https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs&autoplej=1&kolorek=1b87f3&typek=2
https://www.youtube.com/watch?v=oYtGdgDHbPI!https://www.youtube.com/watch?v=aLXO88Sl12Y!https://www.youtube.com/watch?v=nKvZXHC-EOs!https://www.youtube.com/watch?v=LiqQDDZB9pg!!!2!!!0

sobota, 1 listopada 2014

#30

*Oczami Jess*

Rano obudziłam się sama. Wyjrzałam z namiotu i zobaczyłam, jak Ross pakuje wszystkie rzeczy do samochodu. Szybko ubrałam się w rzeczy z wczoraj, żeby Ross mógł zapakować resztę. 
-O, wstałaś już...-zaśmiał się i zabrał koc z namiotu.
-Tak. Za ile jedziemy?
-No już.-złożył namiot i wrzucił go w krzaki. 
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy przed siebie. Jechaliśmy w ciszy, kiedy w radiu puścili piosenkę ,,Loud". Spojrzałam na Ross'a, który uśmiechnął się pod nosem i pogłośnił piosenkę. Zaczął nucić ją pod nosem, a ja zaczęłam się śmiać. Po chwili dołączyłam do niego i razem śpiewaliśmy.
-Znasz jej słowa?-zapytał w końcu.
-Jak mogę nie znać słów do piosenki zespołu mojego chłopaka?-zaśmiałam się i znów zaczęłam nucić. Jechaliśmy i się wygłupialiśmy. Było naprawdę zabawnie! Kiedy piosenka się skończyła spojrzałam na Ross'a i pocałowałam Go. 
-Ross uważaj!-krzyknęłam kiedy się od siebie odkleiliśmy, ale było już za późno. 



Poczułam, jak po mojej twarzy spływa jakaś ciecz. Z wielkim bólem karku spojrzałam na miejsce Ross'a, ale Go tam nie było. Poczułam, jak ktoś powoli wyciąga mnie z samochodu. Położono mnie na nosze. 
-Gdzie Ross?-wyszeptałam, a łza spłynęła mi po policzku. Każda czynność sprawiała mi teraz ból, a po za tym w sprawie Ross'a układały się w mojej głowie najczarniejsze scenariusze.
-Chłopak jest w złym stanie. Nie wiadomo, czy z tego wyjdzie. Jest już w drodze do szpitala. A Ty nie możesz się denerwować.-odpowiedział któryś z ratowników. Kolejne łzy spływały mi po policzku. Bałam się o Ross'a! W szpitalu od razu zabrali mnie na szycie. Zszyli mi prawą skroń i porobili jeszcze kilka badań. Potem wróciłam do sali Ross'a i siedziałam przy nim. Już się wybudził, ale nadal był w złym stanie.
-Wszystko będzie dobrze, Ross...-szeptałam mu do ucha i całowałam w policzek trzymając go za rękę.
-Mogę Panią na chwilę prosić?-do sali wszedł lekarz.
-Tak, oczywiście.-odpowiedziałam i ruszyliśmy do jego gabinetu. 
-O co chodzi? Coś nie tak z Ross'em?-wypytywałam nerwowo mężczyzny. 
-Nie, z chłopakiem wszystko w porządku...-przerwał na chwilę i wziął głęboki oddech. Wyglądał na przejętego. 
-Więc o co chodzi?-spytałam po raz kolejny.
-Ma pani białaczkę...-odparł i spojrzał mi w oczy, z których teraz kapały łzy. 
-Co? Jak to?! Nie to niemożliwe....musiał pan pomylić wyniki, nie chodzi o mnie!-płakałam coraz bardziej.
-Przykro mi...
-Ile mam zostało mi czasu?
-Nie wiem...nie dużo...-nie dokończył. Wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami. Wyszłam na zewnątrz nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Mama szybko pojawiła się przy mnie. Minęła chwila, a już byłam w jej ramionach. 
-Co się stało? Coś z Ross'em?-zapytała i pocałowała mnie w czoło.
-Mam raka...-odpowiedziałam i spojrzałam na nią. Była zdziwiona. Zaczęła płakać, a  ja nie mogłam na to patrzeć. 
-Mamo, proszę! Nie płacz, błagam...mamo...-ona przytuliła mnie po raz kolejny.
-Muszę iść do lekarza...może się pomylił...-zaczęła nerwowo.
-Nie mama, nie pomylił się...chcę jechać do domu...zawieziesz mnie?-zmieniłam temat, pokiwała tylko głową. Poszłam pożegnać się z Ross'em, ale nadal spał. Pocałowałam Go tylko w czoło i wyszłam.


W domu od razu poszłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i spoglądałam przed siebie. Za chwile gorące łzy płynęły powoli  po moich policzkach, a ja nie mogłam ich opanować. Wszystkie moje plany, moje marzenia, moja PRZYSZŁOŚĆ, wszystko...wszystko runęło z dwoma słowami wypowiedzianymi przez lekarza. Zebrałam się w sobie, otarłam łzy i usiadłam do biurka. Wyjęłam dwie kartki papieru. Trzęsącą ręką chwyciłam z długopis. Na samej górze, po środku kartki napisałam:
,,Marzenia".

Za chwile na kartce pojawiały się  marzenia, jakie chcę spełnić przed śmiercią. I tak doszłam do połowy kartki. Przeczytałam wszystko.

,,1.Zrobić sobie tatuaż.
2. Spotkać Taylor'a Lautner'a.
3.Zostać żoną Ross'a.
4.Skoczyć ze spadochronem.
5.Nauczyć się grać na gitarze."

-Myślałam, że mam bardziej kreatywne marzenia przed śmiercią...-szepnęłam do siebie. Na drugiej kartce napisałam list do Ross'a i zapakowałam go w kopertę, następnie schowałam do szuflady, a listę do tylnej kieszeni spodni.


*dwa tygodnie później*
Ross wychodzi dziś ze szpitala. Razem z rodzicami pojechaliśmy po niego.  Wychodząc ze szpitala rodzice poszli jeszcze do lekarza po wypis, a ja i Ross usiedliśmy na ławce przed szpitalem. Oparłam głowę o jego ramię, a ten syknął. Zabrałam głowę.
-Przepraszam, zapomniałam, że Cię to boli.
-Nic się nie stało. Idziemy już?
-Tak, jasne.-wstałam z ławki i pomogłam wstać jemu.
-Coś Ci wypadło.-sięgnął po kawałek papieru i rozwinął go.-czemu spisałaś swoje marzenia?
-Ja..ja...-nie wiedziałam co powiedzieć. -Ross...
-No mów. Co się stało?!
-Ross, ja mam białaczkę...-i po raz kolejny łzy spłynęły mi po policzkach.
-Co?! Jak długo zamierzałaś to przede mną ukrywać?!
-Ross przepraszam! Sama dowiedziałam się niedawno!
-Tak? Kiedy?!
-Dwa tygodnie temu.
-I ukrywasz przede mną dwa tygodnie, że umrzesz?! Chcesz mnie tu zostawić?!
-Ross...-płakałam jeszcze bardziej. Uspokoił się.
-Przepraszam.-przytulił mnie.- przepraszam. Po prostu nie potrafię w to uwierzyć!-i jemu łzy powoli spływały po policzkach,
-Ja też nie...nie potrafię Cię tu zostawić...




Dodałam rozdział po jakiś dwóch miesiącach, albo dłużej. Wiem, że nie jest najlepszy i w ogóle, ale wiecie. To taki powrót xD Możliwe, że jeszcze dziś napiszę kolejny...

poniedziałek, 14 lipca 2014

zwiastun

Jeszcze nie wracam, ale chcę Wam dać taki mały przedsmak tego, co będzie się działo w kolejnych rozdziałach :P

niedziela, 13 lipca 2014

#29

Rano obudziłem się w łóżku, jak zwykle, sam. Przypominając sobie wydarzenia z nocy uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym wstałem i wyjąłem z szafki jakieś ubrania. Ubrałem się w nie i zszedłem na dół, do łazienki. Umyłem się i zrobiłem koło siebie i poszedłem do kuchni, w nadziei, że zastanę tam Jess, ale jej nie było. Przeszukałem cały dom, ale nie było w nim nikogo. Wszedłem do kolejnego pokoju i to co tam zobaczyłem, ucieszyło i zaskoczyło mnie równocześnie. Peter-brat Jess, grał na gitarze i to na dodatek ,,Crazy 4 u"!
-Hej.-powiedziałem nieśmiało.-nie przeszkadzam?
-Nie, wejdź.-powiedział i uśmiechnął się do mnie odkładając gitarę.
-Grałeś ,,crazy 4 u", prawda?
-Tak...moja dziewczyna Was uwielbia, postanowiłem, że nauczę się tego dla niej.-zaśmiał się.
-No to już się nauczyłeś, świetnie Ci poszło. Jak długo grasz?
-W sumie to od dziecka. Jak miałem 6 lat to zobaczyłem u wujka gitarę. Nauczył mnie grać jakiejś piosenki, a potem mi się to spodobało, więc rodzice kupili mi gitarę i się  uczyłem.
-To świetnie! A tak zmieniając temat...gdzie jest Jessica?
-Pojechała z rodzicami do sklepu, powinni zaraz być.-uśmiechnął się do mnie i wrócił do gry.
-Dzięki.-powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
Po około 10 minutach Jess i jej rodzice wrócili obładowani reklamówkami.
-Dzień dobry.-zwróciłem się do jej rodziców. - I hej.-powiedziałem do niej, całując ją w policzek i odbierając od niej zakupy.
Potem poszliśmy do niej do pokoju.
-Co tam?-zapytała z uśmiechem, a  ja nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi.
-Dobrze...-powiedziałem zdziwiony.
-To fajnie. Pójdziemy dziś gdzieś?
-Tak. Przypomniałem sobie, że kiedy byłem dzieckiem przyjeżdżałem tu do cioci i razem  z kuzynami zawsze się bawiliśmy. I właśnie wtedy przypomniałem sobie gdzie. Muszę Cię tam zabrać, ale to dopiero wieczorem. Dopiero wtedy  jest taki efekt...tylko będę musiał godzinę wcześniej tam skoczyć i coś zrobić. SAM.-podkreśliłem ostatnie słowo.
-Okej...a gdzie to?
-Niespodzianka!
-No dobra, a co będziemy robić do tego czasu?
-Mam pomysł! Chodźmy surfować. Jest ciepło, ale wieje wiatr. Fale pewnie są idealne na surfing!
-Ale...-powiedziała i urwała.
-No co?
-Ja nie umiem....
-Nie ma problemu, nauczę Cię. Będę miał pretekst do obejmowania.-zaśmialiśmy się.
-Dobra, tylko się przygotuję.-powiedziała i wyszła z pokoju. Ja również ubrałem się w coś, w czym mogę surfować. Kiedy Jess była gotowa ruszyliśmy na plażę. Szybko się przygotowaliśmy i pobiegliśmy wypożyczyć deski.
-Dobra, na początek kładziesz się na desce...-powiedziałem, kiedy byliśmy już w wodzie, a ona wykonała ,,rozkaz"
-Musisz czekać na falę.
-Taką?-zapytała wskazując przed siebie
-Tak. Szybko zanim fala dojdzie musisz stanąć na desce i utrzymać równowagę.
-Dobra!-krzyknęła i zrobiła to, o co prosiłem.
Jess szybko nauczyła się surfować, więc nie musiałem długo czekać, ale śmigaliśmy po falach razem. Było po prostu cudownie.
-Podobało się?-zapytałem w drodze powrotnej.
-Było super! Muszę częściej to robić!-mówiła podekscytowana.
-O nie!-krzyknąłem nagle.
-Co?
-No bo do tamtego miejsca, gdzie chcę Cię zabrać trochę jest, więc trzeba jechać autem, a ja nie mam auta...
-A, spoko. Tata ci pożyczy!
-Skoro tak...

Kiedy byliśmy w domu Jess namówiła tatę i pożyczył nam auto. Pojechałem przygotować wszystko, żeby wyglądało ładniej i wróciłem po Jessic'ę.

-Okej, ale nie możesz patrzeć!-powiedziałem i zasłoniłem jej oczy. Prowadziłem ją powoli i zdjąłem jej ręce z oczu zaraz przed wejściem do lasku.
Szliśmy krótką alejką w lesie, którą oświetlały lampki, które za dziecka wieszaliśmy tu, gdy było ciemno.
W oczach Jess widziałem zachwyt. Doprowadziłem ją do małego jeziorka w środku lasu. Położyliśmy się razem na molo koło jeziora patrząc w gwiazdy.
-Podoba Ci się?-zapytałem nagle.
-Jest bosko. Mogłabym tu mieszkać. Albo chociaż zostać kilka dni...
-Możemy zostać na noc o ile jest tu...-powiedziałem i wstałem z mostu. Podszedłem do krzaka i zacząłem w nim szperać, a potem wyjąłem namiot.-o ile jest tu namiot.-dokończyłem.
-No ale...jedzenie, pidżama?
-Spokojnie. O jedzeniu pomyślałem, cały koszyk jest w samochodzie. Ja będę spał w samych bokserkach, więc mogę Ci dać moją koszulkę. Jest tylko jeden problem....
-Jaki?
-Materac jest. Ale nie mam żadnego koca, ani nic...
-Tata pewnie ma w aucie. Znając jego pewnie ma nawet poduszki!-zaśmiała się.
-A, to nie ma problemu.
Rozpaliłem ognisko i rozłożyłem namiot, po czym poszedłem poszukać koca, poduszek i koszyka. Potem wróciłem ze wszystkimi rzeczami i ,,pościeliłem" namiot.
-Weź sobie coś z koszyka.-powiedziałem do Jess kładąc koc w namiocie. Zjadła jakieś kanapki, a potem ja zrobiłem to samo. Pogadaliśmy chwilę przy ognisku i poszliśmy się położyć.
Jessica wtuliła się mocno we mnie i przykryła kocem.
-Ross?-zaczęła nagle.
-Tak?
-Kochasz mnie?
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Najbardziej na świecie...
-Ja Ciebie też-szepnęła.
-W końcu jestem ideałem-zaśmiałem się, wspominając słowa jej ojca. Ona uderzyła mnie tylko delikatnie w klatkę piersiową na co się zaśmiałem. Potem pocałowaliśmy się namiętnie i usnęliśmy.


-----------------------------------------------
Przychodzę do Was z krótkim rozdziałem iii...krótką przerwą...
Nie kończę bloga, ale po prostu ostatnio mam brak weny, ale obiecuję, że za niedługo wrócę :) Mam nadzieję, że nie opuści mnie te kilka czytelników i, że będzie czekać cierpliwie :)
Nie odchodzę na długo, może koło tygodnia. W każdym razie zrobię krótką przerwę, bo wolę mieć wenę i pisć dobrze, niż pisać tak beznadziejnie, jak dziś. Resztę blogów będę prowadzić. Kocham Was <3

sobota, 5 lipca 2014

#28

Rano obudziłem się z okropnym bólem głowy. Wstałem poszukać jakiś tabletek przeciwbólowych, ale nic nie było. Postanowiłem, że pójdę do Jess i zapytam, czy coś ma, ale jej też nie było.  Szukałem jej w całym domu i nie znalazłem ani jej, ani tabletek. Wróciłem do salonu i spod poduszki wygrzebałem mój telefon. Wybrałem numer do Jessic'y. Po pierwszym sygnale usłyszałem, że drzwi otwierają się. Nie rozłączając się pobiegłem do przedpokoju i zobaczyłem moją dziewczynę obładowaną reklamówkami. Rozłączyłem się i podbiegłem do niej, aby jej pomóc.
-Widzę, że już wstałeś?-zapytała mnie śmiejąc się.
-Tak. I strasznie boli mnie głowa.-jęknąłem łapiąc się za miejsce, o którym powiedziałem.
-Tak przypuszczałam. Kupiłam Ci tabletki przeciwbólowe, poszukaj w reklamówce.-powiedziała wyciągając  z szafki szklankę.
-Jak Ty o mnie dbasz.-zaśmiałem się przeszukując reklamówki.
-Chyba nie powinnam. Ile wczoraj wypiłeś?
-Nie pamiętam, Jess. Nie mówmy o tym, proszę.-powiedziałem wyciągając jedną tabletkę z opakowania.
-Masz.-podała mi szklankę z wodą.- jutro rano wyjeżdżam.-zakomunikowała, a ja prawie oplułem się wodą.
-Co?! Jak to?! Czyli, że to koniec? Gdzie jedziesz?-zadawałem kilka pytań na raz.
-Spokojnie, Rossy. Tylko na tydzień, jadę do rodziny. Tęsknie za nimi.
-Co? Na tydzień?! A ja będę tęsknił za Tobą!
-To może pojedziesz ze mną? W końcu jeszcze nie udało Ci się poznać moich rodziców. Widziałeś ich tylko wtedy, kiedy potrącił mnie samochód, a z tego, co wiem, to nawet nie gadaliście.
-A jak będę przeszkadzał?
-Wątpię. To jedziesz?-zapytała po raz kolejny,  a ja zgodziłem się.
Potem pojechaliśmy kupić mi bilet na samolot, bo ona już swój miała, a następnie do mnie do domu.
Spakowałem moje ubrania i sam się przebrałem, bo w nocy spałem w wczorajszych ciuchach. Oświadczyłem również rodzicom, że wjeżdżam, oraz, że przeprowadzam się potem do Jess. Widziałem, że są smutni, ale byłem pełnoletni, więc nic nie mogli zrobić. Pocieszyłem ich i powiedziałem, że i tak będziemy się często spotykać. Reszta dnia minęła bardzo nudno- pakowanie potrzebnych rzeczy, itp.

Jess obudziła mnie już o 5.00, twierdząc, że ona się musi przygotować i ja z resztą też, po za tym mamy zdążyć dojechać, a ona musi zrobić jakieś kanapki. Samolot był o 7.00, więc w sumie i tak wstaliśmy późno.
Ubrałem się i umyłem bardzo szybko. Potem ułożyłem jak najlepiej moje włosy, bo wyglądały, jakbym spał na dworze. Potem tak samo jak ja- Jess się ubrała i umyła. Sprawdziliśmy czy wszystko mamy spakowane i zrobiliśmy kanapki. Ze wszystkim wyrobiliśmy się na 6.30, a na lotnisko było 20 min. Zapakowałem nasze walizki do bagażnika i ruszyliśmy na lotnisko. Zajechaliśmy tak, jak wcześniej mówiłem po 20 minutach, więc jak najszybciej załatwiliśmy wszystko co potrzebne i wsiedliśmy do samolotu. Przed nami było trochę ponad 12 godzin lotu, więc na miejscu powinniśmy być koło 18.00.

Lot minął spokojnie i szybko, mimo, że lecieliśmy 12 godzin, to ciągle gadałem z Jess. Spotkałem w samolocie również fana, który też co chwile coś nawijał. Oczywiście nie narzekam, kocham moich fanów. Przy wysiadaniu ludzie pchali się jak nie wiem, więc z Jessic'ą poczekaliśmy i wyszliśmy ostatni. Zabraliśmy nasze walizki i ruszyliśmy w stronę taksówek. Droga taksówką także minęła szybko i nim się obejrzałem, stałem przed domem rodziny mojej dziewczyny. Zapukaliśmy i spojrzeliśmy na siebie. Jess posłała mi tylko uśmiech i już po chwili  w drzwiach stał jej tata. Od razu zaczęli się ściskać i witać, a mi serce biło jak oszalałe i stresowałem się jak nigdy- w końcu chciałem zrobić na nich dobre wrażenie. Kiedy skończyli się przytulać, jej tata podał mi rękę.
-James jestem. Tata Jessic'y. A Ty to...?-zaczął rozmowę.
-Jestem Ross.-uśmiechnąłem się i również podałem mu rękę.
-Tato, opowiadałam Wam przecież o Ross'ie.-wtrąciła Jess.
-Aaa! To Ty! Ta wielka miłość mojej córki! To jest ten ideał?-zwrócił się tym razem do Jess.
-Tato!-krzyknęła Jessica i weszła do domu, a ja z jej tatą zaśmialiśmy się.
W domu poznałem również mamę Jess- Sophię.
-Ty pewnie jesteś Ross?-spytała życzliwie się do mnie uśmiechając.
-Tak to ja.-odpowiedziałem i wyciągnąłem do niej na przywitanie rękę. Ona powtórzyła mój gest.
-Jessica wiele mi o Tobie mówiła. Nazywała Cię ideałem, najlepszym co ją w życiu spotkało, nawet nie wiedziałam jak w końcu masz na imię.- zaśmiała się jej mama, a razem z nią ja. Spojrzałem na Jess, która zarumieniła się i pociągnęła mnie za rękę, prowadząc na górę.
-To jest mój pokój.-powiedziała wchodząc do przytulnego pokoju z niebieskimi ścianami, na których wisiało wiele zdjęć. Półki były prawie puste- na nich także znajdowały się tylko zdjęcia. Białe meble mieściły w sobie tylko kilka ciuchów. Reszta półek była pusta.
-Więc jestem ideałem?- zaśmiałem się spoglądając na moją dziewczynę.
-Nie. Powiedziałam tak tylko po to, żeby postawić Cię w jak najlepszym świetle.-powiedziała również się uśmiechając.
-Nie? Nie jestem ideałem?!-zapytałem i zacząłem ją łaskotać. Zawsze wtedy się tak słodko śmiała. Teraz też.
-Nie, Ross, przestań!-krzyczała śmiejąc się.
-Nie, dopóki nie przyznasz, że jestem idealny.- zaśmiałem się, nie przestając jej gilgotać. Upadliśmy na łóżko nie przestając się śmiać. Ona leżała na łóżku, a ja na niej. W końcu przestałem ją łaskotać i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła mój uśmiech. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy bez słowa. Po krótkiej chwili patrzenia sobie w oczy  zbliżyłem głowę do niej, ale nie pocałowałem jej, chcąc zobaczyć jej reakcję.
-Tak, jesteś idealny.-szepnęła mi do ucha i namiętnie pocałowała. Odwzajemniłem pocałunek. Ona bawiła się moimi włosami.  Z czasem pocałunek stawał się coraz głębszy, namiętniejszy. Nie wiem jak to się stało, że po chwili nie miałem na sobie koszulki, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Nie przerywając całowania położyłem jej ręce na biodrach.
-Nie przeszkadzam?-usłyszeliśmy nagle i szybko zwróciliśmy wzrok w stronę drzwi, gdzie stał tata Jess.
-Nie, nie.-powiedziałem skrępowany, sięgając po moją bluzkę. Szybko przełożyłem ją przez głowę i razem z Jessic'ą usiedliśmy w ciszy na łóżku.
-Przyszedłem tylko powiedzieć, że pewnie zgłodnieliście i Sophia zaprasza Was na kolację.-powiedział James i wyszedł. Kiedy jego głośne kroki ucichły, razem z Jess wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Kiedy się trochę ogarnęliśmy zeszliśmy na dół, do kuchni.
Sophia podała już do stołu spaghetti. Za każdym razem, kiedy napotkałem wzrok James'a odwracałem go skrępowany, jak najszybciej.
-Więc... opowiedz coś o Twoich koncertach i tak dalej.- przerwała tą irytującą ciszę mama Jessic'y.
-No więc- zazwyczaj najpierw spotykamy się z fanami. Chwilę rozmawiamy, robimy zdjęcia. Później dajemy koncert przy czym świetnie się bawimy, a potem jest Q&A. A na  koniec wszyscy się rozchodzimy.
-A jak nazywa się ten Twój zespół?-zapytał mnie James.
-R5, proszę Pana..-powiedziałem nadal skrępowany sceną, którą widział.
-R5...-zamruczał tylko pod nosem ojciec Jess.
-Za niedługo powinien wrócić Peter.- zmieniła nagle temat Sophia, patrząc na zegarek.
-A właśnie, gdzie Peter?-zapytała Jessica.
-Poszedł gdzieś do koleżanki i jeszcze go nie ma.-rozległa się odpowiedź.
Kiedy zjedliśmy podziękowałem i zapytaliśmy, czy mamy w czymś pomóc, ale nie byliśmy potrzebni. Już mieliśmy wchodzić na górę, kiedy w drzwiach stanął wysoki brunet, ubrany w szarą koszulkę i jeansy, trzymający za rękę jakąś szczupłą, średniego wzrostu blondynkę.
-Peter!- krzyknęła nagle Jessica, rzucając mu się na szyję. Znów przytulanie chwilę trwało.
-Aha, to Jest Peter, mój brat. -zwróciła się w końcu do mnie, przedstawiając mi brata.- A to jest..
-Ross Lynch!-przerwała jej blondynka i zaczęła piszczeć.-Ross uwielbiam Cię! I R5! Jesteście całym moim życiem!- zaczęła piszczeć jeszcze bardziej, a wszyscy się zaśmiali.
-Słuchasz nas?- zapytałem uśmiechnięty.
-Oczywiście!
-Ooo, to coś ciekawego! A jaka jest twoja ulubiona piosenka?
-Sama nie wiem. Wszystkie kocham, nie potrafię wybrać.-powiedziała zakłopotana. -Czy mogę sobie z Tobą zrobić zdjęcie?-odbiegła nagle od tematu.
-Jasne, dla R5Family wszystko!-powiedziałem, a ona podała Jess aparat, pokazując tym, że ta ma nam zrobić zdjęcie. Po zrobieniu zdjęcia pogadałem jeszcze chwilę z nią i z Peter'em, który okazał się bardzo ciekawym chłopakiem, a potem ruszyłem z Jess na górę.
Wypakowaliśmy nasze rzeczy, a potem w celu odpoczęcia ona położyła się na łóżko, a ja żeby nie powtórzyła się poprzednia sytuacja, usiadłem na podłodze, opierając się o łóżko.
-Hej, a Ty, co? Przytuliłbyś mnie.-powiedziała nagle schodząc i siadając na mnie okrakiem i znów całując. Oczywiście odwzajemniłem pocałunek, ale po jakimś czasie przestałem i odsunąłem się od niej.
-Co jest?- zapytała zmieszana.
-A jak Twój tata znów wejdzie?
-O proszę, Rossy się boi, tak?
-No bo chcę zrobić na Twoich rodzicach wrażenie, a już na wstępie to zepsułem.
-Przestań, nie bój się!-powiedziała i zaczęła znów mnie całować, zjeżdżając niżej, do szyi. Sprawiało mi to ogromną przyjemność, ale mimo to z trudem odsunąłem się od niej.
-Nie Jess..może jak wszyscy usną.-powiedziałem, nie ukrywam, zły, bo naprawdę podobało mi się to wszystko, a mimo to musiałem przestać.
-Od kiedy Ty jesteś taki tchórzliwy?-zapytała wstając ze mnie, najwyraźniej trochę zła.
-Nie jestem tchórzliwy, tylko zależy mi, żeby rodzice mojej dziewczyny mnie polubili! A od kiedy Ty jesteś taka odważna?-zapytałem.
-Nie odważna, tylko Cię kocham i mam na Ciebie ochotę!-powiedziała i wyszła z pokoju, zabierając ze sobą jakieś ubrania.
Westchnąłem tylko, ale nie ukrywam byłem zadowolony z tego, jak Jess mnie traktowała. ,,Mam na Ciebie ochotę". To tak słodko brzmiało. Rozmyślałem o tym co się stało, kiedy Jessica wróciła do pokoju ubrana w krótkie spodenki i w samym staniku, uczesana w wysokiego koka.
-Zapomniałam koszulki.-powiedziała i zaczęła grzebać w walizce. - No nie!-krzyknęła nagle.
-Co?-zapytałem ciekawy.
-Nie wzięłam żadnej koszulki do spania  z Kalifornii.
-Weź moją.-powiedziałem i podałem jej jakąś moją koszulkę. Od razu ją założyła. Wyglądała trochę zabawnie w mojej koszulce, która sięgała jej do połowy ud, a rękawy, które powinny być krótkie, u niej były trochę przed łokcie. Zaśmiałem się, przyglądając się jej.
-Co znowu?- zapytała.
-Nic. Jesteś urocza.
-Szkoda, że  tego nie okazujesz. - powiedziała, a nagle jej tata znów wszedł do pokoju.
-Jess, czy..a ty co tutaj robisz?!-zapytał mnie zmieniając wypowiedź.
-Śpię tutaj.-powiedziałem zakłopotany.
-O nie! Po tym co widziałem? Będziesz spał w salonie!
-Nie, tato! To mój chłopak i będzie spał ze mną, czy tego chcesz czy nie!- zaczęła Jessica.
-W porządku, Jess, pójdę do salonu.-powiedziałem wstając z łóżka, ale ona mnie od razu posadziła z powrotem.
-Nie, Ross.- powiedziała i znów zwróciła się do ojca.-Tato, rozumiem, że to co widziałeś mogło Cię zdenerwować, ale kocham Ross'a i nawet jeśli nie tu, to w Kalifornii mamy zamiar zamieszkać razem, więc tak czy siak, nie oddzielisz nas, jak nie teraz i tu, to później i w Kalifornii. Ross śpi t u t a j.- dokończyła, kładąc nacisk na prawie każde wypowiedziane słowo.
-Proszę Pana, kocham Pańską córkę i naprawdę nie mam co do niej złych zamiarów. Wiem, że nie zrobiłem zbyt dobrego wrażenia, ale ja na ogół taki nie jestem.-tym razem ja się odezwałem.
-Nie.. masz rację. Przesadzam. Zapomnijmy o tym, dobra?-zaproponował James, na co oczywiście przytaknąłem.
Kiedy wyszedł zdjąłem spodnie i koszulkę pozostając tylko w bokserkach i położyłem się na łóżko. Oczywiście Jess i teraz mi nie odpuściła i znów siadła na mnie okrakiem i pocałowała mnie, tym razem krótko.
-To na czym skończyło?-zapytała śmiejąc się.
-Oj Jess!
-A, już wiem!-powiedziała i pocałowała mnie w szyję, a potem w klatkę piersiową, rzucając mi przy tym co jakiś czas słodkie uśmiechy.
Dalej.. sami się możecie domyśleć.

UWAGA, PRZECZYTAJCIE:
No to mamy kolejny rozdział, ale tym razem stawiam pewien warunek.
Następny dodam dopiero wtedy, gdy pod tum będzie co najmniej 2 komentarze. Wiem, ze to podchodzi lekko pod szantaż, ale po prostu ja już nie wiem, czy ktoś kto jeszcze czyta. Niby wyświetleń jest dużo, a komentarzy 0. Chcę wiedzieć, co myślicie o tym blogu, bo czasem wydaje mi się, że piszę tylko dla siebie. :)

czwartek, 3 lipca 2014

#27

Po kilku minutach Jess wyszła z sali. Ja i mój brat spojrzeliśmy na nią przestraszeni. Ona tylko zaśmiała się i wskazała Riker'owi, żeby wszedł do sali. Kiedy chłopak zniknął w drzwiach, Jessica  podeszła do mnie i mnie przytuliła. Czułem jej ciepły oddech na karku, co mnie speszyło, ale równocześnie sprawiło przyjemność. Spojrzałem na nią  i pocałowałem ją namiętnie w usta. Ona tylko po krótkim czasie odwzajemniła mój pocałunek, czyniąc go bardziej namiętnym i pogłębiając go. Jess wspięła się na palce i  zarzuciła mi ręce na szyje, bawiąc się moimi włosami. Nasz pocałunek przerwał Riker, który wybiegł z sali zaczął krzyczeć, że został tatą. Podbiegał do pacjentów i informował ich o tym. Oni tylko mu gratulowali i uśmiechali się pod nosem. Podszedłem do brata, położyłem mu rękę na ramieniu i powiedziałem:
-Rik, już okej! Idź do Maddie, pewnie Cię teraz potrzebuje.-powiedziałem, na co ten przytaknął i wrócił na salę. Ja również wróciłem do swojej dziewczyny, która objęła mnie.
-Hej, a my kiedy zrobimy sobie dzidziusia?- zapytała, a ja się speszyłem.
-Jessica, ale ja.. nie planuję dzieci w najbliższym czasie. Nie zrozum mnie źle, ale wiesz, to wszystko dzieję się zbyt szybko..-powiedziałem,a ona przerwała mi śmiechem.
-Żartuję blondi. Też nie chcę dzieci.- rzekła, poczochrała moje włosy, a potem z sali wyszedł Riker, a za nim lekarze wiozący Maddie na wózku z dzieckiem na ręku.
-Można ją odwiedzić?-zapytała Jessica.
-Jadą teraz na badania.- powiedział podekscytowany Riker. -trochę im tam może zejść, może jedźcie do domu, a przyjedziecie rano?
-Racja Jess. Nie ma sensu czekać. Przyjedziemy jutro, zaraz jak wstaniemy.-zwróciłem się do mojej dziewczyny.
-Okej.-powiedziała przytulając przyjacielsko mojego brata i szepcząc mu do ucha gratulacje. Ja przytuliłem go ,,po męsku" i również pogratulowałem. Potem ruszyliśmy z Jessic'ą w stronę wyjścia, a nasze dłonie splotły się. Jak zwykle wstrzymała oddech, bo od razu wtedy spojrzałem na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie, rzucając na nią co jakiś czas kątem oka spojrzenia. Dotarliśmy do mojego samochodu, a ja pojechałem do niej. Zostałem u niej na noc. Wtedy po raz pierwszy doszło między nami do ,,czegoś więcej".

Następnego dnia obudziłem się i o dziwo, Jess jeszcze spała. Postanowiłem, że tym razem, to ja zrobię dla niej śniadanie i poszedłem do kuchni. Nie wiedziałem za bardzo co robić, bo mimo, że bywałem tu często, czułem się trochę skrępowany grzebiąc komuś w szafkach- nawet jeśli to była moja dziewczyna. W końcu zebrałem i się i otworzyłem lodówkę. Znalazłem wiele owoców: truskawki, winogron, jagody i borówki. Pierwsze co wpadło mi do głowy to sałatka owocowa, więc pokroiłem i umyłem owoce, a potem wrzuciłem je do miski. Potem nalałem do szklanki sok pomarańczowy i ruszyłem do sypialni. Postawiłem sok i sałatkę na biurku, obok łóżka. Niestety Jess długo spała, więc w sumie z samych nudów wyszedłem kupić jej kwiaty. Napisałem jej karteczkę i położyłem ją obok śniadania i wyszedłem z domu. Szczerze, nie wiedziałem jakie kwiaty mam kupić, bo pierwszy raz to robiłem. Zapytałem więc sprzedawczyni.
-A z jakiej to okazji? Przeskrobał Pan, rocznica, czy co się stało?- zapytała starsza pani błądząc wzrokiem  po wazonach z kwiatami w nich. Było ich od groma. Od czerwonych róż, po białe goździki.
-Tak po prostu. Bo ją kocham.-powiedziałem w końcu.
-Co? Takie przypadki się tu nie zdarzają!-zaśmiała się, po czym wybrała kilka czerwonych róż, dokładając do tego kilka białych. Zapłaciłem za kwiaty i uśmiechnąłem się do sprzedawczyni, która odpowiedziała tym samym i poszedłem do auta.
Kiedy wróciłem Jess już nie spała i zajadała sałatkę, którą zrobiłem.
-Smakuje?-zapytałem podchodząc do niej i całując ją w policzek.
-Bardzo. Z jakiej to okazji?
-Tak po prostu. A to dla Ciebie.-powiedziałem i wręczyłem jej kwiaty.
Ona wstała i przytuliła mnie.
-Dziękuję!-powiedziała odbierając ode mnie bukiet.
-Co zrobiłeś?-zapytała podejrzliwie.
-Nic, to już nie mogę dać mojej dziewczynie kwiatów?-zapytałem śmiejąc się.
-Kocham Cię, głupku.-powiedziała i wyszła z pokoju wstawić kwiaty do wazonu.
-Ogarnę się i jedziemy do szpitala?-zapytała po chwili całując mnie w policzek.
-Oczywiście.-powiedziałem uśmiechając się do niej.
-Podasz mi kosmetyczkę z pokoju?-zapytała zanim weszła do łazienki.
-Nie musisz się malować. Bez makijażu też jesteś piękna.
-Ross, proszę.-powiedziała, a ja uległem i poszedłem po kosmetyczkę. Rzuciłem ją dziewczynie i zaśmiałem się:
-Niezłe przyjęcie Panno Andres.
-Niezły rzut, Panie Lynch.-powiedziała i puściła do mnie oczko,  wchodząc do łazienki.
Po kilku minutach była gotowa, więc pojechaliśmy do szpitala, gdzie poznaliśmy małą Molly-moją bratanicę. Ja kochałem dzieci. Naprawdę. Ale sądziłem, że mam jeszcze na nie czas. Jessica ślicznie wyglądała z malutką Molly na rękach. Dziewczynka miała bardzo jasne, rzadkie włosy-prawie niewidoczne, duże, niebieskie oczy, mały nosek i słodki uśmiech, który pojawiał się co jakiś czas, kiedy się ją łaskotało.
Wziąłem Riker'a na bok i pogratulowałem mu po raz kolejny i gadaliśmy jeszcze chwilę.
-A co Ty taki szczęśliwy?-zauważył nagle brat.
-Tak..po prostu.-powiedziałem i rzuciłem wzrok w stronę małej Molly.
-Jasne. Przyznaj się. Albo spotkałeś się z fanami, albo to kwestia nocy. Jak ją spędziłeś?-zapytał podejrzliwie.
-A co?
-Nic. Pytam. Oglądałeś jakiś film, czy coś?-zapytał lekko uśmiechając się.
-Tak.
-Kłamiesz! Wiem co robiłeś!-zaśmiał się.- tylko, Ross..uważaj..masz jeszcze czas na dzieci.
-Spoko. Jest okej.-powiedziałem i ruszyłem w stronę Jess i Mads bawiących się z dziewczynką.
Za chwile podszedł do nas Riker. Gadaliśmy o wielu rzeczach. Za każdym razem kiedy spojrzenie moje i brata spotkało się, nie mogliśmy powstrzymać się od uśmiechu.
-Hej Ross! Trzeba jakoś uczcić moje dziecko i się spotkać. Co Ty na to?-zaproponował nagle brat.
-Pewnie. Dzisiaj?-zapytałem ucieszony. Brakowało mi brata i wreszcie mogłem z nim gdzieś wyjść.
-Jasne.-opowiedział.
-Tylko nie spijcie się za bardzo.-zaśmiały się dziewczyny.
-Spokojnie.-odpowiedział uspakajając je gestem ręki.

Wieczorem z bratem spotkałem się w klubie. Wypiliśmy dość sporo. Ciągle wtedy latał mi w głowie tekst Maddie- ,,tylko nie spijcie się za bardzo". Nie dotrzymaliśmy obietnicy. Trudno, świętowaliśmy. Wieczorem, sam nie wiem jak, ale półprzytomnie wróciłem do domu Jess. Czekała na mnie i nie spała.
-O hej, kochanie.- powiedziałem i chciałem ją pocałować, ale odsunęła się ode mnie.
-Czuć od Ciebie alkoholem. Śpij dzisiaj lepiej tu, na kanapie.-powiedziała, ale wiedziałem, że wcale nie jest zła. Położyłem się na kanapie, którą wcześniej posłała mi Jessica i w mgnieniu oka zasnąłem.

środa, 2 lipca 2014

#26

Kiedy się obudziłem pierwsze co wszedłem na mojego twitter'a i napisałem notkę do fanów, że potrzebuję pieniędzy i wyjaśniłem im dokładnie całą sprawę, oraz obiecałem jakąś nagrodę za to wpłacenie pieniędzy. Jeszcze nie wiedziałem co zrobić, ale coś musiałem coś wymyślić. W ciągu dwóch godzin na konto, które podałem w notce wpłynęło 10 tysięcy! Moi fani byli wspaniali, ale brakowało mi jeszcze 10 tysięcy. Nie wiedziałem skąd mam wziąć te pieniądze. Ostatnim wyjściem było pożyczenie tej kasy. Zadzwoniłem więc do Mai.
-Hej, Ross o co chodzi?-zapytała po drugiej stronie słuchawki.
-Maia, trochę mi głupio..
-No mów, zawsze Ci pomogę. Co się stało?-zapytała po raz kolejny.
-Potrzebuję pieniędzy.. -powiedziałem, po czym wyjaśniłem jej całą sytuację.
-Ross nie ma sprawy! Ale mam tylko 6 tysięcy.
-Spokojnie, tyle też może być. Oddam najszybciej jak mogę.-powiedziałem i rozłączyłem się, po czym pojechałem do niej.


-Naprawdę nie wiem jak Ci dziękować.-powiedziałem odbierając pieniądze.
-Żartujesz? To bardzo ważne, informuj mnie na bieżąco. -powiedziała podając mi pieniądze.
Przeliczyłem je na szybko.
-Ale tu jest 10 tysięcy.-powiedziałem zdziwiony.
-Wiem, pożyczyłam. Leć już.-powiedziała i przytuliła mnie. Spojrzałem na nią wdzięcznym wzrokiem i wyszedłem. Napisałem wiadomość pod numer, z którego dostawałem ,,groźby" , że mam pieniądze i możemy się spotkać. Od razu dostałem odpowiedź. Miałem zostawić pieniądze w parku, pod ławką i odejść dość daleko, a Jess miała wtedy jakoś do mnie dojść. Byłem zestresowany. Serce waliło mi jak nigdy dotąd. Mimo wszystko wykonałem rozkazy. Po 10 minutach Jessica rzuciła mi się na szyję. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd.
-Jess. Wreszcie! Zabiję tego gnoja, kto to był?!-zapytałem wściekły.
-Ross, spokojnie. To Edward. On mi nic nie zrobił.-powiedziała smutno.
-Nie wierzę Ci. Co on Ci zrobił?
-Ross! Mówię, że nic. Zamknął mnie tylko w piwnicy i związał.-powiedziała z trudem, a do jej oczu napłynęły łzy.
-I to jest nic?!
-Tak. Równie dobrze mógł mnie bić, albo zrobić coś gorszego. Proszę, daj spokój. Zrób to dla mnie.-powiedziała błagalnym wzrokiem.
-Myślisz, że to proste?
-Nie. Ale spróbuj.
-Nie. Zabiję gnoja.
-Ross uspokój się! Nie ucierpiałam, już wszystko okej. On już zniknie z naszego życia, obiecuję!-tymi słowami mnie nie uspokoiła, ale dała mi do zrozumienia, że ona nie chce o tym pamiętać, więc tylko i wyłącznie dla niej postanowiłem odpuścić. Chciałem jakoś ją zadowolić, więc zabrałem ją na lody. Usiedliśmy przy stoliku w kawiarni, a ja zamówiłem coś dla nas. Czekając na desery lodowe rozmawialiśmy o wszystkim.
-Jess, myślałaś kiedyś o tym, żeby ze mną zamieszkać?-zapytałem nagle i trochę żartobliwie.
-Tak. W sumie myślałam, że mógłbyś się teraz do mnie wprowadzić. Pokój Mads jest wolny, a ja siedzę sama. Nie chodzi mi zaraz o coś poważnego, ale nie mam nic przeciwko temu.-odpowiedziała i zaśmiała się.
-Wiesz, że to nie taki zły pomysł? Riker się już wyprowadził, Ell i Rydel.. w sumie nie wiem, czy oni w końcu coś do siebie czują czy nie, a Rocky.. Rocky ma jakąś tam dziewczynę, ale sam nie wiem jaką. Więc w sumie też mógłbym się wyprowadzić i odwiedzać rodzinę. Na próby też bym jeździł. Co Ty na to?
-Jestem za!- zaśmiała się, a na nasz stolik kelnerka postawiła desery.
W trakcie jedzenia lodów ustalaliśmy moją przeprowadzkę. W sumie był to dobry pomysł. W pewnym momencie zauważyłem Jess ma nad wargą trochę loda, więc pocałowałem ją, żeby jej to ,,zetrzeć".
-A to za co?- zapytała i uśmiechnęła się, a na jej policzek wkradł się rumieniec.
-Byłaś brudna.-zaśmiałem się. Potem znów gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Potem odwiozłem ją do domu, a sam pojechałem do Mai.

-Hej Maia, przyjechałem podziękować za te pieniądze, oddam jak najszybciej. A z Jess okej.-powiedziałem w progu.
-Nie ma za co, ważne, że z Jess w porządku. Wejdź do środka.-powiedziała i otworzyła drzwi szerzej, żebym mógł przejść.
-Ross, co z próbami, tak zmieniając temat? Za niedługo nagrywamy drugą część ,,Teen Beach Movie" , a my ani razu nie ćwiczyliśmy.-poinformowała mnie.
-Wiem, wiem. Od jutra zaczynamy próby, obiecuję.-powiedziałem, a ona podała mi mój scenariusz. Potem pojechałem do domu.
Przekartkowałem mój scenariusz, a potem poszedłem pod prysznic.  Umyłem się, a potem poszedłem spać.


Rano obudziłem się i pojechałem do Mai na próbę. Przećwiczyliśmy kilka scen, a ona podała mi daty kolejnych prób z resztą obsady. Potem jak to zwykle pojechałem do Jessic'y. Otworzyła mi niepomalowana, ubrana w pidżamę, z spiętym wysoko kucykiem. Nawet taka zaspana i nieogarnięta była piękna. Podszedłem do niej żeby ją pocałować, ale ona odepchnęła mnie.
-Co znów zrobiłem?-zapytałem.
-Nic, ale właśnie wstałam, obudziłeś mnie. A całować mnie, zanim się umyję, może tylko mój pies.-zaśmiała się i poszła się ogarnąć. Po jakiś 15 minutach była już na dole, umyta, ubrana w czarną bluzkę na ramiączkach, a na nią zarzuconą jeansową kamizelkę, również na ramiączkach. Do tego krótkie spodenki. Włosy rozpuszczone, kręcone, grzywka jak zawsze na boku. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się. Patrzyłem tak na nią długi czas. Była taka idealna. Kochała taniec- tak jak ja i uwielbiała pisać teksty piosenek i miałem nadzieję, że kiedyś napisze coś dla R5. Tak bardzo ją kochałem. Przyglądałem się jej jeszcze chwilę.
-No wreszcie księżniczko.-powiedziałem w końcu, wstałem z kanapy, na której siedziałem, podszedłem do niej i pocałowałem ją. Odwzajemniła mój pocałunek, a potem znów zaczęliśmy gadać o tej przeprowadzce.
-Jesteś pewien, że tego chcesz?- zapytała.
-Pewnie. Ale wiesz, teraz będę nagrywał film i będę często na próbach.-odparłem.
-Tak wiem.-powiedziała trochę smutno.
-Hej, ale i tak będziemy się widywać!-powiedziałem pocieszająco.
-No wiem.-powiedziała, a na jej twarzy pojawił się prawie niedostrzegalny uśmiech.
Potem poszliśmy do starego pokoju Maddie, a ja oglądałem go i patrzyłem co gdzie poustawiać. To były dziwne plany, bo nawet nie planowaliśmy ślubu, ani nic jakoś bardzo poważnego, ale fajnie byłoby mieszkać ze swoją dziewczyną. Postanowiliśmy, że zaczniemy przewozić moje rzeczy i tak dalej już następnego dnia. Siedzieliśmy i planowaliśmy, kiedy zadzwonił do mnie telefon. Był to Riker.
-Tak?-spytałem.
-Stary, Mads jest w szpitalu i rodzi, boję się!-powiedział zdenerwowany. 
-Spoko, zaraz tam będę!-powiedziałem.

Wsiadłem w samochód i po drodze opowiedziałem Jess co się stało. W między czasie Riker powiedział mi też w którym są szpitalu. Szybko dotarliśmy na miejsce. Znaleźliśmy Riker'a przed salą. Słychać było tylko ciągłe krzyki Maddie,a  mój biedny brat siedział zestresowany i nie wiedział co robić.
-Może tam wejdę.-powiedziała Jessica.
-Nie, ja pójdę.-odparł Riker i bardzo wystraszony wszedł na salę.
Po kilku minutach wyszedł stamtąd cały rozczochrany,w pogniecionej koszuli i niektórymi guzikami w tej koszuli odpiętymi.
-Jezu, co się stało?!-krzyknąłem wystraszony.
-Poszarpała mnie i darła się na mnie, że to moja wina i gdyby nie ja, to by teraz nie cierpiała.-powiedział jeszcze bardzej zestresowany, a ja się wystraszyłem. Jess zaczęła się śmiać.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałem.
-Każda kobieta przy porodzie tak ma. A Wy faceci zawsze się boicie. Nie martw się Rik.-zaśmiała się po raz kolejny i weszła do sali.



Oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba. :)

sobota, 28 czerwca 2014

#25

Kolejnego dnia poszedłem do Jess na noc. Oglądaliśmy film. Była w niego wpatrzona. Spojrzałem na nią.
Kochałem ją. Była cudownym człowiekiem. Każde bezdomne zwierze zabierała do domu, dokarmiała, myła i zazwyczaj zawsze znajdowała mu dom. Żebrakom na ulicy zawsze coś wrzucała. Pomagała każdemu, kto tego potrzebował. Nigdy nie chowała do nikogo długo urazy. Kochała książki i traktowała je jak dzieci. Uwielbiała piłkę nożną, na dodatek świetnie w nią grała. Kiedy mówiła ,,daj mi pięć minut" , na serio potrzebowała pięciu minut. Była idealna.
-Co mi się tak przyglądasz?-zapytała nagle. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to naprawdę musi zabawnie wyglądać.
-Bo lubię na Ciebie patrzeć.- zaśmiałem się.
-Nie patrz tak na mnie.- również się zaśmiała.
-A co? Nie lubisz mojego spojrzenia?-zapytałem.
-Uwielbiam, głuptasie!-zaśmiała się po raz kolejny i pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem.
Po filmie położyliśmy się spać. Jessica położyła się na mojej klatce piersiowej i usnęła. Ja zaraz po niej.

Następnego dnia obudziłem się jak zwykle sam w łóżku. Oznaczało to tyle, że Jess już dawno nie śpi i sprząta, albo coś w tym stylu. Ubrałem się więc, umyłem i zrobiłem koło siebie.Potem poszedłem do kuchni. Nie myliłem się- Jessica gotowała. Podszedłem do niej pocałowałem ją i jak to zwykle-podkradłem jakieś składniki.
-Ross, to do śniadania!-krzyknęła i uderzyła mnie w rękę.
-Dobra.-odpowiedziałem i zaśmiałem się.
Potem ułożyła talerze z jajecznicą na stół, a my usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
-Idziemy dziś na plażę?-zaproponowałem.
-Ross, co Ty masz z tą plażą?-zapytała nabierając jajecznicę na widelec.
-To moje ulubione miejsce.-uśmiechnąłem się.
-Trudno nie zauważyć. Ale dziś nie mogę, przepraszam Cię.
-Dlaczego nie?
-Bo umówiłam się z Edwardem.
-Co?! Z tym Twoim byłym kujonem? Po co?-zapytałem, nie ukrywam, trochę wściekły.
-Nie martw się! Prosił o spotkanie, to się zgodziłam.
-Ale czego on od Ciebie chce?
-Nie bądź zazdrosny, wszystko okej.
Wzdychnąłem tylko i zabrałem się wściekły za jedzenie. Kiedy zjedliśmy pozmywałem talerze a Jess poszła się szykować.
 -Musisz się tak ,,upiękniać" akurat dla niego?-zapytałem stojąc w progu jej pokoju.
-Ross! Możesz nie być zazdrosny? Przecież wiesz, że kocham tylko i wyłącznie Ciebie.-powiedziała psikając się perfumami.
-Dla mnie się tak nie szykujesz.
-Jak to nie?! Zawsze się szykuję. A po za tym, Ty tez nie szykujesz się dla mnie tak bardzo jak wtedy, gdy idziesz na plan Austina i Ally.-powiedziała, a w jej głosie wyczułem nutkę zazdrości.
-O co Ci teraz chodzi? O Laurę? Przecież wiesz, że to tylko moja przyjaciółka. Tak samo jak Maia, zanim wymienisz ją.
-Wiesz, jakoś Twoje fanki twierdzą inaczej.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Ty nie czytasz tych wyzwisk pod moimi zdjęciami czy czymś innym. Że niby niszczę Raurę, czy Raię.
-Nie widziałem, aby moje fanki coś takiego pisały. A jeśli tak, to szybko mogę to załatwić, ale możesz teraz nie zmieniać tematu?-zapytałem.
-Idę, Ross. -powiedziała zakładając buty.
-Może pojadę z Tobą?-zapytałem z nadzieją.
-Ross, jestem już duża, nie potrzebuję niańki!-powiedziała, pocałowała mnie w policzek i wyszła.

Minęła godzina, a Jessic'y nie było. Miałem do niej dzwonić, ale nie chciałem, żeby zobaczyła, że jestem zazdrosny. Mijały kolejne godziny, a jej nie było. Wtedy do niej zadzwoniłem. Nie odebrała. Zadzwoniłem do tego kujona- nie odebrał.
Zadzwoniłem do Maddie.
-Halo?-odezwał się głoś po drugiej stronie słuchawki.
-Hej Maddie, tu Ross. Nie ma może u Ciebie Jess?-zapytałem pełny nadziei.
-Hej Ross, nie, nie ma. A co się stało?
-Wyszła z 4 godziny temu i nadal jej nie ma.
-Nie u mnie jej nie było, ale jak wróci, to daj znać.
-Dobra, cześć.-powiedziałem załamany i się rozłączyłem.  Teraz się już o nią bałem. Wsiadłem w samochód i pojechałem jej poszukać. Byłem chyba wszędzie! Nie znalazłem jej. Wróciłem do domu,z nadzieją, że wróciła. Nie było jej. Było już po 20.00, a jej nadal nie było. Załamany prawie zasnąłem, ale pewien sms zadział na mnie jak mocna kawa.
,,100 tysięcy, albo Jessica zginie. Masz czas do poniedziałku."
Byłem przestraszony. Bałem się o nią. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie miałem tylu pieniędzy. Dzwoniłem pod numer z którego doszedł sms, ale nikt nie odbierał. Miałem zamiar iść na policję, ale w tym momencie doszedł kolejny sms o treści:
,,I żadnych psów, albo więcej nie zobaczysz swojej dziewczyny."
Załamany pojechałem do domu. Wziąłem wszystkie moje oszczędności. Poprosiłem rodzeństwo, ale z tego nie było zbyt dużo. Mieliśmy tylko 10 tysięcy. To było dużo, ale jak na tą kwotę to i tak za mało. Opowiedziałem rodzicom o całej sprawie i dostałem od nich 20 tysięcy, a następnego dnia mieli wziąć kredyt na 50 tysięcy. Wtedy brakowałoby mi tylko 20 tysięcy. Postanowiłem, że pożyczę od przyjaciół, ale tego dnia nie miałem już siły. Pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Tak, płakałem. Bałem się o nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Ze łzami w oczach po prostu zasnąłem..




Tak więc kochani, oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba i przepraszam za moją nieobecność, ale brak weny i czasu ;c Już niedługo kolejny rozdział!

czwartek, 19 czerwca 2014

Nowa seria, #24

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że możecie kogoś zranić w przyszłości i tak bardzo się tego boicie, że staracie się temu zapobiec, robiąc jeszcze gorzej? Ja tak. I właśnie dlatego popełniłem błąd, tracąc moje ,,życie" -oczywiście  w przenośni.

Wracaliśmy z trasy i wszyscy oprócz mnie się wygłupiali. Ja siedziałem przy oknie obserwując co chwilę zmieniający się za nim obraz. O czym tak właściwie myślałem? O tym, że boję się skrzywdzić Jess. Boję się kiedyś odejść.  Podjąłem decyzję, jak się później okazało najgorszą w moim życiu. Dojechaliśmy na miejsce, a ja od razu poszedłem do Jess.
-Ross? To Ty! Wróciłeś!-krzyczała i przytulała mnie.
-Tak, ale muszę Ci coś powiedzieć. Odchodzę.. robię to dla Ciebie.-powiedziałem, a jej oczy napełniły się łzami.
-Dla mnie?! Czy Ty siebie słyszysz?! Jeśli odchodzisz, to robisz to dla siebie, bo ja dobrze wiem czego chcę!-krzyknęła, a wcześniej zebrane w jej oczach łzy wypłynęły.
-Przepraszam..-powiedziałem szeptem i z trudem odwróciłem się w stronę wyjścia.
-Zostań! Słyszysz?! Nie idź!-krzyknęła  jeszcze za mną, ale wyszedłem.

*Dwa dni później*
**Jess**

Leżałam zapłakana na kanapie, kiedy do domu weszła Maddie.
-Jess?! Co się stało?-zapytała przestraszona. Opowiedziałam jej całą historię od początku.
-Nie mogłaś go zatrzymać?-zapytała po chwili.
-Mogłam... mogłam! Ale nie potrafiłam.-powiedziałam i zaczęłam płakać jeszcze bardziej.

*wieczór*
Każde uderzenie mojego serca było dla Ross'a świętością,  teraz on odszedł. Siedziałam na dachu jakiegoś cztero-piętrowca obok mojego domu zastanawiając się jak beznadziejni są ludzie. Wyglądało to, jakbym miała zaraz skoczyć i potem już by mnie nie było, a przede mną przejeżdżają auta, przechodzą ludzie i żaden z nich nawet nie spojrzy, jakby nikogo nie obchodziło ludzie, życie, bo są tak zajęci i zabiegani. Smutne, prawda?

**znów kilka dni potem, Ross**

Nie chodziłem do szkoły przez dwa tygodnie, bo po trasie musiałem ogarnąć wiele rzeczy i trochę mi to zajęło.
Po za tym, nie chciałem się też widzieć z Jessicą. Nadal mi na niej zależało! Jej widok mnie bolał.
Tęskniłem za nią. Każdego dnia myślałem o niej. Chciałem zadzwonić, przeprosić, błagać o drugą szansę.
Ale co ja sobie myślałem?! Że za każdym razem jak coś zrobię to przeproszę i jej przejdzie?
Byłem do niczego. Chciałem ją uszczęśliwiać, a tylko ją raniłem.
Dziś stwierdziłem, że czas iść do szkoły. Sądziłem, że jestem gotowy. Nie byłem. Zobaczyłem Jess i poczułem, jakbym zakochał się w niej od nowa a przecież nigdy nie odkochałem.
Podszedłem do niej i chciałem z nią porozmawiać.
Rozmawialiśmy o głupotach. ,,Jak oceny?" , ,,Będziesz miała pasek?" - podstawowe pytania.
Ciężko było mi z nią rozmawiać. Kiedyś? Kiedyś rozmawiałem z nią codziennie.
-Wiesz, nadal możesz na mnie liczyć.. jeśli masz jakieś problemy..-zacząłem, ale ona wtrąciła:
-Całe życie jest jednym problemem. Musimy się kiedyś spotkać.-dopowiedziała, zmieniając temat. To tak dziwne usłyszeć od kogoś takie słowa, jeżeli kiedyś spotykaliśmy się codziennie.
-Tak, musimy. Co tam u Ciebie tak w ogóle?-zapytałem.
-U mnie dobrze-odpowiedziała spuszczając głowę w dół.
Podszedłem do niej, odgarnąłem jej włosy za ucho, popatrzyłem w oczy i rzekłem:
-Wiem, że nie. Bo u mnie też źle. Brakuje mi Ciebie, Jess. Chciałem prosić Cię o jeszcze jedną szansę, ale wiem, że jej nie dostanę.-odwróciłem się na pięcie i już miałem odejść, kiedy zatrzymało mnie jej wołanie:
-Ross! Stój! Nie idź
-Co?-zapytałem.
-Tak. U mnie bardzo źle. Umieram bez Ciebie. Wystarczy jedno spojrzenie Twoich hipnotyzujących oczu, a skłonna jestem uwierzyć w każde twoje kłamstwo. Nie wiem jak to się stało, że z przyjaciela stałeś się dla mnie kimś najważniejszym. Byłeś..jesteś częścią mojego życia i zniknąłeś.
Wiesz, jak to jest stracić część życia?! Ewidentnie zaczyna mi czegoś brakować, Ross..
I ewidentnie widać, że chodzi o Ciebie! Nie odchodź po raz kolejny! Nie mogę Cię stracić i tym razem. Rozumiesz?- powiedziała i zaczęła płakać.
Zamarłem. Wiedziałem, jak to jest stracić część życia, bo ona nią była.
Też ją straciłem. Z własnej głupoty.  I tak bardzo mi jej brakowało. Wariowałem bez niej.
Złapałem  ją za rękę, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem. Poczułem to co dawniej. Wreszcie miałem ją przy sobie. Była dla mnie najważniejsza.
-Jesteś dla mnie wszystkim. Błagam wybacz mi. Nie chcę Cię ranić.-powiedziałem w końcu.
-Ross, żartujesz sobie? Przecież Ci wybaczam. Bez Ciebie.. miałam myśli samobójcze.
-Myśli samobójcze?! Gdybym Cię stracił...-zacząłem, ale zacząłem sobie uświadamiać, co by się wtedy ze mną działo.- Umarłbym z tęsknoty.-dokończyłem.
-Przestań.. nie wierzę w to.
-Dlaczego? Jesteś dla mnie wszystkim, cholera, rozumiesz?
-Ross.. miłość.. to skok z wysokiej skały w zaufaniu, że ta druga osoba czeka na dole, żeby Cię złapać. Problem w tym, że zanim zdążymy zlecieć w ramiona tej osoby, ona się nudzi i idzie znaleźć sobie inne zajęcie, a my roztrzaskujemy się jak szklanka i już nic nie jest, ani nie będzie tak, jak było. Właśnie tak się czułam, kiedy odszedłeś-jak roztrzaskana szklanka. Chciałam umrzeć. Bez Ciebie nic nie miało sensu. Zdajesz sobie sprawę z tego, że już nigdy nie będzie tak samo? Kocham Cię nadal. Nadal będziemy szczęśliwi i nadal jesteś dla mnie wszystkim. Ale tak samo nigdy nie będzie. Mimo to nie wyobrażam sobie Twojego kolejnego odejścia, wiesz? Czasem.. chciałabym nauczyć się być obojętna, na błędy, które popełniasz tak często. Czasem chciałabym mieć serce z kamienia, niż co dzień czuć gdzieś w  sobie, że nic się nadal nie zmienia. Ale na tym polega miłość- na godzeniu się i kłóceniu, na wybaczaniu błędów i ich wytykaniu. Dlatego nie mogę pozwolić Ci odejść po raz kolejny. Nienawidzę siebie za to, że wtedy nie byłam na tyle silna, by Cię powstrzymać.- po jej długiej wypowiedzi zamarłem. Przemyślałem dokładnie każde jej słowo i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Głupie kocham Cię? To nie wystarczy. Te dwa słowa były zaawsze tylko marną wymówką, jak i szczerą prawdą, ale... nie wystarczyłoby. Żaden gest by nie wystarczył. Czułem, że nic nie wymyślę, więc przyznałem się:
-Nie wiem co powiedzieć. Na pewno tyle, że Cię kocham. Ale to nie starczy..-przerwała mi nagle:
-Starczy, Ross. Tęskniłam za tym głupim ,,kocham Cię" od Ciebie.-powiedziała i pocałowała mnie. Chwyciła za rękę i poszliśmy.. w sumie sam nie wiem.. gdzie.

sobota, 14 czerwca 2014

Nowy blog

Hej kochani, mam nowy blog. Tym razem Riker w roli głównej :P
http://iamnothingwithout.blogspot.com/

czwartek, 12 czerwca 2014

#23

***Kilka dni później***

Jessica wyszła ze szpitala. Dogadujemy się coraz lepiej. Ona coraz bardziej mi ufa. Jednak boli mnie to, że musi uczyć się na nowo mi ufać, skoro kiedyś miała zaufania do mnie aż nadmiar. Musiałem ją stracić, żeby docenić, jak bardzo mi na niej zależy. Nie wierzę, że jeszcze nie dawno się tylko przyjaźniliśmy.  Nie do wiary, jak szybko płynie czas. Wczoraj jeszcze byliśmy mali dzisiaj mamy swój dorosły, własny świat.
Miałem dziś koncert, a Jessica szła na jakąś imprezę. Nie mieliśmy się jak spotkać.  Przygotowałem się na koncert, zabrałem moją gitarę i pojechaliśmy.


*Oczami Jess*

Poszłam na imprezę do koleżanki z klasy. Było świetnie, wygłupialiśmy się, tańczyliśmy, no po prostu super! Po imprezie ok. 4.00 nad ranem musiałam na nogach wracać do domu. Było zimno, ciemno i bałam się jak nie wiem, ale co miałam zrobić? Szłam ulicami miasta, zastanawiając się, jak by było, gdybym tu nie przyjechała. Gdybym nie poznała Ross'a? Gdybym z nim nie była? Szłam myśląc, kiedy koło mnie powoli zaczął zatrzymywać się czarny samochód, chyba BMW. Wystraszyłam się, więc przyśpieszyłam kroku. Nagle powoli zaczęły otwierać się przyciemnione szyby.
-Wsiadaj, podwiozę Cię.-powiedział jakiś nieznajomy mi głos.
-Nie dzięki, przejdę się.-powiedziałam idąc jeszcze szybciej.
Wtedy samochód zatrzymał się. Wysiadł z niego jakiś mężczyzna. Złapał mnie za rękę i wepchał do samochodu na tylne siedzenia, a sam wsiadł na miejsce kierowcy. Szybko ruszył, abym nie wysiadła z samochodu. Zajechaliśmy do jakiegoś lasu. Mężczyzna zamknął wszystkie drzwi i nie mogłam ich otworzyć.
-Czego chcesz?-pytałam cała zapłakana.
-Tego, czego Ty też.-powiedział próbując mnie rozebrać.
-Zostaw mnie! Słyszysz?! Zostaw! Pomocy!-krzyczałam z całych sił, choć wiedziałam, że nikt nie usłyszy. Moje starania były na nic. Szarpałam się, ale i to nie pomogło. W samochodzie zauważyłam gaśnicę. Uderzyłam go nią, ale przytomności nie stracił. Zdenerwował się tylko i wywalił mnie  z samochodu i pozostawiając samą  w lesie odjechał. Położyłam się na ziemię i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.  Trudem udało mi się uciec. A gdybym nie zdążyła? Przestałam płakać, ogarnęłam się. Wstałam i poszłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jestem. Postanowiłam być silna. Udało mi się i powinnam się cieszyć. Ale czy to było łatwe? Nie. Ale się starałam. Szłam przed siebie. Kiedy zaszłam dość daleko zorientowałam się, gdzie się znajduję. Dalej szłam już w swoją stronę.


*Następny dzień*
*Oczami Ross'a*
Rano pojechałem do Jess opowiedzieć jej o planach zespołu. Wiedziałem, że się nie ucieszy, ale musiałem jej powiedzieć. Otworzyła mi drzwi. Pocałowałem ją jak zwykle i wszedłem do mieszkania.
-Jessica, musimy pogadać.-zacząłem z trudem.
-Co się stało?- zapytała wystraszona.
-Ja z zespołem...
-No mów!
-Wyjeżdżamy  w trasę na 4 miesiące. Nie będziemy się widzieć. Przepraszam. Będę tęsknił, nawet nie wiesz jak.  Chciałbym zostać, ale nie mogę. Nie mogę zaniedbywać już zespołu. Przepraszam, kocham Cię.- zacząłem tłumaczyć. Ona zamarła.
-Czyli wyjeżdżasz? Tak po prostu? A nie mogę jechać z Tobą?- dopytywała.
-Starałem się to załatwić, ale nie możesz. Musisz  wytrzymać. Proszę. Tylko obiecaj mi coś...
-Co?-zapytała zapłakana, a ja ją przytuliłem.
-Że relacja między nami się nie zmieni. Obiecaj.
-Obiecuję.-powiedziała ocierając łzy.
-Muszę iść.-oznajmiłem z trudem, wychodząc z domu.

Wróciłem do siebie. W domu czekało już moje rodzeństwo i Ellington. Riker dopiero przyjechał.
Poszedłem do siebie do pokoju i spakowałem ubrania i inne potrzebne rzeczy. Zamknąłem walizkę i wyszedłem z pokoju. Zszedłem ze schodów. Rydel uśmiechnęła się do mnie, próbując mnie pocieszyć. Wiedziała co czuję. Wiedziała, że nie chcę wyjeżdżać. Mój tata pomógł nam zapakować walizki do autokaru. Usadowiliśmy się i zapoznaliśmy z kierowcą. Podaliśmy mu grafik krajów, w których będziemy dawać koncert. Usiadłem na miejscu i zadzwoniłem na skype do  Jess. Od razu chciałem  z nią porozmawiać. Już za nią tęskniłem.

                                         ***KONIEC SERII PIERWSZEJ***

No więc, o to koniec pierwszej serii moich wypocin :P Druga seria rozpocznie się 19 czerwca. Pozdrawiam! <3

niedziela, 8 czerwca 2014

#22

Siedzieliśmy z Jess, kiedy do domu weszła Maddie i Riker, którzy oznajmili nam, że znaleźli mieszkanie i już dziś zaczynają przewozić różne rzeczy, oraz wręczyli nam zaproszenia na ślub. Jak dla mnie to wszystko działo się zbyt szybko. Byli tylko parą, a nagle Maddie jest w ciąży, wyprowadzają się, biorą ślub.. to się działo tak nagle. W moim bracie zawsze miałem oparcie. Kiedy chciałem szedłem do niego do pokoju, a on mi pomagał. A teraz? Muszę wsiadać w auto i jechać do niego, żeby mu się zwierzyć. Brakowało mi Riker'a.
Ale nie ważne. Maddie i Jess zostały w domu i pogadały, a ja
pomogłem bratu poznosić do samochodu rzeczy Mads. Potem razem z dziewczynami pojechaliśmy je przewieźć. Dziewczyny pojechały tylko dlatego, że Jessica chciała zobaczyć mieszkanie. Wnosiliśmy z Riker'em pudła kiedy podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Mieszkała zaraz obok mojego brata.  Zaczęła mnie podrywać, co mi się nie podobało, ale starałem się ją ignorować. Jednak w końcu mnie pocałowała. Pech chciał, że tą scenę zobaczyła Jess. Wybiegła zapłakana z klatki. Dlaczego miałem takiego pecha?! Drugi raz w tym dniu?! Serio? Oczywiście pobiegłem za nią i zacząłem swoje tłumaczenia. Jednak tym razem nie było tak łatwo jak wtedy. Nie wybaczyła mi. Wróciłem załamany do domu. Zadzwoniłem tylko do brata, że już  wracam do domu.

***kilka tygodni później***
*Oczami Jess*

Odkąd widziałam Ross'a z tamtą dziewczyną jeszcze z nim nie rozmawiałam. Dzwonił kilka razy i pisał, ale nie byłam w stanie z nim rozmawiać. Maddie się wyprowadziła. Była na USG. To dziewczynka.
Przestałam chodzić do szkoły. Byłam w rozsypce. Całymi dniami płakałam. Umierałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. To Mads. Wiedziała o wszystkim i często przychodziła mnie pocieszać. Często namawiała mnie na rozmowę z nim, ale nie byłam w stanie. Rozmawiałyśmy znów o tym samym. O Ross'ie.
-Nadal za nim tęsknisz?-zapytała podając mi szklankę wody i siadając koło mnie.
-Tylko kiedy oddycham-uśmiechnęłam się sztucznie.
Ona tylko mnie przytuliła. Nie jadłam. Nie piłam. Nic nie robiłam. Sięgnęłam nawet po alkohol. Ale to tylko raz. Nagle zamknęłam oczy i upadłam. Nie wiem co się działo dalej. Obudziłam się w szpitalu. Był przy mnie Ross i Mads. Ross. Znów na niego patrzyłam.

***Oczami Ross'a***
Pojechałem do szpitala. Okazało się, że Jess zemdlała, bo prawie nic nie jadła, oraz się odwodniła. Obudziła się szybko. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. ,,Jess kocham Cię, to ona mnie całowała" ? Przecież mimo, że to prawda, ona by nie uwierzyła. Brakowało mi jej. Wszyscy wyszli i zostałem tylko ja z nią.
-Czy ja już umarłam?-zapytała.
-Nie.. ciągle żyjesz. Na szczęście.-odpowiedziałem.
-Szkoda.-powiedziała odwracając się tyłem do mnie.
-Co? Nie, Jess. To jest całe moje szczęście. Gdyby Cię teraz nie było... mnie pewnie też nie. Jessica, błagam nie mów tak. Kocham Cię.
-Kochasz mnie, a całowałeś się z jakąś laską?
-Ona mnie całowała. Podrywała mnie. Nie będę się tłumaczył, bo i tak nie uwierzysz.-powiedziałem wychodząc.
-Nie Ross, czekaj!-krzyknęła za mną.
-Co?
-Nie musisz tłumaczyć, a ja nie muszę Ci wierzyć.  Nawet jeśli Ty ją całowałeś-wybaczam Ci. Nie umiem żyć bez Ciebie. Widzisz do czego się doprowadziłam? Bez Ciebie pewnie bym umarła...-powiedziała nagle powoli wstając z łóżka. Pocałowałem ją, a ona mnie. Wtedy do sali wszedł lekarz.
-Co pani robi?! Miała Pani leżeć!-powiedział pomagając Jess położyć się z powrotem,a my tylko zaśmialiśmy się. Jessica musi zostać w szpitalu jeszcze tydzień, jak nie dłużej.

#21

Następnego dnia pojechałem po Jess, żeby zawieźć ją do szkoły.  W szkole chłopcy mieli w-f, a dziewczyny plastykę, więc była to jedyna lekcja, na której nie byliśmy razem. Graliśmy w unihokeja, kiedy na salę weszła Lily.
-Rossy!-podbiegła i pocałowała mnie w usta. NO TAK! Przecież z nią nie zerwałem! Jestem kretynem.
Szybko odepchnąłem ją od siebie.
-Lily? A co Ty tutaj robisz?-zapytałem.
-Przyniosłam dziennik. Skoczymy gdzieś po szkole?-zapytała i już prawie znów mnie pocałowała, ale zdążyłem się odsunąć.
-Nie, Lily. Posłuchaj - to koniec, jasne?- oznajmiłem jej.
-Co? Jak to, koniec? Ale dlaczego?!-zaczęła płakać i krzyczeć na całą salę. Rozejrzałem się tylko po kolegach, którzy stali wpatrzeni w nas ja w obrazek.
-Na co się gapicie?! Zajmijcie się grą!- krzyknąłem na nich, po czym zrobili to, co kazałem. - Posłuchaj, czasem rzeczy się po prostu rozpadają, tak jak nasz związek. To nie miało szans przetrwać.- zwróciłem się  z powrotem do dziewczyny.
-Palant!-krzyknęła dając mi w twarz z tak zwanego liścia i wybiegając.
Było mi jej szkoda, ale no trudno. Ja byłem z Jessicą. Reszta w-f minęła spokojnie. Była to moja ostatnia lekcja więc ogarnąłem się trochę i wyszedłem ze szkoły. Przy wyjściu czekała już na mnie Jess.
-Hej śliczna-powiedziałem i chciałem ją pocałować, ale tym razem to ja zostałem odepchnięty.
-Jess, co się stało?-zapytałem przerażony.
-Co się stało?! Jeszcze się pytasz?! Już wszystko wiem! Cały ten czas mnie oszukiwałeś, Ross! Odwal się ode mnie, jak mogłam być taka głupia?!-krzyczała zapłakana.
-Jessica, o czym wiesz? O co Ci chodzi do cholery?!-pytałem bezradnie. Wiedziałem, że mi nie powie. Nie wiedziałem co się stało. Wsiadłem w samochód i pojechałem do niej do mieszkania. Waliłem w drzwi tak mocno, że bolała mnie już ręka. Otworzyła.
-Jeszcze Ci mało?!-zapytała i już prawie zatrzasnęła przede mną drzwi, ale włożyłem nogę między nie i je zatrzymałem.
-Nie. Wiem. Co. Się. Stało. Do. Cholery. Rozumiesz?-zapytałem podkreślając każde słowo.
-Nie wiesz?! A zakład? Lily mi wszystko powiedziała!-krzyczała na mnie wściekła.
-Lily?- przetarłem dłonią bezradnie twarz.- Jess, Lily nic dla mnie nie znaczy. Dopiero dziś się z nią spotkałem, żeby móc z nią zerwać. A zakład? Jaki zakład?!-wytłumaczyłem wszystko, jednak nie wiedziałem nadal o co chodzi  z zakładem.
-Lily powiedziała, że założyłeś się z kolegą, że poderwiesz mnie i będziesz ze mną przez miesiąc!-powiedziała i osunęła się po ścianie na ziemię.
-Co? Ona jest zazdrosna. Nigdy bym się o Ciebie nie założył. Kocham Cię, rozumiesz?-powiedziałem siadając obok niej.
-Naprawdę? Tak Cię przepraszam. Jestem kretynką i uwierzyłam jednej z tych, których nienawidzę. - powiedziała przytulając się do mnie.
-Nie jesteś kretynką. Jesteś mądra, ładna, idealna.-powiedziałem ocierając jej łzy.
-Może to dlatego, że boję się Ciebie stracić.. tęsknie za Tobą, kiedy nie ma Cię obok, nocami płaczę, bo boję się, że mnie zostawisz. Jesteś moim ideałem i całym moim życiem. Kocham Cię..-powiedziała nagle.
Ja nie odpowiedziałem. Przytuliłem ją tylko jeszcze mocniej niż przedtem i pocałowałem w czoło.

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział #20

Następnego dnia Jess poszła do domu, a ja miałem koncert, więc nie mogłem się z nią spotkać.
Koncert minął szybko i świetnie! Nasi fani byli cudowni! Oni wszyscy są cudowni! Z Anglii, z Francji, z Polski, nasi fani są po prostu najlepsi na świecie! Wyszliśmy z klubu. Za klubem dojrzałem Jessicę, więc podszedłem do niej.
-Co Ty tu robisz?-zapytałem.
-Stoję..-odpowiedziała nie patrząc na mnie.
-Chyba raczej czekasz.-powiedziałem opierając moją gitarę o drzewo obok nas.
-Tak? A niby na co?-zapytała.
-Jess! Dobrze wiesz i ja wiem, że przyszłaś tu z mojego powodu.
-Jesteś zbyt pewny siebie.
-A Ty zbyt dumna, żeby przyznać mi rację!
-Może dlatego, że jej po prostu wcale nie masz?
-Tak? W takim razie dlaczego wstrzymujesz oddech za każdym razem kiedy, biorę Cię za rękę, masz ciarki kiedy Cię przytulam i płaczesz, kiedy robię tak..?-zapytałem całując ją. Nie odwzajemniała mojego pocałunku, ale wiedziałem, że po prostu nie jest w stanie, bo znów płacze. To było słodkie, kiedy się tak zachowywała. Kiedy skończyłem ją całować spojrzeliśmy na siebie. Nagle Jess odwróciła wzrok i starła łzy z policzków.
-Więc dlaczego?-zapytałem uśmiechając się do niej.
-Bo Cię kocham..-powiedziała szeptem.
-Co?-zapytałem, chociaż dobrze słyszałem.
-Bo Cię kocham!-powtórzyła głośniej.
-Słyszał Pan? Ona mnie kocha.-zapytałem obcego przechodnia.
-Głupi jesteś!-krzyknęła śmiejąc się.
-Idziemy gdzieś?-zapytałem biorąc ją za rękę. Znowu wstrzymała oddech. Była urocza. Uśmiechnęła się tylko i poszliśmy dalej.
Poszliśmy do parku na spacer.Usiedliśmy na ławkę.
-Jess.. gdybyś wiedziała ile dla mnie znaczysz.. kocham Cię najbardziej na świecie i nie potrafiłbym żyć bez Ciebie. Jesteś moim powietrzem, moim każdym uśmiechem, jesteś moim życiem. Bez Ciebie bym umarł.-powiedziałem nagle.
-Ross.. ja też Cię kocham. Jesteś dla mnie wszystkim. Oddycham Tobą.. -odpowiedziała. Ucieszyło mnie to. Przytuliłem ją bardzo mocno. Przegadaliśmy tak jeszcze pół nocy siedząc na tej ławce.



Drugi taki krótki rozdział, w którym wszystko dzieje się ni stąd ni zowąd, ale chcę Wam jakoś wynagrodzić to, że ostatnio tak beznadziejnie piszę..
A ten rozdział dedykuję Oli. Kocham Cię <3

#19

U mnie w domu zrobiłem nam gorącą czekoladę. Kiedy wypiliśmy obejrzeliśmy jakiś film i  Jess na nim usnęła. Spała tak słodko, że nie chciałem jej budzić. Usiadłem na krześle i przyglądałem się jej.  Spała dość długo. Nagle zaczęła wiercić się na łóżku i powoli i ociężale otwierać oczy. Spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie patrz tak na mnie.- powiedziała przechodząc z pozycji leżącej w siedzącą.
-Czemu? Nie lubisz mojego spojrzenia?-zapytałem lekko się śmiejąc.
-Właśnie chodzi o to, że ja je uwielbiam...-powiedziała wstając z łóżka.
Uśmiechnąłem się i spuściłem głowę na dół.
-Już ta godzina?!-krzyknęła nagle. Była dopiero 19.00 nie wiedziałem o co jej chodzi.
-Jest dopiero 19, wyluzuj Jess.-zaśmiałem się.
-Ale ja tu przyszłam o 12, Ross!
-A usnęłaś o 15. 4 godziny snu to nic złego, skoro nie przespaliśmy pół nocy, nie uważasz?
-Idę do domu.-powiedziała zbierając swoje rzeczy.
-Deszcz leje jak nie wiem,a Ty  nie masz parasolki. Po za tym jest też burza i w radiu mówią, żeby nie wychodzić z domów.-zaśmiałem się, będąc pewnym, że zostanie na noc.
-Nie podwieziesz mnie?
-Nie. Zostaniesz na noc.- uśmiechnąłem się do niej. Ona uderzyła mnie w ramie.
-Mów, że o to Ci chodzi Ross, a nie straszysz mnie tym deszczem. zaśmiała się.
-Ty mnie uderzyłaś? -zapytałem.
-Tak..
-O nie! Przegięłaś!-zacząłem ją gonić po całym domu, aż wylądowaliśmy w salonie na kanapie.
Pocałowałem ją w usta. Kiedy skończyłem spojrzałem na nią. Kiedyś musiałbym ją za to przepraszać, bo nie wytrzymałem, musiałbym zapomnieć. A teraz mogłem ją całować kiedy tylko chciałem.
-Kocham Cię, Ross... -powiedziała wtulając się we mnie.
-Ja Ciebie też..- powiedziałem odwzajemniając uścisk.

U mnie w pokoju włączyliśmy laptopa. Siedliśmy na facebook'a i jakieś tam inne strony.
,,ROSS LYNCH MA DZIEWCZYNĘ?" zauważyliśmy nagle na samej górze jakiejś strony. Weszliśmy w to i zobaczyliśmy zdjęcie moje i Jess. Zaczęliśmy się śmiać czytając komentarze fanek.
,,Ross jest mój" ,  ,,No chyba nie, on jest mój''. Śmialiśmy się jak głupi, choć nie zaprzeczam, że przyjemnie się czytało jak kilka dziewczyn się o mnie kłóci. ,,Nie, on jest mój~ Jessica Andres'' - napisała nagle Jess i wyłączyła laptopa. Zeszliśmy do kuchni. Nalewałem na picie i zauważyłem, że Jess mi się przygląda.
-Co chcesz?-zapytałem ,,przestraszony''
-Ciebie-zaśmiała się biorąc szklankę z sokiem. Również zacząłem się śmiać.
-A sernik lubisz?- zapytała ni stąd ni zowąd.
-Yy, a co?- spytałem.
-No lubisz?
-A umiesz zrobić?-zaśmiałem się.
-Nie, ale jak lubisz, to się nauczę.-powiedziała całując mnie w policzek i zabierając szklankę do mycia.
-Lubię.. nawet bardzo.
-Bo wiesz.. można by upiec jakieś ciasto. Dlatego spytałam-powiedziała myjąc nasze szklanki.
W sumie zdziwiłem się tym, że nagle wyjechała z sernikiem, ale zrobiła mi na niego ochotę.
-Hej, to może sprawdzę w internecie przepis i jak mamy składniki to zrobimy? - zapytałem po przemyśleniu.
-To sprawdź.
Sprawdziłem i okazało się, że mamy składniki. Zabraliśmy się, za robienie sernika. Staliśmy bezradnie nad miską ze składnikami nie wiedząc co mamy robić. W końcu zrobiliśmy to według własnego przepisu, ale wyszło okropne. Jedliśmy to na siłę, żeby nie wyrzucać do śmieci i śmialiśmy się z siebie.
-No Jess.. kucharką to Ty nie zostaniesz..-zaśmiałem się przełykając ,,sernik". Znów uderzyła mnie w ramię.
-Wal się. -powiedziała odkładając talerz na stolik.
-Oj przepraszam, nie bądź zła.- powiedziałem całując ją  w policzek.  Jednak nie poskutkowało. Nadal była zła.
-Nie umiem, nie chcę, nie potrafię bez Ciebie- krzyknąłem nagle.
-Co beze mnie? -zapytała zdziwiona.
 -Żyć, oddychać, uśmiechać się...
-Ross, głupku co Ci się nagle stało?- pocałowała mnie w policzek.
-Bałem się, że się obrazisz już na dobre- powiedziałem.
-Przestań! Nie byłam zła, udawałam.
-Nawet nie wiesz jak Cię kocham.
-Wiem , Ross, bo ja Ciebie też...



Nudny cholernie, wiem, ale nie mam weny ;c

czwartek, 5 czerwca 2014

#18

Obudziłem się wcześniej niż Jess. Pocałowałem ją w policzek i położyłem się z powrotem koło niej.
Patrzyłem na sufit i myślałem o tym co się stało.  To było dziwne. Najpierw się przyjaźniliśmy, potem się do siebie nie odzywaliśmy, a na samym końcu powiedziałem jej, że ją kocham, ona mnie pocałowała i spałem z nią w tym samym łóżku. Nie wiem, czemu, ale nie wydawało mi się to normalne. Rozmyślałem tak, rozmyślałem, kiedy Jess się obudziła,
-Dzień dobry-powiedziała śmiejąc się i całując mnie w policzek.
-Hej- uśmiechnąłem się do niej.
-Co Ty taki smutny?- zapytała zdziwiona.
-Nie jestem smutny, po prostu myślę, Jess..- powiedziałem patrząc w nieistotny punkt przed siebie.
-Tak? A o czym?- zapytała zbliżając się do mnie i przytulając.
-O wielu rzeczach.. na przykład.. wyobraź sobie, że dziś wszystko ma zniknąć-odpowiedziałem odwzajemniając jej uśmiech. Spojrzała na mnie dziwnie przestraszona.
-A Ty? Też miałbyś zniknąć?-zapytała w końcu.
-Nie no... ja nie! Wszystko prócz mnie.
-Aha..a to niech sobie znika.-powiedziała jakby z ulgą.
Zaśmiałem się. To jej przestraszenie było słodkie. Ona w ogóle była słodka. Urocza, miała ładne oczy.. ROSS, ocknij się, co z Tobą?!  Wstałem z łóżka i ubrałem spodnie, bo spałem w samych bokserkach i koszulce.  Zaraz po mnie wstała Jessica. Poszła do toalety się ubrać, a ja do kuchni. Wziąłem sok z lodówki i nalałem sobie do szklanki. Wtedy do domu weszła Maddie z moim bratem.
-O, młody, spałeś tu?- zapytał Riker.
-Tak.. a co?
-Nic, tak pytam- zaśmiał się.
-Wiesz co Ross?- zapytała Maddie.
-Nie, co?
-Riker i ja wynajmiemy mieszkanie!-powiedziała z wielkim entuzjazmem.
-Gratuluję- zaśmiałem się przemywając szklankę w której piłem sok.
Z łazienki wyszła Jess i oczywiście ona i Mads zaczęły plotkować. Ja z Riker'em też pogadaliśmy.
Potem Jessica poszła z psem. Ja zostałem w domu, bo musiałem się ogarnąć.
-Ej, Jess ma zawsze takie szczęśliwe oczy, co nie? Kiedy bym na nie nie patrzył to są szczęśliwe.-zwróciłem się nagle do Maddie.
-Nie, nie zawsze.-odpowiedziała przeglądając ciuszki dla dziecka, które dostała od kogoś tam. Swoją drogą był to dopiero, no prawie 3 miesiąc,a ona dostała już tyle ubranek, że chyba nie musiała kupować! Ale wracając.
-Jak to nie?- zapytałem zdziwiony.
-No nie..  ma takie tylko wtedy kiedy patrzy na Ciebie.- zaśmiała się.
Ja zaś się zdziwiłem, ale i ucieszyłem. Potem już o nic nie pytałem.
Kiedy Jess wróciła poszliśmy na spacer.

-Jess... czy po wczorajszym.. to znaczy, że my..my..-zacząłem nagle.
-Ross..chyba tak. Ty chcesz?-zapytała. Dokładnie wiedziała co mam na myśli. Tak, chciałem jej zapytać czy jesteśmy razem. Czy chcę? Pewnie, że chcę.
-Tak Jessica.. chcę,a Ty?-odpowiedziałem w końcu, trochę skrępowany. Jess uśmiechnęła się do mnie.
Wziąłem ją za rękę i spojrzałem niepewnie. Nie wiedziałem czy na pewno mogę. Ona również spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Zaczerwieniła się i spuściła głowę w dół, a ja ją przytuliłem.
Zaczęło strasznie padać więc zarzuciłem na nią moją kurtkę i pobiegliśmy do mnie do domu.


Wiem, że nudny, ale chciałam dokładnie opisać to co się dzieje między Ross'em, a Jess, więc jak na razie jest mało akcji, ale w następnym będzie więcej ;P

wtorek, 3 czerwca 2014

#17

Przytulałem ją jeszcze chwilę. Kiedy przestaliśmy spojrzała na mnie i chwilę była cisza.
-Ross..gdybym wiedziała.. -powiedziała nagle. 
-Skąd mogłaś wiedzieć? To ja milczałem.
-Ale mogłam się domyślić. A gniewałam się na Ciebie o to wszystko..-tłumaczyła się.
-Daj spokój, to nie Twoja wina.
Przytuliliśmy się jeszcze raz. Atmosfera była napięta. Wtedy do domu weszła Maddie z Riker'em. 
Pogadaliśmy chwilę wszyscy razem rozładowując tym atmosferę. 
-Kochanie, myślę, że powinniśmy zapamiętać ten moment już na zawsze, wiesz?-zwrócił się nagle mój brat do Mads. 
-Co Ty masz na myśli?- zapytała zdziwiona. 
-Wyjdziesz za mnie?-odpowiedział pytaniem klękając przed nią. Ta scena wszystkich wzruszyła i to bardzo. Maddie oczywiście płakała ze szczęścia i przyjęła oświadczyny. Odkąd dowiedziałem się, że będę wujkiem, a Riker, że będzie tatą, planowali ślub i w końcu zrealizowali chociaż te zaręczyny. Rodzice już wiedzieli, że zostaną dziadkami jednak nie byli bardzo źli.  
Zostałem u Jess na noc, a Maddie jak zwykle spała u nas. Oczywiście nie spaliśmy tylko gadaliśmy.
-Wszystko się tak szybko dzieje no nie? Ja będę wujkiem, Riker tatą, oni biorą ślub, a mój brat  myśli jeszcze o wynajęciu mieszkania.- zaśmiałem się. 
-Tak, masz rację.
-Oddaj mi moje serce, dobra?- powiedziałem, nagle zmieniając temat. 
-Lepiej nie.- odpowiedziała z pełną powagą. 
-Co? Dlaczego?- zapytałem zdziwiony. 
-Ponieważ teraz jest już moje-tym razem się zaśmiała.
Również odpowiedziałem śmiechem. 
Przytuliłem ją, a ona mnie. Potem ona mnie pocałowała.. znowu. Miałem ochotę zrobić to ja, ale się powstrzymałem. Za to tym razem ona nie. Kiedyś całowaliśmy się kilka razy, ale mimo to nie przestawaliśmy się przyjaźnić. Tym razem czułem, że przerodzi się to w coś innego.. większego. 

Położyliśmy się z Jess w tym samym łóżku.  przytuliliśmy się do siebie, pocałowałem ją policzek i usnęliśmy.


Więc o to rozdział, na który większość z Was pewnie liczyła, gdzie Ross i Jessica zbliżają się do siebie ;P Wiem, że krótki, ale resztę dodam potem. 

Rozdział #16

Siedziałem w domu i czekałem na Jess, która miała przyjść robić ten projekt. W końcu się doczekałem.
Zszedłem na dół żeby otworzyć, ale Rydel mnie wyprzedziła. Doszedłem do Jessic'y i już miałem ją pocałować w policzek, kiedy przypomniałem sobie, że już nie mogę. 
-Chodź do mnie do pokoju.-powiedziałem wchodząc wzrokiem po schodach.
-Dobra, zróbmy ten projekt i spadam.-odpowiedziała wyprzedzając mnie. 
Kiedy szła przede mną po schodach, trochę się zapatrzyłem na.. ,,nią" za co dostałem w twarz, co mi się w sumie należało. 
-Co Ty dzisiaj taka zła? Rozumiem, że musisz robić projekt ZE MNĄ, ale chyba nie jestem aż taki zły-powiedziałem zamykając drzwi od pokoju. 
-Nie udawaj, że Cię to interesuje.- odpowiedziała kładąc różne materiały  na moje biurko. 
-Interesuje. No mów, w końcu się przyjaźniliśmy. 
-Przyjaźniliśmy, no właśnie. Dobrze powiedziane.-powiedziała przeglądając materiały. 
Nawet nie wie jak cholernie żałowałem tego, że musiałem to powiedzieć w czasie przeszłym, a nie teraźniejszym. Zabolało mnie podkreślenie tej końcówki ,,liśmy" .. 
Po raz kolejny powiedziała słowa, które naprawdę mnie zabolały. 
Mówiła to wszystko taka smutna, zdołowana. Martwiłem się jej stanem. TAK. Martwiłem się. Tak, tęskniłem za nią. Ale co z tego? Ona i tak to miała gdzieś. Zrobiliśmy projekt i poszła do domu. Sprowadziłem ją na dół. Kiedy wróciłem do pokoju zobaczyłem, że nie wzięła torebki, więc postanowiłem, że jej ją zawiozę. 

Dojechałem na miejsce. Bałem się zapukać. Bałem się zapukać do drzwi, do których kiedyś pukałem codziennie. W końcu zapukałem. Kiedy mi otworzyła patrzyłem w dół. 
-Zostawiłaś u mnie...-w tym momencie spojrzałem na nią. Była cała zapłakana.- Jess co się stało?- zmieniłem nagle moją wypowiedź wchodząc do niej do domu. 
-Nie ważne, daj mi spokój, dzięki za torebkę. Idź już.
-Nigdzie nie pójdę, dopóki nie dowiem się, co się stało, słyszysz?!
-Ale co Cię to interesuje?! Masz mnie gdzieś, masz gdzieś moje uczucia, więc nie udawaj, dobra?!
-Ale ja nie udaję do cholery!
-Tak Cię to interesuje?! To proszę bardzo- Edward ze mną zerwał, dowiedziałeś się, a teraz spadaj. Masz już plotki do rozpuszczania w szkole.- po jej słowach zamurowało mnie. Jak ten kujon mógł zerwać z nią?! To ja, niby ten najpopularniejszy marzyłem o tym, żeby znów ją przytulić, pocałować w policzek, powiedzieć jej, że jest piękna, a ten kretyn  ją rzucił?!
-Jess, nie wiedziałem. Zawsze możesz na mnie liczyć..-powiedziałem prawie szeptem.
-Tak?! Mogę na Ciebie liczyć?!..-krzyknęła wychodząc z pokoju. -.. a to?! Przypominasz to sobie?!-krzyczała na mnie machając mi sztuczną różą przed twarzą. 
-Dałeś mi róże i powiedziałeś, że kiedy ostatnia z nich zwiędnie, to odejdziesz. Ta jeszcze nie zwiędła, wiesz?!  Więc czemu odszedłeś?! Olałeś mnie tak nagle, zmieniłeś się. Mam tego dość!
-Zawsze byłem, kiedy mnie potrzebowałaś!
-Ale teraz Cię nie ma! Jesteś zapatrzoną w siebie gwiazdeczką!
-Ja nie jestem zapatrzony w siebie, tylko w Ciebie do cholery!- po moich słowach, uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem. Powiedziałem to na głos. Tylko, że nie chciałem. W jednym momencie zepsułem wszystkie moje starania, aby ukryć to, co czuję do Jess.  Spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie, jak na nienormalnego. 
-Co Ty powiedziałeś?-powiedziała tym razem spokojnie, prawie szeptem. 
-Wydaję mi się, że doskonale słyszałaś.- nie miałem zamiaru kłamać. Mógłbym przecież powiedzieć, że coś mi się pomyliło, albo coś w tym stylu, ale nie miałem zamiaru brnąć w to ukrywanie wszystkiego dalej. 
-Możesz mi to wyjaśnić?- zapytała podchodząc do mnie. 
Wziąłem głęboki oddech i zacząłem tłumaczenia. 
-Kiedy miałaś wypadek...codziennie byłem u Ciebie w szpitalu. Z dnia na dzień uświadamiałem sobie, że Cię kocham. Ale wiesz.. już nie tak jak wcześniej, tylko.. inaczej. Kiedy pobiłem tamtego gówniarza, który Cię no wiesz.. klepnął- byłem wściekły, bo nie chciałem, by ktokolwiek Cię dotykał, albo skrzywdził. Kiedy pobiłem tego kujona.. znaczy Edwarda, to.. no po prostu byłem zazdrosny o Ciebie, sam przed sobą muszę się do tego przyznać. -wyjaśniłem wszystko po kolei. 
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? 
-Żartujesz sobie? Żeby zepsuć naszą przyjaźń? Wtedy już w ogóle bym Cię stracił. Kiedy przestaliśmy się przyjaźnić.. rozpadałem się, brakowało mi Ciebie, rozumiesz?
-Rozumiem, ale nie zostawiłabym Cię. Znasz mnie.
Przytuliłem ją. Tak bardzo mi tego brakowało. Tak ślicznie pachniała. Tak bardzo jej pragnąłem.. 


poniedziałek, 2 czerwca 2014

#15

Za każdym razem gdy widziałem Jessicę przy tym kujonie coś się we mnie gotowało. Najgorsze jest to, że nie mogłem jej tego powiedzieć, bo już się nie lubiliśmy. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że już nie jestem w niej zakochany. Stałem się zapatrzonym w siebie Ross'em. Denerwowało mnie to we mnie, ale cóż. To ludzie do tego doprowadzili, nie ja sam.
Na historii mieliśmy robić jakieś projekty w parach. James ( nauczyciel od historii) wybierał jakie to będą pary. Pech chciał, że przypadła mi Jess.
-Co?! A nie można kogoś innego?-zapytała oburzona kiedy usłyszała moje nazwisko. Wkurzyło mnie to więc powiedziałem:
-Powinnaś się cieszyć, że w ogóle z Tobą będę, bo to ja powinienem być zły, a Ty masz zaszczyt spędzić ze mną czas.
-Żartujesz sobie? Zaszczyt? To najgorsze co mnie spotkało. W sumie to nie. Najgorsze było to, że Cię spotkałam!-krzyknęła na mnie.
Zabolało. Cholernie zabolało. Nigdy nie żałowałem dnia, kiedy ją spotkałem. Do dzisiaj w sumie tęskniłem za nią. Ale jak widać nie tylko ja się zmieniłem, ale też ona.
Zadzwonił dzwonek.
Podeszła do mnie po lekcji.
-Tak czy siak musimy się spotkać, kiedy i gdzie?-zapytała obojętnie.
-Już mnie zapraszasz na randkę?-zaśmiałem się. - Jutro u mnie, a teraz idę do mojej dziewczyny, nara kujonie.-powiedziałem udając się w stronę.. tej..no.. Lily.
Przesadziłem?-możliwe Byłem wredny?-bardzo. Ale po prostu przesadziła.
Pocałowałem Lily na powitanie, bo nie byliśmy razem w klasie i poszliśmy na stołówkę.
Usiadłem przy stoliku z moją paczką. Zauważyłem Jess i zmierzającą w jej stronę Monicę. Obserwowałem dokładnie zdarzenie. Monica podeszła do Jessic'y i uderzyła ją ciastem w twarz. Podszedłem do nich wkurzony.
-Nienormalna jesteś? Spadaj już stąd, w tej szkole i tak nikt Cię nie lubi!- zacząłem drzeć się na Monicę wycierając Jess twarz.
-Nie myśl sobie, że mi na Tobie zależy czy coś, to był po prostu idealny moment, żeby się na nią wydrzeć-zwróciłem się tym razem do Jessic'y.
-Dobra, sama sobie poradzę. Będę u Ciebie jutro, lepiej żebyś się przygotował, Lynch.-powiedziała i ruszyła w inną stronę. Ja patrzyłem tylko jak odchodzi.


Okej, kolejny rozdział ;p Mam taki pomysł, żeby założyć kolejnego bloga, coś w stylu bad-boya, oczywiście Ross'a bad-boya. I teraz pytanie do tych, co to czytają-ktoś by chciał? :P

Rozdział #14

*następny dzień, oczami Jess*

Pierwszy miałam angielski. Siedziałam na nim z Ross'em, bałam się tego spotkania z nim.
Weszłam do sali i zajęłam miejsce. Ross'a nie było, podejrzewałam, że się po prostu spóźni. Przepisywałam temat, kiedy podeszła do mnie laleczka Ross'a.
-Chcę dzisiaj usiąść z Rossy'm.-powiedziała.
-Proszę bardzo, ostatnia ławka jest wolna-powiedziałam nie patrząc na nią.
Nagle do klasy wszedł Ross.
-O, Rossy! Ja chcę siedzieć z Tobą,a ona nie chce zejść-krzyczała tym swoim piskliwym głosikiem typowego plastika.
-A masz, siadaj sobie z tym Rossy'm!-krzyknęłam na całą salę przechodząc do innej ławki.
Ona siadając na moje dawne miejsce zadrwiła ze mnie:
-Przynajmniej w ławce z tyłu nie będzie widać tych Twoich badziewnych ubrań-na jej słowa cała klasa zaczęła się śmiać.
-Tak? A przynajmniej jak zrobię tak..-podeszłam do niej, szarpnęłam ją za włosy i uderzyłam tą jej twarzą z toną tapety o ławkę z całej siły, na co cała klasa uspokoiła się. - ... to się zamkniesz-dokończyłam swoją wypowiedź.
Ona zaczęła płakać tym swoich żałosny głosem.
-Rossy, widziałeś? Widziałeś co mi zrobiła i nie zareagowałeś?!-krzyczała na blondyna, który patrzył na mnie z wyraźnym zdziwieniem, w ogóle nie przejmując się swoją cizią.
-ROSS-krzyknęła nagle Monica dając mu w twarz.
-Czy Ty jesteś normalna, kretynko? Nie dotykaj mnie! Z nami koniec, nie chce mi się z Tobą siedzieć, idź sobie do kogoś innego-powiedział oburzony, poniżając ją na oczach całej klasy.
Reszta lekcji minęła spokojnie, ale pod napięciem. Nie usiadłam z Ross'em, oboje siedzieliśmy sami. Wychodziliśmy z klasy, ja i Ross szliśmy ostatni. Już miałam wyjść z klasy kiedy ,,ktoś" pociągnął mnie za rękę z powrotem do środka i zamknął drzwi na klucz.

***Oczami Ross'a***
Przez całą lekcje myślałem o tym, co się stało. Nigdy nie widziałem Jessic'y takiej wściekłej. Zamknąłem ją w klasie.
-Co Ty odwalasz?- zapytałem zdziwiony.
-Gdyby Twoja dziunia mnie nie wkurzyła to nie doszłoby do tego.-odpowiedziała wyraźnie wściekła.
-Co proszę? Nie wierzę, że tylko dlatego ją pobiłaś.
-Sorry, a Ty niby za co pobiłeś mojego chłopaka?-zapytała.
-Wkurzał mnie kujon i tyle, ale nie zmieniaj tematu.
-Daj mi spokój.-powiedziała wychodząc z klasy.

Chwilę po niej wyszedłem i ja. Cała szkoła już wiedziała o zerwaniu moim i tej laski, jak jej tam..? A, Monic'y. Nie chwaląc się powiem, ze w szkole byłem z tych lubianych i teraz wszystkie laski łaziły za mną, próbując zwrócić na nie moją uwagę. Wiedziałem, że po prostu chcą ze mną być ale miałem to gdzieś.
Szedłem korytarzem z Harry'm i Nickiem, moimi przyjaciółmi i jakimiś laskami, które się do nas przyczepiły.
-Chce mi się pić.-powiedziałem nagle śledząc wzrokiem przechodzącą obok Jess z tym kujonkiem, którzy nawet na mnie nie spojrzeli.
-Rossy, pójdę Ci do automatu, poczekaj-powiedziała jedna z dziewczyn tym swoim słodkim głosikiem.
-Nie, ja pójdę-powiedziała druga i tak zaczęły się kłócić.
-Boże, mam gdzieś, która pójdzie, tylko niech ktoś idzie. Ty pójdziesz.-powiedziałem wściekły podając kasę jednej z nich.
Jarała się jak mrówka okresem, że ,,Rossy" kazał jej iść do automatu.
Po 5 minutach wróciła podając mi colę i oddając resztę.
-Dzięki-powiedziałem chowając pieniądze do kieszeni i otwierając puszkę.
-Nie ma za co-rzekła całując mnie w policzek.
Kolejna, która ubzdurała sobie coś wielkiego z tego, że poszła mi kupić colę. Jak mnie wkurzały te laski.
Jednak w mojej grupie i w ogóle w szkole to JA rządziłem, więc nie mogłem długo być singlem, musiałem jakoś trzymać reputację. Po zerwaniu z Monicą musiałem szybko znaleźć nową laskę, co nie było trudne, bo mogłem mieć każdą. Siedziałem na parapecie, kiedy zobaczyłem, że jakaś dziewczyna na przeciwko  ,,obczaja" mnie.
Dopiłem do końca colę i podałem puszkę jakiejś lasce, nawet nie wiem jakiej i zszedłem z parapetu powoli zmierzając  w stronę mojej obserwatorki.
Podszedłem do niej, a ona oparła się o ścianę. Położyłem ręce po obu stronach jej twarzy, również opierając się o ścianę.
-Cześć mała-powiedziałem mrugając do niej- widziałem, że chyba wpadłem Ci w oko, co się dobrze składa, bo Ty mi też- oczywiście skłamałem. ,,Chyba wpadłem Ci w oko" ? Nie! Na pewno wpadłem jej w oko.
-No wpadłeś, wpadłeś.-powiedziała przygryzając lekko dolną wargę i patrząc mi na usta.
Oczywiście długo nie zastanawiając się pocałowałem ją.  Kiedy skończyłem podała mi rękę:
-Lily jestem.
-Ross, ale to już pewnie wiesz.-również podałem jej dłoń.-Czyli w sumie to jesteśmy razem?- dokończyłem.
-Pewnie-odpowiedziała, po czym wziąłem ją za rękę i wróciłem do grupki.
-To jest ta..yyy..no...-zacząłem się jąkać przedstawiając znajomym nową dziewczynę.
-Lily, głuptasie-powiedziała ta Lily całując mnie w policzek.
-no, Lily. Jest moją nową dziewczyną.-dokończyłem moją wypowiedź.
Chłopcy przywitali ją, a laski zmierzyły zazdrosnym wzrokiem. Miałem gdzieś je wszystkie, łącznie z Lily, ale musiałem mieć tą reputacje.
Zadzwonił dzwonek, więc wszyscy poszliśmy na lekcje.

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział #13 - ,,Nie jestem zazdrosny!"

***ROSS***
Wszedłem do domu wściekły. Szedłem na górę kiedy Rydel mnie zatrzymała:
-Ross, stój!
-Czego chcesz? Daj mi spokój!-krzyknąłem na moją siostrę.
-Nie mów tak do mnie, usiądź i powiedz co się stało.
-Jessica woli siedzieć z jakimś kujonem i go uczyć, niż iść ze mną na pizzę.
-Aaa.. już rozumiem o co Ci chodzi.-zaśmiała się Rydel
-O co?- zapytałem, bo nie wiedziałem co ma na myśli.
-Jesteś o nią zazdrosny!
-Co proszę?! Nie prawda!-krzyknąłem i wyszedłem z pokoju.
ZAZDROSNY?! O Jess? Na pewno nie! Co ona sobie ubzdurała?

*tydzień później*
***JESS***
Mads jest w 9 tygodniu ciąży. Razem z Riker'em mają różne plany, których na razie nie realizują. Co do mnie -oficjalnie jestem już z Edwardem parą! Tak się jakoś złożyło i od 3 dni jesteśmy razem. Nikt na razie o tym nie wie. Z Ross'em się niby pogodziłam, ale on nadal zachowywał się jakoś dziwnie.
Edward przyszedł do mnie i oglądaliśmy jakiś film, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Był to Ross.
Wszedł do mojego salonu jakby nigdy nic. Spojrzał na Edwarda i zapytał mnie:
-A on co tutaj robi?
-Jest moim chłopakiem, normalne, że u mnie siedzi.
-Chłopakiem? Na chłopaka to trzeba mieć wygląd-drwił z mojego chłopaka Ross.
-Odwal się od niego, a  właściwie czego Ty chcesz?- zapytałam oburzona.
-Już teraz niczego, odechciało mi się.-powiedział wychodząc  z mieszkania.
Edward tylko dolał oliwy do ognia, bo krzyknął do Ross'a:
-Ona woli mężczyzn z klasą, a nie zazdrosnych chłopców.
Ross odwrócił się i szybkim krokiem podszedł do Eda ( tak na niego mówiłam)
-Co Ty powiedziałeś, gnojku?- zapytał wściekły Ross podnosząc rękę do góry.
-Widzę, że nie rozumiesz nawet po angielsku? Mam przeliterować, czy nie nadążysz?- odpowiedział mu mój chłopak.
W tym momencie stało się to, czego się bałam. Ross nie wytrzymał.
Rzucił się na Edwarda i zaczął okładać go pięściami. Bił go mocniej niż tamtych dwóch chłopaków. Wydawało mi się jakby wstąpiła w niego jakaś bestia. Co się z nim działo?! Pobił już trzecią osobę w tym tygodniu. Było w nim teraz tyle  nienawiści. Nie to co w Rossie z którym jeszcze miesiąc temu czułam się jak w raju.
Zaczęłam szarpać Ross'a za rękę próbując zrzucić go z Edwarda.
-Ross!Ross przestań! Błagam, przestań, słyszysz?!-krzyczałam przez łzy.
W końcu Ross wstał, a ja nadal trzymałam go za rękę. Kopnął jeszcze leżącego Edwarda.
-A Ty mnie nie dotykaj-powiedział popychając mnie na kanapę i wyszedł z domu.
Siedziałam na kanapie, na którą przed chwilą popchnął mnie Ross i płakałam.
Tęskniłam za moim przyjacielem, któremu mogłam powiedzieć wszystko. Tęskniłam za chłopakiem, który był czuły, ciepły. Tęskniłam za chłopakiem, którego pokochałam.

***Oczami Ross'a***
Zazdrosny? Nie. Po prostu ten kretyn już mnie denerwował. Kochałem Jess, to prawda. Przyznaję się. Ale denerwuje mnie to, że woli jego ode mnie! Różnicę widać już na pierwszy rzut oka. Wybrała jakiegoś kujona zamiast mnie?! Nigdy się nie chwaliłem, ale w sumie gdyby na to wszystko spojrzeć z innej strony, mogłem mieć każdą laskę, na jaką spojrzałem,a wybrałem ją.
Na pewno dużo by zmieniło, gdyby wiedziała co do niej czuję, ale ja nie zamierzałem jej mówić.
Poszedłem do jakiegoś klubu. Wypiłem jakiegoś drinka i patrzyłem na dziewczyny na parkiecie, kiedy jedna z nich do mnie podeszła:
-Zatańczysz?-zapytała i próbowała mnie uwodzić.
Już miałem powiedzieć, żeby zjeżdżała, ale  w sumie co mi szkoda.
Zatańczyłem z nią do kilku piosenek i wymieniliśmy się numerami. Ja nawet nie wiedziałem jak ma na imię, aż do czasu kiedy zapisała mi swój numer na ręce i podpisała ,,Monica."
Zapisała mi numer na ręce.. zupełnie jak Jessica wtedy na koncercie.

Następnego dnia w szkole okazało się, że Monica jest  ze mną w klasie. Była nowa.
Wydawało jej się, że między nami coś jest, ale nie zamierzałem wcale jej z tego błędu wyprowadzać. Miałem zamiar pokazać Jess, że mi na niej nie zależy.
Zależało mi na niej. Ale musiałem jakoś udawać.
Stałem z Monicą i rozmawiałem, kiedy zobaczyłem, że Jessica z tym kujonem przechodzą koło nas. Pocałowałem szybko Monicę i kątem oka, wbrew mojej możliwści obserwowałem reakcję Jess. Była we mnie wpatrzona jak w obrazek. Szła nie odrywając ode mnie wzroku, czyli tak, jak chciałem. Kiedy przeszła korytarz, przestałem całować tą laskę.
-Mmm, Rossy, tego się nie spodziewałam-powiedziała Monica obejmując mnie rękoma i przygryzając lekko wargi.
-Tsa chodźmy na lekcje.-powiedziałem obojętnie, a ona złapała mnie za rękę. Nie odpowiadało mi to, ale w sumie potem miałem to gdzieś.
Poszliśmy na lekcje.