https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs&autoplej=1&kolorek=1b87f3&typek=2
https://www.youtube.com/watch?v=oYtGdgDHbPI!https://www.youtube.com/watch?v=aLXO88Sl12Y!https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs!https://www.youtube.com/watch?v=LiqQDDZB9pg!!!2!!!0

niedziela, 13 lipca 2014

#29

Rano obudziłem się w łóżku, jak zwykle, sam. Przypominając sobie wydarzenia z nocy uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym wstałem i wyjąłem z szafki jakieś ubrania. Ubrałem się w nie i zszedłem na dół, do łazienki. Umyłem się i zrobiłem koło siebie i poszedłem do kuchni, w nadziei, że zastanę tam Jess, ale jej nie było. Przeszukałem cały dom, ale nie było w nim nikogo. Wszedłem do kolejnego pokoju i to co tam zobaczyłem, ucieszyło i zaskoczyło mnie równocześnie. Peter-brat Jess, grał na gitarze i to na dodatek ,,Crazy 4 u"!
-Hej.-powiedziałem nieśmiało.-nie przeszkadzam?
-Nie, wejdź.-powiedział i uśmiechnął się do mnie odkładając gitarę.
-Grałeś ,,crazy 4 u", prawda?
-Tak...moja dziewczyna Was uwielbia, postanowiłem, że nauczę się tego dla niej.-zaśmiał się.
-No to już się nauczyłeś, świetnie Ci poszło. Jak długo grasz?
-W sumie to od dziecka. Jak miałem 6 lat to zobaczyłem u wujka gitarę. Nauczył mnie grać jakiejś piosenki, a potem mi się to spodobało, więc rodzice kupili mi gitarę i się  uczyłem.
-To świetnie! A tak zmieniając temat...gdzie jest Jessica?
-Pojechała z rodzicami do sklepu, powinni zaraz być.-uśmiechnął się do mnie i wrócił do gry.
-Dzięki.-powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
Po około 10 minutach Jess i jej rodzice wrócili obładowani reklamówkami.
-Dzień dobry.-zwróciłem się do jej rodziców. - I hej.-powiedziałem do niej, całując ją w policzek i odbierając od niej zakupy.
Potem poszliśmy do niej do pokoju.
-Co tam?-zapytała z uśmiechem, a  ja nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi.
-Dobrze...-powiedziałem zdziwiony.
-To fajnie. Pójdziemy dziś gdzieś?
-Tak. Przypomniałem sobie, że kiedy byłem dzieckiem przyjeżdżałem tu do cioci i razem  z kuzynami zawsze się bawiliśmy. I właśnie wtedy przypomniałem sobie gdzie. Muszę Cię tam zabrać, ale to dopiero wieczorem. Dopiero wtedy  jest taki efekt...tylko będę musiał godzinę wcześniej tam skoczyć i coś zrobić. SAM.-podkreśliłem ostatnie słowo.
-Okej...a gdzie to?
-Niespodzianka!
-No dobra, a co będziemy robić do tego czasu?
-Mam pomysł! Chodźmy surfować. Jest ciepło, ale wieje wiatr. Fale pewnie są idealne na surfing!
-Ale...-powiedziała i urwała.
-No co?
-Ja nie umiem....
-Nie ma problemu, nauczę Cię. Będę miał pretekst do obejmowania.-zaśmialiśmy się.
-Dobra, tylko się przygotuję.-powiedziała i wyszła z pokoju. Ja również ubrałem się w coś, w czym mogę surfować. Kiedy Jess była gotowa ruszyliśmy na plażę. Szybko się przygotowaliśmy i pobiegliśmy wypożyczyć deski.
-Dobra, na początek kładziesz się na desce...-powiedziałem, kiedy byliśmy już w wodzie, a ona wykonała ,,rozkaz"
-Musisz czekać na falę.
-Taką?-zapytała wskazując przed siebie
-Tak. Szybko zanim fala dojdzie musisz stanąć na desce i utrzymać równowagę.
-Dobra!-krzyknęła i zrobiła to, o co prosiłem.
Jess szybko nauczyła się surfować, więc nie musiałem długo czekać, ale śmigaliśmy po falach razem. Było po prostu cudownie.
-Podobało się?-zapytałem w drodze powrotnej.
-Było super! Muszę częściej to robić!-mówiła podekscytowana.
-O nie!-krzyknąłem nagle.
-Co?
-No bo do tamtego miejsca, gdzie chcę Cię zabrać trochę jest, więc trzeba jechać autem, a ja nie mam auta...
-A, spoko. Tata ci pożyczy!
-Skoro tak...

Kiedy byliśmy w domu Jess namówiła tatę i pożyczył nam auto. Pojechałem przygotować wszystko, żeby wyglądało ładniej i wróciłem po Jessic'ę.

-Okej, ale nie możesz patrzeć!-powiedziałem i zasłoniłem jej oczy. Prowadziłem ją powoli i zdjąłem jej ręce z oczu zaraz przed wejściem do lasku.
Szliśmy krótką alejką w lesie, którą oświetlały lampki, które za dziecka wieszaliśmy tu, gdy było ciemno.
W oczach Jess widziałem zachwyt. Doprowadziłem ją do małego jeziorka w środku lasu. Położyliśmy się razem na molo koło jeziora patrząc w gwiazdy.
-Podoba Ci się?-zapytałem nagle.
-Jest bosko. Mogłabym tu mieszkać. Albo chociaż zostać kilka dni...
-Możemy zostać na noc o ile jest tu...-powiedziałem i wstałem z mostu. Podszedłem do krzaka i zacząłem w nim szperać, a potem wyjąłem namiot.-o ile jest tu namiot.-dokończyłem.
-No ale...jedzenie, pidżama?
-Spokojnie. O jedzeniu pomyślałem, cały koszyk jest w samochodzie. Ja będę spał w samych bokserkach, więc mogę Ci dać moją koszulkę. Jest tylko jeden problem....
-Jaki?
-Materac jest. Ale nie mam żadnego koca, ani nic...
-Tata pewnie ma w aucie. Znając jego pewnie ma nawet poduszki!-zaśmiała się.
-A, to nie ma problemu.
Rozpaliłem ognisko i rozłożyłem namiot, po czym poszedłem poszukać koca, poduszek i koszyka. Potem wróciłem ze wszystkimi rzeczami i ,,pościeliłem" namiot.
-Weź sobie coś z koszyka.-powiedziałem do Jess kładąc koc w namiocie. Zjadła jakieś kanapki, a potem ja zrobiłem to samo. Pogadaliśmy chwilę przy ognisku i poszliśmy się położyć.
Jessica wtuliła się mocno we mnie i przykryła kocem.
-Ross?-zaczęła nagle.
-Tak?
-Kochasz mnie?
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Najbardziej na świecie...
-Ja Ciebie też-szepnęła.
-W końcu jestem ideałem-zaśmiałem się, wspominając słowa jej ojca. Ona uderzyła mnie tylko delikatnie w klatkę piersiową na co się zaśmiałem. Potem pocałowaliśmy się namiętnie i usnęliśmy.


-----------------------------------------------
Przychodzę do Was z krótkim rozdziałem iii...krótką przerwą...
Nie kończę bloga, ale po prostu ostatnio mam brak weny, ale obiecuję, że za niedługo wrócę :) Mam nadzieję, że nie opuści mnie te kilka czytelników i, że będzie czekać cierpliwie :)
Nie odchodzę na długo, może koło tygodnia. W każdym razie zrobię krótką przerwę, bo wolę mieć wenę i pisć dobrze, niż pisać tak beznadziejnie, jak dziś. Resztę blogów będę prowadzić. Kocham Was <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz