https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs&autoplej=1&kolorek=1b87f3&typek=2
https://www.youtube.com/watch?v=oYtGdgDHbPI!https://www.youtube.com/watch?v=aLXO88Sl12Y!https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs!https://www.youtube.com/watch?v=LiqQDDZB9pg!!!2!!!0

sobota, 28 czerwca 2014

#25

Kolejnego dnia poszedłem do Jess na noc. Oglądaliśmy film. Była w niego wpatrzona. Spojrzałem na nią.
Kochałem ją. Była cudownym człowiekiem. Każde bezdomne zwierze zabierała do domu, dokarmiała, myła i zazwyczaj zawsze znajdowała mu dom. Żebrakom na ulicy zawsze coś wrzucała. Pomagała każdemu, kto tego potrzebował. Nigdy nie chowała do nikogo długo urazy. Kochała książki i traktowała je jak dzieci. Uwielbiała piłkę nożną, na dodatek świetnie w nią grała. Kiedy mówiła ,,daj mi pięć minut" , na serio potrzebowała pięciu minut. Była idealna.
-Co mi się tak przyglądasz?-zapytała nagle. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to naprawdę musi zabawnie wyglądać.
-Bo lubię na Ciebie patrzeć.- zaśmiałem się.
-Nie patrz tak na mnie.- również się zaśmiała.
-A co? Nie lubisz mojego spojrzenia?-zapytałem.
-Uwielbiam, głuptasie!-zaśmiała się po raz kolejny i pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem.
Po filmie położyliśmy się spać. Jessica położyła się na mojej klatce piersiowej i usnęła. Ja zaraz po niej.

Następnego dnia obudziłem się jak zwykle sam w łóżku. Oznaczało to tyle, że Jess już dawno nie śpi i sprząta, albo coś w tym stylu. Ubrałem się więc, umyłem i zrobiłem koło siebie.Potem poszedłem do kuchni. Nie myliłem się- Jessica gotowała. Podszedłem do niej pocałowałem ją i jak to zwykle-podkradłem jakieś składniki.
-Ross, to do śniadania!-krzyknęła i uderzyła mnie w rękę.
-Dobra.-odpowiedziałem i zaśmiałem się.
Potem ułożyła talerze z jajecznicą na stół, a my usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
-Idziemy dziś na plażę?-zaproponowałem.
-Ross, co Ty masz z tą plażą?-zapytała nabierając jajecznicę na widelec.
-To moje ulubione miejsce.-uśmiechnąłem się.
-Trudno nie zauważyć. Ale dziś nie mogę, przepraszam Cię.
-Dlaczego nie?
-Bo umówiłam się z Edwardem.
-Co?! Z tym Twoim byłym kujonem? Po co?-zapytałem, nie ukrywam, trochę wściekły.
-Nie martw się! Prosił o spotkanie, to się zgodziłam.
-Ale czego on od Ciebie chce?
-Nie bądź zazdrosny, wszystko okej.
Wzdychnąłem tylko i zabrałem się wściekły za jedzenie. Kiedy zjedliśmy pozmywałem talerze a Jess poszła się szykować.
 -Musisz się tak ,,upiękniać" akurat dla niego?-zapytałem stojąc w progu jej pokoju.
-Ross! Możesz nie być zazdrosny? Przecież wiesz, że kocham tylko i wyłącznie Ciebie.-powiedziała psikając się perfumami.
-Dla mnie się tak nie szykujesz.
-Jak to nie?! Zawsze się szykuję. A po za tym, Ty tez nie szykujesz się dla mnie tak bardzo jak wtedy, gdy idziesz na plan Austina i Ally.-powiedziała, a w jej głosie wyczułem nutkę zazdrości.
-O co Ci teraz chodzi? O Laurę? Przecież wiesz, że to tylko moja przyjaciółka. Tak samo jak Maia, zanim wymienisz ją.
-Wiesz, jakoś Twoje fanki twierdzą inaczej.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Ty nie czytasz tych wyzwisk pod moimi zdjęciami czy czymś innym. Że niby niszczę Raurę, czy Raię.
-Nie widziałem, aby moje fanki coś takiego pisały. A jeśli tak, to szybko mogę to załatwić, ale możesz teraz nie zmieniać tematu?-zapytałem.
-Idę, Ross. -powiedziała zakładając buty.
-Może pojadę z Tobą?-zapytałem z nadzieją.
-Ross, jestem już duża, nie potrzebuję niańki!-powiedziała, pocałowała mnie w policzek i wyszła.

Minęła godzina, a Jessic'y nie było. Miałem do niej dzwonić, ale nie chciałem, żeby zobaczyła, że jestem zazdrosny. Mijały kolejne godziny, a jej nie było. Wtedy do niej zadzwoniłem. Nie odebrała. Zadzwoniłem do tego kujona- nie odebrał.
Zadzwoniłem do Maddie.
-Halo?-odezwał się głoś po drugiej stronie słuchawki.
-Hej Maddie, tu Ross. Nie ma może u Ciebie Jess?-zapytałem pełny nadziei.
-Hej Ross, nie, nie ma. A co się stało?
-Wyszła z 4 godziny temu i nadal jej nie ma.
-Nie u mnie jej nie było, ale jak wróci, to daj znać.
-Dobra, cześć.-powiedziałem załamany i się rozłączyłem.  Teraz się już o nią bałem. Wsiadłem w samochód i pojechałem jej poszukać. Byłem chyba wszędzie! Nie znalazłem jej. Wróciłem do domu,z nadzieją, że wróciła. Nie było jej. Było już po 20.00, a jej nadal nie było. Załamany prawie zasnąłem, ale pewien sms zadział na mnie jak mocna kawa.
,,100 tysięcy, albo Jessica zginie. Masz czas do poniedziałku."
Byłem przestraszony. Bałem się o nią. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie miałem tylu pieniędzy. Dzwoniłem pod numer z którego doszedł sms, ale nikt nie odbierał. Miałem zamiar iść na policję, ale w tym momencie doszedł kolejny sms o treści:
,,I żadnych psów, albo więcej nie zobaczysz swojej dziewczyny."
Załamany pojechałem do domu. Wziąłem wszystkie moje oszczędności. Poprosiłem rodzeństwo, ale z tego nie było zbyt dużo. Mieliśmy tylko 10 tysięcy. To było dużo, ale jak na tą kwotę to i tak za mało. Opowiedziałem rodzicom o całej sprawie i dostałem od nich 20 tysięcy, a następnego dnia mieli wziąć kredyt na 50 tysięcy. Wtedy brakowałoby mi tylko 20 tysięcy. Postanowiłem, że pożyczę od przyjaciół, ale tego dnia nie miałem już siły. Pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Tak, płakałem. Bałem się o nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Ze łzami w oczach po prostu zasnąłem..




Tak więc kochani, oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba i przepraszam za moją nieobecność, ale brak weny i czasu ;c Już niedługo kolejny rozdział!

czwartek, 19 czerwca 2014

Nowa seria, #24

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że możecie kogoś zranić w przyszłości i tak bardzo się tego boicie, że staracie się temu zapobiec, robiąc jeszcze gorzej? Ja tak. I właśnie dlatego popełniłem błąd, tracąc moje ,,życie" -oczywiście  w przenośni.

Wracaliśmy z trasy i wszyscy oprócz mnie się wygłupiali. Ja siedziałem przy oknie obserwując co chwilę zmieniający się za nim obraz. O czym tak właściwie myślałem? O tym, że boję się skrzywdzić Jess. Boję się kiedyś odejść.  Podjąłem decyzję, jak się później okazało najgorszą w moim życiu. Dojechaliśmy na miejsce, a ja od razu poszedłem do Jess.
-Ross? To Ty! Wróciłeś!-krzyczała i przytulała mnie.
-Tak, ale muszę Ci coś powiedzieć. Odchodzę.. robię to dla Ciebie.-powiedziałem, a jej oczy napełniły się łzami.
-Dla mnie?! Czy Ty siebie słyszysz?! Jeśli odchodzisz, to robisz to dla siebie, bo ja dobrze wiem czego chcę!-krzyknęła, a wcześniej zebrane w jej oczach łzy wypłynęły.
-Przepraszam..-powiedziałem szeptem i z trudem odwróciłem się w stronę wyjścia.
-Zostań! Słyszysz?! Nie idź!-krzyknęła  jeszcze za mną, ale wyszedłem.

*Dwa dni później*
**Jess**

Leżałam zapłakana na kanapie, kiedy do domu weszła Maddie.
-Jess?! Co się stało?-zapytała przestraszona. Opowiedziałam jej całą historię od początku.
-Nie mogłaś go zatrzymać?-zapytała po chwili.
-Mogłam... mogłam! Ale nie potrafiłam.-powiedziałam i zaczęłam płakać jeszcze bardziej.

*wieczór*
Każde uderzenie mojego serca było dla Ross'a świętością,  teraz on odszedł. Siedziałam na dachu jakiegoś cztero-piętrowca obok mojego domu zastanawiając się jak beznadziejni są ludzie. Wyglądało to, jakbym miała zaraz skoczyć i potem już by mnie nie było, a przede mną przejeżdżają auta, przechodzą ludzie i żaden z nich nawet nie spojrzy, jakby nikogo nie obchodziło ludzie, życie, bo są tak zajęci i zabiegani. Smutne, prawda?

**znów kilka dni potem, Ross**

Nie chodziłem do szkoły przez dwa tygodnie, bo po trasie musiałem ogarnąć wiele rzeczy i trochę mi to zajęło.
Po za tym, nie chciałem się też widzieć z Jessicą. Nadal mi na niej zależało! Jej widok mnie bolał.
Tęskniłem za nią. Każdego dnia myślałem o niej. Chciałem zadzwonić, przeprosić, błagać o drugą szansę.
Ale co ja sobie myślałem?! Że za każdym razem jak coś zrobię to przeproszę i jej przejdzie?
Byłem do niczego. Chciałem ją uszczęśliwiać, a tylko ją raniłem.
Dziś stwierdziłem, że czas iść do szkoły. Sądziłem, że jestem gotowy. Nie byłem. Zobaczyłem Jess i poczułem, jakbym zakochał się w niej od nowa a przecież nigdy nie odkochałem.
Podszedłem do niej i chciałem z nią porozmawiać.
Rozmawialiśmy o głupotach. ,,Jak oceny?" , ,,Będziesz miała pasek?" - podstawowe pytania.
Ciężko było mi z nią rozmawiać. Kiedyś? Kiedyś rozmawiałem z nią codziennie.
-Wiesz, nadal możesz na mnie liczyć.. jeśli masz jakieś problemy..-zacząłem, ale ona wtrąciła:
-Całe życie jest jednym problemem. Musimy się kiedyś spotkać.-dopowiedziała, zmieniając temat. To tak dziwne usłyszeć od kogoś takie słowa, jeżeli kiedyś spotykaliśmy się codziennie.
-Tak, musimy. Co tam u Ciebie tak w ogóle?-zapytałem.
-U mnie dobrze-odpowiedziała spuszczając głowę w dół.
Podszedłem do niej, odgarnąłem jej włosy za ucho, popatrzyłem w oczy i rzekłem:
-Wiem, że nie. Bo u mnie też źle. Brakuje mi Ciebie, Jess. Chciałem prosić Cię o jeszcze jedną szansę, ale wiem, że jej nie dostanę.-odwróciłem się na pięcie i już miałem odejść, kiedy zatrzymało mnie jej wołanie:
-Ross! Stój! Nie idź
-Co?-zapytałem.
-Tak. U mnie bardzo źle. Umieram bez Ciebie. Wystarczy jedno spojrzenie Twoich hipnotyzujących oczu, a skłonna jestem uwierzyć w każde twoje kłamstwo. Nie wiem jak to się stało, że z przyjaciela stałeś się dla mnie kimś najważniejszym. Byłeś..jesteś częścią mojego życia i zniknąłeś.
Wiesz, jak to jest stracić część życia?! Ewidentnie zaczyna mi czegoś brakować, Ross..
I ewidentnie widać, że chodzi o Ciebie! Nie odchodź po raz kolejny! Nie mogę Cię stracić i tym razem. Rozumiesz?- powiedziała i zaczęła płakać.
Zamarłem. Wiedziałem, jak to jest stracić część życia, bo ona nią była.
Też ją straciłem. Z własnej głupoty.  I tak bardzo mi jej brakowało. Wariowałem bez niej.
Złapałem  ją za rękę, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem. Poczułem to co dawniej. Wreszcie miałem ją przy sobie. Była dla mnie najważniejsza.
-Jesteś dla mnie wszystkim. Błagam wybacz mi. Nie chcę Cię ranić.-powiedziałem w końcu.
-Ross, żartujesz sobie? Przecież Ci wybaczam. Bez Ciebie.. miałam myśli samobójcze.
-Myśli samobójcze?! Gdybym Cię stracił...-zacząłem, ale zacząłem sobie uświadamiać, co by się wtedy ze mną działo.- Umarłbym z tęsknoty.-dokończyłem.
-Przestań.. nie wierzę w to.
-Dlaczego? Jesteś dla mnie wszystkim, cholera, rozumiesz?
-Ross.. miłość.. to skok z wysokiej skały w zaufaniu, że ta druga osoba czeka na dole, żeby Cię złapać. Problem w tym, że zanim zdążymy zlecieć w ramiona tej osoby, ona się nudzi i idzie znaleźć sobie inne zajęcie, a my roztrzaskujemy się jak szklanka i już nic nie jest, ani nie będzie tak, jak było. Właśnie tak się czułam, kiedy odszedłeś-jak roztrzaskana szklanka. Chciałam umrzeć. Bez Ciebie nic nie miało sensu. Zdajesz sobie sprawę z tego, że już nigdy nie będzie tak samo? Kocham Cię nadal. Nadal będziemy szczęśliwi i nadal jesteś dla mnie wszystkim. Ale tak samo nigdy nie będzie. Mimo to nie wyobrażam sobie Twojego kolejnego odejścia, wiesz? Czasem.. chciałabym nauczyć się być obojętna, na błędy, które popełniasz tak często. Czasem chciałabym mieć serce z kamienia, niż co dzień czuć gdzieś w  sobie, że nic się nadal nie zmienia. Ale na tym polega miłość- na godzeniu się i kłóceniu, na wybaczaniu błędów i ich wytykaniu. Dlatego nie mogę pozwolić Ci odejść po raz kolejny. Nienawidzę siebie za to, że wtedy nie byłam na tyle silna, by Cię powstrzymać.- po jej długiej wypowiedzi zamarłem. Przemyślałem dokładnie każde jej słowo i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Głupie kocham Cię? To nie wystarczy. Te dwa słowa były zaawsze tylko marną wymówką, jak i szczerą prawdą, ale... nie wystarczyłoby. Żaden gest by nie wystarczył. Czułem, że nic nie wymyślę, więc przyznałem się:
-Nie wiem co powiedzieć. Na pewno tyle, że Cię kocham. Ale to nie starczy..-przerwała mi nagle:
-Starczy, Ross. Tęskniłam za tym głupim ,,kocham Cię" od Ciebie.-powiedziała i pocałowała mnie. Chwyciła za rękę i poszliśmy.. w sumie sam nie wiem.. gdzie.

sobota, 14 czerwca 2014

Nowy blog

Hej kochani, mam nowy blog. Tym razem Riker w roli głównej :P
http://iamnothingwithout.blogspot.com/

czwartek, 12 czerwca 2014

#23

***Kilka dni później***

Jessica wyszła ze szpitala. Dogadujemy się coraz lepiej. Ona coraz bardziej mi ufa. Jednak boli mnie to, że musi uczyć się na nowo mi ufać, skoro kiedyś miała zaufania do mnie aż nadmiar. Musiałem ją stracić, żeby docenić, jak bardzo mi na niej zależy. Nie wierzę, że jeszcze nie dawno się tylko przyjaźniliśmy.  Nie do wiary, jak szybko płynie czas. Wczoraj jeszcze byliśmy mali dzisiaj mamy swój dorosły, własny świat.
Miałem dziś koncert, a Jessica szła na jakąś imprezę. Nie mieliśmy się jak spotkać.  Przygotowałem się na koncert, zabrałem moją gitarę i pojechaliśmy.


*Oczami Jess*

Poszłam na imprezę do koleżanki z klasy. Było świetnie, wygłupialiśmy się, tańczyliśmy, no po prostu super! Po imprezie ok. 4.00 nad ranem musiałam na nogach wracać do domu. Było zimno, ciemno i bałam się jak nie wiem, ale co miałam zrobić? Szłam ulicami miasta, zastanawiając się, jak by było, gdybym tu nie przyjechała. Gdybym nie poznała Ross'a? Gdybym z nim nie była? Szłam myśląc, kiedy koło mnie powoli zaczął zatrzymywać się czarny samochód, chyba BMW. Wystraszyłam się, więc przyśpieszyłam kroku. Nagle powoli zaczęły otwierać się przyciemnione szyby.
-Wsiadaj, podwiozę Cię.-powiedział jakiś nieznajomy mi głos.
-Nie dzięki, przejdę się.-powiedziałam idąc jeszcze szybciej.
Wtedy samochód zatrzymał się. Wysiadł z niego jakiś mężczyzna. Złapał mnie za rękę i wepchał do samochodu na tylne siedzenia, a sam wsiadł na miejsce kierowcy. Szybko ruszył, abym nie wysiadła z samochodu. Zajechaliśmy do jakiegoś lasu. Mężczyzna zamknął wszystkie drzwi i nie mogłam ich otworzyć.
-Czego chcesz?-pytałam cała zapłakana.
-Tego, czego Ty też.-powiedział próbując mnie rozebrać.
-Zostaw mnie! Słyszysz?! Zostaw! Pomocy!-krzyczałam z całych sił, choć wiedziałam, że nikt nie usłyszy. Moje starania były na nic. Szarpałam się, ale i to nie pomogło. W samochodzie zauważyłam gaśnicę. Uderzyłam go nią, ale przytomności nie stracił. Zdenerwował się tylko i wywalił mnie  z samochodu i pozostawiając samą  w lesie odjechał. Położyłam się na ziemię i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.  Trudem udało mi się uciec. A gdybym nie zdążyła? Przestałam płakać, ogarnęłam się. Wstałam i poszłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jestem. Postanowiłam być silna. Udało mi się i powinnam się cieszyć. Ale czy to było łatwe? Nie. Ale się starałam. Szłam przed siebie. Kiedy zaszłam dość daleko zorientowałam się, gdzie się znajduję. Dalej szłam już w swoją stronę.


*Następny dzień*
*Oczami Ross'a*
Rano pojechałem do Jess opowiedzieć jej o planach zespołu. Wiedziałem, że się nie ucieszy, ale musiałem jej powiedzieć. Otworzyła mi drzwi. Pocałowałem ją jak zwykle i wszedłem do mieszkania.
-Jessica, musimy pogadać.-zacząłem z trudem.
-Co się stało?- zapytała wystraszona.
-Ja z zespołem...
-No mów!
-Wyjeżdżamy  w trasę na 4 miesiące. Nie będziemy się widzieć. Przepraszam. Będę tęsknił, nawet nie wiesz jak.  Chciałbym zostać, ale nie mogę. Nie mogę zaniedbywać już zespołu. Przepraszam, kocham Cię.- zacząłem tłumaczyć. Ona zamarła.
-Czyli wyjeżdżasz? Tak po prostu? A nie mogę jechać z Tobą?- dopytywała.
-Starałem się to załatwić, ale nie możesz. Musisz  wytrzymać. Proszę. Tylko obiecaj mi coś...
-Co?-zapytała zapłakana, a ja ją przytuliłem.
-Że relacja między nami się nie zmieni. Obiecaj.
-Obiecuję.-powiedziała ocierając łzy.
-Muszę iść.-oznajmiłem z trudem, wychodząc z domu.

Wróciłem do siebie. W domu czekało już moje rodzeństwo i Ellington. Riker dopiero przyjechał.
Poszedłem do siebie do pokoju i spakowałem ubrania i inne potrzebne rzeczy. Zamknąłem walizkę i wyszedłem z pokoju. Zszedłem ze schodów. Rydel uśmiechnęła się do mnie, próbując mnie pocieszyć. Wiedziała co czuję. Wiedziała, że nie chcę wyjeżdżać. Mój tata pomógł nam zapakować walizki do autokaru. Usadowiliśmy się i zapoznaliśmy z kierowcą. Podaliśmy mu grafik krajów, w których będziemy dawać koncert. Usiadłem na miejscu i zadzwoniłem na skype do  Jess. Od razu chciałem  z nią porozmawiać. Już za nią tęskniłem.

                                         ***KONIEC SERII PIERWSZEJ***

No więc, o to koniec pierwszej serii moich wypocin :P Druga seria rozpocznie się 19 czerwca. Pozdrawiam! <3

niedziela, 8 czerwca 2014

#22

Siedzieliśmy z Jess, kiedy do domu weszła Maddie i Riker, którzy oznajmili nam, że znaleźli mieszkanie i już dziś zaczynają przewozić różne rzeczy, oraz wręczyli nam zaproszenia na ślub. Jak dla mnie to wszystko działo się zbyt szybko. Byli tylko parą, a nagle Maddie jest w ciąży, wyprowadzają się, biorą ślub.. to się działo tak nagle. W moim bracie zawsze miałem oparcie. Kiedy chciałem szedłem do niego do pokoju, a on mi pomagał. A teraz? Muszę wsiadać w auto i jechać do niego, żeby mu się zwierzyć. Brakowało mi Riker'a.
Ale nie ważne. Maddie i Jess zostały w domu i pogadały, a ja
pomogłem bratu poznosić do samochodu rzeczy Mads. Potem razem z dziewczynami pojechaliśmy je przewieźć. Dziewczyny pojechały tylko dlatego, że Jessica chciała zobaczyć mieszkanie. Wnosiliśmy z Riker'em pudła kiedy podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Mieszkała zaraz obok mojego brata.  Zaczęła mnie podrywać, co mi się nie podobało, ale starałem się ją ignorować. Jednak w końcu mnie pocałowała. Pech chciał, że tą scenę zobaczyła Jess. Wybiegła zapłakana z klatki. Dlaczego miałem takiego pecha?! Drugi raz w tym dniu?! Serio? Oczywiście pobiegłem za nią i zacząłem swoje tłumaczenia. Jednak tym razem nie było tak łatwo jak wtedy. Nie wybaczyła mi. Wróciłem załamany do domu. Zadzwoniłem tylko do brata, że już  wracam do domu.

***kilka tygodni później***
*Oczami Jess*

Odkąd widziałam Ross'a z tamtą dziewczyną jeszcze z nim nie rozmawiałam. Dzwonił kilka razy i pisał, ale nie byłam w stanie z nim rozmawiać. Maddie się wyprowadziła. Była na USG. To dziewczynka.
Przestałam chodzić do szkoły. Byłam w rozsypce. Całymi dniami płakałam. Umierałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. To Mads. Wiedziała o wszystkim i często przychodziła mnie pocieszać. Często namawiała mnie na rozmowę z nim, ale nie byłam w stanie. Rozmawiałyśmy znów o tym samym. O Ross'ie.
-Nadal za nim tęsknisz?-zapytała podając mi szklankę wody i siadając koło mnie.
-Tylko kiedy oddycham-uśmiechnęłam się sztucznie.
Ona tylko mnie przytuliła. Nie jadłam. Nie piłam. Nic nie robiłam. Sięgnęłam nawet po alkohol. Ale to tylko raz. Nagle zamknęłam oczy i upadłam. Nie wiem co się działo dalej. Obudziłam się w szpitalu. Był przy mnie Ross i Mads. Ross. Znów na niego patrzyłam.

***Oczami Ross'a***
Pojechałem do szpitala. Okazało się, że Jess zemdlała, bo prawie nic nie jadła, oraz się odwodniła. Obudziła się szybko. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. ,,Jess kocham Cię, to ona mnie całowała" ? Przecież mimo, że to prawda, ona by nie uwierzyła. Brakowało mi jej. Wszyscy wyszli i zostałem tylko ja z nią.
-Czy ja już umarłam?-zapytała.
-Nie.. ciągle żyjesz. Na szczęście.-odpowiedziałem.
-Szkoda.-powiedziała odwracając się tyłem do mnie.
-Co? Nie, Jess. To jest całe moje szczęście. Gdyby Cię teraz nie było... mnie pewnie też nie. Jessica, błagam nie mów tak. Kocham Cię.
-Kochasz mnie, a całowałeś się z jakąś laską?
-Ona mnie całowała. Podrywała mnie. Nie będę się tłumaczył, bo i tak nie uwierzysz.-powiedziałem wychodząc.
-Nie Ross, czekaj!-krzyknęła za mną.
-Co?
-Nie musisz tłumaczyć, a ja nie muszę Ci wierzyć.  Nawet jeśli Ty ją całowałeś-wybaczam Ci. Nie umiem żyć bez Ciebie. Widzisz do czego się doprowadziłam? Bez Ciebie pewnie bym umarła...-powiedziała nagle powoli wstając z łóżka. Pocałowałem ją, a ona mnie. Wtedy do sali wszedł lekarz.
-Co pani robi?! Miała Pani leżeć!-powiedział pomagając Jess położyć się z powrotem,a my tylko zaśmialiśmy się. Jessica musi zostać w szpitalu jeszcze tydzień, jak nie dłużej.

#21

Następnego dnia pojechałem po Jess, żeby zawieźć ją do szkoły.  W szkole chłopcy mieli w-f, a dziewczyny plastykę, więc była to jedyna lekcja, na której nie byliśmy razem. Graliśmy w unihokeja, kiedy na salę weszła Lily.
-Rossy!-podbiegła i pocałowała mnie w usta. NO TAK! Przecież z nią nie zerwałem! Jestem kretynem.
Szybko odepchnąłem ją od siebie.
-Lily? A co Ty tutaj robisz?-zapytałem.
-Przyniosłam dziennik. Skoczymy gdzieś po szkole?-zapytała i już prawie znów mnie pocałowała, ale zdążyłem się odsunąć.
-Nie, Lily. Posłuchaj - to koniec, jasne?- oznajmiłem jej.
-Co? Jak to, koniec? Ale dlaczego?!-zaczęła płakać i krzyczeć na całą salę. Rozejrzałem się tylko po kolegach, którzy stali wpatrzeni w nas ja w obrazek.
-Na co się gapicie?! Zajmijcie się grą!- krzyknąłem na nich, po czym zrobili to, co kazałem. - Posłuchaj, czasem rzeczy się po prostu rozpadają, tak jak nasz związek. To nie miało szans przetrwać.- zwróciłem się  z powrotem do dziewczyny.
-Palant!-krzyknęła dając mi w twarz z tak zwanego liścia i wybiegając.
Było mi jej szkoda, ale no trudno. Ja byłem z Jessicą. Reszta w-f minęła spokojnie. Była to moja ostatnia lekcja więc ogarnąłem się trochę i wyszedłem ze szkoły. Przy wyjściu czekała już na mnie Jess.
-Hej śliczna-powiedziałem i chciałem ją pocałować, ale tym razem to ja zostałem odepchnięty.
-Jess, co się stało?-zapytałem przerażony.
-Co się stało?! Jeszcze się pytasz?! Już wszystko wiem! Cały ten czas mnie oszukiwałeś, Ross! Odwal się ode mnie, jak mogłam być taka głupia?!-krzyczała zapłakana.
-Jessica, o czym wiesz? O co Ci chodzi do cholery?!-pytałem bezradnie. Wiedziałem, że mi nie powie. Nie wiedziałem co się stało. Wsiadłem w samochód i pojechałem do niej do mieszkania. Waliłem w drzwi tak mocno, że bolała mnie już ręka. Otworzyła.
-Jeszcze Ci mało?!-zapytała i już prawie zatrzasnęła przede mną drzwi, ale włożyłem nogę między nie i je zatrzymałem.
-Nie. Wiem. Co. Się. Stało. Do. Cholery. Rozumiesz?-zapytałem podkreślając każde słowo.
-Nie wiesz?! A zakład? Lily mi wszystko powiedziała!-krzyczała na mnie wściekła.
-Lily?- przetarłem dłonią bezradnie twarz.- Jess, Lily nic dla mnie nie znaczy. Dopiero dziś się z nią spotkałem, żeby móc z nią zerwać. A zakład? Jaki zakład?!-wytłumaczyłem wszystko, jednak nie wiedziałem nadal o co chodzi  z zakładem.
-Lily powiedziała, że założyłeś się z kolegą, że poderwiesz mnie i będziesz ze mną przez miesiąc!-powiedziała i osunęła się po ścianie na ziemię.
-Co? Ona jest zazdrosna. Nigdy bym się o Ciebie nie założył. Kocham Cię, rozumiesz?-powiedziałem siadając obok niej.
-Naprawdę? Tak Cię przepraszam. Jestem kretynką i uwierzyłam jednej z tych, których nienawidzę. - powiedziała przytulając się do mnie.
-Nie jesteś kretynką. Jesteś mądra, ładna, idealna.-powiedziałem ocierając jej łzy.
-Może to dlatego, że boję się Ciebie stracić.. tęsknie za Tobą, kiedy nie ma Cię obok, nocami płaczę, bo boję się, że mnie zostawisz. Jesteś moim ideałem i całym moim życiem. Kocham Cię..-powiedziała nagle.
Ja nie odpowiedziałem. Przytuliłem ją tylko jeszcze mocniej niż przedtem i pocałowałem w czoło.

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział #20

Następnego dnia Jess poszła do domu, a ja miałem koncert, więc nie mogłem się z nią spotkać.
Koncert minął szybko i świetnie! Nasi fani byli cudowni! Oni wszyscy są cudowni! Z Anglii, z Francji, z Polski, nasi fani są po prostu najlepsi na świecie! Wyszliśmy z klubu. Za klubem dojrzałem Jessicę, więc podszedłem do niej.
-Co Ty tu robisz?-zapytałem.
-Stoję..-odpowiedziała nie patrząc na mnie.
-Chyba raczej czekasz.-powiedziałem opierając moją gitarę o drzewo obok nas.
-Tak? A niby na co?-zapytała.
-Jess! Dobrze wiesz i ja wiem, że przyszłaś tu z mojego powodu.
-Jesteś zbyt pewny siebie.
-A Ty zbyt dumna, żeby przyznać mi rację!
-Może dlatego, że jej po prostu wcale nie masz?
-Tak? W takim razie dlaczego wstrzymujesz oddech za każdym razem kiedy, biorę Cię za rękę, masz ciarki kiedy Cię przytulam i płaczesz, kiedy robię tak..?-zapytałem całując ją. Nie odwzajemniała mojego pocałunku, ale wiedziałem, że po prostu nie jest w stanie, bo znów płacze. To było słodkie, kiedy się tak zachowywała. Kiedy skończyłem ją całować spojrzeliśmy na siebie. Nagle Jess odwróciła wzrok i starła łzy z policzków.
-Więc dlaczego?-zapytałem uśmiechając się do niej.
-Bo Cię kocham..-powiedziała szeptem.
-Co?-zapytałem, chociaż dobrze słyszałem.
-Bo Cię kocham!-powtórzyła głośniej.
-Słyszał Pan? Ona mnie kocha.-zapytałem obcego przechodnia.
-Głupi jesteś!-krzyknęła śmiejąc się.
-Idziemy gdzieś?-zapytałem biorąc ją za rękę. Znowu wstrzymała oddech. Była urocza. Uśmiechnęła się tylko i poszliśmy dalej.
Poszliśmy do parku na spacer.Usiedliśmy na ławkę.
-Jess.. gdybyś wiedziała ile dla mnie znaczysz.. kocham Cię najbardziej na świecie i nie potrafiłbym żyć bez Ciebie. Jesteś moim powietrzem, moim każdym uśmiechem, jesteś moim życiem. Bez Ciebie bym umarł.-powiedziałem nagle.
-Ross.. ja też Cię kocham. Jesteś dla mnie wszystkim. Oddycham Tobą.. -odpowiedziała. Ucieszyło mnie to. Przytuliłem ją bardzo mocno. Przegadaliśmy tak jeszcze pół nocy siedząc na tej ławce.



Drugi taki krótki rozdział, w którym wszystko dzieje się ni stąd ni zowąd, ale chcę Wam jakoś wynagrodzić to, że ostatnio tak beznadziejnie piszę..
A ten rozdział dedykuję Oli. Kocham Cię <3

#19

U mnie w domu zrobiłem nam gorącą czekoladę. Kiedy wypiliśmy obejrzeliśmy jakiś film i  Jess na nim usnęła. Spała tak słodko, że nie chciałem jej budzić. Usiadłem na krześle i przyglądałem się jej.  Spała dość długo. Nagle zaczęła wiercić się na łóżku i powoli i ociężale otwierać oczy. Spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie patrz tak na mnie.- powiedziała przechodząc z pozycji leżącej w siedzącą.
-Czemu? Nie lubisz mojego spojrzenia?-zapytałem lekko się śmiejąc.
-Właśnie chodzi o to, że ja je uwielbiam...-powiedziała wstając z łóżka.
Uśmiechnąłem się i spuściłem głowę na dół.
-Już ta godzina?!-krzyknęła nagle. Była dopiero 19.00 nie wiedziałem o co jej chodzi.
-Jest dopiero 19, wyluzuj Jess.-zaśmiałem się.
-Ale ja tu przyszłam o 12, Ross!
-A usnęłaś o 15. 4 godziny snu to nic złego, skoro nie przespaliśmy pół nocy, nie uważasz?
-Idę do domu.-powiedziała zbierając swoje rzeczy.
-Deszcz leje jak nie wiem,a Ty  nie masz parasolki. Po za tym jest też burza i w radiu mówią, żeby nie wychodzić z domów.-zaśmiałem się, będąc pewnym, że zostanie na noc.
-Nie podwieziesz mnie?
-Nie. Zostaniesz na noc.- uśmiechnąłem się do niej. Ona uderzyła mnie w ramie.
-Mów, że o to Ci chodzi Ross, a nie straszysz mnie tym deszczem. zaśmiała się.
-Ty mnie uderzyłaś? -zapytałem.
-Tak..
-O nie! Przegięłaś!-zacząłem ją gonić po całym domu, aż wylądowaliśmy w salonie na kanapie.
Pocałowałem ją w usta. Kiedy skończyłem spojrzałem na nią. Kiedyś musiałbym ją za to przepraszać, bo nie wytrzymałem, musiałbym zapomnieć. A teraz mogłem ją całować kiedy tylko chciałem.
-Kocham Cię, Ross... -powiedziała wtulając się we mnie.
-Ja Ciebie też..- powiedziałem odwzajemniając uścisk.

U mnie w pokoju włączyliśmy laptopa. Siedliśmy na facebook'a i jakieś tam inne strony.
,,ROSS LYNCH MA DZIEWCZYNĘ?" zauważyliśmy nagle na samej górze jakiejś strony. Weszliśmy w to i zobaczyliśmy zdjęcie moje i Jess. Zaczęliśmy się śmiać czytając komentarze fanek.
,,Ross jest mój" ,  ,,No chyba nie, on jest mój''. Śmialiśmy się jak głupi, choć nie zaprzeczam, że przyjemnie się czytało jak kilka dziewczyn się o mnie kłóci. ,,Nie, on jest mój~ Jessica Andres'' - napisała nagle Jess i wyłączyła laptopa. Zeszliśmy do kuchni. Nalewałem na picie i zauważyłem, że Jess mi się przygląda.
-Co chcesz?-zapytałem ,,przestraszony''
-Ciebie-zaśmiała się biorąc szklankę z sokiem. Również zacząłem się śmiać.
-A sernik lubisz?- zapytała ni stąd ni zowąd.
-Yy, a co?- spytałem.
-No lubisz?
-A umiesz zrobić?-zaśmiałem się.
-Nie, ale jak lubisz, to się nauczę.-powiedziała całując mnie w policzek i zabierając szklankę do mycia.
-Lubię.. nawet bardzo.
-Bo wiesz.. można by upiec jakieś ciasto. Dlatego spytałam-powiedziała myjąc nasze szklanki.
W sumie zdziwiłem się tym, że nagle wyjechała z sernikiem, ale zrobiła mi na niego ochotę.
-Hej, to może sprawdzę w internecie przepis i jak mamy składniki to zrobimy? - zapytałem po przemyśleniu.
-To sprawdź.
Sprawdziłem i okazało się, że mamy składniki. Zabraliśmy się, za robienie sernika. Staliśmy bezradnie nad miską ze składnikami nie wiedząc co mamy robić. W końcu zrobiliśmy to według własnego przepisu, ale wyszło okropne. Jedliśmy to na siłę, żeby nie wyrzucać do śmieci i śmialiśmy się z siebie.
-No Jess.. kucharką to Ty nie zostaniesz..-zaśmiałem się przełykając ,,sernik". Znów uderzyła mnie w ramię.
-Wal się. -powiedziała odkładając talerz na stolik.
-Oj przepraszam, nie bądź zła.- powiedziałem całując ją  w policzek.  Jednak nie poskutkowało. Nadal była zła.
-Nie umiem, nie chcę, nie potrafię bez Ciebie- krzyknąłem nagle.
-Co beze mnie? -zapytała zdziwiona.
 -Żyć, oddychać, uśmiechać się...
-Ross, głupku co Ci się nagle stało?- pocałowała mnie w policzek.
-Bałem się, że się obrazisz już na dobre- powiedziałem.
-Przestań! Nie byłam zła, udawałam.
-Nawet nie wiesz jak Cię kocham.
-Wiem , Ross, bo ja Ciebie też...



Nudny cholernie, wiem, ale nie mam weny ;c

czwartek, 5 czerwca 2014

#18

Obudziłem się wcześniej niż Jess. Pocałowałem ją w policzek i położyłem się z powrotem koło niej.
Patrzyłem na sufit i myślałem o tym co się stało.  To było dziwne. Najpierw się przyjaźniliśmy, potem się do siebie nie odzywaliśmy, a na samym końcu powiedziałem jej, że ją kocham, ona mnie pocałowała i spałem z nią w tym samym łóżku. Nie wiem, czemu, ale nie wydawało mi się to normalne. Rozmyślałem tak, rozmyślałem, kiedy Jess się obudziła,
-Dzień dobry-powiedziała śmiejąc się i całując mnie w policzek.
-Hej- uśmiechnąłem się do niej.
-Co Ty taki smutny?- zapytała zdziwiona.
-Nie jestem smutny, po prostu myślę, Jess..- powiedziałem patrząc w nieistotny punkt przed siebie.
-Tak? A o czym?- zapytała zbliżając się do mnie i przytulając.
-O wielu rzeczach.. na przykład.. wyobraź sobie, że dziś wszystko ma zniknąć-odpowiedziałem odwzajemniając jej uśmiech. Spojrzała na mnie dziwnie przestraszona.
-A Ty? Też miałbyś zniknąć?-zapytała w końcu.
-Nie no... ja nie! Wszystko prócz mnie.
-Aha..a to niech sobie znika.-powiedziała jakby z ulgą.
Zaśmiałem się. To jej przestraszenie było słodkie. Ona w ogóle była słodka. Urocza, miała ładne oczy.. ROSS, ocknij się, co z Tobą?!  Wstałem z łóżka i ubrałem spodnie, bo spałem w samych bokserkach i koszulce.  Zaraz po mnie wstała Jessica. Poszła do toalety się ubrać, a ja do kuchni. Wziąłem sok z lodówki i nalałem sobie do szklanki. Wtedy do domu weszła Maddie z moim bratem.
-O, młody, spałeś tu?- zapytał Riker.
-Tak.. a co?
-Nic, tak pytam- zaśmiał się.
-Wiesz co Ross?- zapytała Maddie.
-Nie, co?
-Riker i ja wynajmiemy mieszkanie!-powiedziała z wielkim entuzjazmem.
-Gratuluję- zaśmiałem się przemywając szklankę w której piłem sok.
Z łazienki wyszła Jess i oczywiście ona i Mads zaczęły plotkować. Ja z Riker'em też pogadaliśmy.
Potem Jessica poszła z psem. Ja zostałem w domu, bo musiałem się ogarnąć.
-Ej, Jess ma zawsze takie szczęśliwe oczy, co nie? Kiedy bym na nie nie patrzył to są szczęśliwe.-zwróciłem się nagle do Maddie.
-Nie, nie zawsze.-odpowiedziała przeglądając ciuszki dla dziecka, które dostała od kogoś tam. Swoją drogą był to dopiero, no prawie 3 miesiąc,a ona dostała już tyle ubranek, że chyba nie musiała kupować! Ale wracając.
-Jak to nie?- zapytałem zdziwiony.
-No nie..  ma takie tylko wtedy kiedy patrzy na Ciebie.- zaśmiała się.
Ja zaś się zdziwiłem, ale i ucieszyłem. Potem już o nic nie pytałem.
Kiedy Jess wróciła poszliśmy na spacer.

-Jess... czy po wczorajszym.. to znaczy, że my..my..-zacząłem nagle.
-Ross..chyba tak. Ty chcesz?-zapytała. Dokładnie wiedziała co mam na myśli. Tak, chciałem jej zapytać czy jesteśmy razem. Czy chcę? Pewnie, że chcę.
-Tak Jessica.. chcę,a Ty?-odpowiedziałem w końcu, trochę skrępowany. Jess uśmiechnęła się do mnie.
Wziąłem ją za rękę i spojrzałem niepewnie. Nie wiedziałem czy na pewno mogę. Ona również spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Zaczerwieniła się i spuściła głowę w dół, a ja ją przytuliłem.
Zaczęło strasznie padać więc zarzuciłem na nią moją kurtkę i pobiegliśmy do mnie do domu.


Wiem, że nudny, ale chciałam dokładnie opisać to co się dzieje między Ross'em, a Jess, więc jak na razie jest mało akcji, ale w następnym będzie więcej ;P

wtorek, 3 czerwca 2014

#17

Przytulałem ją jeszcze chwilę. Kiedy przestaliśmy spojrzała na mnie i chwilę była cisza.
-Ross..gdybym wiedziała.. -powiedziała nagle. 
-Skąd mogłaś wiedzieć? To ja milczałem.
-Ale mogłam się domyślić. A gniewałam się na Ciebie o to wszystko..-tłumaczyła się.
-Daj spokój, to nie Twoja wina.
Przytuliliśmy się jeszcze raz. Atmosfera była napięta. Wtedy do domu weszła Maddie z Riker'em. 
Pogadaliśmy chwilę wszyscy razem rozładowując tym atmosferę. 
-Kochanie, myślę, że powinniśmy zapamiętać ten moment już na zawsze, wiesz?-zwrócił się nagle mój brat do Mads. 
-Co Ty masz na myśli?- zapytała zdziwiona. 
-Wyjdziesz za mnie?-odpowiedział pytaniem klękając przed nią. Ta scena wszystkich wzruszyła i to bardzo. Maddie oczywiście płakała ze szczęścia i przyjęła oświadczyny. Odkąd dowiedziałem się, że będę wujkiem, a Riker, że będzie tatą, planowali ślub i w końcu zrealizowali chociaż te zaręczyny. Rodzice już wiedzieli, że zostaną dziadkami jednak nie byli bardzo źli.  
Zostałem u Jess na noc, a Maddie jak zwykle spała u nas. Oczywiście nie spaliśmy tylko gadaliśmy.
-Wszystko się tak szybko dzieje no nie? Ja będę wujkiem, Riker tatą, oni biorą ślub, a mój brat  myśli jeszcze o wynajęciu mieszkania.- zaśmiałem się. 
-Tak, masz rację.
-Oddaj mi moje serce, dobra?- powiedziałem, nagle zmieniając temat. 
-Lepiej nie.- odpowiedziała z pełną powagą. 
-Co? Dlaczego?- zapytałem zdziwiony. 
-Ponieważ teraz jest już moje-tym razem się zaśmiała.
Również odpowiedziałem śmiechem. 
Przytuliłem ją, a ona mnie. Potem ona mnie pocałowała.. znowu. Miałem ochotę zrobić to ja, ale się powstrzymałem. Za to tym razem ona nie. Kiedyś całowaliśmy się kilka razy, ale mimo to nie przestawaliśmy się przyjaźnić. Tym razem czułem, że przerodzi się to w coś innego.. większego. 

Położyliśmy się z Jess w tym samym łóżku.  przytuliliśmy się do siebie, pocałowałem ją policzek i usnęliśmy.


Więc o to rozdział, na który większość z Was pewnie liczyła, gdzie Ross i Jessica zbliżają się do siebie ;P Wiem, że krótki, ale resztę dodam potem. 

Rozdział #16

Siedziałem w domu i czekałem na Jess, która miała przyjść robić ten projekt. W końcu się doczekałem.
Zszedłem na dół żeby otworzyć, ale Rydel mnie wyprzedziła. Doszedłem do Jessic'y i już miałem ją pocałować w policzek, kiedy przypomniałem sobie, że już nie mogę. 
-Chodź do mnie do pokoju.-powiedziałem wchodząc wzrokiem po schodach.
-Dobra, zróbmy ten projekt i spadam.-odpowiedziała wyprzedzając mnie. 
Kiedy szła przede mną po schodach, trochę się zapatrzyłem na.. ,,nią" za co dostałem w twarz, co mi się w sumie należało. 
-Co Ty dzisiaj taka zła? Rozumiem, że musisz robić projekt ZE MNĄ, ale chyba nie jestem aż taki zły-powiedziałem zamykając drzwi od pokoju. 
-Nie udawaj, że Cię to interesuje.- odpowiedziała kładąc różne materiały  na moje biurko. 
-Interesuje. No mów, w końcu się przyjaźniliśmy. 
-Przyjaźniliśmy, no właśnie. Dobrze powiedziane.-powiedziała przeglądając materiały. 
Nawet nie wie jak cholernie żałowałem tego, że musiałem to powiedzieć w czasie przeszłym, a nie teraźniejszym. Zabolało mnie podkreślenie tej końcówki ,,liśmy" .. 
Po raz kolejny powiedziała słowa, które naprawdę mnie zabolały. 
Mówiła to wszystko taka smutna, zdołowana. Martwiłem się jej stanem. TAK. Martwiłem się. Tak, tęskniłem za nią. Ale co z tego? Ona i tak to miała gdzieś. Zrobiliśmy projekt i poszła do domu. Sprowadziłem ją na dół. Kiedy wróciłem do pokoju zobaczyłem, że nie wzięła torebki, więc postanowiłem, że jej ją zawiozę. 

Dojechałem na miejsce. Bałem się zapukać. Bałem się zapukać do drzwi, do których kiedyś pukałem codziennie. W końcu zapukałem. Kiedy mi otworzyła patrzyłem w dół. 
-Zostawiłaś u mnie...-w tym momencie spojrzałem na nią. Była cała zapłakana.- Jess co się stało?- zmieniłem nagle moją wypowiedź wchodząc do niej do domu. 
-Nie ważne, daj mi spokój, dzięki za torebkę. Idź już.
-Nigdzie nie pójdę, dopóki nie dowiem się, co się stało, słyszysz?!
-Ale co Cię to interesuje?! Masz mnie gdzieś, masz gdzieś moje uczucia, więc nie udawaj, dobra?!
-Ale ja nie udaję do cholery!
-Tak Cię to interesuje?! To proszę bardzo- Edward ze mną zerwał, dowiedziałeś się, a teraz spadaj. Masz już plotki do rozpuszczania w szkole.- po jej słowach zamurowało mnie. Jak ten kujon mógł zerwać z nią?! To ja, niby ten najpopularniejszy marzyłem o tym, żeby znów ją przytulić, pocałować w policzek, powiedzieć jej, że jest piękna, a ten kretyn  ją rzucił?!
-Jess, nie wiedziałem. Zawsze możesz na mnie liczyć..-powiedziałem prawie szeptem.
-Tak?! Mogę na Ciebie liczyć?!..-krzyknęła wychodząc z pokoju. -.. a to?! Przypominasz to sobie?!-krzyczała na mnie machając mi sztuczną różą przed twarzą. 
-Dałeś mi róże i powiedziałeś, że kiedy ostatnia z nich zwiędnie, to odejdziesz. Ta jeszcze nie zwiędła, wiesz?!  Więc czemu odszedłeś?! Olałeś mnie tak nagle, zmieniłeś się. Mam tego dość!
-Zawsze byłem, kiedy mnie potrzebowałaś!
-Ale teraz Cię nie ma! Jesteś zapatrzoną w siebie gwiazdeczką!
-Ja nie jestem zapatrzony w siebie, tylko w Ciebie do cholery!- po moich słowach, uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem. Powiedziałem to na głos. Tylko, że nie chciałem. W jednym momencie zepsułem wszystkie moje starania, aby ukryć to, co czuję do Jess.  Spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie, jak na nienormalnego. 
-Co Ty powiedziałeś?-powiedziała tym razem spokojnie, prawie szeptem. 
-Wydaję mi się, że doskonale słyszałaś.- nie miałem zamiaru kłamać. Mógłbym przecież powiedzieć, że coś mi się pomyliło, albo coś w tym stylu, ale nie miałem zamiaru brnąć w to ukrywanie wszystkiego dalej. 
-Możesz mi to wyjaśnić?- zapytała podchodząc do mnie. 
Wziąłem głęboki oddech i zacząłem tłumaczenia. 
-Kiedy miałaś wypadek...codziennie byłem u Ciebie w szpitalu. Z dnia na dzień uświadamiałem sobie, że Cię kocham. Ale wiesz.. już nie tak jak wcześniej, tylko.. inaczej. Kiedy pobiłem tamtego gówniarza, który Cię no wiesz.. klepnął- byłem wściekły, bo nie chciałem, by ktokolwiek Cię dotykał, albo skrzywdził. Kiedy pobiłem tego kujona.. znaczy Edwarda, to.. no po prostu byłem zazdrosny o Ciebie, sam przed sobą muszę się do tego przyznać. -wyjaśniłem wszystko po kolei. 
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? 
-Żartujesz sobie? Żeby zepsuć naszą przyjaźń? Wtedy już w ogóle bym Cię stracił. Kiedy przestaliśmy się przyjaźnić.. rozpadałem się, brakowało mi Ciebie, rozumiesz?
-Rozumiem, ale nie zostawiłabym Cię. Znasz mnie.
Przytuliłem ją. Tak bardzo mi tego brakowało. Tak ślicznie pachniała. Tak bardzo jej pragnąłem.. 


poniedziałek, 2 czerwca 2014

#15

Za każdym razem gdy widziałem Jessicę przy tym kujonie coś się we mnie gotowało. Najgorsze jest to, że nie mogłem jej tego powiedzieć, bo już się nie lubiliśmy. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że już nie jestem w niej zakochany. Stałem się zapatrzonym w siebie Ross'em. Denerwowało mnie to we mnie, ale cóż. To ludzie do tego doprowadzili, nie ja sam.
Na historii mieliśmy robić jakieś projekty w parach. James ( nauczyciel od historii) wybierał jakie to będą pary. Pech chciał, że przypadła mi Jess.
-Co?! A nie można kogoś innego?-zapytała oburzona kiedy usłyszała moje nazwisko. Wkurzyło mnie to więc powiedziałem:
-Powinnaś się cieszyć, że w ogóle z Tobą będę, bo to ja powinienem być zły, a Ty masz zaszczyt spędzić ze mną czas.
-Żartujesz sobie? Zaszczyt? To najgorsze co mnie spotkało. W sumie to nie. Najgorsze było to, że Cię spotkałam!-krzyknęła na mnie.
Zabolało. Cholernie zabolało. Nigdy nie żałowałem dnia, kiedy ją spotkałem. Do dzisiaj w sumie tęskniłem za nią. Ale jak widać nie tylko ja się zmieniłem, ale też ona.
Zadzwonił dzwonek.
Podeszła do mnie po lekcji.
-Tak czy siak musimy się spotkać, kiedy i gdzie?-zapytała obojętnie.
-Już mnie zapraszasz na randkę?-zaśmiałem się. - Jutro u mnie, a teraz idę do mojej dziewczyny, nara kujonie.-powiedziałem udając się w stronę.. tej..no.. Lily.
Przesadziłem?-możliwe Byłem wredny?-bardzo. Ale po prostu przesadziła.
Pocałowałem Lily na powitanie, bo nie byliśmy razem w klasie i poszliśmy na stołówkę.
Usiadłem przy stoliku z moją paczką. Zauważyłem Jess i zmierzającą w jej stronę Monicę. Obserwowałem dokładnie zdarzenie. Monica podeszła do Jessic'y i uderzyła ją ciastem w twarz. Podszedłem do nich wkurzony.
-Nienormalna jesteś? Spadaj już stąd, w tej szkole i tak nikt Cię nie lubi!- zacząłem drzeć się na Monicę wycierając Jess twarz.
-Nie myśl sobie, że mi na Tobie zależy czy coś, to był po prostu idealny moment, żeby się na nią wydrzeć-zwróciłem się tym razem do Jessic'y.
-Dobra, sama sobie poradzę. Będę u Ciebie jutro, lepiej żebyś się przygotował, Lynch.-powiedziała i ruszyła w inną stronę. Ja patrzyłem tylko jak odchodzi.


Okej, kolejny rozdział ;p Mam taki pomysł, żeby założyć kolejnego bloga, coś w stylu bad-boya, oczywiście Ross'a bad-boya. I teraz pytanie do tych, co to czytają-ktoś by chciał? :P

Rozdział #14

*następny dzień, oczami Jess*

Pierwszy miałam angielski. Siedziałam na nim z Ross'em, bałam się tego spotkania z nim.
Weszłam do sali i zajęłam miejsce. Ross'a nie było, podejrzewałam, że się po prostu spóźni. Przepisywałam temat, kiedy podeszła do mnie laleczka Ross'a.
-Chcę dzisiaj usiąść z Rossy'm.-powiedziała.
-Proszę bardzo, ostatnia ławka jest wolna-powiedziałam nie patrząc na nią.
Nagle do klasy wszedł Ross.
-O, Rossy! Ja chcę siedzieć z Tobą,a ona nie chce zejść-krzyczała tym swoim piskliwym głosikiem typowego plastika.
-A masz, siadaj sobie z tym Rossy'm!-krzyknęłam na całą salę przechodząc do innej ławki.
Ona siadając na moje dawne miejsce zadrwiła ze mnie:
-Przynajmniej w ławce z tyłu nie będzie widać tych Twoich badziewnych ubrań-na jej słowa cała klasa zaczęła się śmiać.
-Tak? A przynajmniej jak zrobię tak..-podeszłam do niej, szarpnęłam ją za włosy i uderzyłam tą jej twarzą z toną tapety o ławkę z całej siły, na co cała klasa uspokoiła się. - ... to się zamkniesz-dokończyłam swoją wypowiedź.
Ona zaczęła płakać tym swoich żałosny głosem.
-Rossy, widziałeś? Widziałeś co mi zrobiła i nie zareagowałeś?!-krzyczała na blondyna, który patrzył na mnie z wyraźnym zdziwieniem, w ogóle nie przejmując się swoją cizią.
-ROSS-krzyknęła nagle Monica dając mu w twarz.
-Czy Ty jesteś normalna, kretynko? Nie dotykaj mnie! Z nami koniec, nie chce mi się z Tobą siedzieć, idź sobie do kogoś innego-powiedział oburzony, poniżając ją na oczach całej klasy.
Reszta lekcji minęła spokojnie, ale pod napięciem. Nie usiadłam z Ross'em, oboje siedzieliśmy sami. Wychodziliśmy z klasy, ja i Ross szliśmy ostatni. Już miałam wyjść z klasy kiedy ,,ktoś" pociągnął mnie za rękę z powrotem do środka i zamknął drzwi na klucz.

***Oczami Ross'a***
Przez całą lekcje myślałem o tym, co się stało. Nigdy nie widziałem Jessic'y takiej wściekłej. Zamknąłem ją w klasie.
-Co Ty odwalasz?- zapytałem zdziwiony.
-Gdyby Twoja dziunia mnie nie wkurzyła to nie doszłoby do tego.-odpowiedziała wyraźnie wściekła.
-Co proszę? Nie wierzę, że tylko dlatego ją pobiłaś.
-Sorry, a Ty niby za co pobiłeś mojego chłopaka?-zapytała.
-Wkurzał mnie kujon i tyle, ale nie zmieniaj tematu.
-Daj mi spokój.-powiedziała wychodząc z klasy.

Chwilę po niej wyszedłem i ja. Cała szkoła już wiedziała o zerwaniu moim i tej laski, jak jej tam..? A, Monic'y. Nie chwaląc się powiem, ze w szkole byłem z tych lubianych i teraz wszystkie laski łaziły za mną, próbując zwrócić na nie moją uwagę. Wiedziałem, że po prostu chcą ze mną być ale miałem to gdzieś.
Szedłem korytarzem z Harry'm i Nickiem, moimi przyjaciółmi i jakimiś laskami, które się do nas przyczepiły.
-Chce mi się pić.-powiedziałem nagle śledząc wzrokiem przechodzącą obok Jess z tym kujonkiem, którzy nawet na mnie nie spojrzeli.
-Rossy, pójdę Ci do automatu, poczekaj-powiedziała jedna z dziewczyn tym swoim słodkim głosikiem.
-Nie, ja pójdę-powiedziała druga i tak zaczęły się kłócić.
-Boże, mam gdzieś, która pójdzie, tylko niech ktoś idzie. Ty pójdziesz.-powiedziałem wściekły podając kasę jednej z nich.
Jarała się jak mrówka okresem, że ,,Rossy" kazał jej iść do automatu.
Po 5 minutach wróciła podając mi colę i oddając resztę.
-Dzięki-powiedziałem chowając pieniądze do kieszeni i otwierając puszkę.
-Nie ma za co-rzekła całując mnie w policzek.
Kolejna, która ubzdurała sobie coś wielkiego z tego, że poszła mi kupić colę. Jak mnie wkurzały te laski.
Jednak w mojej grupie i w ogóle w szkole to JA rządziłem, więc nie mogłem długo być singlem, musiałem jakoś trzymać reputację. Po zerwaniu z Monicą musiałem szybko znaleźć nową laskę, co nie było trudne, bo mogłem mieć każdą. Siedziałem na parapecie, kiedy zobaczyłem, że jakaś dziewczyna na przeciwko  ,,obczaja" mnie.
Dopiłem do końca colę i podałem puszkę jakiejś lasce, nawet nie wiem jakiej i zszedłem z parapetu powoli zmierzając  w stronę mojej obserwatorki.
Podszedłem do niej, a ona oparła się o ścianę. Położyłem ręce po obu stronach jej twarzy, również opierając się o ścianę.
-Cześć mała-powiedziałem mrugając do niej- widziałem, że chyba wpadłem Ci w oko, co się dobrze składa, bo Ty mi też- oczywiście skłamałem. ,,Chyba wpadłem Ci w oko" ? Nie! Na pewno wpadłem jej w oko.
-No wpadłeś, wpadłeś.-powiedziała przygryzając lekko dolną wargę i patrząc mi na usta.
Oczywiście długo nie zastanawiając się pocałowałem ją.  Kiedy skończyłem podała mi rękę:
-Lily jestem.
-Ross, ale to już pewnie wiesz.-również podałem jej dłoń.-Czyli w sumie to jesteśmy razem?- dokończyłem.
-Pewnie-odpowiedziała, po czym wziąłem ją za rękę i wróciłem do grupki.
-To jest ta..yyy..no...-zacząłem się jąkać przedstawiając znajomym nową dziewczynę.
-Lily, głuptasie-powiedziała ta Lily całując mnie w policzek.
-no, Lily. Jest moją nową dziewczyną.-dokończyłem moją wypowiedź.
Chłopcy przywitali ją, a laski zmierzyły zazdrosnym wzrokiem. Miałem gdzieś je wszystkie, łącznie z Lily, ale musiałem mieć tą reputacje.
Zadzwonił dzwonek, więc wszyscy poszliśmy na lekcje.

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział #13 - ,,Nie jestem zazdrosny!"

***ROSS***
Wszedłem do domu wściekły. Szedłem na górę kiedy Rydel mnie zatrzymała:
-Ross, stój!
-Czego chcesz? Daj mi spokój!-krzyknąłem na moją siostrę.
-Nie mów tak do mnie, usiądź i powiedz co się stało.
-Jessica woli siedzieć z jakimś kujonem i go uczyć, niż iść ze mną na pizzę.
-Aaa.. już rozumiem o co Ci chodzi.-zaśmiała się Rydel
-O co?- zapytałem, bo nie wiedziałem co ma na myśli.
-Jesteś o nią zazdrosny!
-Co proszę?! Nie prawda!-krzyknąłem i wyszedłem z pokoju.
ZAZDROSNY?! O Jess? Na pewno nie! Co ona sobie ubzdurała?

*tydzień później*
***JESS***
Mads jest w 9 tygodniu ciąży. Razem z Riker'em mają różne plany, których na razie nie realizują. Co do mnie -oficjalnie jestem już z Edwardem parą! Tak się jakoś złożyło i od 3 dni jesteśmy razem. Nikt na razie o tym nie wie. Z Ross'em się niby pogodziłam, ale on nadal zachowywał się jakoś dziwnie.
Edward przyszedł do mnie i oglądaliśmy jakiś film, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Był to Ross.
Wszedł do mojego salonu jakby nigdy nic. Spojrzał na Edwarda i zapytał mnie:
-A on co tutaj robi?
-Jest moim chłopakiem, normalne, że u mnie siedzi.
-Chłopakiem? Na chłopaka to trzeba mieć wygląd-drwił z mojego chłopaka Ross.
-Odwal się od niego, a  właściwie czego Ty chcesz?- zapytałam oburzona.
-Już teraz niczego, odechciało mi się.-powiedział wychodząc  z mieszkania.
Edward tylko dolał oliwy do ognia, bo krzyknął do Ross'a:
-Ona woli mężczyzn z klasą, a nie zazdrosnych chłopców.
Ross odwrócił się i szybkim krokiem podszedł do Eda ( tak na niego mówiłam)
-Co Ty powiedziałeś, gnojku?- zapytał wściekły Ross podnosząc rękę do góry.
-Widzę, że nie rozumiesz nawet po angielsku? Mam przeliterować, czy nie nadążysz?- odpowiedział mu mój chłopak.
W tym momencie stało się to, czego się bałam. Ross nie wytrzymał.
Rzucił się na Edwarda i zaczął okładać go pięściami. Bił go mocniej niż tamtych dwóch chłopaków. Wydawało mi się jakby wstąpiła w niego jakaś bestia. Co się z nim działo?! Pobił już trzecią osobę w tym tygodniu. Było w nim teraz tyle  nienawiści. Nie to co w Rossie z którym jeszcze miesiąc temu czułam się jak w raju.
Zaczęłam szarpać Ross'a za rękę próbując zrzucić go z Edwarda.
-Ross!Ross przestań! Błagam, przestań, słyszysz?!-krzyczałam przez łzy.
W końcu Ross wstał, a ja nadal trzymałam go za rękę. Kopnął jeszcze leżącego Edwarda.
-A Ty mnie nie dotykaj-powiedział popychając mnie na kanapę i wyszedł z domu.
Siedziałam na kanapie, na którą przed chwilą popchnął mnie Ross i płakałam.
Tęskniłam za moim przyjacielem, któremu mogłam powiedzieć wszystko. Tęskniłam za chłopakiem, który był czuły, ciepły. Tęskniłam za chłopakiem, którego pokochałam.

***Oczami Ross'a***
Zazdrosny? Nie. Po prostu ten kretyn już mnie denerwował. Kochałem Jess, to prawda. Przyznaję się. Ale denerwuje mnie to, że woli jego ode mnie! Różnicę widać już na pierwszy rzut oka. Wybrała jakiegoś kujona zamiast mnie?! Nigdy się nie chwaliłem, ale w sumie gdyby na to wszystko spojrzeć z innej strony, mogłem mieć każdą laskę, na jaką spojrzałem,a wybrałem ją.
Na pewno dużo by zmieniło, gdyby wiedziała co do niej czuję, ale ja nie zamierzałem jej mówić.
Poszedłem do jakiegoś klubu. Wypiłem jakiegoś drinka i patrzyłem na dziewczyny na parkiecie, kiedy jedna z nich do mnie podeszła:
-Zatańczysz?-zapytała i próbowała mnie uwodzić.
Już miałem powiedzieć, żeby zjeżdżała, ale  w sumie co mi szkoda.
Zatańczyłem z nią do kilku piosenek i wymieniliśmy się numerami. Ja nawet nie wiedziałem jak ma na imię, aż do czasu kiedy zapisała mi swój numer na ręce i podpisała ,,Monica."
Zapisała mi numer na ręce.. zupełnie jak Jessica wtedy na koncercie.

Następnego dnia w szkole okazało się, że Monica jest  ze mną w klasie. Była nowa.
Wydawało jej się, że między nami coś jest, ale nie zamierzałem wcale jej z tego błędu wyprowadzać. Miałem zamiar pokazać Jess, że mi na niej nie zależy.
Zależało mi na niej. Ale musiałem jakoś udawać.
Stałem z Monicą i rozmawiałem, kiedy zobaczyłem, że Jessica z tym kujonem przechodzą koło nas. Pocałowałem szybko Monicę i kątem oka, wbrew mojej możliwści obserwowałem reakcję Jess. Była we mnie wpatrzona jak w obrazek. Szła nie odrywając ode mnie wzroku, czyli tak, jak chciałem. Kiedy przeszła korytarz, przestałem całować tą laskę.
-Mmm, Rossy, tego się nie spodziewałam-powiedziała Monica obejmując mnie rękoma i przygryzając lekko wargi.
-Tsa chodźmy na lekcje.-powiedziałem obojętnie, a ona złapała mnie za rękę. Nie odpowiadało mi to, ale w sumie potem miałem to gdzieś.
Poszliśmy na lekcje.

#12

Rozdział zadedykowany Wiktorii, mojej motywacji :) <3

___________________________________________________________________
Wróciłam wściekła do domu. Mads jak zwykle nie było, więc siedziałam sama. Usiadłam na kanapie, zrobiłam sobie gorące kakao i przykryłam się kocem.
Dlaczego Ross się tak zachowuje?! Czuję, jakby mnie już nie lubił. Może mu się znudziłam? Może znalazł nową przyjaciółkę?
Zaczęłam płakać. Dawno tego nie robiłam. Myślałam, że stałam się silniejsza, a teraz znowu płaczę. Miałam już dość, po prostu dość.
Najpierw mój wypadek, potem ciąża Maddie, teraz Ross. Nie wiedziałam co mam robić.

***oczami Ross'a***
Może i trochę przesadziłem, mówiąc to co powiedziałem Jessice, ale zdenerwowała mnie. Już drugi raz broniła tego, kto zasłużył sobie na to, co mu zrobiłem. Wściekły wszedłem do domu i od razu poszedłem na górę, do mojego pokoju. Usiadłem na łóżku, wziąłem gitarę i zacząłem grać. Nagle do pokoju wszedł Riker.
-Czego chcesz?!-zapytałem wściekły.
-Wow, Twoja dziewczyna Cię rzuciła?- zapytał z ironią.
-Nie mam dziewczyny, idioto.-odpowiedziałem jeszcze bardziej wkurzony.
-Nie ma to jak przyjść do brata po pomoc i zostać zwyzywanym.
-Dobra, przepraszam, co się stało?
-Mads jest w ciąży.-powiedział załamany.
Odłożyłem gitarę na bok i spojrzałem na niego, jak na ufo.
-Co Ty powiedziałeś?-zapytałem z niedowierzaniem.
-Maddie jest w ciąży, po angielsku nie rozumiesz?- powtórzył zirytowany.
-Jak to się stało?
-Nie wiesz?
-Jezu, wiem, po prostu nie dowierzam.
-Co? Niby czemu?! Przynajmniej masz pewność, że jestem 100 procentowym mężczyzną, nie to co Ty!-zażartował brat.
-Nie to co ja? Zazdrościsz i tyle. - odpowiedziałem, również żartem.
Oboje zaśmialiśmy, ale za chwilę znowu zrzedły nam miny.
-Rodzice wiedzą?- zapytałem z pełną powagą.
Brat spojrzał na mnie  wystraszony.
-Nie, na razie nie mogą się dowiedzieć, rozumiesz?-odpowiedział po chwili.
-Jasne, nie ma sprawy.
-A Ty, co taki smutny?- zapytał w końcu.
-Takie tam..
-No mów!
-Zakochałem się w Jess-powiedziałem z ciężkim sercem.
-A, to, to wiem.-zaśmiał się brat.
-Jak to wiesz?
-No.. to widać po Tobie, co nie? Jak na nią patrzysz i w ogóle.-odpowiedział niepewnie.
-Nie prawda! Idź już stąd.
Riker wyszedł ode mnie z pokoju, a ja poszedłem do Jess.

***Oczami Jess.***
Płakałam, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to Ross.
-Czego chcesz?- zapytałam wściekła.
-Jess, przepraszam za to, co powiedziałem, nie chciałem to przez te emocje.- tłumaczył się chłopak.
A ja co? Nic innego, tylko mu wybaczyłam.

*kilka dni później*

Dziś rozpoczęcie roku szkolnego. Trochę się stresuję, ale staram się tego nie pokazywać.
Dziś idę po południu z Mads do lekarza, co do tej ciąży, ponieważ jej wizyta była przełożona, tym bardziej się stresowałam.
Ale wracając..
ubrałam się najładniej jak potrafiłam i wyszłam z domu. Pod blokiem w samochodzie czekał już Ross.
Pojechaliśmy pod szkołę.
-Boję się-powiedziałam do niego wchodząc do szkoły.
-Nie ma czego-pocieszył mnie.
Poszliśmy na angielski. Oczywiście siedzieliśmy razem, z resztą jak na każdym przedmiocie. No prawie każdym. Zaczęła się fizyka. Pani kazała nam stać i dobierała osoby do ławki.
-Andres- usłyszałam nagle moje nazwisko.
-Ja chciałabym siedzieć z Ross'em, jeśli można-powiedziałam wskazując na przyjaciela.
-Nie można. Tutaj ja wybieram. Edward Mitchell siadasz z Andres. -powiedziała kobieta.

Usiadłam koło chłopaka, którego mi przydzieliła. Był nawet przystojny. W czasie lekcji okazało się, że jest też bardzo fajny. Napisał mi na kartce ,,liścik". Poczułam się jak dawniej, w mojej starej szkole. Na kartce było napisane:
,,Dałabyś mi korki z fizyki? Dziękuję"
Uśmiechnęłam się do niego i odpisałam ,,Tak", po czym podałam mu kartkę. Uśmiechnął się do mnie i szepnął, żebyśmy spotkali się po lekcjach w szkolnej bibliotece.
Po fizyce, naszej ostatniej lekcji poszłam odłożyć książki do szafki. Kiedy zamknęłam drzwiczki okazało się, ze stał za nimi Ross. Oparty ,,coolersko" o szafki,patrząc w jeden punkt przed siebie zaproponował:
-Jedziemy na pizzę?
-Sorki, ale nie, spotykam się dziś z kolegą, daje mu korki.
-A, z tym kujonkiem? A idź sobie!
Ross spojrzał na mnie jakby zły trzasnął pięścią w szafki i wyszedł ze szkoły bez słowa pożegnania.
Co mu do cholery znowu było?! Obrażał się o byle co, bił ludzi, był nieraz w stosunku do mnie chamski, to już nie taki Ross, jakiego znałam.
Ruszyłam do Edwarda, do biblioteki.



Jak widać Ross jest coraz bardziej agresywny. Pewnie domyślacie się dlaczego, a jeśli nie- podpowiedź znajdziecie w następnym rozdziale :)

#11

Rano obudziło mnie głośne walenie w drzwi. Zdziwiłam się, że nie obudziło to Mads, ale trudno.
Przestraszona pobiegłam otworzyć. Za drzwiami stał Riker.
-Gdzie jest Maddie?!-krzyczał zaraz kiedy otworzyłam drzwi.
-Tsa, Ciebie też miło widzieć.-powiedziałam z ironią.
-Odpowiesz mi?!
-Śpi, nie budź jej, wczoraj całą noc płakała, dlaczego wczoraj nie odpisałeś na smsa?-zapytała trochę zła.
-Organizowałem dla niej imprezę urodzinową. Jutro ma urodziny. Wiadomość przeczytałem dopiero dzisiaj-tłumaczył się.

No tak! Mads ma jutro urodziny`, jak mogłam zapomnieć?! Ale teraz nie to było najważniejsze. Zaprosiłam Riker'a do mnie do pokoju.
-Który to miesiąc?- zapytał bezradnie.
-Nie wiadomo, ale to pewnie dopiero któryś tydzień. Pojutrze idziemy do lekarza, to wszystkiego się dowiemy.
-Dobra.. trzeba załatwić jakoś ślub. Nic nikomu na razie nie mów, a za niedługo wynajmiemy mieszkanie, czy coś, sam już nie wiem.- Mówił przecierając bezradnie twarz.
Zdziwiła mnie jego postawa. Byłam pewna, że od niej odejdzie, a on chce z nią brać ślub?! Idealny chłopak!
Nagle Mads weszła do pokoju. Riker powiedział jej to samo co mnie przed chwilą. Maddie znów zaczęła płakać i przytuliła się do blondyna.
On pocałował ją w czoło i powiedział:
-Nie martw się, będzie dobrze.
Wzruszyła mnie trochę ta scenka, więc wyszłam, żeby sobie wszystko wyjaśnili.

Poszłam do domu Ross'a. Drzwi otworzyła mnie Rydel, przytuliła mnie zaprosiła do środka.
-Wchodź, wchodź, Ty pewnie do Ross'a?- zapytała.
-Tak.-odpowiedziałam uśmiechając się do niej.
-Ross wyszedł do sklepu, będzie za jakieś 20 minut, poczekaj na niego.
-Nie, to może ja pójdę.
-Nie, nie zostań. Chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki.

Po kilku minutach Ross wrócił do domu.
-O hej, piękna!-powiedział kładąc zakupy w kuchni.
-Hej, przejdziemy się gdzieś?- odpowiedziałam.
-Pewnie, a gdzie chcesz iść?
-Może na pizzę?
-Okej, daj mi chwilę.

Po ok. 5 minutach byliśmy już gotowi. Pojechaliśmy do pizzerii i zamówiliśmy pizzę.
-Aha zapomniałem Ci powiedzieć, do szkoły musimy w tym roku iść wcześniej, rok szkolny zaczyna się 15 czerwca.
-Co? Bez sensu! W sumie miałam te swoje wakacje szkoda tylko, że jeden miesiąc!-powiedziałam oburzona.
-Nie, nie po prostu w tym roku zaczynamy wcześniej, ale idziemy tylko do sierpnia, bo w 1 sierpnia mamy z powrotem wolne-pocieszył mnie Ross.
-Nie wiesz dlaczego?
-Nie, nie mam zielonego pojęcia, ale jak trzeba, to trzeba. -powiedział w momencie kiedy kelnerka kładła naszą pizze na stoliku.
-Dziękuję-powiedział Ross do odchodzącej dziewczyny.
Cały czas zastanawiałam się, czy zapytać go czy wie o ciąży, ale bałam się. W końcu jednak to  z siebie wydusiłam.
-Czy Riker Ci coś mówił?- zapytałam skrępowana.
-A! O imprezie dla Mads? Tak, no pewnie, masz już prezent?- Odpowiedział.
To dało mi znać, że nie wiedział, więc nie brnęłam dalej.
-Własnie jeszcze nie. Pójdziesz dziś ze mną kupić? - zaproponowałam udając, że Ross zgadł co miałam na myśli.
-Okej, jak zjemy to możemy iść.- powiedział gryząc kawałek pizzy.
W pizzerii bardzo się wygłupialiśmy i byliśmy głośno, więc kazali nam stamtąd wyjść. Na szczęście już zjedliśmy, także spokojnie opuściliśmy to miejsce. Poszliśmy na miasto. Ross pomagał mi  wybrać prezent dla Maddie, w końcu wybraliśmy idealny.
Wracaliśmy z miasta. Stanęliśmy na chwilę, bo Ross zgubił telefon, więc przeszukał wszystkie kieszenie. Za nami szła grupka jakiś chłopaków. Było widać, że są niedojrzali, mieli jakieś 15 lat.
Przechodząc koło mnie, jeden z nich po prostu bezwstydnie klepnął mnie w...no w dupę, no!
Ross oczywiście zauważył to i.. uderzył go w twarz z pięści. Nie wiedziałam co się z nim dzieje- wczoraj pobił jakiegoś chłopaka, dzisiaj innego. Na szczęście nie zaczęli się bić, bo tamten się wystraszył i uciekł.
-Ross, co się z Tobą dzieje?!- zapytałam wściekła.
-No bo nikt Cię nie będzie klepał, do cholery.-odpowiedział równie zły.
-To był jakiś gówniarz, nie wiedział co robi!
-Aha, czyli pasuje Ci to, że pierwszy lepszy ,,gówniarz", klepie Cię w dupę tak? To proszę bardzo, już nigdy Cię nie obronię.-powiedział po czym wściekły poszedł do siebie.

Jak on mógł tak powiedzieć? Byłam na niego okropnie zła! Cały czas mu wybaczałam, kiedy on nawet nie raczył przeprosić, ale nie tym razem. Niech się do mnie nie odzywa!


Kolejny rozdział, ten  z tych spokojniejszych, ale może dzisiaj dodam drugi, ale to pod wieczór.