Rozdział zadedykowany Wiktorii, mojej motywacji :) <3
___________________________________________________________________
Wróciłam wściekła do domu. Mads jak zwykle nie było, więc siedziałam sama. Usiadłam na kanapie, zrobiłam sobie gorące kakao i przykryłam się kocem.
Dlaczego Ross się tak zachowuje?! Czuję, jakby mnie już nie lubił. Może mu się znudziłam? Może znalazł nową przyjaciółkę?
Zaczęłam płakać. Dawno tego nie robiłam. Myślałam, że stałam się silniejsza, a teraz znowu płaczę. Miałam już dość, po prostu dość.
Najpierw mój wypadek, potem ciąża Maddie, teraz Ross. Nie wiedziałam co mam robić.
***oczami Ross'a***
Może i trochę przesadziłem, mówiąc to co powiedziałem Jessice, ale zdenerwowała mnie. Już drugi raz broniła tego, kto zasłużył sobie na to, co mu zrobiłem. Wściekły wszedłem do domu i od razu poszedłem na górę, do mojego pokoju. Usiadłem na łóżku, wziąłem gitarę i zacząłem grać. Nagle do pokoju wszedł Riker.
-Czego chcesz?!-zapytałem wściekły.
-Wow, Twoja dziewczyna Cię rzuciła?- zapytał z ironią.
-Nie mam dziewczyny, idioto.-odpowiedziałem jeszcze bardziej wkurzony.
-Nie ma to jak przyjść do brata po pomoc i zostać zwyzywanym.
-Dobra, przepraszam, co się stało?
-Mads jest w ciąży.-powiedział załamany.
Odłożyłem gitarę na bok i spojrzałem na niego, jak na ufo.
-Co Ty powiedziałeś?-zapytałem z niedowierzaniem.
-Maddie jest w ciąży, po angielsku nie rozumiesz?- powtórzył zirytowany.
-Jak to się stało?
-Nie wiesz?
-Jezu, wiem, po prostu nie dowierzam.
-Co? Niby czemu?! Przynajmniej masz pewność, że jestem 100 procentowym mężczyzną, nie to co Ty!-zażartował brat.
-Nie to co ja? Zazdrościsz i tyle. - odpowiedziałem, również żartem.
Oboje zaśmialiśmy, ale za chwilę znowu zrzedły nam miny.
-Rodzice wiedzą?- zapytałem z pełną powagą.
Brat spojrzał na mnie wystraszony.
-Nie, na razie nie mogą się dowiedzieć, rozumiesz?-odpowiedział po chwili.
-Jasne, nie ma sprawy.
-A Ty, co taki smutny?- zapytał w końcu.
-Takie tam..
-No mów!
-Zakochałem się w Jess-powiedziałem z ciężkim sercem.
-A, to, to wiem.-zaśmiał się brat.
-Jak to wiesz?
-No.. to widać po Tobie, co nie? Jak na nią patrzysz i w ogóle.-odpowiedział niepewnie.
-Nie prawda! Idź już stąd.
Riker wyszedł ode mnie z pokoju, a ja poszedłem do Jess.
***Oczami Jess.***
Płakałam, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to Ross.
-Czego chcesz?- zapytałam wściekła.
-Jess, przepraszam za to, co powiedziałem, nie chciałem to przez te emocje.- tłumaczył się chłopak.
A ja co? Nic innego, tylko mu wybaczyłam.
*kilka dni później*
Dziś rozpoczęcie roku szkolnego. Trochę się stresuję, ale staram się tego nie pokazywać.
Dziś idę po południu z Mads do lekarza, co do tej ciąży, ponieważ jej wizyta była przełożona, tym bardziej się stresowałam.
Ale wracając..
ubrałam się najładniej jak potrafiłam i wyszłam z domu. Pod blokiem w samochodzie czekał już Ross.
Pojechaliśmy pod szkołę.
-Boję się-powiedziałam do niego wchodząc do szkoły.
-Nie ma czego-pocieszył mnie.
Poszliśmy na angielski. Oczywiście siedzieliśmy razem, z resztą jak na każdym przedmiocie. No prawie każdym. Zaczęła się fizyka. Pani kazała nam stać i dobierała osoby do ławki.
-Andres- usłyszałam nagle moje nazwisko.
-Ja chciałabym siedzieć z Ross'em, jeśli można-powiedziałam wskazując na przyjaciela.
-Nie można. Tutaj ja wybieram. Edward Mitchell siadasz z Andres. -powiedziała kobieta.
Usiadłam koło chłopaka, którego mi przydzieliła. Był nawet przystojny. W czasie lekcji okazało się, że jest też bardzo fajny. Napisał mi na kartce ,,liścik". Poczułam się jak dawniej, w mojej starej szkole. Na kartce było napisane:
,,Dałabyś mi korki z fizyki? Dziękuję"
Uśmiechnęłam się do niego i odpisałam ,,Tak", po czym podałam mu kartkę. Uśmiechnął się do mnie i szepnął, żebyśmy spotkali się po lekcjach w szkolnej bibliotece.
Po fizyce, naszej ostatniej lekcji poszłam odłożyć książki do szafki. Kiedy zamknęłam drzwiczki okazało się, ze stał za nimi Ross. Oparty ,,coolersko" o szafki,patrząc w jeden punkt przed siebie zaproponował:
-Jedziemy na pizzę?
-Sorki, ale nie, spotykam się dziś z kolegą, daje mu korki.
-A, z tym kujonkiem? A idź sobie!
Ross spojrzał na mnie jakby zły trzasnął pięścią w szafki i wyszedł ze szkoły bez słowa pożegnania.
Co mu do cholery znowu było?! Obrażał się o byle co, bił ludzi, był nieraz w stosunku do mnie chamski, to już nie taki Ross, jakiego znałam.
Ruszyłam do Edwarda, do biblioteki.
Jak widać Ross jest coraz bardziej agresywny. Pewnie domyślacie się dlaczego, a jeśli nie- podpowiedź znajdziecie w następnym rozdziale :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz