-Rik, już okej! Idź do Maddie, pewnie Cię teraz potrzebuje.-powiedziałem, na co ten przytaknął i wrócił na salę. Ja również wróciłem do swojej dziewczyny, która objęła mnie.
-Hej, a my kiedy zrobimy sobie dzidziusia?- zapytała, a ja się speszyłem.
-Jessica, ale ja.. nie planuję dzieci w najbliższym czasie. Nie zrozum mnie źle, ale wiesz, to wszystko dzieję się zbyt szybko..-powiedziałem,a ona przerwała mi śmiechem.
-Żartuję blondi. Też nie chcę dzieci.- rzekła, poczochrała moje włosy, a potem z sali wyszedł Riker, a za nim lekarze wiozący Maddie na wózku z dzieckiem na ręku.
-Można ją odwiedzić?-zapytała Jessica.-Jadą teraz na badania.- powiedział podekscytowany Riker. -trochę im tam może zejść, może jedźcie do domu, a przyjedziecie rano?
-Racja Jess. Nie ma sensu czekać. Przyjedziemy jutro, zaraz jak wstaniemy.-zwróciłem się do mojej dziewczyny.
-Okej.-powiedziała przytulając przyjacielsko mojego brata i szepcząc mu do ucha gratulacje. Ja przytuliłem go ,,po męsku" i również pogratulowałem. Potem ruszyliśmy z Jessic'ą w stronę wyjścia, a nasze dłonie splotły się. Jak zwykle wstrzymała oddech, bo od razu wtedy spojrzałem na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie, rzucając na nią co jakiś czas kątem oka spojrzenia. Dotarliśmy do mojego samochodu, a ja pojechałem do niej. Zostałem u niej na noc. Wtedy po raz pierwszy doszło między nami do ,,czegoś więcej".
Następnego dnia obudziłem się i o dziwo, Jess jeszcze spała. Postanowiłem, że tym razem, to ja zrobię dla niej śniadanie i poszedłem do kuchni. Nie wiedziałem za bardzo co robić, bo mimo, że bywałem tu często, czułem się trochę skrępowany grzebiąc komuś w szafkach- nawet jeśli to była moja dziewczyna. W końcu zebrałem i się i otworzyłem lodówkę. Znalazłem wiele owoców: truskawki, winogron, jagody i borówki. Pierwsze co wpadło mi do głowy to sałatka owocowa, więc pokroiłem i umyłem owoce, a potem wrzuciłem je do miski. Potem nalałem do szklanki sok pomarańczowy i ruszyłem do sypialni. Postawiłem sok i sałatkę na biurku, obok łóżka. Niestety Jess długo spała, więc w sumie z samych nudów wyszedłem kupić jej kwiaty. Napisałem jej karteczkę i położyłem ją obok śniadania i wyszedłem z domu. Szczerze, nie wiedziałem jakie kwiaty mam kupić, bo pierwszy raz to robiłem. Zapytałem więc sprzedawczyni.
-A z jakiej to okazji? Przeskrobał Pan, rocznica, czy co się stało?- zapytała starsza pani błądząc wzrokiem po wazonach z kwiatami w nich. Było ich od groma. Od czerwonych róż, po białe goździki.
-Tak po prostu. Bo ją kocham.-powiedziałem w końcu.
-Co? Takie przypadki się tu nie zdarzają!-zaśmiała się, po czym wybrała kilka czerwonych róż, dokładając do tego kilka białych. Zapłaciłem za kwiaty i uśmiechnąłem się do sprzedawczyni, która odpowiedziała tym samym i poszedłem do auta.
Kiedy wróciłem Jess już nie spała i zajadała sałatkę, którą zrobiłem.
-Smakuje?-zapytałem podchodząc do niej i całując ją w policzek.
-Bardzo. Z jakiej to okazji?
-Tak po prostu. A to dla Ciebie.-powiedziałem i wręczyłem jej kwiaty.
Ona wstała i przytuliła mnie.
-Dziękuję!-powiedziała odbierając ode mnie bukiet.
-Co zrobiłeś?-zapytała podejrzliwie.
-Nic, to już nie mogę dać mojej dziewczynie kwiatów?-zapytałem śmiejąc się.
-Kocham Cię, głupku.-powiedziała i wyszła z pokoju wstawić kwiaty do wazonu.
-Ogarnę się i jedziemy do szpitala?-zapytała po chwili całując mnie w policzek.
-Oczywiście.-powiedziałem uśmiechając się do niej.
-Podasz mi kosmetyczkę z pokoju?-zapytała zanim weszła do łazienki.-Nie musisz się malować. Bez makijażu też jesteś piękna.
-Ross, proszę.-powiedziała, a ja uległem i poszedłem po kosmetyczkę. Rzuciłem ją dziewczynie i zaśmiałem się:
-Niezłe przyjęcie Panno Andres.
-Niezły rzut, Panie Lynch.-powiedziała i puściła do mnie oczko, wchodząc do łazienki.
Po kilku minutach była gotowa, więc pojechaliśmy do szpitala, gdzie poznaliśmy małą Molly-moją bratanicę. Ja kochałem dzieci. Naprawdę. Ale sądziłem, że mam jeszcze na nie czas. Jessica ślicznie wyglądała z malutką Molly na rękach. Dziewczynka miała bardzo jasne, rzadkie włosy-prawie niewidoczne, duże, niebieskie oczy, mały nosek i słodki uśmiech, który pojawiał się co jakiś czas, kiedy się ją łaskotało.
Wziąłem Riker'a na bok i pogratulowałem mu po raz kolejny i gadaliśmy jeszcze chwilę.
-A co Ty taki szczęśliwy?-zauważył nagle brat.
-Tak..po prostu.-powiedziałem i rzuciłem wzrok w stronę małej Molly.
-Jasne. Przyznaj się. Albo spotkałeś się z fanami, albo to kwestia nocy. Jak ją spędziłeś?-zapytał podejrzliwie.
-A co?
-Nic. Pytam. Oglądałeś jakiś film, czy coś?-zapytał lekko uśmiechając się.
-Tak.
-Kłamiesz! Wiem co robiłeś!-zaśmiał się.- tylko, Ross..uważaj..masz jeszcze czas na dzieci.
-Spoko. Jest okej.-powiedziałem i ruszyłem w stronę Jess i Mads bawiących się z dziewczynką.
Za chwile podszedł do nas Riker. Gadaliśmy o wielu rzeczach. Za każdym razem kiedy spojrzenie moje i brata spotkało się, nie mogliśmy powstrzymać się od uśmiechu.
-Hej Ross! Trzeba jakoś uczcić moje dziecko i się spotkać. Co Ty na to?-zaproponował nagle brat.
-Pewnie. Dzisiaj?-zapytałem ucieszony. Brakowało mi brata i wreszcie mogłem z nim gdzieś wyjść.
-Jasne.-opowiedział.
-Tylko nie spijcie się za bardzo.-zaśmiały się dziewczyny.
-Spokojnie.-odpowiedział uspakajając je gestem ręki.
Wieczorem z bratem spotkałem się w klubie. Wypiliśmy dość sporo. Ciągle wtedy latał mi w głowie tekst Maddie- ,,tylko nie spijcie się za bardzo". Nie dotrzymaliśmy obietnicy. Trudno, świętowaliśmy. Wieczorem, sam nie wiem jak, ale półprzytomnie wróciłem do domu Jess. Czekała na mnie i nie spała.
-O hej, kochanie.- powiedziałem i chciałem ją pocałować, ale odsunęła się ode mnie.
-Czuć od Ciebie alkoholem. Śpij dzisiaj lepiej tu, na kanapie.-powiedziała, ale wiedziałem, że wcale nie jest zła. Położyłem się na kanapie, którą wcześniej posłała mi Jessica i w mgnieniu oka zasnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz