Kochałem ją. Była cudownym człowiekiem. Każde bezdomne zwierze zabierała do domu, dokarmiała, myła i zazwyczaj zawsze znajdowała mu dom. Żebrakom na ulicy zawsze coś wrzucała. Pomagała każdemu, kto tego potrzebował. Nigdy nie chowała do nikogo długo urazy. Kochała książki i traktowała je jak dzieci. Uwielbiała piłkę nożną, na dodatek świetnie w nią grała. Kiedy mówiła ,,daj mi pięć minut" , na serio potrzebowała pięciu minut. Była idealna.
-Co mi się tak przyglądasz?-zapytała nagle. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to naprawdę musi zabawnie wyglądać.
-Bo lubię na Ciebie patrzeć.- zaśmiałem się.
-Nie patrz tak na mnie.- również się zaśmiała.
-A co? Nie lubisz mojego spojrzenia?-zapytałem.
-Uwielbiam, głuptasie!-zaśmiała się po raz kolejny i pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem.
Po filmie położyliśmy się spać. Jessica położyła się na mojej klatce piersiowej i usnęła. Ja zaraz po niej.
Następnego dnia obudziłem się jak zwykle sam w łóżku. Oznaczało to tyle, że Jess już dawno nie śpi i sprząta, albo coś w tym stylu. Ubrałem się więc, umyłem i zrobiłem koło siebie.Potem poszedłem do kuchni. Nie myliłem się- Jessica gotowała. Podszedłem do niej pocałowałem ją i jak to zwykle-podkradłem jakieś składniki.
-Ross, to do śniadania!-krzyknęła i uderzyła mnie w rękę.
-Dobra.-odpowiedziałem i zaśmiałem się.
Potem ułożyła talerze z jajecznicą na stół, a my usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
-Idziemy dziś na plażę?-zaproponowałem.
-Ross, co Ty masz z tą plażą?-zapytała nabierając jajecznicę na widelec.
-To moje ulubione miejsce.-uśmiechnąłem się.
-Trudno nie zauważyć. Ale dziś nie mogę, przepraszam Cię.
-Dlaczego nie?
-Bo umówiłam się z Edwardem.
-Co?! Z tym Twoim byłym kujonem? Po co?-zapytałem, nie ukrywam, trochę wściekły.
-Nie martw się! Prosił o spotkanie, to się zgodziłam.
-Ale czego on od Ciebie chce?
-Nie bądź zazdrosny, wszystko okej.
Wzdychnąłem tylko i zabrałem się wściekły za jedzenie. Kiedy zjedliśmy pozmywałem talerze a Jess poszła się szykować.
-Musisz się tak ,,upiękniać" akurat dla niego?-zapytałem stojąc w progu jej pokoju.
-Ross! Możesz nie być zazdrosny? Przecież wiesz, że kocham tylko i wyłącznie Ciebie.-powiedziała psikając się perfumami.
-Dla mnie się tak nie szykujesz.
-Jak to nie?! Zawsze się szykuję. A po za tym, Ty tez nie szykujesz się dla mnie tak bardzo jak wtedy, gdy idziesz na plan Austina i Ally.-powiedziała, a w jej głosie wyczułem nutkę zazdrości.
-O co Ci teraz chodzi? O Laurę? Przecież wiesz, że to tylko moja przyjaciółka. Tak samo jak Maia, zanim wymienisz ją.
-Wiesz, jakoś Twoje fanki twierdzą inaczej.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Ty nie czytasz tych wyzwisk pod moimi zdjęciami czy czymś innym. Że niby niszczę Raurę, czy Raię.
-Nie widziałem, aby moje fanki coś takiego pisały. A jeśli tak, to szybko mogę to załatwić, ale możesz teraz nie zmieniać tematu?-zapytałem.
-Idę, Ross. -powiedziała zakładając buty.
-Może pojadę z Tobą?-zapytałem z nadzieją.
-Ross, jestem już duża, nie potrzebuję niańki!-powiedziała, pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Minęła godzina, a Jessic'y nie było. Miałem do niej dzwonić, ale nie chciałem, żeby zobaczyła, że jestem zazdrosny. Mijały kolejne godziny, a jej nie było. Wtedy do niej zadzwoniłem. Nie odebrała. Zadzwoniłem do tego kujona- nie odebrał.
Zadzwoniłem do Maddie.
-Halo?-odezwał się głoś po drugiej stronie słuchawki.
-Hej Maddie, tu Ross. Nie ma może u Ciebie Jess?-zapytałem pełny nadziei.
-Hej Ross, nie, nie ma. A co się stało?
-Wyszła z 4 godziny temu i nadal jej nie ma.
-Nie u mnie jej nie było, ale jak wróci, to daj znać.
-Dobra, cześć.-powiedziałem załamany i się rozłączyłem. Teraz się już o nią bałem. Wsiadłem w samochód i pojechałem jej poszukać. Byłem chyba wszędzie! Nie znalazłem jej. Wróciłem do domu,z nadzieją, że wróciła. Nie było jej. Było już po 20.00, a jej nadal nie było. Załamany prawie zasnąłem, ale pewien sms zadział na mnie jak mocna kawa.
,,100 tysięcy, albo Jessica zginie. Masz czas do poniedziałku."
Byłem przestraszony. Bałem się o nią. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie miałem tylu pieniędzy. Dzwoniłem pod numer z którego doszedł sms, ale nikt nie odbierał. Miałem zamiar iść na policję, ale w tym momencie doszedł kolejny sms o treści:,,I żadnych psów, albo więcej nie zobaczysz swojej dziewczyny."
Załamany pojechałem do domu. Wziąłem wszystkie moje oszczędności. Poprosiłem rodzeństwo, ale z tego nie było zbyt dużo. Mieliśmy tylko 10 tysięcy. To było dużo, ale jak na tą kwotę to i tak za mało. Opowiedziałem rodzicom o całej sprawie i dostałem od nich 20 tysięcy, a następnego dnia mieli wziąć kredyt na 50 tysięcy. Wtedy brakowałoby mi tylko 20 tysięcy. Postanowiłem, że pożyczę od przyjaciół, ale tego dnia nie miałem już siły. Pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Tak, płakałem. Bałem się o nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Ze łzami w oczach po prostu zasnąłem..
Tak więc kochani, oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba i przepraszam za moją nieobecność, ale brak weny i czasu ;c Już niedługo kolejny rozdział!








