- zaśmiałem się, nie przestając jej gilgotać. Upadliśmy na łóżko nie przestając się śmiać. Ona leżała na łóżku, a ja na niej. W końcu przestałem ją łaskotać i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła mój uśmiech. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy bez słowa. Po krótkiej chwili patrzenia sobie w oczy  zbliżyłem głowę do niej, ale nie pocałowałem jej, chcąc zobaczyć jej reakcję.
-Tak, jesteś idealny.-szepnęła mi do ucha i namiętnie pocałowała. Odwzajemniłem pocałunek. Ona bawiła się moimi włosami.  Z czasem pocałunek stawał się coraz głębszy, namiętniejszy. Nie wiem jak to się stało, że po chwili nie miałem na sobie koszulki, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Nie przerywając całowania położyłem jej ręce na biodrach.
-Nie przeszkadzam?-usłyszeliśmy nagle i szybko zwróciliśmy wzrok w stronę drzwi, gdzie stał tata Jess.
-Nie, nie.-powiedziałem skrępowany, sięgając po moją bluzkę. Szybko przełożyłem ją przez głowę i razem z Jessic'ą usiedliśmy w ciszy na łóżku.
-Przyszedłem tylko powiedzieć, że pewnie zgłodnieliście i Sophia zaprasza Was na kolację.-powiedział James i wyszedł. Kiedy jego głośne kroki ucichły, razem z Jess wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Kiedy się trochę ogarnęliśmy zeszliśmy na dół, do kuchni.
Sophia podała już do stołu spaghetti. Za każdym razem, kiedy napotkałem wzrok James'a odwracałem go skrępowany, jak najszybciej.
-Więc... opowiedz coś o Twoich koncertach i tak dalej.- przerwała tą irytującą ciszę mama Jessic'y.
-No więc- zazwyczaj najpierw spotykamy się z fanami. Chwilę rozmawiamy, robimy zdjęcia. Później dajemy koncert przy czym świetnie się bawimy, a potem jest Q&A. A na  koniec wszyscy się rozchodzimy.
-A jak nazywa się ten Twój zespół?-zapytał mnie James.
-R5, proszę Pana..-powiedziałem nadal skrępowany sceną, którą widział.
-R5...-zamruczał tylko pod nosem ojciec Jess.
-Za niedługo powinien wrócić Peter.- zmieniła nagle temat Sophia, patrząc na zegarek.
-A właśnie, gdzie Peter?-zapytała Jessica.
-Poszedł gdzieś do koleżanki i jeszcze go nie ma.-rozległa się odpowiedź.
Kiedy zjedliśmy podziękowałem i zapytaliśmy, czy mamy w czymś pomóc, ale nie byliśmy potrzebni. Już mieliśmy wchodzić na górę, kiedy w drzwiach stanął wysoki brunet, ubrany w szarą koszulkę i jeansy, trzymający za rękę jakąś szczupłą, średniego wzrostu blondynkę.
-Peter!- krzyknęła nagle Jessica, rzucając mu się na szyję. Znów przytulanie chwilę trwało.
-Aha, to Jest Peter, mój brat. -zwróciła się w końcu do mnie, przedstawiając mi brata.- A to jest..
-Ross Lynch!-przerwała jej blondynka i zaczęła piszczeć.-Ross uwielbiam Cię! I R5! Jesteście całym moim życiem!- zaczęła piszczeć jeszcze bardziej, a wszyscy się zaśmiali.
-Słuchasz nas?- zapytałem uśmiechnięty.
-Oczywiście!
-Ooo, to coś ciekawego! A jaka jest twoja ulubiona piosenka?
-Sama nie wiem. Wszystkie kocham, nie potrafię wybrać.-powiedziała zakłopotana. -Czy mogę sobie z Tobą zrobić zdjęcie?-odbiegła nagle od tematu.
-Jasne, dla R5Family wszystko!-powiedziałem, a ona podała Jess aparat, pokazując tym, że ta ma nam zrobić zdjęcie. Po zrobieniu zdjęcia pogadałem jeszcze chwilę z nią i z Peter'em, który okazał się bardzo ciekawym chłopakiem, a potem ruszyłem z Jess na górę.
Wypakowaliśmy nasze rzeczy, a potem w celu odpoczęcia ona położyła się na łóżko, a ja żeby nie powtórzyła się poprzednia sytuacja, usiadłem na podłodze, opierając się o łóżko.
-Hej, a Ty, co? Przytuliłbyś mnie.-powiedziała nagle schodząc i siadając na mnie okrakiem i znów całując. Oczywiście odwzajemniłem pocałunek, ale po jakimś czasie przestałem i odsunąłem się od niej.
-Co jest?- zapytała zmieszana.
-A jak Twój tata znów wejdzie?
-O proszę, Rossy się boi, tak?
-No bo chcę zrobić na Twoich rodzicach wrażenie, a już na wstępie to zepsułem.
-Przestań, nie bój się!-powiedziała i zaczęła znów mnie całować, zjeżdżając niżej, do szyi. Sprawiało mi to ogromną przyjemność, ale mimo to z trudem odsunąłem się od niej.
-Nie Jess..może jak wszyscy usną.-powiedziałem, nie ukrywam, zły, bo naprawdę podobało mi się to wszystko, a mimo to musiałem przestać.
-Od kiedy Ty jesteś taki tchórzliwy?-zapytała wstając ze mnie, najwyraźniej trochę zła.
-Nie jestem tchórzliwy, tylko zależy mi, żeby rodzice mojej dziewczyny mnie polubili! A od kiedy Ty jesteś taka odważna?-zapytałem.
-Nie odważna, tylko Cię kocham i mam na Ciebie ochotę!-powiedziała i wyszła z pokoju, zabierając ze sobą jakieś ubrania.
Westchnąłem tylko, ale nie ukrywam byłem zadowolony z tego, jak Jess mnie traktowała. ,,Mam na Ciebie ochotę". To tak słodko brzmiało. Rozmyślałem o tym co się stało, kiedy Jessica wróciła do pokoju ubrana w krótkie spodenki i w samym staniku, uczesana w wysokiego koka.
-Zapomniałam koszulki.-powiedziała i zaczęła grzebać w walizce. - No nie!-krzyknęła nagle.
-Co?-zapytałem ciekawy.
-Nie wzięłam żadnej koszulki do spania  z Kalifornii.
-Weź moją.-powiedziałem i podałem jej jakąś moją koszulkę. Od razu ją założyła. Wyglądała trochę zabawnie w mojej koszulce, która sięgała jej do połowy ud, a rękawy, które powinny być krótkie, u niej były trochę przed łokcie. Zaśmiałem się, przyglądając się jej.
-Co znowu?- zapytała.
-Nic. Jesteś urocza.
-Szkoda, że  tego nie okazujesz. - powiedziała, a nagle jej tata znów wszedł do pokoju.
-Jess, czy..a ty co tutaj robisz?!-zapytał mnie zmieniając wypowiedź.
-Śpię tutaj.-powiedziałem zakłopotany.
-O nie! Po tym co widziałem? Będziesz spał w salonie!
-Nie, tato! To mój chłopak i będzie spał ze mną, czy tego chcesz czy nie!- zaczęła Jessica.
-W porządku, Jess, pójdę do salonu.-powiedziałem wstając z łóżka, ale ona mnie od razu posadziła z powrotem.
-Nie, Ross.- powiedziała i znów zwróciła się do ojca.-Tato, rozumiem, że to co widziałeś mogło Cię zdenerwować, ale kocham Ross'a i nawet jeśli nie tu, to w Kalifornii mamy zamiar zamieszkać razem, więc tak czy siak, nie oddzielisz nas, jak nie teraz i tu, to później i w Kalifornii. Ross śpi t u t a j.- dokończyła, kładąc nacisk na prawie każde wypowiedziane słowo.
-Proszę Pana, kocham Pańską córkę i naprawdę nie mam co do niej złych zamiarów. Wiem, że nie zrobiłem zbyt dobrego wrażenia, ale ja na ogół taki nie jestem.-tym razem ja się odezwałem.
-Nie.. masz rację. Przesadzam. Zapomnijmy o tym, dobra?-zaproponował James, na co oczywiście przytaknąłem.
Kiedy wyszedł zdjąłem spodnie i koszulkę pozostając tylko w bokserkach i położyłem się na łóżko. Oczywiście Jess i teraz mi nie odpuściła i znów siadła na mnie okrakiem i pocałowała mnie, tym razem krótko.
-To na czym skończyło?-zapytała śmiejąc się.
-Oj Jess!
-A, już wiem!-powiedziała i pocałowała mnie w szyję, a potem w klatkę piersiową, rzucając mi przy tym co jakiś czas słodkie uśmiechy.
Dalej.. sami się możecie domyśleć.

UWAGA, PRZECZYTAJCIE:
No to mamy kolejny rozdział, ale tym razem stawiam pewien warunek.
Następny dodam dopiero wtedy, gdy pod tum będzie co najmniej 2 komentarze. Wiem, ze to podchodzi lekko pod szantaż, ale po prostu ja już nie wiem, czy ktoś kto jeszcze czyta. Niby wyświetleń jest dużo, a komentarzy 0. Chcę wiedzieć, co myślicie o tym blogu, bo czasem wydaje mi się, że piszę tylko dla siebie. :)

czwartek, 3 lipca 2014

#27

Po kilku minutach Jess wyszła z sali. Ja i mój brat spojrzeliśmy na nią przestraszeni. Ona tylko zaśmiała się i wskazała Riker'owi, żeby wszedł do sali. Kiedy chłopak zniknął w drzwiach, Jessica  podeszła do mnie i mnie przytuliła. Czułem jej ciepły oddech na karku, co mnie speszyło, ale równocześnie sprawiło przyjemność. Spojrzałem na nią  i pocałowałem ją namiętnie w usta. Ona tylko po krótkim czasie odwzajemniła mój pocałunek, czyniąc go bardziej namiętnym i pogłębiając go. Jess wspięła się na palce i  zarzuciła mi ręce na szyje, bawiąc się moimi włosami. Nasz pocałunek przerwał Riker, który wybiegł z sali zaczął krzyczeć, że został tatą. Podbiegał do pacjentów i informował ich o tym. Oni tylko mu gratulowali i uśmiechali się pod nosem. Podszedłem do brata, położyłem mu rękę na ramieniu i powiedziałem:
-Rik, już okej! Idź do Maddie, pewnie Cię teraz potrzebuje.-powiedziałem, na co ten przytaknął i wrócił na salę. Ja również wróciłem do swojej dziewczyny, która objęła mnie.
-Hej, a my kiedy zrobimy sobie dzidziusia?- zapytała, a ja się speszyłem.
-Jessica, ale ja.. nie planuję dzieci w najbliższym czasie. Nie zrozum mnie źle, ale wiesz, to wszystko dzieję się zbyt szybko..-powiedziałem,a ona przerwała mi śmiechem.
-Żartuję blondi. Też nie chcę dzieci.- rzekła, poczochrała moje włosy, a potem z sali wyszedł Riker, a za nim lekarze wiozący Maddie na wózku z dzieckiem na ręku.
-Można ją odwiedzić?-zapytała Jessica.
-Jadą teraz na badania.- powiedział podekscytowany Riker. -trochę im tam może zejść, może jedźcie do domu, a przyjedziecie rano?
-Racja Jess. Nie ma sensu czekać. Przyjedziemy jutro, zaraz jak wstaniemy.-zwróciłem się do mojej dziewczyny.
-Okej.-powiedziała przytulając przyjacielsko mojego brata i szepcząc mu do ucha gratulacje. Ja przytuliłem go ,,po męsku" i również pogratulowałem. Potem ruszyliśmy z Jessic'ą w stronę wyjścia, a nasze dłonie splotły się. Jak zwykle wstrzymała oddech, bo od razu wtedy spojrzałem na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie, rzucając na nią co jakiś czas kątem oka spojrzenia. Dotarliśmy do mojego samochodu, a ja pojechałem do niej. Zostałem u niej na noc. Wtedy po raz pierwszy doszło między nami do ,,czegoś więcej".

Następnego dnia obudziłem się i o dziwo, Jess jeszcze spała. Postanowiłem, że tym razem, to ja zrobię dla niej śniadanie i poszedłem do kuchni. Nie wiedziałem za bardzo co robić, bo mimo, że bywałem tu często, czułem się trochę skrępowany grzebiąc komuś w szafkach- nawet jeśli to była moja dziewczyna. W końcu zebrałem i się i otworzyłem lodówkę. Znalazłem wiele owoców: truskawki, winogron, jagody i borówki. Pierwsze co wpadło mi do głowy to sałatka owocowa, więc pokroiłem i umyłem owoce, a potem wrzuciłem je do miski. Potem nalałem do szklanki sok pomarańczowy i ruszyłem do sypialni. Postawiłem sok i sałatkę na biurku, obok łóżka. Niestety Jess długo spała, więc w sumie z samych nudów wyszedłem kupić jej kwiaty. Napisałem jej karteczkę i położyłem ją obok śniadania i wyszedłem z domu. Szczerze, nie wiedziałem jakie kwiaty mam kupić, bo pierwszy raz to robiłem. Zapytałem więc sprzedawczyni.
-A z jakiej to okazji? Przeskrobał Pan, rocznica, czy co się stało?- zapytała starsza pani błądząc wzrokiem  po wazonach z kwiatami w nich. Było ich od groma. Od czerwonych róż, po białe goździki.
-Tak po prostu. Bo ją kocham.-powiedziałem w końcu.
-Co? Takie przypadki się tu nie zdarzają!-zaśmiała się, po czym wybrała kilka czerwonych róż, dokładając do tego kilka białych. Zapłaciłem za kwiaty i uśmiechnąłem się do sprzedawczyni, która odpowiedziała tym samym i poszedłem do auta.
Kiedy wróciłem Jess już nie spała i zajadała sałatkę, którą zrobiłem.
-Smakuje?-zapytałem podchodząc do niej i całując ją w policzek.
-Bardzo. Z jakiej to okazji?
-Tak po prostu. A to dla Ciebie.-powiedziałem i wręczyłem jej kwiaty.
Ona wstała i przytuliła mnie.
-Dziękuję!-powiedziała odbierając ode mnie bukiet.
-Co zrobiłeś?-zapytała podejrzliwie.
-Nic, to już nie mogę dać mojej dziewczynie kwiatów?-zapytałem śmiejąc się.
-Kocham Cię, głupku.-powiedziała i wyszła z pokoju wstawić kwiaty do wazonu.
-Ogarnę się i jedziemy do szpitala?-zapytała po chwili całując mnie w policzek.
-Oczywiście.-powiedziałem uśmiechając się do niej.
-Podasz mi kosmetyczkę z pokoju?-zapytała zanim weszła do łazienki.
-Nie musisz się malować. Bez makijażu też jesteś piękna.
-Ross, proszę.-powiedziała, a ja uległem i poszedłem po kosmetyczkę. Rzuciłem ją dziewczynie i zaśmiałem się:
-Niezłe przyjęcie Panno Andres.
-Niezły rzut, Panie Lynch.-powiedziała i puściła do mnie oczko,  wchodząc do łazienki.
Po kilku minutach była gotowa, więc pojechaliśmy do szpitala, gdzie poznaliśmy małą Molly-moją bratanicę. Ja kochałem dzieci. Naprawdę. Ale sądziłem, że mam jeszcze na nie czas. Jessica ślicznie wyglądała z malutką Molly na rękach. Dziewczynka miała bardzo jasne, rzadkie włosy-prawie niewidoczne, duże, niebieskie oczy, mały nosek i słodki uśmiech, który pojawiał się co jakiś czas, kiedy się ją łaskotało.
Wziąłem Riker'a na bok i pogratulowałem mu po raz kolejny i gadaliśmy jeszcze chwilę.
-A co Ty taki szczęśliwy?-zauważył nagle brat.
-Tak..po prostu.-powiedziałem i rzuciłem wzrok w stronę małej Molly.
-Jasne. Przyznaj się. Albo spotkałeś się z fanami, albo to kwestia nocy. Jak ją spędziłeś?-zapytał podejrzliwie.
-A co?
-Nic. Pytam. Oglądałeś jakiś film, czy coś?-zapytał lekko uśmiechając się.
-Tak.
-Kłamiesz! Wiem co robiłeś!-zaśmiał się.- tylko, Ross..uważaj..masz jeszcze czas na dzieci.
-Spoko. Jest okej.-powiedziałem i ruszyłem w stronę Jess i Mads bawiących się z dziewczynką.
Za chwile podszedł do nas Riker. Gadaliśmy o wielu rzeczach. Za każdym razem kiedy spojrzenie moje i brata spotkało się, nie mogliśmy powstrzymać się od uśmiechu.
-Hej Ross! Trzeba jakoś uczcić moje dziecko i się spotkać. Co Ty na to?-zaproponował nagle brat.
-Pewnie. Dzisiaj?-zapytałem ucieszony. Brakowało mi brata i wreszcie mogłem z nim gdzieś wyjść.
-Jasne.-opowiedział.
-Tylko nie spijcie się za bardzo.-zaśmiały się dziewczyny.
-Spokojnie.-odpowiedział uspakajając je gestem ręki.

Wieczorem z bratem spotkałem się w klubie. Wypiliśmy dość sporo. Ciągle wtedy latał mi w głowie tekst Maddie- ,,tylko nie spijcie się za bardzo". Nie dotrzymaliśmy obietnicy. Trudno, świętowaliśmy. Wieczorem, sam nie wiem jak, ale półprzytomnie wróciłem do domu Jess. Czekała na mnie i nie spała.
-O hej, kochanie.- powiedziałem i chciałem ją pocałować, ale odsunęła się ode mnie.
-Czuć od Ciebie alkoholem. Śpij dzisiaj lepiej tu, na kanapie.-powiedziała, ale wiedziałem, że wcale nie jest zła. Położyłem się na kanapie, którą wcześniej posłała mi Jessica i w mgnieniu oka zasnąłem.

środa, 2 lipca 2014

#26

Kiedy się obudziłem pierwsze co wszedłem na mojego twitter'a i napisałem notkę do fanów, że potrzebuję pieniędzy i wyjaśniłem im dokładnie całą sprawę, oraz obiecałem jakąś nagrodę za to wpłacenie pieniędzy. Jeszcze nie wiedziałem co zrobić, ale coś musiałem coś wymyślić. W ciągu dwóch godzin na konto, które podałem w notce wpłynęło 10 tysięcy! Moi fani byli wspaniali, ale brakowało mi jeszcze 10 tysięcy. Nie wiedziałem skąd mam wziąć te pieniądze. Ostatnim wyjściem było pożyczenie tej kasy. Zadzwoniłem więc do Mai.
-Hej, Ross o co chodzi?-zapytała po drugiej stronie słuchawki.
-Maia, trochę mi głupio..
-No mów, zawsze Ci pomogę. Co się stało?-zapytała po raz kolejny.
-Potrzebuję pieniędzy.. -powiedziałem, po czym wyjaśniłem jej całą sytuację.
-Ross nie ma sprawy! Ale mam tylko 6 tysięcy.
-Spokojnie, tyle też może być. Oddam najszybciej jak mogę.-powiedziałem i rozłączyłem się, po czym pojechałem do niej.


-Naprawdę nie wiem jak Ci dziękować.-powiedziałem odbierając pieniądze.
-Żartujesz? To bardzo ważne, informuj mnie na bieżąco. -powiedziała podając mi pieniądze.
Przeliczyłem je na szybko.
-Ale tu jest 10 tysięcy.-powiedziałem zdziwiony.
-Wiem, pożyczyłam. Leć już.-powiedziała i przytuliła mnie. Spojrzałem na nią wdzięcznym wzrokiem i wyszedłem. Napisałem wiadomość pod numer, z którego dostawałem ,,groźby" , że mam pieniądze i możemy się spotkać. Od razu dostałem odpowiedź. Miałem zostawić pieniądze w parku, pod ławką i odejść dość daleko, a Jess miała wtedy jakoś do mnie dojść. Byłem zestresowany. Serce waliło mi jak nigdy dotąd. Mimo wszystko wykonałem rozkazy. Po 10 minutach Jessica rzuciła mi się na szyję. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd.
-Jess. Wreszcie! Zabiję tego gnoja, kto to był?!-zapytałem wściekły.
-Ross, spokojnie. To Edward. On mi nic nie zrobił.-powiedziała smutno.
-Nie wierzę Ci. Co on Ci zrobił?
-Ross! Mówię, że nic. Zamknął mnie tylko w piwnicy i związał.-powiedziała z trudem, a do jej oczu napłynęły łzy.
-I to jest nic?!
-Tak. Równie dobrze mógł mnie bić, albo zrobić coś gorszego. Proszę, daj spokój. Zrób to dla mnie.-powiedziała błagalnym wzrokiem.
-Myślisz, że to proste?
-Nie. Ale spróbuj.
-Nie. Zabiję gnoja.
-Ross uspokój się! Nie ucierpiałam, już wszystko okej. On już zniknie z naszego życia, obiecuję!-tymi słowami mnie nie uspokoiła, ale dała mi do zrozumienia, że ona nie chce o tym pamiętać, więc tylko i wyłącznie dla niej postanowiłem odpuścić. Chciałem jakoś ją zadowolić, więc zabrałem ją na lody. Usiedliśmy przy stoliku w kawiarni, a ja zamówiłem coś dla nas. Czekając na desery lodowe rozmawialiśmy o wszystkim.
-Jess, myślałaś kiedyś o tym, żeby ze mną zamieszkać?-zapytałem nagle i trochę żartobliwie.
-Tak. W sumie myślałam, że mógłbyś się teraz do mnie wprowadzić. Pokój Mads jest wolny, a ja siedzę sama. Nie chodzi mi zaraz o coś poważnego, ale nie mam nic przeciwko temu.-odpowiedziała i zaśmiała się.
-Wiesz, że to nie taki zły pomysł? Riker się już wyprowadził, Ell i Rydel.. w sumie nie wiem, czy oni w końcu coś do siebie czują czy nie, a Rocky.. Rocky ma jakąś tam dziewczynę, ale sam nie wiem jaką. Więc w sumie też mógłbym się wyprowadzić i odwiedzać rodzinę. Na próby też bym jeździł. Co Ty na to?
-Jestem za!- zaśmiała się, a na nasz stolik kelnerka postawiła desery.
W trakcie jedzenia lodów ustalaliśmy moją przeprowadzkę. W sumie był to dobry pomysł. W pewnym momencie zauważyłem Jess ma nad wargą trochę loda, więc pocałowałem ją, żeby jej to ,,zetrzeć".
-A to za co?- zapytała i uśmiechnęła się, a na jej policzek wkradł się rumieniec.
-Byłaś brudna.-zaśmiałem się. Potem znów gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Potem odwiozłem ją do domu, a sam pojechałem do Mai.

-Hej Maia, przyjechałem podziękować za te pieniądze, oddam jak najszybciej. A z Jess okej.-powiedziałem w progu.
-Nie ma za co, ważne, że z Jess w porządku. Wejdź do środka.-powiedziała i otworzyła drzwi szerzej, żebym mógł przejść.
-Ross, co z próbami, tak zmieniając temat? Za niedługo nagrywamy drugą część ,,Teen Beach Movie" , a my ani razu nie ćwiczyliśmy.-poinformowała mnie.
-Wiem, wiem. Od jutra zaczynamy próby, obiecuję.-powiedziałem, a ona podała mi mój scenariusz. Potem pojechałem do domu.
Przekartkowałem mój scenariusz, a potem poszedłem pod prysznic.  Umyłem się, a potem poszedłem spać.


Rano obudziłem się i pojechałem do Mai na próbę. Przećwiczyliśmy kilka scen, a ona podała mi daty kolejnych prób z resztą obsady. Potem jak to zwykle pojechałem do Jessic'y. Otworzyła mi niepomalowana, ubrana w pidżamę, z spiętym wysoko kucykiem. Nawet taka zaspana i nieogarnięta była piękna. Podszedłem do niej żeby ją pocałować, ale ona odepchnęła mnie.
-Co znów zrobiłem?-zapytałem.
-Nic, ale właśnie wstałam, obudziłeś mnie. A całować mnie, zanim się umyję, może tylko mój pies.-zaśmiała się i poszła się ogarnąć. Po jakiś 15 minutach była już na dole, umyta, ubrana w czarną bluzkę na ramiączkach, a na nią zarzuconą jeansową kamizelkę, również na ramiączkach. Do tego krótkie spodenki. Włosy rozpuszczone, kręcone, grzywka jak zawsze na boku. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się. Patrzyłem tak na nią długi czas. Była taka idealna. Kochała taniec- tak jak ja i uwielbiała pisać teksty piosenek i miałem nadzieję, że kiedyś napisze coś dla R5. Tak bardzo ją kochałem. Przyglądałem się jej jeszcze chwilę.
-No wreszcie księżniczko.-powiedziałem w końcu, wstałem z kanapy, na której siedziałem, podszedłem do niej i pocałowałem ją. Odwzajemniła mój pocałunek, a potem znów zaczęliśmy gadać o tej przeprowadzce.
-Jesteś pewien, że tego chcesz?- zapytała.
-Pewnie. Ale wiesz, teraz będę nagrywał film i będę często na próbach.-odparłem.
-Tak wiem.-powiedziała trochę smutno.
-Hej, ale i tak będziemy się widywać!-powiedziałem pocieszająco.
-No wiem.-powiedziała, a na jej twarzy pojawił się prawie niedostrzegalny uśmiech.
Potem poszliśmy do starego pokoju Maddie, a ja oglądałem go i patrzyłem co gdzie poustawiać. To były dziwne plany, bo nawet nie planowaliśmy ślubu, ani nic jakoś bardzo poważnego, ale fajnie byłoby mieszkać ze swoją dziewczyną. Postanowiliśmy, że zaczniemy przewozić moje rzeczy i tak dalej już następnego dnia. Siedzieliśmy i planowaliśmy, kiedy zadzwonił do mnie telefon. Był to Riker.
-Tak?-spytałem.
-Stary, Mads jest w szpitalu i rodzi, boję się!-powiedział zdenerwowany. 
-Spoko, zaraz tam będę!-powiedziałem.

Wsiadłem w samochód i po drodze opowiedziałem Jess co się stało. W między czasie Riker powiedział mi też w którym są szpitalu. Szybko dotarliśmy na miejsce. Znaleźliśmy Riker'a przed salą. Słychać było tylko ciągłe krzyki Maddie,a  mój biedny brat siedział zestresowany i nie wiedział co robić.
-Może tam wejdę.-powiedziała Jessica.
-Nie, ja pójdę.-odparł Riker i bardzo wystraszony wszedł na salę.
Po kilku minutach wyszedł stamtąd cały rozczochrany,w pogniecionej koszuli i niektórymi guzikami w tej koszuli odpiętymi.
-Jezu, co się stało?!-krzyknąłem wystraszony.
-Poszarpała mnie i darła się na mnie, że to moja wina i gdyby nie ja, to by teraz nie cierpiała.-powiedział jeszcze bardzej zestresowany, a ja się wystraszyłem. Jess zaczęła się śmiać.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałem.
-Każda kobieta przy porodzie tak ma. A Wy faceci zawsze się boicie. Nie martw się Rik.-zaśmiała się po raz kolejny i weszła do sali.



Oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba. :)