***Oczami Jess***
Obudziłam się i nie pamiętałam nic kompletnie. Wtedy do sali weszli rodzice i wszystko sobie przypomniałam. Oni opowiedzieli mi też dokładniej co się stało. Potem przyszła Maddie i Riker. Mads jeszcze dokładniej opowiedziała mi o moim wypadku.
Po chwili do sali wszedł Ross. On nie opowiadał mi nic. Pierwsze co zrobił to przytulił mnie, a ja jego.
-Nie wiesz jak mi Ciebie brakowało- szepnął mi do ucha, a mnie z oczu poleciały łzy.
Przytulaliśmy się jeszcze chwilę, ale do sali wszedł lekarz i zabrał mnie na badania. Po badaniach powiedział i tylko, że muszę zostać na obserwacji trzy dni i puści mnie do domu. Wróciłam do sali i rozmawiałam ze wszystkimi.
-Azor!-krzyknęłam nagle. Przypomniałam sobie o moim psie.
-Nie martw się, karmiłam go i wyprowadzałam na spacer- powiedziała Mads uspakajając mnie.
Uśmiechnęłam się do niej i wróciliśmy do poprzednich tematów.
*trzy dni później*
***oczami Ross'a***
Rodzice Jess wyjechali, a Mads była gdzieś Riker'em, więc pojechałem po Jess do szpitala.
kiedy zajechałem była już gotowa, więc zabrałem kilka jej rzeczy i poszedłem po wypis.
Razem z Jess zeszliśmy do samochodu i po około 10 minutach byliśmy u niej. W domu pomogłem jej doprowadzić wszystko do porządku i wyprowadziłem psa.
Kiedy wróciłem ze spaceru z Azorem zaproponowałem Jessice, aby przejść się na plażę, bo dawno tam nie byliśmy. Zgodziła się, więc poszliśmy i już po chwili byliśmy na plaży. Usiedliśmy na piasku i rozmawialiśmy, kiedy zauważyłem jak jakiś chłopak wrzuca do wody butelkę. Nienawidziłem kiedy ktoś zaśmieca morze, więc podszedłem do chłopaka, który był z kolegą i prawdopodobnie swoją dziewczyną i poprosiłem go kulturalnie:
-Sorry, chyba woda pomyliła Ci się z koszem, mógłbyś wyjąć tę butelkę i wrzucić ją do śmietnika?-
Po moich słowach chłopak zmierzył mnie wzrokiem, a potem zaśmiał mi się w twarz i parsknął zwykłe ,,nie" od niechcenia, po czym odwrócił się do mnie plecami i całował się ze swoją koleżanką.
Poklepałem go po ramieniu.
-Nie chcę Wam przeszkadzać, ale chyba coś mówiłem. Wyjmij tą butelkę!- powiedziałem już bardzo wkurzony.
-A ja powiedziałem, że nie!-krzyknął na mnie i znów odwrócił się w drugą stronę.
Tym razem nie wytrzymałem i uderzyłem go z całej siły w twarz. Oczywiście nie zrobiłem tego za to, że wrzucił tam tę butelkę, ale za to, że mnie ignorował.
No ale chłopak jak to chłopak-oddał mi. Rozpoczęła się walka. Siedziałem na nim i biłem go w twarz pięścią. To wszystko zauważyła Jess, która podbiegła i próbowała mnie z niego ściągnąć.
-Ross, zostaw, go, słyszysz? Ross!-krzyczała szarpiąc mnie za rękę. Ja jednak nie dawałem za wygraną. W końcu uległem Jess, wstałem z niego i odszedłem.
-Co Ty do cholery wyprawiasz, co?!- krzyczała na mnie wściekła przyjaciółka.
-Ignorował mnie!-odrzuciłem obojętnie.
-To nie jest powód do bicia!
-Jest! Ale Ty tego nie zrozumiesz!
-Już dobrze. Chodźmy do jakiejś knajpki czy coś. Chcesz?- zaproponowała w końcu Jessica.
Zgodziłem się i poszliśmy do jakiegoś baru. Zamówiłem jakiegoś drinka, żeby się uspokoić. Jess też chciała, ale nie pozwoliłem jej pić. Wypiłem do dna i zamówiłem drugiego.
***Oczami Jess***
Ross zaczął przeginać. Zamawiał drinka po drinku, aż w końcu doszło do tego, że nachlał się jak świnia.
Zamówiłam taksówkę i wyprowadziłam go z baru. Pojechaliśmy do mnie. Usiadł na kanapie, a ja nalałam mu wody, żeby go trochę otrzeźwić.
-Masz pij- powiedziałam podając mu szklankę z wodą.
-Nie chce.
-Napij się!
-Nie chcę nie rozumiesz?! Możesz mi nalać czegoś mocniejszego.
-O, nie! Starczy Ci na dziś, nie uważasz?
-Słuchaj Jess... ja Cię bardzo kocham, wiesz?
-Ja Ciebie też, ale dzisiaj przesadziłeś.
-Nie,nie, nie! Ale ja Cię nie kocham tak jak Ty mnie. Ja Cię kocham tak.. inaczej.
Po jego słowach zbaraniałam. Co on przed chwilą powiedział? Ocknęłam się po chwili i odpowiedziałam mu:
-Jesteś pijany, nie wiesz co mówisz.Ja idę spać, a Ty rób co chcesz, cześć.- mówiłam wychodząc z salonu.
***rano***
Kiedy wstałam Ross też już nie spał, więc usiadłam koło niego na kanapie.
-Jess, przepraszam za wczoraj. Nie pamiętam co się działo, a łeb mnie tak nawala!-tłumaczył się blondyn.
-Dziwisz się? Skoro się tak schlałeś.. nie pamiętasz? Pobiłeś jakiegoś gościa i poszedłeś pić. Opiłeś się i powiedziałeś, że mnie kochasz, tak na serio, a nie po przyjacielsku, mówi Ci to coś?
***Oczami Ross'a***
Co? Powiedziałem jej, że ją kocham? Jak to? To niemożliwe, ja nie chciałem. Dobrze, że byłem pijany, pomyśli, że to nie prawda. Bałem się jej powiedzieć, że ją kocham, nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni. Z drugiej jednak strony, chciałbym aby dowiedziała się, że moje uczucia co do niej zmieniły się.
W końcu zacząłem jednak moje tłumaczenia:
-Powiedziałem tak? Na serio musiałem być pijany. Przepraszam Cię.
-Nie ma sprawy-odpowiedziała.
Nagle do domu weszła zapłakana Maddie. Wyszedłem więc stamtąd, bo nie chciałem im przeszkadzać.
***znowu oczami Jess XD***
Mads płakała tak bardzo, że nie umiałam jej uspokoić.
Podałam jej szklankę wody i poczekałam aż dojedzie do siebie. Kiedy była już w stanie mówić, zaczęła mi wyjaśniać:
-Bo ja... ja.. -nie mogła z siebie wykrztusić.
-Na spokojnie. Co się stało?
-Ja jestem w ciąży! Oj Jessica! Tak bardzo mi przykro! Nie wiem jak to się stało!-krzyczała przez łzy.
Ja zdziwiona przytuliłam ją bez słowa. Byłam na nią zła! Oczywiście, trzeba było myśleć zanim.. ,, nie wiem jak to się stało". Nie wie jak się robi dzieci? Nie uczyli jej nigdy jak temu zapobiec? To teraz ma.. kinder niespodziankę! Jednak nie miałam zamiaru jej osądzać. Wykrztusiłam tylko mizerne ,,będzie dobrze."
Mads płakała jeszcze długo. W końcu jednak zapytałam jej:
-Riker wie?
Spojrzała na mnie i ukryła twarz w dłoniach.
-Boję się, że mnie zostawi, nie chcę mu tego mówić. - mówiła przez łzy.
-Nie sądzisz, że on ma prawo wiedzieć? Musisz mu powiedzieć- poradziłam jej.
Kiedy się uspokoiła, napisała do Riker'a wiadomość z informacją o ciąży.
Minęło kilka godzin, ale odpowiedzi od Lynch'a nie było.
No więc kolejny rozdział, który mam nadzieję nie był nudny. Proszę Was, komentujcie to, no!
sobota, 31 maja 2014
#9
Kiedy powiedziałem Maddie i Riker'owi w jakim stanie jest Jess, odetchnęli z ulgą, że z tego wyjdzie, jednak humor im się nie poprawił.
Wszedłem do sali Jessic'y i usiadłem na krześle przy jej łóżku. Złapałem ją za rękę i patrzyłem na nią tak, jakbym zaraz miał zacząć płakać. I tak się stało.
-Dlaczego? Dlaczego Ty? Gdybym Cię wtedy odprowadził!- mówiłem przez łzy do dziewczyny, kiedy do sali weszła Maddie.
-Riker dzwonił do rodziców Jess. Mają tu przyjechać rano.-powiedziała stojąc w drzwiach.
-Dobrze...-mówiłem ocierając łzy.
Siedziałem z Jess całą noc, jednak Maddie kazałem iść do domu się przespać. Sam usnąłem na krześle, nie puszczając ręki Jess.
****
Poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu. Przebudziłem się i spojrzałem kto mnie dotyka. Była to jakaś kobieta, załamana, zapłakana. Uśmiechała się do mnie, jednak wiedziałem, że sztucznie.
-Jestem mamą Jessic'y. Możesz już iść do domu.-powiedziała nagle kobieta.
-Dzień dobry. Zostawię Panią i wrócę potem.- powiedziałem i wyszedłem z sali.
Poszedłem do domu. Byłem strasznie zmęczony więc zasnąłem.
*2 tygodnie później*
Mijały dni, a z nią nadal nie było kontaktu. Siedziałem u niej codziennie i jedyne co mogłem robić, to patrzeć na nią i modlić się.
Tęskniłem za nią. Brakowało mi jej słów, jej szczęśliwych oczu, uśmiechu, czasem przemądrzałości..brakowało mi JEJ.
Wiedziałem, że słyszy co do niej mówię, ale nie zdaje sobie z tego sprawy, więc opowiadałem jej wiele historii.
-Jess, wróć do mnie, słyszysz? Brakuje mi Ciebie. Kocham Cię.-mówiłem jej szeptem, zawsze trzymając za rękę.
Z dnia na dzień zacząłem uświadamiać sobie, że ją kocham. Ale już nie tak, jak przyjaciółkę.
W końcu i przed sobą musiałem się do tego przyznać.
Poszedłem do domu. Już miałem znów położyć się spać, kiedy znów zadzwonił telefon. Ten sam telefon, który zniszczył mi życie, teraz je naprawił.
-Halo?- zapytałem zirytowany tym ciągłym wydzwanianiem.
-Ross?! Przyjedź szybko do szpitala, słyszysz?! Przyjedź-krzyczała Mads.
-Co się stało?-Pytałem zdziwiony i przerażony.
-No przyjedź!-powiedziała i się rozłączyła.
W mgnieniu oka byłem w szpitalu. Pobiegłem do sali Jess. Wszedłem tam, a moim oczom ukazał się widok, który ucieszył mnie jak nigdy dotąd się nie cieszyłem.
Jess zmęczona siedziała na łóżku i rozmawiała z Mads i rodzicami. Podbiegłem do niej i ją przytuliłem. Odwzajemniła mój uścisk.
-Nie wiesz jak mi Cię brakowało-szepnąłem jej do ucha.
piątek, 30 maja 2014
#8
Wynurzyliśmy się z wody i zaczęliśmy wygłupiać. Minęło nam tak jakieś 3 godziny.
-Muszę lecieć do domu, Mads pewnie już czeka- powiedziałam powoli wychodząc z wody.
-Ta, ja też. Nie było mnie w domu od 4.00- zaśmiał się Ross powoli podążając za mną.
Wyszłam na brzeg i ,,wycisnęłam" wodę z włosów. Ross dał mi swoją kurtkę, którą zrzucił z siebie zanim wrzucił mnie do wody.
-To ja Cię odprowadzę i spadam do siebie. -powiedział blondyn kiedy nakładał na mnie kurtkę.
-Nie trzeba, pójdę sama.-powiedziałam i ruszyłam w drugą stronę.
Ross złapał mnie za rękę, pocałował w policzek i powiedział:
-To pa, śliczna.
-Pa.-powiedziałam i znów poszłam w moją stronę.
W połowie drogi złapał mnie okropny deszcz.
Spojrzałam na niebo i pełno kropel deszczu napadało mi do oczu. Przetarłam ręką oczy, przechodząc przez ulicę.Nie wiedziałam gdzie idę, ale szłam przed siebie. Nagle usłyszałam klakson samochodu. Spojrzałam w prawo i przez mgłę zobaczyłam światła. Nie minęła sekunda, a nie widziałam nic.
Poczułam jak coś uderza mnie z ogromną siłą, a ja tylko poleciałam trochę dalej i upadłam.
Chwilę czułam wielki ból, a potem nie czułam nic. Nic.
***Oczami Ross'a***
Właśnie wszedłem do domu. Już miałem iść na górę, kiedy usłyszałem, że dzwoni mój telefon domowy. Podszedłem więc i odebrałem. Po drugiej stronie usłyszałem głos Maddie. Powiedziała coś, co przeraziło mnie i poczułem, że w moich oczach zbierają się łzy. Tak, ja, twardziel płakałem.
-Musisz przyjechać do szpitala. Jess miała wypadek, słyszysz? Błagam przyjedź!-mówiła do mnie Maddie ledwo zrozumiałym głosem. Płakała okropnie.
W mgnieniu oka wyszedłem z domu i zabrałem auto taty. Jechałem tak szybko, myślałem o Jess, że prawie i ja spowodowałbym wypadek. Jednak uszedłem z życiem.
Bardzo szybko dojechałem do szpitala. Ze łzami w oczach podszedłem do rejestracji.
-Przepraszam, Jessica Andres, gdzie ją znajdę?- pytałem pielęgniarki.
-Jest na zabiegowym, operują ją. Tamtym korytarzem w lewo. -wskazała mi ręką gdzie mam iść i ruszyłem tam prawie biegiem. Przed salą dostrzegłem Riker'a i wtuloną w niego zapłakaną Mads.
-Co się stało do cholery?-krzyczałem prawie na cały korytarz.
Riker wziął mnie za rękę i odszedł od Maddie.
-Jessica miała wypadek, potrącił ją samochód. Jest w ciężkim stanie teraz ją operują.-mówił mój brat ze współczuciem .
-Co?- nie wierzyłem w to co usłyszałem.
Usiadłem na krześle, ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Po prostu płakałem jak małe dziecko.
Podszedł do mnie Riker, położył mi rękę na ramieniu i powiedział prawie szeptem:
-Wszystko będzie dobrze zobaczysz.
Po jego słowach usłyszałem, że drzwi od zabiegowego otwierają się. Lekarze wyszli stamtąd wioząc nieprzytomną Jess na łóżku. Podbiegłem do nich i wypytywałem o wszystko:
-Co z nią jest?-zapytała Maddie.
-Pani jest z kimś z rodziny?-zapytał lekarz.
-Nie, jestem przyjaciółką, to jej najlepszy przyjaciel-powiedziała wskazując na mnie.
-Przykro mi, ale mogę udzielić informację wyłącznie rodzinie.-powiedział lekarz po czym ruszył za pielęgniarkami, które pchały łóżko Jessic'y.
-Ale tu nie ma jej rodziny do cholery!-wydarłem się tak ,że sam zdałem sobie sprawę z tego, że przesadziłem.
Lekarz zatrzymał się i podszedł do mnie.
-Jak to nie ma?-zapytał patrząc raz na mnie, raz na płaczącą Mads.
-No nie ma, jej rodzice mieszkają w Londynie. -powiedziałem załamany.
-W takim razie powiem Panu..-powiedział lekarz zapraszając mnie ręką do gabinetu.
Usiadłem na krześle, a on usiadł za biurkiem, naprzeciwko mnie.
-Dziewczyna jest w śpiączce, w bardzo kiepskim stanie, ale wyjdzie z tego.-zapewnił mnie lekarz.
Wyszedłem z gabinetu i powiedziałem wszystko Maddie.
Takie wynagrodzenie, za tamten nudny :)
-Muszę lecieć do domu, Mads pewnie już czeka- powiedziałam powoli wychodząc z wody.
-Ta, ja też. Nie było mnie w domu od 4.00- zaśmiał się Ross powoli podążając za mną.
Wyszłam na brzeg i ,,wycisnęłam" wodę z włosów. Ross dał mi swoją kurtkę, którą zrzucił z siebie zanim wrzucił mnie do wody.
-To ja Cię odprowadzę i spadam do siebie. -powiedział blondyn kiedy nakładał na mnie kurtkę.
-Nie trzeba, pójdę sama.-powiedziałam i ruszyłam w drugą stronę.
Ross złapał mnie za rękę, pocałował w policzek i powiedział:
-To pa, śliczna.
-Pa.-powiedziałam i znów poszłam w moją stronę.
W połowie drogi złapał mnie okropny deszcz.
Spojrzałam na niebo i pełno kropel deszczu napadało mi do oczu. Przetarłam ręką oczy, przechodząc przez ulicę.Nie wiedziałam gdzie idę, ale szłam przed siebie. Nagle usłyszałam klakson samochodu. Spojrzałam w prawo i przez mgłę zobaczyłam światła. Nie minęła sekunda, a nie widziałam nic.
Poczułam jak coś uderza mnie z ogromną siłą, a ja tylko poleciałam trochę dalej i upadłam.
Chwilę czułam wielki ból, a potem nie czułam nic. Nic.
***Oczami Ross'a***
Właśnie wszedłem do domu. Już miałem iść na górę, kiedy usłyszałem, że dzwoni mój telefon domowy. Podszedłem więc i odebrałem. Po drugiej stronie usłyszałem głos Maddie. Powiedziała coś, co przeraziło mnie i poczułem, że w moich oczach zbierają się łzy. Tak, ja, twardziel płakałem.
-Musisz przyjechać do szpitala. Jess miała wypadek, słyszysz? Błagam przyjedź!-mówiła do mnie Maddie ledwo zrozumiałym głosem. Płakała okropnie.
W mgnieniu oka wyszedłem z domu i zabrałem auto taty. Jechałem tak szybko, myślałem o Jess, że prawie i ja spowodowałbym wypadek. Jednak uszedłem z życiem.
Bardzo szybko dojechałem do szpitala. Ze łzami w oczach podszedłem do rejestracji.
-Przepraszam, Jessica Andres, gdzie ją znajdę?- pytałem pielęgniarki.
-Jest na zabiegowym, operują ją. Tamtym korytarzem w lewo. -wskazała mi ręką gdzie mam iść i ruszyłem tam prawie biegiem. Przed salą dostrzegłem Riker'a i wtuloną w niego zapłakaną Mads.
-Co się stało do cholery?-krzyczałem prawie na cały korytarz.
Riker wziął mnie za rękę i odszedł od Maddie.
-Jessica miała wypadek, potrącił ją samochód. Jest w ciężkim stanie teraz ją operują.-mówił mój brat ze współczuciem .
-Co?- nie wierzyłem w to co usłyszałem.
Usiadłem na krześle, ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Po prostu płakałem jak małe dziecko.
Podszedł do mnie Riker, położył mi rękę na ramieniu i powiedział prawie szeptem:
-Wszystko będzie dobrze zobaczysz.
Po jego słowach usłyszałem, że drzwi od zabiegowego otwierają się. Lekarze wyszli stamtąd wioząc nieprzytomną Jess na łóżku. Podbiegłem do nich i wypytywałem o wszystko:
-Co z nią jest?-zapytała Maddie.
-Pani jest z kimś z rodziny?-zapytał lekarz.
-Nie, jestem przyjaciółką, to jej najlepszy przyjaciel-powiedziała wskazując na mnie.
-Przykro mi, ale mogę udzielić informację wyłącznie rodzinie.-powiedział lekarz po czym ruszył za pielęgniarkami, które pchały łóżko Jessic'y.
-Ale tu nie ma jej rodziny do cholery!-wydarłem się tak ,że sam zdałem sobie sprawę z tego, że przesadziłem.
Lekarz zatrzymał się i podszedł do mnie.
-Jak to nie ma?-zapytał patrząc raz na mnie, raz na płaczącą Mads.
-No nie ma, jej rodzice mieszkają w Londynie. -powiedziałem załamany.
-W takim razie powiem Panu..-powiedział lekarz zapraszając mnie ręką do gabinetu.
Usiadłem na krześle, a on usiadł za biurkiem, naprzeciwko mnie.
-Dziewczyna jest w śpiączce, w bardzo kiepskim stanie, ale wyjdzie z tego.-zapewnił mnie lekarz.
Wyszedłem z gabinetu i powiedziałem wszystko Maddie.
Takie wynagrodzenie, za tamten nudny :)
Rozdział #7
***oczami Ross'a***
Spojrzałem na zegarek. Była już 6 rano. Byłem śpiący. Zamknąłem na chwilę oczy, otworzyłem je dosłownie po minucie. Znaczy może nie tak dosłownie. Spojrzałem na zegarek po raz kolejny.. 06.44.
To się dzisiaj wyspałem. Leżałem w łóżku i sufitowałem. Nagle usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju.Spojrzałem w stronę skąd dobiegały dźwięki kroków. No tak Jess. Chyba nie zauważyła, że nie śpię, bo weszła do kuchni, wzięła coś i wyszła. Już wychodziła z pokoju kiedy odezwałem się do niej:
-Jess zaczekaj..
Usiadła koło mnie na kanapie i zapytała:
-Nie śpisz jeszcze?
-Jak widać nie. Ale czemu Ty nie?
-Myślę.. a Ty?
-Ja też- odpowiedziałem i spojrzałem w dół.
Przez chwilę trwała cisza.
-No bo.. ten pocałunek, to wszystko co się stało..-przerwała ciszę Jessica
-Wiem. Mogę Ci zadać jedno pytanie? - zapytałem przyjaciółki, która ani na chwilę nie spuszczała ze mnie wzroku .
-Pewnie, o co chodzi, Rossy?- odpowiedziała wpół żartem Jess.
-Ehh.. Ross, a nie Rosyy! Ale do rzeczy. Co czułaś w trakcie pocałunku?- zapytałem z lekkim zawahaniem.
Spojrzała na mnie zdziwiona, spuściła wzrok na ziemię i chwilę trwała cisza.
-Dziwne, ale muszę przyznać-przyjemne ciepło, jakiego nigdy nie czułam, nogi miałam jak z waty i chciało mi się płakać, a Ty?- odpowiedziała nie spuszczając wzroku z podłogi.
-Ja też- powiedziałem prawie niedosłyszalnie.
***oczami Jess**
On też?! Myślałam, że tylko ja jestem taką idiotką, że płaczę podczas pocałunku. Spojrzałam na niego z lekkim niedowierzaniem.
-Idę dalej myśleć.- powiedziałam po czym wyszłam z pokoju.
Poszłam do siebie i położyłam się na łóżku. Moja samotność nie trwała jednak długo. Jakieś 10 min potem do pokoju bez pukania wszedł Ross.
-Jess mogę? - zapytał stojąc w drzwiach.
-Pewnie!-powiedziałam uśmiechając się do niego.
Kiedy wszedł usiadł koło mnie na łóżku. Przytuliłam się do niego i tak przytulani siedzieliśmy i rozmawialiśmy.
-Wiesz, czasami zastanawiam się, co właściwie między nami jest.-powiedział nagle ni stąd ni zowąd.
-Tak, ja też-powiedziałam wtulając się w niego jeszcze bardziej.
-Myślałem na początku, że między nami będzie coś więcej, a my się przyjaźnimy. - zaśmiał się.
Przyjaźnimy? Nie powiedziałabym. W sumie to nie wiem co jest między nami, ale to nie była przyjaźń.
-spać mi się chcę- powiedziałam zmieniając temat.
-Mi też.-odpowiedział blondyn po czym położyliśmy się i usnęliśmy przytuleni do siebie.
*****
Obudziłam się rano. Ross jeszcze spał. Ale spał tak słodko! Aż zrobiłam mu zdjęcie.
Poszłam do kuchni, jak to zwykle po przebudzeniu i zrobiłam jajecznicę. Kiedy sobie tak kroiłam cebulę, kiełbasę i inne składniki do kuchni wszedł Rossy. Zaszedł mnie od tyłu, pocałował w policzek i podkradł kawałek kiełbasy.
***Oczami Ross'a***
-Ross zostaw to!To do śniadania!-krzyknęła Jess i się zaśmiała.
Właśnie miałem podejść wziąć kolejny kawałek ale odepchnęła mnie biodrem i wrzuciła wszystko na patelnie.
-Nie chciałaś mi dać, tak?- zapytałem po czym zacząłem ją gilgotać.
Zaczęła mi uciekać i goniliśmy się po całym domu.
Upadła na podłogę, a ja usiadłem przy niej i począłem łaskotać ją jeszcze bardziej.
-Ross! Ross, przestań!-mówiła ledwo przez śmiech.
-Nigdy!-krzyknąłem, oczywiście nie przestając.
-ROSSY!!-krzyknęła nagle.
-Rossy, tak? Rossy? - zacząłem się śmiać i jej odpuściłem.
Śmialiśmy się jeszcze chwilę, kiedy ona spojrzała mi w oczy.
Patrzyliśmy na siebie w ciszy i uśmiechaliśmy się do siebie, kiedy ona to zrobiła.. tak, ona! Do tej pory te dwa razy.. robiłem to ja.. a teraz.. ona.. pocałowała mnie.
Poczułem to dziwne ciepło, które czułem za każdym razem gdy nasze usta się spotykały. Założyła mi ręce za głowę, na szyję, ja złapałem ją za biodra i tak się całowaliśmy.
Nagle odciągnęła się ode mnie i zapytała:
-Co ja zrobiłam? Przepraszam Cię!-mówiła skrępowana i zobaczyłem jak się rumieni.
-Ja ci powiem co zrobiłaś. Wzięłaś mnie i zrobiłaś tak.- powiedziałem i tym razem znów ja pocałowałem ją. Oczywiście znowu trwało to długo.
Teraz to ja odciągnąłem się od niej i bez słowa poszedłem do łazienki.
Spojrzałem w lustro i powiedziałem sam do siebie:
-Co Ty do cholery robisz, Ross, co?
Po swoich własnych słowach przemyłem twarz zimną wodą i wróciłem do Jess.
-Idziemy gdzieś, piękna?- zapytałem i uśmiechnąłem się do niej.
-Tak, tylko się przygotuje.-powiedziała i wyszła.
Ja usiadłem na kanapie i ku mojemu zdziwieniu Jess szykowała się tylko kilka minut, a nie godzin, jak większość dziewczyn.
***oczami Jess*
-To gdzie idziemy?- zapytałam po wyjściu z łazienki.
-Jeszcze nie wiem, ale zaraz się dowiem.- Powiedział Ross wychodząc z domu.
Poszłam więc za nim i szliśmy w ciszy przed siebie.
-Już wiem. Chodźmy jak zwykle na plażę.- zaproponowałam nagle.
-Na plażę? No dobra. -odpowiedział po czym ruszyliśmy w stronę plaży.
Doszliśmy do celu. Szliśmy brzegiem plaży po czym Ross zaproponował:
-Chodź się kąpać, woda jest ciepła.
-Ross, nie mam nawet kostiumu.-odpowiedziałam śmiejąc się.
-To co z tego? - zapytał po czym wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do wody.
Próbowałam się mu wyrwać, ale nie wyszło. Nim się obejrzałam byłam pod wodą razem z Ross'em.
No tak.. oto kolejny rozdzialik i taki sobie jest i taki nudny, ale coś jest :3
Spojrzałem na zegarek. Była już 6 rano. Byłem śpiący. Zamknąłem na chwilę oczy, otworzyłem je dosłownie po minucie. Znaczy może nie tak dosłownie. Spojrzałem na zegarek po raz kolejny.. 06.44.
To się dzisiaj wyspałem. Leżałem w łóżku i sufitowałem. Nagle usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju.Spojrzałem w stronę skąd dobiegały dźwięki kroków. No tak Jess. Chyba nie zauważyła, że nie śpię, bo weszła do kuchni, wzięła coś i wyszła. Już wychodziła z pokoju kiedy odezwałem się do niej:
-Jess zaczekaj..
Usiadła koło mnie na kanapie i zapytała:
-Nie śpisz jeszcze?
-Jak widać nie. Ale czemu Ty nie?
-Myślę.. a Ty?
-Ja też- odpowiedziałem i spojrzałem w dół.
Przez chwilę trwała cisza.
-No bo.. ten pocałunek, to wszystko co się stało..-przerwała ciszę Jessica
-Wiem. Mogę Ci zadać jedno pytanie? - zapytałem przyjaciółki, która ani na chwilę nie spuszczała ze mnie wzroku .
-Pewnie, o co chodzi, Rossy?- odpowiedziała wpół żartem Jess.
-Ehh.. Ross, a nie Rosyy! Ale do rzeczy. Co czułaś w trakcie pocałunku?- zapytałem z lekkim zawahaniem.
Spojrzała na mnie zdziwiona, spuściła wzrok na ziemię i chwilę trwała cisza.
-Dziwne, ale muszę przyznać-przyjemne ciepło, jakiego nigdy nie czułam, nogi miałam jak z waty i chciało mi się płakać, a Ty?- odpowiedziała nie spuszczając wzroku z podłogi.
-Ja też- powiedziałem prawie niedosłyszalnie.
***oczami Jess**
On też?! Myślałam, że tylko ja jestem taką idiotką, że płaczę podczas pocałunku. Spojrzałam na niego z lekkim niedowierzaniem.
-Idę dalej myśleć.- powiedziałam po czym wyszłam z pokoju.
Poszłam do siebie i położyłam się na łóżku. Moja samotność nie trwała jednak długo. Jakieś 10 min potem do pokoju bez pukania wszedł Ross.
-Jess mogę? - zapytał stojąc w drzwiach.
-Pewnie!-powiedziałam uśmiechając się do niego.
Kiedy wszedł usiadł koło mnie na łóżku. Przytuliłam się do niego i tak przytulani siedzieliśmy i rozmawialiśmy.
-Wiesz, czasami zastanawiam się, co właściwie między nami jest.-powiedział nagle ni stąd ni zowąd.
-Tak, ja też-powiedziałam wtulając się w niego jeszcze bardziej.
-Myślałem na początku, że między nami będzie coś więcej, a my się przyjaźnimy. - zaśmiał się.
Przyjaźnimy? Nie powiedziałabym. W sumie to nie wiem co jest między nami, ale to nie była przyjaźń.
-spać mi się chcę- powiedziałam zmieniając temat.
-Mi też.-odpowiedział blondyn po czym położyliśmy się i usnęliśmy przytuleni do siebie.
*****
Obudziłam się rano. Ross jeszcze spał. Ale spał tak słodko! Aż zrobiłam mu zdjęcie.
Poszłam do kuchni, jak to zwykle po przebudzeniu i zrobiłam jajecznicę. Kiedy sobie tak kroiłam cebulę, kiełbasę i inne składniki do kuchni wszedł Rossy. Zaszedł mnie od tyłu, pocałował w policzek i podkradł kawałek kiełbasy.
***Oczami Ross'a***
-Ross zostaw to!To do śniadania!-krzyknęła Jess i się zaśmiała.
Właśnie miałem podejść wziąć kolejny kawałek ale odepchnęła mnie biodrem i wrzuciła wszystko na patelnie.
-Nie chciałaś mi dać, tak?- zapytałem po czym zacząłem ją gilgotać.
Zaczęła mi uciekać i goniliśmy się po całym domu.
Upadła na podłogę, a ja usiadłem przy niej i począłem łaskotać ją jeszcze bardziej.
-Ross! Ross, przestań!-mówiła ledwo przez śmiech.
-Nigdy!-krzyknąłem, oczywiście nie przestając.
-ROSSY!!-krzyknęła nagle.
-Rossy, tak? Rossy? - zacząłem się śmiać i jej odpuściłem.
Śmialiśmy się jeszcze chwilę, kiedy ona spojrzała mi w oczy.
Patrzyliśmy na siebie w ciszy i uśmiechaliśmy się do siebie, kiedy ona to zrobiła.. tak, ona! Do tej pory te dwa razy.. robiłem to ja.. a teraz.. ona.. pocałowała mnie.
Poczułem to dziwne ciepło, które czułem za każdym razem gdy nasze usta się spotykały. Założyła mi ręce za głowę, na szyję, ja złapałem ją za biodra i tak się całowaliśmy.
Nagle odciągnęła się ode mnie i zapytała:
-Co ja zrobiłam? Przepraszam Cię!-mówiła skrępowana i zobaczyłem jak się rumieni.
-Ja ci powiem co zrobiłaś. Wzięłaś mnie i zrobiłaś tak.- powiedziałem i tym razem znów ja pocałowałem ją. Oczywiście znowu trwało to długo.
Teraz to ja odciągnąłem się od niej i bez słowa poszedłem do łazienki.
Spojrzałem w lustro i powiedziałem sam do siebie:
-Co Ty do cholery robisz, Ross, co?
Po swoich własnych słowach przemyłem twarz zimną wodą i wróciłem do Jess.
-Idziemy gdzieś, piękna?- zapytałem i uśmiechnąłem się do niej.
-Tak, tylko się przygotuje.-powiedziała i wyszła.
Ja usiadłem na kanapie i ku mojemu zdziwieniu Jess szykowała się tylko kilka minut, a nie godzin, jak większość dziewczyn.
***oczami Jess*
-To gdzie idziemy?- zapytałam po wyjściu z łazienki.
-Jeszcze nie wiem, ale zaraz się dowiem.- Powiedział Ross wychodząc z domu.
Poszłam więc za nim i szliśmy w ciszy przed siebie.
-Już wiem. Chodźmy jak zwykle na plażę.- zaproponowałam nagle.
-Na plażę? No dobra. -odpowiedział po czym ruszyliśmy w stronę plaży.
Doszliśmy do celu. Szliśmy brzegiem plaży po czym Ross zaproponował:
-Chodź się kąpać, woda jest ciepła.
-Ross, nie mam nawet kostiumu.-odpowiedziałam śmiejąc się.
-To co z tego? - zapytał po czym wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do wody.
Próbowałam się mu wyrwać, ale nie wyszło. Nim się obejrzałam byłam pod wodą razem z Ross'em.
No tak.. oto kolejny rozdzialik i taki sobie jest i taki nudny, ale coś jest :3
poniedziałek, 26 maja 2014
Rozdział #6
***oczami Ross'a***
Próbowałem zasnąć. Ale no.. po prostu nie mogę. Nie potrafię zasnąć. Ciągle gnębią mnie głupie myśli. W sumie, to nie głupie. Myślę ciągle o tym samym: Jess.
W sumie to czuję się, jakby w mojej głowie nie było miejsca na nic innego niż ona. Moja najlepsza przyjaciółka.
Spojrzałem na zegarek. 03.00. No, ale ja już nie usnę!
Ubrałem się i wyszedłem z domu. Poszedłem się przejść. Chodziłem po całym mieście. Trochę byłem na plaży, trochę na mieście, przechodziłem koło już dawno zamkniętych sklepów.
Nagle usłyszałem dźwięk mojego dzwonka.
Dzwoniła Rydel, więc szybko odebrałem.
-Gdzie jesteś?-zapytała jakby wystraszona.
-Na mieście,wyszedłem na spacer.
-O 4.00 rano?!- zapytała, tym razem chyba wściekła. Ona zawsze się martwiła.
-Spoko, tak czy tak już wracam, nie martw się.- powiedziałem po czym rozłączyłem się i ruszyłem w stronę domu.
Jednak nie poszedłem do domu. W połowie drogi zawróciłem i poszedłem do ... Jess..
Przed jej drzwiami trochę bałem się zapukać. Pewnie już spała... jednak po chwili zrobiłem to.
Otworzyła na wpół przytomna po ok. 5 minutach ( trochę długo wstawała)
Nawet taka zaspana była śliczna. Chwila co?! Ross co Ty gadasz?! To Twoja przyjaciółka!
***oczami Jess***
Spałam sobie smacznie kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam szybko przestraszona i pobiegłam otworzyć. Przed moimi drzwiami stał..Ross?
-Ross? Co Ty tu robisz?- zapytałam zaspana.
-Hej piękna, mogę na chwilę?- Spytał nie odpowiadając na moje pytania.
-Nie mów do mnie piękna- bo taka nie jestem. I tak, możesz wejść. - powiedziałam, po czym otworzyłam szerzej drzwi.
Ross wszedł do środka.
-Jesteś piękna. - powiedział znowu.
-Nie. Poczekaj chwilę.- odpowiedziałam po czym poszłam do łazienki się trochę ogarnąć.
Po około 10 minutach byłam już w salonie, gdzie na kanapie siedział Ross.
-No dobrze Rossy, więc o co chodzi?- zapytałam żartobliwie.
-Rossy? Naprawdę? Rossy? Eh.. o nic. Nie mogłem spać, bo myślałem.Poszedłem na miasto, a stamtąd do Ciebie. Mam nadzieję, że nie jesteś zła?- zapytał z nadzieją.
-Nie. Nie jestem, ja zawsze Ci pomogę. Okej, a o czym tak myślałeś?
-Wiesz.. o.. no o mnie..o Tobie..-odpowiedział z lekkim zawahaniem.
-O mnie? A o czym o mnie?-zapytałam zdziwiona.
-No, że Cię bardzo lubię, nie chcę Cię stracić, że zależy mi na Tobie, jesteś dla mnie wszystkim.
Po tych słowach zmieszałam się. Poczułam, że lecą mi łzy. Nie wiem czy to były łzy szczęścia, czy czego tam, ale były to łzy.
Po krótkim przypatrywaniu się mojemu przyjacielowi powiedziałam:
-Ty dla mnie też jesteś wszystkim. Ale proszę, nie mów mi, że przyszedłeś o 04.30, żeby powiedzieć mi, że jestem dla Ciebie wszystkim..
-Wiesz.. w sumie to tak. Po to przyszedłem. No bo.. dręczyło mnie to! Jesteś moją najlepszą przyjaciółką tak? Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie!- powiedział tym razem pewnie.
-Ross.. ja.. posłuchaj, mnie też na Tobie zależy, jesteś najlepszym, co mi się w życiu przytrafiło,rozumiesz?Tylko przecież mogłeś mi to powiedzieć jutro.
-Nie.. nie mogłem, bo ja chciałem dzisiaj.
-Eh.. Rossy. -zaśmiałam się i poczochrałam go po włosach.
-Wiesz... bo jak mi powiedziałaś, że boisz mnie stracić i tak dalej...
-Okej, już dobrze - przerwałam mu.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Trwało to dłuższą chwilę.
Wtedy Ross zbliżył usta do moich i mnie pocałował. Pocałunek był długi. Czułam takie samo ciepło, jak wtedy, gdy całował mnie po raz pierwszy.
Miałam nagle ,,motylki" w brzuchu, a nogi jak z waty. Ręce mi drżały, a z oczu płynęły delikatnie łzy. Odwzajemniałam jego pocałunki, które co chwile składał mi na ustach. Czułam, że mogę się z nim całować całą tą noc, albo może rano..jednak zorientowałam się, że nie mogę. Że to mój przyjaciel. Już miałam go odsunąć, kiedy przybliżył się do mnie, położył mi dłonie na biodrach i pocałował jeszcze namiętniej. Trwało to dość długo i w końcu opamiętałam się. Odsunęłam go od siebie i popatrzyłam mu w oczy. On także patrzył w moje. Wreszcie odwróciłam wzrok.
-Idziesz już do domu? -zapytałam.
-Chyba tak, jeśli nie chcesz mojej obecności.-odpowiedział skrępowany blondyn.
-Nie, zostań. Możesz spać tu na kanapie, albo u Mads w pokoju.
-W sumie.. mógłbym. Zadzwonię do Rydel i jej powiem.
-Dobrze-powiedziałam i poszłam do mojego pokoju.
To się znowu stało! Ross mnie znowu pocałował. Nie wiedziałam już co się ze mną dzieję. Boję się. Chcę się z nim przyjaźnić. Nie chcę psuć tego, co jest już między nami.
Nagle do pokoju zapukał Ross i nie czekając na odpowiedź wszedł.
Usiadł na łóżku i spojrzał na mnie, kiedy stałam koło biurka.
*oczami Ross'a*
-Jesteś zła?- zapytałem usadawiając się na łóżku Jess.
-Nie.. -odpowiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
-Wierzysz w miłość?- zapytałem po krótkiej ciszy ni stąd ni zowąd.
-Czasem mam po prostu wrażenie, że jej nie ma. - odpowiedziała.
-W takim razie.. co my tu robimy?
Spojrzała na mnie jakby przestraszona.
-Przyjaźnimy się. -odpowiedziała po zastanowieniu.
-Jessica! Ty nie rozumiesz? My się nie przyjaźnimy! To nie jest przyjaźń! Ja nawet nie wiem co nas łączy. Wiem tyle, że nie dam rady bez Ciebie żyć, jesteś mi potrzebna jak tlen do życia, rozumiesz to?!
Znów nie odpowiedziała. Analizowała dokładnie wszystko to, co powiedziałem przed sekundą.
-Rozumiem. Też Cię potrzebuję, jednak to nie moja wina, że nie wiemy co nas łączy. Dlaczego nie może być normalnie?! Dlaczego czuję, że oddalamy się od siebie, a jednocześnie jesteśmy coraz bliżej?! Ross, zależy mi na Tobie, jak na nikim wcześniej! Ale ja naprawdę nie wiem, co czuję, co Ty czujesz. Ale wiesz co?! Ja nie będę walczyć! Nie tym razem! Wiesz.. za każdym razem walczę, ale nie teraz.. teraz chcę zobaczyć, że ktoś stara się o mnie.- powiedziała i zaczęła płakać.
-Ja Ci nie każę walczyć! Nie ma o co! Ja wiem, że to co jest między nami przetrwa! Tylko na początek dobrze by było, gdybym wiedział, co dokładnie nas łączy!
Po moich słowach zaczęła płakać jeszcze bardziej. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Odwzajemniła uścisk.
-Zależy mi na Tobie- powiedziała szeptem, prawie niedosłyszalnie.
-Mnie na Tobie też.- powiedziałem po czym pocałowałem ją w policzek i poszedłem do salonu. Próbowałem usnąć ale.. było to samo, co u mnie w domu.
Próbowałem zasnąć. Ale no.. po prostu nie mogę. Nie potrafię zasnąć. Ciągle gnębią mnie głupie myśli. W sumie, to nie głupie. Myślę ciągle o tym samym: Jess.
W sumie to czuję się, jakby w mojej głowie nie było miejsca na nic innego niż ona. Moja najlepsza przyjaciółka.
Spojrzałem na zegarek. 03.00. No, ale ja już nie usnę!
Ubrałem się i wyszedłem z domu. Poszedłem się przejść. Chodziłem po całym mieście. Trochę byłem na plaży, trochę na mieście, przechodziłem koło już dawno zamkniętych sklepów.
Nagle usłyszałem dźwięk mojego dzwonka.
Dzwoniła Rydel, więc szybko odebrałem.
-Gdzie jesteś?-zapytała jakby wystraszona.
-Na mieście,wyszedłem na spacer.
-O 4.00 rano?!- zapytała, tym razem chyba wściekła. Ona zawsze się martwiła.
-Spoko, tak czy tak już wracam, nie martw się.- powiedziałem po czym rozłączyłem się i ruszyłem w stronę domu.
Jednak nie poszedłem do domu. W połowie drogi zawróciłem i poszedłem do ... Jess..
Przed jej drzwiami trochę bałem się zapukać. Pewnie już spała... jednak po chwili zrobiłem to.
Otworzyła na wpół przytomna po ok. 5 minutach ( trochę długo wstawała)
Nawet taka zaspana była śliczna. Chwila co?! Ross co Ty gadasz?! To Twoja przyjaciółka!
***oczami Jess***
Spałam sobie smacznie kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam szybko przestraszona i pobiegłam otworzyć. Przed moimi drzwiami stał..Ross?
-Ross? Co Ty tu robisz?- zapytałam zaspana.
-Hej piękna, mogę na chwilę?- Spytał nie odpowiadając na moje pytania.
-Nie mów do mnie piękna- bo taka nie jestem. I tak, możesz wejść. - powiedziałam, po czym otworzyłam szerzej drzwi.
Ross wszedł do środka.
-Jesteś piękna. - powiedział znowu.
-Nie. Poczekaj chwilę.- odpowiedziałam po czym poszłam do łazienki się trochę ogarnąć.
Po około 10 minutach byłam już w salonie, gdzie na kanapie siedział Ross.
-No dobrze Rossy, więc o co chodzi?- zapytałam żartobliwie.
-Rossy? Naprawdę? Rossy? Eh.. o nic. Nie mogłem spać, bo myślałem.Poszedłem na miasto, a stamtąd do Ciebie. Mam nadzieję, że nie jesteś zła?- zapytał z nadzieją.
-Nie. Nie jestem, ja zawsze Ci pomogę. Okej, a o czym tak myślałeś?
-Wiesz.. o.. no o mnie..o Tobie..-odpowiedział z lekkim zawahaniem.
-O mnie? A o czym o mnie?-zapytałam zdziwiona.
-No, że Cię bardzo lubię, nie chcę Cię stracić, że zależy mi na Tobie, jesteś dla mnie wszystkim.
Po tych słowach zmieszałam się. Poczułam, że lecą mi łzy. Nie wiem czy to były łzy szczęścia, czy czego tam, ale były to łzy.
Po krótkim przypatrywaniu się mojemu przyjacielowi powiedziałam:
-Ty dla mnie też jesteś wszystkim. Ale proszę, nie mów mi, że przyszedłeś o 04.30, żeby powiedzieć mi, że jestem dla Ciebie wszystkim..
-Wiesz.. w sumie to tak. Po to przyszedłem. No bo.. dręczyło mnie to! Jesteś moją najlepszą przyjaciółką tak? Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie!- powiedział tym razem pewnie.
-Ross.. ja.. posłuchaj, mnie też na Tobie zależy, jesteś najlepszym, co mi się w życiu przytrafiło,rozumiesz?Tylko przecież mogłeś mi to powiedzieć jutro.
-Nie.. nie mogłem, bo ja chciałem dzisiaj.
-Eh.. Rossy. -zaśmiałam się i poczochrałam go po włosach.
-Wiesz... bo jak mi powiedziałaś, że boisz mnie stracić i tak dalej...
-Okej, już dobrze - przerwałam mu.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Trwało to dłuższą chwilę.
Wtedy Ross zbliżył usta do moich i mnie pocałował. Pocałunek był długi. Czułam takie samo ciepło, jak wtedy, gdy całował mnie po raz pierwszy.
Miałam nagle ,,motylki" w brzuchu, a nogi jak z waty. Ręce mi drżały, a z oczu płynęły delikatnie łzy. Odwzajemniałam jego pocałunki, które co chwile składał mi na ustach. Czułam, że mogę się z nim całować całą tą noc, albo może rano..jednak zorientowałam się, że nie mogę. Że to mój przyjaciel. Już miałam go odsunąć, kiedy przybliżył się do mnie, położył mi dłonie na biodrach i pocałował jeszcze namiętniej. Trwało to dość długo i w końcu opamiętałam się. Odsunęłam go od siebie i popatrzyłam mu w oczy. On także patrzył w moje. Wreszcie odwróciłam wzrok.
-Idziesz już do domu? -zapytałam.
-Chyba tak, jeśli nie chcesz mojej obecności.-odpowiedział skrępowany blondyn.
-Nie, zostań. Możesz spać tu na kanapie, albo u Mads w pokoju.
-W sumie.. mógłbym. Zadzwonię do Rydel i jej powiem.
-Dobrze-powiedziałam i poszłam do mojego pokoju.
To się znowu stało! Ross mnie znowu pocałował. Nie wiedziałam już co się ze mną dzieję. Boję się. Chcę się z nim przyjaźnić. Nie chcę psuć tego, co jest już między nami.
Nagle do pokoju zapukał Ross i nie czekając na odpowiedź wszedł.
Usiadł na łóżku i spojrzał na mnie, kiedy stałam koło biurka.
*oczami Ross'a*
-Jesteś zła?- zapytałem usadawiając się na łóżku Jess.
-Nie.. -odpowiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
-Wierzysz w miłość?- zapytałem po krótkiej ciszy ni stąd ni zowąd.
-Czasem mam po prostu wrażenie, że jej nie ma. - odpowiedziała.
-W takim razie.. co my tu robimy?
Spojrzała na mnie jakby przestraszona.
-Przyjaźnimy się. -odpowiedziała po zastanowieniu.
-Jessica! Ty nie rozumiesz? My się nie przyjaźnimy! To nie jest przyjaźń! Ja nawet nie wiem co nas łączy. Wiem tyle, że nie dam rady bez Ciebie żyć, jesteś mi potrzebna jak tlen do życia, rozumiesz to?!
Znów nie odpowiedziała. Analizowała dokładnie wszystko to, co powiedziałem przed sekundą.
-Rozumiem. Też Cię potrzebuję, jednak to nie moja wina, że nie wiemy co nas łączy. Dlaczego nie może być normalnie?! Dlaczego czuję, że oddalamy się od siebie, a jednocześnie jesteśmy coraz bliżej?! Ross, zależy mi na Tobie, jak na nikim wcześniej! Ale ja naprawdę nie wiem, co czuję, co Ty czujesz. Ale wiesz co?! Ja nie będę walczyć! Nie tym razem! Wiesz.. za każdym razem walczę, ale nie teraz.. teraz chcę zobaczyć, że ktoś stara się o mnie.- powiedziała i zaczęła płakać.
-Ja Ci nie każę walczyć! Nie ma o co! Ja wiem, że to co jest między nami przetrwa! Tylko na początek dobrze by było, gdybym wiedział, co dokładnie nas łączy!
Po moich słowach zaczęła płakać jeszcze bardziej. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Odwzajemniła uścisk.
-Zależy mi na Tobie- powiedziała szeptem, prawie niedosłyszalnie.
-Mnie na Tobie też.- powiedziałem po czym pocałowałem ją w policzek i poszedłem do salonu. Próbowałem usnąć ale.. było to samo, co u mnie w domu.
Spontanicznie - nocna wena xd Ale zastanawiam się czy prowadzić tego bloga, czytają go może z dwie osoby.
Rozdział #5
***miesiąc później***
Dawno mnie tu nie było. W sumie to miesiąc. Przez ten niby niedługi czas, trochę się u mnie pozmieniało.
Od czego by tu zacząć? A tak. Ja wiecie mam 17 lat. W 18 roku życia, przynajmniej u mnie w Kalifornii, rok szkolny jest już nieobowiązkowy. Mama powiedziała więc, że tego nieobowiązkowego roku, nie muszę zaliczać, jeśli w tym będę miała świadectwo z paskiem.
Jednakże, wbrew moim wątpliwościom, uwaga.. mam ten pasek! Dziś świadectwo przyszło do moich rodziców, którzy są ze mnie dumni.
Mimo to jednak postanowiłam ukończyć ten rok. Dlaczego? Ponieważ znalazłam szkołę muzyczną, która pomoże spełnić mi się w moim wymarzonym zawodzie-pisaniu piosenek. Tak więc, od września znów idę do szkoły.
Teraz część, na którą pewnie większość z Was pewnie czeka, mianowicie - Ross.
Tak.. Ross. Miesiąc temu obiekt moich łez stał się dziś moim przyjacielem. Nawet najlepszym. Czyli może niektórych z Was zawiodę- nie jesteśmy parą. Ross uczył się w domu, ale postanowił razem ze mną iść do szkoły muzycznej. Słodko, prawda?
Co do Maddie i Riker'a. Tak, nadal są razem. Są szczęśliwą, słodką parką. Prawie się nie rozstają.
Ja razem z Mads bardzo zaprzyjaźniłyśmy się z Lynchami i z Ellem.
Rydel jest naszą najlepszą przyjaciółką. Ell, Rocky też. Riker jest obiektem westchnień Mads, jednak dla mnie jest równie wspaniałym przyjacielem jak jego brat, przyjaciel i siostra.
Co do Ross'a, jak już wspominałam- jest dla mnie teraz jak brat. Kocham go, oczywiście jak przyjaciela. Dla Mads znaczy tyle ile Riker, Ell, Rocky, Delly dla mnie.
Więc to co się pozmieniało już Wam przedstawiłam i wprowadziłam Was w moje teraźniejsze życie.
Wracając do opisywania moich codziennych prawie przeżyć:
Dziś umówiłam się z Ross'em na spacer. W sumie to nie wiem czy na spacer. To on mnie gdzieś zaprosił, ale powiedział, że to niespodzianka. Właśnie skończyłam się szykować i czekam, aż po mnie przyjdzie.
W tym czasie mogę Wam jeszcze przybliżyć, że Ross jednak nie jest już z Emmą, aczkolwiek bardzo ją polubiłam. Ona robiła sobie coś więcej z tej relacji pomiędzy nią, a moim przyjacielem, jednak blondyn nie traktował tego poważnie i zakończył to. Siedziałam sobie na łóżku i tak myślałam kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Oczywiście był to Ross.
-Cześć piękna, gotowa jesteś?- powiedział uśmiechając się lekko i wchodząc do mojego mieszkania.
Tak.. powiedział piękna. Czasem tak do mnie mówi. Zawsze wtedy się śmieję.
Jednak tym razem poczułam, że się czerwienię. Zasłoniłam szybko dłońmi twarz.
-Nie zasłaniaj, pasują Ci. Słodkie są.- słodził mi Ross ściągając moje ręce z mojej twarzy i uśmiechając się zalotnie. Oczywiście było to żartobliwie.
-Okej jestem gotowa, chodźmy- powiedziałam biorąc moją torebkę z wieszaka i wychodząc z domu.
Szliśmy przez plażę, a ja nadal nie wiedziałam dokąd. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam:
-Powiesz mi w końcu, gdzie idziemy?- zaśmiałam się.
-Nie, jak Ci powiem, to to nie będzie już niespodzianka.-odpowiedział Ross z powagą, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło. On też zaczął się śmiać.
Potem kawałek szliśmy w ciszy. Niestety wtedy dopadły mnie moje myśli. Co by było, gdyby Ross'a nie było? Nie wyobrażam sobie tego. W sumie to nawet nie chcę sobie wyobrażać. Z lekkim wahaniem powiedziałam w końcu do niego:
-Boję się..
-Czego?- zapytał z wyraźnym zdziwieniem.
-Że Cię stracę.
-Skończ już..-odpowiedział zirytowany. Często mu się na to żaliłam, obiecywał, że mnie nie zostawi, w końcu pewnie znudziło mu się w kółko to samo.
-Kiedy nie mogę. -powiedziałam spuszczając głowę na dół.
-Przecież wiesz, że Cię kocham, więc czego się boisz? - zapytał po raz kolejny.
-Że Cię stracę....-powtórzyłam nie podnosząc głowy.
Wtedy Ross podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się do niego jak mała dziewczynka. Kochałam, kiedy mnie przytulał.
-Poczekaj chwilę.- powiedział wchodząc do kwiaciarni.
Za chwilę wyszedł z niej z małym bukiecikiem róż.
-To dla Ciebie. - powiedział wręczając mi bukiet 6 róż.. w tym jednej sztucznej. Zdziwiła mnie ta sztuczna, ale nie zadawałam pytań. Przytuliłam go po raz kolejny.
-Tam jest 6 róż. Kiedy ostatnia z nich zwiędnie.. odejdę. - Rzekł tak jakby smutny.
-Ale przecież..-zaczęłam, ale nie skończyłam, bo Ross mi przerwał.
-Tak wiem. Dlatego nigdy nie odejdę.
Potem be słowa ruszyliśmy dalej.
Jak się okazało moją niespodzianką było.. wyjście do schroniska? Zawsze chciałam mieć psa, ale w schronisku płakałam, bo kochałam zwierzęta i było mi smutno widzieć te bezdomne psy i koty.
-No więc.. zawsze chciałaś psa, tak? Także teraz możesz sobie wybrać jakiego tylko chcesz, tym samym ratując mu życie- powiedział i uśmiechnął się.
Zaczęłam rozglądać się po tych wszystkich klatkach. Ja chciałam zabrać wszystkie! Ale nie mogłam, niestety.
Wybrałam jednego. Nie był on już młody. Wyglądał na psa tak około 4 lat. Był to kundelek- mały, biały, z brązową łatką na oku. Taki słodki staruszek.
-Chcę tego- powiedziałam wskazując na pieska.
-Proszę Pani! Już się zdecydowaliśmy!-krzyknął Ross i zaraz potem przyszła do nas kobieta. Trochę przy kości, blondynka. Wskazałam jej psa, którego chcę wziąć.
-Na pewno tego? Jest już dość stary, po przejściach, po wypadku. Oczywiście cieszyłabym się, gdyby go Pani wzięła, jednak jest to jakiś obowiązek-rzekła patrząc raz na mnie, raz na psa.
-Tak, chcę tego. Nazwę go Azor. - powiedziałam i odebrałam Azora z rąk kobiety.
Szybko załatwiliśmy co trzeba i ruszyliśmy w stronę domu.
-Hej, poczekaj! A Mads? Nie wiem, jak zareaguje na psa w domu!-powiedziałam z lekka wystraszona.
-Spokojnie.. to był nasz wspólny pomysł- zaśmiał się blondyn.
Odetchnęłam z ulgą.
-Dziękuję-rzekłam głaskając psa.
-Nie ma za co. Uratowałaś mu życie- uśmiechnął się znów do mnie.
Nim się obejrzałam byliśmy w domu.
-Muszę lecieć, przyjdę jutro- powiedział Ross całując mnie w policzek.
Od razu po wyjściu mojego przyjaciela, zabrałam Azora do łazienki i wykąpałam go.
Ku mojemu zdziwieniu pies lubił się kąpać i nie miałam z nim żadnego problemu. śmiesznie wyglądał taki zmoczony- jak taki szczurek.
Wyciągnęłam psa z wanny i zaczęłam się śmiać.
-No co? Dawno się nie kąpałem tak? -mówiłam pieszczotliwie do psa.
Nie wiem czy to był wytwór mojej wyobraźni, czy prawda, ale wydawało mi się, że widzę szczęście w jego oczach. Wysuszyłam Azora i zrobiłam mu posłanie koło mojego łóżka. Pies najwyraźniej był zmęczony, bo od razu się na nim położył i zasnął. Ja w tym czasie posprzątałam mój pokój i znalazłam na biurku kartkę:
,,Śpię u Riker'a, nie czekaj na mnie- Mads"
Zaczęłam się śmiać.
-Eh Maddie, Maddie- powiedziałam sama do siebie.
Dzień zleciał bardzo szybko. Nim zdążyłam się obejrzeć, była już 20.00. W tym momencie usłyszałam sygnał sms-a.
-,,Hej piękna, śpisz już? ;*" - był od Ross'a. Zawsze na początku rozmowy dodawał jakąś słodką emotikonę. Uśmiechnęłam się do telefonu i zabrałam się za odpisywanie.
-,,Nie, ale zaraz się kładę, a co?"
-,,Tak pytam. Jak Azor?"
-,,Dobrze, śpi"
-,,To dobrze. Jutro się spotkamy?"
-,,Pewnie. Idę spać. Dobranoc"-napisałam mu po którejś z kolei wiadomości.
Właśnie usypiałam, kiedy znów dostałam sms'a.
-,,Dobranoc śliczna, słodkich snów ;*"-napisał znowu Ross.
Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
***Oczami Ross'a***
Odpisałem Jessice na sms'a. Ona pewnie już usnęła. Ja natomiast nie mogłem. Myślałem o niej.
O tym, co dzisiaj powiedziała.Naprawdę tak się bała, że mnie straci? Często mi to mówiła, ale nie zdawałem sobie wtedy z tego sprawy. Zależało mi na niej. Ja też wcale nie chciałem jej stracić. Tęskniłem za nią w każdej minucie, kiedy nie było jej obok. Nawet teraz. A co by było, gdyby teraz w ogóle jej nie było? Nie! Koniec! Nie będę o tym myślał. Ona będzie. Zawsze będzie! Mam nadzieję...
Szliśmy przez plażę, a ja nadal nie wiedziałam dokąd. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam:
-Powiesz mi w końcu, gdzie idziemy?- zaśmiałam się.
-Nie, jak Ci powiem, to to nie będzie już niespodzianka.-odpowiedział Ross z powagą, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło. On też zaczął się śmiać.
Potem kawałek szliśmy w ciszy. Niestety wtedy dopadły mnie moje myśli. Co by było, gdyby Ross'a nie było? Nie wyobrażam sobie tego. W sumie to nawet nie chcę sobie wyobrażać. Z lekkim wahaniem powiedziałam w końcu do niego:
-Boję się..
-Czego?- zapytał z wyraźnym zdziwieniem.
-Że Cię stracę.
-Skończ już..-odpowiedział zirytowany. Często mu się na to żaliłam, obiecywał, że mnie nie zostawi, w końcu pewnie znudziło mu się w kółko to samo.
-Kiedy nie mogę. -powiedziałam spuszczając głowę na dół.
-Przecież wiesz, że Cię kocham, więc czego się boisz? - zapytał po raz kolejny.
-Że Cię stracę....-powtórzyłam nie podnosząc głowy.
Wtedy Ross podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się do niego jak mała dziewczynka. Kochałam, kiedy mnie przytulał.
-Poczekaj chwilę.- powiedział wchodząc do kwiaciarni.
Za chwilę wyszedł z niej z małym bukiecikiem róż.
-To dla Ciebie. - powiedział wręczając mi bukiet 6 róż.. w tym jednej sztucznej. Zdziwiła mnie ta sztuczna, ale nie zadawałam pytań. Przytuliłam go po raz kolejny.
-Tam jest 6 róż. Kiedy ostatnia z nich zwiędnie.. odejdę. - Rzekł tak jakby smutny.
-Ale przecież..-zaczęłam, ale nie skończyłam, bo Ross mi przerwał.
-Tak wiem. Dlatego nigdy nie odejdę.
Potem be słowa ruszyliśmy dalej.
Jak się okazało moją niespodzianką było.. wyjście do schroniska? Zawsze chciałam mieć psa, ale w schronisku płakałam, bo kochałam zwierzęta i było mi smutno widzieć te bezdomne psy i koty.
-No więc.. zawsze chciałaś psa, tak? Także teraz możesz sobie wybrać jakiego tylko chcesz, tym samym ratując mu życie- powiedział i uśmiechnął się.
Zaczęłam rozglądać się po tych wszystkich klatkach. Ja chciałam zabrać wszystkie! Ale nie mogłam, niestety.
Wybrałam jednego. Nie był on już młody. Wyglądał na psa tak około 4 lat. Był to kundelek- mały, biały, z brązową łatką na oku. Taki słodki staruszek.
-Chcę tego- powiedziałam wskazując na pieska.
-Proszę Pani! Już się zdecydowaliśmy!-krzyknął Ross i zaraz potem przyszła do nas kobieta. Trochę przy kości, blondynka. Wskazałam jej psa, którego chcę wziąć.
-Na pewno tego? Jest już dość stary, po przejściach, po wypadku. Oczywiście cieszyłabym się, gdyby go Pani wzięła, jednak jest to jakiś obowiązek-rzekła patrząc raz na mnie, raz na psa.
-Tak, chcę tego. Nazwę go Azor. - powiedziałam i odebrałam Azora z rąk kobiety.
Szybko załatwiliśmy co trzeba i ruszyliśmy w stronę domu.
-Hej, poczekaj! A Mads? Nie wiem, jak zareaguje na psa w domu!-powiedziałam z lekka wystraszona.
-Spokojnie.. to był nasz wspólny pomysł- zaśmiał się blondyn.
Odetchnęłam z ulgą.
-Dziękuję-rzekłam głaskając psa.
-Nie ma za co. Uratowałaś mu życie- uśmiechnął się znów do mnie.
Nim się obejrzałam byliśmy w domu.
-Muszę lecieć, przyjdę jutro- powiedział Ross całując mnie w policzek.
Od razu po wyjściu mojego przyjaciela, zabrałam Azora do łazienki i wykąpałam go.
Ku mojemu zdziwieniu pies lubił się kąpać i nie miałam z nim żadnego problemu. śmiesznie wyglądał taki zmoczony- jak taki szczurek.
Wyciągnęłam psa z wanny i zaczęłam się śmiać.
-No co? Dawno się nie kąpałem tak? -mówiłam pieszczotliwie do psa.
Nie wiem czy to był wytwór mojej wyobraźni, czy prawda, ale wydawało mi się, że widzę szczęście w jego oczach. Wysuszyłam Azora i zrobiłam mu posłanie koło mojego łóżka. Pies najwyraźniej był zmęczony, bo od razu się na nim położył i zasnął. Ja w tym czasie posprzątałam mój pokój i znalazłam na biurku kartkę:
,,Śpię u Riker'a, nie czekaj na mnie- Mads"
Zaczęłam się śmiać.
-Eh Maddie, Maddie- powiedziałam sama do siebie.
Dzień zleciał bardzo szybko. Nim zdążyłam się obejrzeć, była już 20.00. W tym momencie usłyszałam sygnał sms-a.
-,,Hej piękna, śpisz już? ;*" - był od Ross'a. Zawsze na początku rozmowy dodawał jakąś słodką emotikonę. Uśmiechnęłam się do telefonu i zabrałam się za odpisywanie.
-,,Nie, ale zaraz się kładę, a co?"
-,,Tak pytam. Jak Azor?"
-,,Dobrze, śpi"
-,,To dobrze. Jutro się spotkamy?"
-,,Pewnie. Idę spać. Dobranoc"-napisałam mu po którejś z kolei wiadomości.
Właśnie usypiałam, kiedy znów dostałam sms'a.
-,,Dobranoc śliczna, słodkich snów ;*"-napisał znowu Ross.
Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
***Oczami Ross'a***
Odpisałem Jessice na sms'a. Ona pewnie już usnęła. Ja natomiast nie mogłem. Myślałem o niej.
O tym, co dzisiaj powiedziała.Naprawdę tak się bała, że mnie straci? Często mi to mówiła, ale nie zdawałem sobie wtedy z tego sprawy. Zależało mi na niej. Ja też wcale nie chciałem jej stracić. Tęskniłem za nią w każdej minucie, kiedy nie było jej obok. Nawet teraz. A co by było, gdyby teraz w ogóle jej nie było? Nie! Koniec! Nie będę o tym myślał. Ona będzie. Zawsze będzie! Mam nadzieję...
No więc, oto kolejny rozdział mojego bloga, mam nadzieję, że się spodoba, komentujcie i tak dalej :) <3
wtorek, 20 maja 2014
Rozdział #4
Obudziłam się. Zdziwiłam się, bo na dworze było jeszcze ciemno. Spojrzałam na telefon. 5.00. Cholera, wczoraj wstałam za późno, dzisiaj za wcześnie.
Nie byłam już zmęczona, więc spać nie poszłam, ale strasznie chciało mi się pić. Weszłam do kuchni i wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam sobie do szklanki i wypiłam duszkiem. Wróciłam do pokoju, siadłam na łóżko i patrzyłam się przed siebie bez celu.
Czy to się stało na prawdę?! Czy ,,on" mnie pocałował? Tak. To się stało. Kiedy mnie całował.. było mi tak ciepło, byłam taka szczęśliwa. Tylko dlaczego tak dziwnie zachował się, kiedy przyszła Maddie? Wstydził się tego, że mnie pocałował? W sumie... on wielka gwiazda, całuje mnie? Zwykłą dziewczynę, która przyjechała z Londynu? Położyłam się na łóżku tym razem patrząc w sufit. Znowu zaczęłam płakać. Czemu ja do cholery ciągle płaczę?! No czemu?! Nie miałam powodu. No może, poza tym jednym- Ross'em. To on był powodem moich łez. Ale przecież mi nic nie zrobił. Nie rozumiałam już samej siebie. Nagle usłyszałam dźwięk SMS-a. To pewnie była moja mama. Wstałam po telefon, ale nie wiedziałam od kogo był SMS. Napisany był tylko numer, bez nazwy. No, ale przeczytałam.
,,Przepraszam za wczoraj. Nie powinienem tego robić. To było silniejsze ode mnie. Przepraszam za ten pocałunek. I przepraszam,że piszę tak wcześnie,albo późno, sam nie wiem, ale nie spałem całą noc. Dopiero teraz odważyłem się napisać. Ross"
ROSS? Napisał do mnie! Myślałam, że po wczorajszym się do mnie nie odezwie. Ale czemu on przeprasza? Przecież mi się to podobało. ,,Nie powinienem był tego robić." Czyli nie chciał? Tak z tego wnioskuję. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej i odpisywać mu na SMS.
,,To znaczy, że żałujesz tego pocałunku? " - odpisałam mu. Bardzo szybko dostałam odpowiedź.
,,Tak. Chyba tak. No bo przecież nie powinienem. A Ty?"
Załamałam się. Żałował, że mnie pocałował. Cholernie bolało. Czy ja też?! Nie!
,,Do tej pory nie. Ale teraz ja też żałuję" -odpisałam mu.
,,To dobrze, że się zgadzamy. Chcę się z Tobą zaprzyjaźnić."
,,Zaprzyjaźnić? To po co na początku była ta gadka, że Ci się podobam?"
,,No bo jesteś ładna. Ale chcę się przyjaźnić, przynajmniej na razie."
,,Dobrze wiedzieć, cześć."
Tak wyglądała nasza rozmowa. Spojrzałam na godzinę. Była już 8.00. Ale szybko zleciało. Wstałam więc, żeby się ubrać, ale usłyszałam, że mam kolejną wiadomość.
,,Obraziłaś się? Mam nadzieję, że nie." - napisał znów Ross.
Nie, nie obraziłam się, wiesz?! -Mówiłam sama do siebie. Często mi się to zdarzało.
No, ale naprawdę? Pisze mi, że żałuje pocałunku ze mną, potem,że chcę się tylko przyjaźnić, a na koniec pyta, czy się obraziłam? Może nie byłam zła- byłam smutna. A właściwie, to nie wiem co czułam. Z jednej strony go nienawidziłam, za to, co napisał, z drugiej zaś strony, zależało mi na nim. Pierwszy raz czułam coś takiego. Ale nie zamierzałam walczyć, tym razem chciałabym widzieć jak ktoś walczy o mnie.
Ross napisał do mnie jeszcze kilka razy, ale ja nie odpisywałam. Ubrałam się i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zaraz po mnie z pokoju wyszła Maddie.
-O, wstałaś już. Robię za chwilę śniadanie, chcesz też? - spytała mnie.
-Nie dzięki. - Powiedziałam. Nie miałam apetytu. Nie chciałam nic jeść, pić... czuć.
-Co Ty taka smutna? - zadała kolejne pytanie.
-Oglądam- odrzuciłam obojętnie.
-Widzę, że nie. Myślisz o czymś innym. Powiesz mi o czym?- No i kolejne pytanie! Czy jej się to nie nudziło?
-O niczym.- odpowiedziałam lekko zirytowana tym wypytywaniem mnie.
-Mam rozumieć, że JEGO, nazywasz niczym, tak?- Zapytała po raz kolejny, kładąc duży nacisk na słowo ,,jego".
Zdziwiło mnie to pytanie. Spojrzałam na nią, jakby była nie z tej planety.
-Pff- parsknęłam tylko, po czym wyszłam z domu. Poszłam przejść się na plażę. Po dość długim spacerze usiadłam na chwilę przy brzegu i odpoczęłam.
Spojrzałam się za siebie. Szedł tam Ross.. ale on nie był sam. Trzymał za rękę jakąś dziewczynę. To dlatego żałował? Dupek! I co ja sobie myślałam?! Że skoro mnie pocałował, to mnie kocha?! Jestem idiotką!
***Oczami Ross'a***
Wiem, że z mojej strony mogło wyglądać to chamsko, ale czułem, że nigdy nie będę z Jessicą. Ona była zupełnie nie w moim stylu. Wczoraj kiedy wracałem do domu spotkałem Emmę. Jest wyluzowana i na prawdę ładna. Zacząłem z nią flirtować, no i tak jakoś wyszło, że ze sobą kręcimy. To oczywiście nic poważnego, taka w sumie ,,zabawa". Nie to, że jej nie szanowałem. Po prostu nie miałem zamiaru przeradzać tego w jakieś wielkie uczucie. Pocałowałem wczoraj Jess, wiem. Ale to było z powodu nagłych emocji.
Ale no nieważne. Poszedłem z Em na plażę. Szedłem z nią za rękę i patrzyłem na brzeg. Siedziała tam jakaś dziewczyna. Kiedy się do nas odwróciła, okazało się, że to...Jessica. Momentalnie odwróciłem głowę, zresztą ona też. Chwilę miałem wyrzuty sumienia, ale kiedy poszedłem dalej trochę mi przeszło. Chciałem nadal kolegować się z Mads i Jess, tym bardziej, że Riker miał świra na punkcie Maddie. Jessica też była okej, ale jak mówiłem- nie w moim stylu.
-Idziemy na jakąś imprezę, czy coś dzisiaj?- zapytała nagle Ems.
W sumie nie zastanawiałem się długo i zgodziłem się. Mogła być fajna zabawa.
Odprowadziłem Emmę do domu. Pod jej drzwiami,pocałowaliśmy się. Całując ją nie czułem tego, co wtedy gdy całowałem Jess. Ale też było nawet spoko. Mogę się wydawać wredny, ale.. czasem taki jestem.
-To przyjedziesz po mnie o 19.00, skarbie? - zapytała mnie Emma gdy już miałem wychodzić za furtkę.
-Ta-odpowiedziałem obojętnie. Tylko po co to ,,skarbie"? Nie pasowało mi to. Bałem się, że ona pomyśli, że to coś poważnego, a ja nie mam zamiaru jej potem ranić.
Ruszyłem prostą ścieżką do mojego domu. Kawałek drogi miałem, a nie chciałem teraz użerać się z moimi myślami, więc włączyłem muzykę i włożyłem słuchawki do uszu.
Słuchając muzyki czas zleciał mi szybciej, więc nim się obejrzałem byłem już w domu.
Wszedłem do domu, a tam stała Rydel.
-Hej, gadałam z Maddie, skoczymy dziś gdzieś?- zapytała.
No i co miałem jej odpowiedzieć? Że nie, bo mam nową dziewczynę? W sumie to.. no okej powiem jej.
-Dzisiaj nie mogę, ale wy idźcie. Idę z dziewczyną na imprezę.
-Dziewczyną? Widzę, że szybko zacząłeś się spotykać z Jess.-zaśmiała się.
Z Jess? Serio?!
-Nie. To Emma, po za tym Riker jest z Mads od wczoraj i jemu nic nie mówisz.-opowiedziałem jej
-Co? Jaka Emma? Jeszcze wczoraj wzdychałeś do Jessicy.
-To było wczoraj, a dziś jest dzisiaj. Nie było Cię wczoraj z namijak poznaliśmy Emmę, ale może dziś Ci ją przedstawię. - powiedziałem i poszedłem do swojego pokoju.
Przebrałem się i pojechałem po Emmę.
Cholera. Co ja tak właściwie robię? Nie kocham Emmy. Czy jestem z nią tylko po to, żeby zapomnieć o Jess?
Nieważne.. już się umówiłem.
Podjechałem pod bramę,a Emma już tam stała. Wsiadła do samochodu i pojechaliśmy.
****Oczami Jess***
Wróciłam do domu cała zapłakana. Poszłam do pokoju położyłam się na łóżko i płakałam ja małe dziecko. Przecież Ross'a znam dopiero dwa dni. Już zdążyłabym poczuć do niego coś więcej?
Może lepiej, że kogoś ma. Ja prowadzę zwykłe życie , jestem poukładana.On- po tym co zdążyłam zauważyć- spontaniczny, nie za dużo się przejmuje, wyluzowany.. nie pasowaliśmy do siebie.. takie moje zdanie.
Mam dość. Tutaj miało być lepiej, a jest coraz gorzej.
Wszystko się niszczy..
Jeszcze Mads i Riker. Teraz ona nie ma już dla mnie czasu. Nawet teraz nie ma jej w domu bo jest gdzieś z nim. Ale przynajmniej ona jest szczęśliwa.. nie mogę być za to na nią zła..
Napisałam całkiem spontanicznie kolejny rozdział. W sumie i tak nikt tego nie czyta. Wiem, że ciągle jest jeszcze nudny, ale za niedługo, jak oni poznają się bardziej będzie coraz ciekawiej, ale jeśli nadal nikt nie będzie tego czytał, to po prostu usunę bloga, bo nie ma po co pisać ;p
Nie byłam już zmęczona, więc spać nie poszłam, ale strasznie chciało mi się pić. Weszłam do kuchni i wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam sobie do szklanki i wypiłam duszkiem. Wróciłam do pokoju, siadłam na łóżko i patrzyłam się przed siebie bez celu.
Czy to się stało na prawdę?! Czy ,,on" mnie pocałował? Tak. To się stało. Kiedy mnie całował.. było mi tak ciepło, byłam taka szczęśliwa. Tylko dlaczego tak dziwnie zachował się, kiedy przyszła Maddie? Wstydził się tego, że mnie pocałował? W sumie... on wielka gwiazda, całuje mnie? Zwykłą dziewczynę, która przyjechała z Londynu? Położyłam się na łóżku tym razem patrząc w sufit. Znowu zaczęłam płakać. Czemu ja do cholery ciągle płaczę?! No czemu?! Nie miałam powodu. No może, poza tym jednym- Ross'em. To on był powodem moich łez. Ale przecież mi nic nie zrobił. Nie rozumiałam już samej siebie. Nagle usłyszałam dźwięk SMS-a. To pewnie była moja mama. Wstałam po telefon, ale nie wiedziałam od kogo był SMS. Napisany był tylko numer, bez nazwy. No, ale przeczytałam.
,,Przepraszam za wczoraj. Nie powinienem tego robić. To było silniejsze ode mnie. Przepraszam za ten pocałunek. I przepraszam,że piszę tak wcześnie,albo późno, sam nie wiem, ale nie spałem całą noc. Dopiero teraz odważyłem się napisać. Ross"
ROSS? Napisał do mnie! Myślałam, że po wczorajszym się do mnie nie odezwie. Ale czemu on przeprasza? Przecież mi się to podobało. ,,Nie powinienem był tego robić." Czyli nie chciał? Tak z tego wnioskuję. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej i odpisywać mu na SMS.
,,To znaczy, że żałujesz tego pocałunku? " - odpisałam mu. Bardzo szybko dostałam odpowiedź.
,,Tak. Chyba tak. No bo przecież nie powinienem. A Ty?"
Załamałam się. Żałował, że mnie pocałował. Cholernie bolało. Czy ja też?! Nie!
,,Do tej pory nie. Ale teraz ja też żałuję" -odpisałam mu.
,,To dobrze, że się zgadzamy. Chcę się z Tobą zaprzyjaźnić."
,,Zaprzyjaźnić? To po co na początku była ta gadka, że Ci się podobam?"
,,No bo jesteś ładna. Ale chcę się przyjaźnić, przynajmniej na razie."
,,Dobrze wiedzieć, cześć."
Tak wyglądała nasza rozmowa. Spojrzałam na godzinę. Była już 8.00. Ale szybko zleciało. Wstałam więc, żeby się ubrać, ale usłyszałam, że mam kolejną wiadomość.
,,Obraziłaś się? Mam nadzieję, że nie." - napisał znów Ross.
Nie, nie obraziłam się, wiesz?! -Mówiłam sama do siebie. Często mi się to zdarzało.
No, ale naprawdę? Pisze mi, że żałuje pocałunku ze mną, potem,że chcę się tylko przyjaźnić, a na koniec pyta, czy się obraziłam? Może nie byłam zła- byłam smutna. A właściwie, to nie wiem co czułam. Z jednej strony go nienawidziłam, za to, co napisał, z drugiej zaś strony, zależało mi na nim. Pierwszy raz czułam coś takiego. Ale nie zamierzałam walczyć, tym razem chciałabym widzieć jak ktoś walczy o mnie.
Ross napisał do mnie jeszcze kilka razy, ale ja nie odpisywałam. Ubrałam się i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zaraz po mnie z pokoju wyszła Maddie.
-O, wstałaś już. Robię za chwilę śniadanie, chcesz też? - spytała mnie.
-Nie dzięki. - Powiedziałam. Nie miałam apetytu. Nie chciałam nic jeść, pić... czuć.
-Co Ty taka smutna? - zadała kolejne pytanie.
-Oglądam- odrzuciłam obojętnie.
-Widzę, że nie. Myślisz o czymś innym. Powiesz mi o czym?- No i kolejne pytanie! Czy jej się to nie nudziło?
-O niczym.- odpowiedziałam lekko zirytowana tym wypytywaniem mnie.
-Mam rozumieć, że JEGO, nazywasz niczym, tak?- Zapytała po raz kolejny, kładąc duży nacisk na słowo ,,jego".
Zdziwiło mnie to pytanie. Spojrzałam na nią, jakby była nie z tej planety.
-Pff- parsknęłam tylko, po czym wyszłam z domu. Poszłam przejść się na plażę. Po dość długim spacerze usiadłam na chwilę przy brzegu i odpoczęłam.
Spojrzałam się za siebie. Szedł tam Ross.. ale on nie był sam. Trzymał za rękę jakąś dziewczynę. To dlatego żałował? Dupek! I co ja sobie myślałam?! Że skoro mnie pocałował, to mnie kocha?! Jestem idiotką!
***Oczami Ross'a***
Wiem, że z mojej strony mogło wyglądać to chamsko, ale czułem, że nigdy nie będę z Jessicą. Ona była zupełnie nie w moim stylu. Wczoraj kiedy wracałem do domu spotkałem Emmę. Jest wyluzowana i na prawdę ładna. Zacząłem z nią flirtować, no i tak jakoś wyszło, że ze sobą kręcimy. To oczywiście nic poważnego, taka w sumie ,,zabawa". Nie to, że jej nie szanowałem. Po prostu nie miałem zamiaru przeradzać tego w jakieś wielkie uczucie. Pocałowałem wczoraj Jess, wiem. Ale to było z powodu nagłych emocji.
Ale no nieważne. Poszedłem z Em na plażę. Szedłem z nią za rękę i patrzyłem na brzeg. Siedziała tam jakaś dziewczyna. Kiedy się do nas odwróciła, okazało się, że to...Jessica. Momentalnie odwróciłem głowę, zresztą ona też. Chwilę miałem wyrzuty sumienia, ale kiedy poszedłem dalej trochę mi przeszło. Chciałem nadal kolegować się z Mads i Jess, tym bardziej, że Riker miał świra na punkcie Maddie. Jessica też była okej, ale jak mówiłem- nie w moim stylu.
-Idziemy na jakąś imprezę, czy coś dzisiaj?- zapytała nagle Ems.
W sumie nie zastanawiałem się długo i zgodziłem się. Mogła być fajna zabawa.
Odprowadziłem Emmę do domu. Pod jej drzwiami,pocałowaliśmy się. Całując ją nie czułem tego, co wtedy gdy całowałem Jess. Ale też było nawet spoko. Mogę się wydawać wredny, ale.. czasem taki jestem.
-To przyjedziesz po mnie o 19.00, skarbie? - zapytała mnie Emma gdy już miałem wychodzić za furtkę.
-Ta-odpowiedziałem obojętnie. Tylko po co to ,,skarbie"? Nie pasowało mi to. Bałem się, że ona pomyśli, że to coś poważnego, a ja nie mam zamiaru jej potem ranić.
Ruszyłem prostą ścieżką do mojego domu. Kawałek drogi miałem, a nie chciałem teraz użerać się z moimi myślami, więc włączyłem muzykę i włożyłem słuchawki do uszu.
Słuchając muzyki czas zleciał mi szybciej, więc nim się obejrzałem byłem już w domu.
Wszedłem do domu, a tam stała Rydel.
-Hej, gadałam z Maddie, skoczymy dziś gdzieś?- zapytała.
No i co miałem jej odpowiedzieć? Że nie, bo mam nową dziewczynę? W sumie to.. no okej powiem jej.
-Dzisiaj nie mogę, ale wy idźcie. Idę z dziewczyną na imprezę.
-Dziewczyną? Widzę, że szybko zacząłeś się spotykać z Jess.-zaśmiała się.
Z Jess? Serio?!
-Nie. To Emma, po za tym Riker jest z Mads od wczoraj i jemu nic nie mówisz.-opowiedziałem jej
-Co? Jaka Emma? Jeszcze wczoraj wzdychałeś do Jessicy.
-To było wczoraj, a dziś jest dzisiaj. Nie było Cię wczoraj z namijak poznaliśmy Emmę, ale może dziś Ci ją przedstawię. - powiedziałem i poszedłem do swojego pokoju.
Przebrałem się i pojechałem po Emmę.
Cholera. Co ja tak właściwie robię? Nie kocham Emmy. Czy jestem z nią tylko po to, żeby zapomnieć o Jess?
Nieważne.. już się umówiłem.
Podjechałem pod bramę,a Emma już tam stała. Wsiadła do samochodu i pojechaliśmy.
****Oczami Jess***
Wróciłam do domu cała zapłakana. Poszłam do pokoju położyłam się na łóżko i płakałam ja małe dziecko. Przecież Ross'a znam dopiero dwa dni. Już zdążyłabym poczuć do niego coś więcej?
Może lepiej, że kogoś ma. Ja prowadzę zwykłe życie , jestem poukładana.On- po tym co zdążyłam zauważyć- spontaniczny, nie za dużo się przejmuje, wyluzowany.. nie pasowaliśmy do siebie.. takie moje zdanie.
Mam dość. Tutaj miało być lepiej, a jest coraz gorzej.
Wszystko się niszczy..
Jeszcze Mads i Riker. Teraz ona nie ma już dla mnie czasu. Nawet teraz nie ma jej w domu bo jest gdzieś z nim. Ale przynajmniej ona jest szczęśliwa.. nie mogę być za to na nią zła..
Napisałam całkiem spontanicznie kolejny rozdział. W sumie i tak nikt tego nie czyta. Wiem, że ciągle jest jeszcze nudny, ale za niedługo, jak oni poznają się bardziej będzie coraz ciekawiej, ale jeśli nadal nikt nie będzie tego czytał, to po prostu usunę bloga, bo nie ma po co pisać ;p
poniedziałek, 19 maja 2014
Rozdział #3
Wstałam rano i na początku zapomniałam,że jestem gdzie indziej. Zapomniałam, że nie zjem dziś śniadania z rodzicami, zapomniałam o wszystkim.
Nie wychodząc spod kołdry wzięłam telefon, aby zobaczyć która godzina.
-21 nieodebranych połączeń?- Zapytałam sama siebie, bo mój telefon nigdy tak dużo nie dzwonił.
-A, tak, od mamy. Czemu ona się tak zawsze martwi?-Nadal rozmawiałam ze sobą, ale zanim zdążyłam oddzwonić do mojej rodzicielki, moją uwagę przyciągnęła godzina.
Była 11.00. 11.00! Miałam wstać wcześniej, żeby odebrać kartony i je rozpakować.
Cholera, znowu zaspałam
Weszłam do kuchni. Siedziała tam już Mads. Ubrana w czarną krótką spódniczkę, białą bluzkę na ramiączkach i o dziwo.. balerinki, jadła śniadanie.
-O, Jess.Wstałaś już. Była ta firma i odebrałam te kartony. Schowałam je do tej pustej szafy na przedpokoju, a wieczorem, albo jutro pomogę Ci je wypakować- mówiła moja przyjaciółka nie spuszczając oka z telewizji.
-Co? Jak to.. jutro, albo wieczorem? -spytałam z niedowierzaniem. Znała mnie. Wiedziała doskonale, że lubię wszystko załatwiać od razu.
-No przecież nie teraz?-odparła z lekkim sarkazmem, bo wiedziała, że chcę to zrobić właśnie teraz.
Spojrzałam na nią zła. Chyba to zauważyła, bo powiedziała:
-Jezu, Jess, daj spokój. Przecież nikogo nie zapraszamy, a nawet jakby, to są schowane, nikt nie zauważy. Nie możesz się wyluzować? Przecież powiedziałam, że Ci pomogę.
Nie popierałam nigdy odkładania na później, ale pomyślałam, że w sumie ma rację. Skoro mi pomoże, to pójdzie szybciej, a dziś mogę odpocząć.
-Ehh, no dobra. - odparłam i usiadłam koło przyjaciółki na kanapę.
-No widzisz?! A teraz szykuj się,bo idziemy na plażę
-No okej. Ale pamiętasz, że dziś jest koncert? - zapytałam, ponieważ Mads, często czegoś zapominała,jednak nie tym razem.
-Jasne, jak mogłabym zapomnieć o Twojej randce? - zaśmiała się.
-To nie jest randka! To, że powiedziałam, że jest przystojny, nie znaczy, że to randka. - odpowiedziałam zirytowana.
-Jess, widziałam, jak na niego patrzyłaś, mnie nie okłamiesz, zrozum. To coś to nie jest tylko atrakcyjność. Zakochałaś się. I to od pierwszego wejrzenia, no proszę,proszę. - znów zachichotała.
-Nie prawda! Nie wmawiaj mi! Miłość od pierwszego wejrzenia?! Bzdura! Co Ty wymyślasz?! Nie wierzę w takie coś! On jest po prostu przystojny, nawet go nie znam!- Tym razem podniosłam głos.
Czy ja, JA, byłabym w stanie zakochać się od pierwszego wejrzenia?! Ja? Nigdy! Nawet nie wierzyłam,że to istnieje. KROPKA!
-Okej, nie musisz się unosić. Ale ja i tak widzę, że Ty coś do niego czujesz!- równie podniesionym tonem odparła Maddie.
-Mads, daj mi spokój, dobra?- powiedziałam i wyszłam z kuchni.
Poszłam do mojego pokoju, położyłam się na łóżko i patrzyłam w sufit.
Nadal myślałam nad słowami koleżanki.
Ja i miłość od pierwszego wejrzenia. Moja przyjaciółka najwidoczniej mnie nie znała. Nie byłabym zdolna do takiej miłości.
Zaśmiałam się.
-Co ta Mads znowu wymyśla?-powiedziałam do siebie po czym znów cicho się zaśmiałam.
Wybrałam jakieś ciuchy i poszłam się przebrać.
Założyłam, tak jak Maddie, białą bluzkę na ramiączkach i żółtą spódniczkę. Niestety, to, że jeden raz założyłam szpilki nie znaczy, że zrobię to ponownie. Założyłam trampki. Ludzie mogli sobie teraz o mnie sądzić co chcą. To był mój styl, nie zamierzałam go zmieniać.
Włosy zostawiłam rozpuszczone, jednak na rękę nałożyłam gumkę do włosów- tak na wszelki wypadek.
Umyłam się i jak to zwykle zrobiłam makijaż. Ogólnie nie malowałam się za bardzo. Tylko tusz do rzęs i podkład. Źle się czułam w większym makijażu.
Poszłam znów do salonu i spytałam Maddie:
-Idziemy?
-Taa..-powiedziała mierząc mnie wzrokiem. Zatrzymała się oczami na moich trampkach, jednak nic nie mówiła. Przywykła do tego, że w Londynie wielokrotnie się tak ubierałam.
Na plaży było cudownie. Woda taka przejrzysta, błękitna. A jaka ciepła! Zamoczyłyśmy z Mads stopy, jednak ona od razu zrzuciła z siebie ciuchy i w stroju pobiegła się kąpać. Jednak ja nie byłam taka odważna. Miałam kompleksy i nie chciałam tak od razu się rozbierać. Jednak pod namową przyjaciółki to zrobiłam. Było idealnie! Jak w raju. Miałam zamiar nie myśleć o niczym, prawie mi się to udało, ale nie mogłam oczyścić mojego umysłu z jednej myśli- Ross.. myślałam o nim odkąd go spotkałam. Nie! Nie byłam w nim zakochana! Po prostu poznaliśmy się w dziwnych okolicznościach, to dlatego! Chyba..
-Jess, wyluzuj się! Nie możesz choć na chwilę przestać myśleć o tym swoim kochasiu? - Zapytała Mads, tak, jakby wiedziała dokładnie o czym myślę.
-O jakim kochasiu?! Mads, cholera! Nie kocham Ross'a!
-No niech Ci będzie. Ale skoro go nie kochasz, to czemu od razu pomyślałaś o Ross'ie? Mogłam mówić np. o Albercie, Twoim byłym.
-Przecież powiedziałaś, że chodzi o Ross'a. -próbowałam jakoś się wywinąć. Faktycznie przyszedł mi od razu na myśl on.. ale co z tego? To o niczym nie świadczy.
-Wcale nie. Gubisz się w kłamstwach.- Powiedziała moja przyjaciółka.
-Daj mi spokój! Idę na ręcznik- powiedziałam, po czym poszłam się opalać.
Mads została jeszcze w wodzie. A ja oczywiście na ręczniku co robiłam? Myślałam o Ross'ie! No bo przecież inaczej nie umiałam! Co się ze mną dzieje?! Zamknęłam oczy i leżałam, nadal myśląc.
Nagle poczułam, że na moją twarz spada woda. Otworzyłam oczy, ale okazało się, że to tylko Maddie stoi nade mną, a woda z jej włosów kapie na mnie.
-Możesz się przesunąć? Nie chce być znowu mokra.-powiedziałam do niej.
-Sorrki. Obraziłaś się na mnie o to?- Pytała odsuwając się ode mnie.
-Nie. Po prostu się opalam. - powiedziałam po czym znów zamknęłam oczy.
-Jess jest już 13.00 zbieramy się? Bo na koncert musimy wyjść o 17.30,żeby zdążyć dojść, a teraz chcę jeszcze przejść się na lody i potem mieć czas na przygotowanie się.
-Okej.-powiedziałam i wstałam bardzo ciężko z ręcznika. Było tam tak cudownie. Leżałam sobie i odpoczywałam. No dlaczego czas tak szybko mija?!
No ale cóż. Spakowałyśmy swoje rzeczy i ubrałyśmy się.Poszłyśmy pochodzić koło plaży i natrafiłyśmy akurat na budkę z lodami. Kupiłyśmy sobie po jednym i poszłyśmy jeszcze na spacer.
-Nie mogę się już doczekać koncertu. Swoją drogą, ciekawa jestem jaką muzykę grają - powiedziała nagle Maddie.
Spojrzałam na nią i nic nie odpowiedziałam. Szłyśmy dalej. Ja też byłam ciekawa.
Szłyśmy przed siebie, aż w końcu doszłyśmy do domu. Bez słowa weszłyśmy do mieszkania, a ja od razu poszłam do mojego pokoju. Wybrałam jakąś sukienkę, która pasowałaby chociaż kolorem do moich trampków. Była czerwona i krótka. Nie w moim stylu, ale ta akurat mi się spodobała. Wzięłam jeszcze czarne bolerko z krótkim rękawem. Przebrałam się w moim pokoju. Już miałam iść do łazienki zrobić fryzurę, kiedy usłyszałam pukanie do moich drzwi. Nie czekając na odpowiedź drzwi otworzyły się, a w nich stała Maddie. W sumie, to kto inny mógł w nich stać?
-Jess, mogę na chwilę? - zapytała jakby smutna.
-Pewnie, zawsze możesz.
Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na łóżku.
-Jessica, jesteś na mnie zła, o to co mówiłam? No wiesz.. O Ross'ie?
-Mówiłam na plaży, że nie.
-Wiem, ale jak wracałyśmy do domu, byłaś jakaś smutna.
-Nie smutna, tylko zamyślona, Mads.
-Okej ulżyło mi.- Podeszła do mnie i mnie przytuliła.Odwzajemniłam uścisk.
-To ja idę się przebierać.- Powiedziała i wyszła.
Ja poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż.
Mads pomalowała się już wcześniej, więc zabrałyśmy nasze bilety i 17.30 wyszłyśmy z domu.
Na 17.50 byłyśmy już na miejscu. Okazało się, że koncert zaczyna się o 19.00, a o 18.00 są dopiero spotkania w kolejce. Stanęłyśmy więc w niej i czekałyśmy.
Kiedy przyszła nasza kolej rozbolał mnie brzuch. To chyba nie były ,,motylki", prawda? Nie.. absurd! Niby czemu miałabym je mieć? To pewnie z głodu.
Weszłam do środka i zobaczyłam.. jego. W momencie oczy zaszły mi łzami, poczułam, że znowu robię się czerwona, brzuch bolał mnie bardziej niż przed chwilą, nogi miałam jak z waty, czego nie mogłam powiedzieć o nim. Nawet nie pamiętam czy wczoraj mu się przedstawiłam, ale chyba nie. Patrzył się na mnie i wydawało mi się, że mnie nie poznaje, że widzi we mnie tylko kolejną fankę. To mnie zabolało. Ale dlaczego? Przecież go nie kochałam! Co się z Tobą dzieje?! Jessica, do cholery!
Riker jednak na widok Mads, zareagował tak samo jak wczoraj. Cieszyłam się jej szczęściem, chociaż trudno mi było, kiedy ja nie mogłam się tak czuć. Podeszła do Riker'a i rozmawiała z nim, robiła parę zdjęć. Ja stałam i nie wiedziałam co robić. Nagle zawołała mnie ta dziewczyna, której nie imienia nie znałam.
-No chodź do nas!- uśmiechnęła się życzliwie, a ja zawstydzona podeszłam.
-Jak masz na imię?
-Jessica.
-Ja Rydel, ale to chyba wiesz.
-Nie, nie wie.- Powiedział nagle Ross.
-Wczoraj dałem jej bilet i nie zdążyłem Was przedstawić. Zna ją tylko Riker. Więc tak: to jest Rocky-wskazał na bruneta-A to Ellington, ale możesz mówić Ell. Rocky to mój brat, Riker też, ale Ell to przyjaciel.- uśmiechnął się do mnie.
-A to jest Rydel, moja wspaniała siostra-wskazał na śliczną blondynkę.
-No, a to jest Jessica- powiedział do całej reszty.
Riker i tak nie odpowiedział, bo był zajęty Mads. Reszta przywitała się ze mną.
Ross wziął mnie za rękę i odszedł ze mną na bok.
-Fajnie, że wpadłaś. Podałabyś mi swój numer? - powiedział i uśmiechnął się.
Miał słodki uśmiech. Sama odwzajemniłam uśmiech patrząc na niego.
-Jasne, ale nie mam gdzie napisać.
-Możesz na ręce. - odparł podając mi długopis.
Poczułam się jak w tych miłosnych filmach. Pisanie numeru na ręce? Tak było w każdym, który oglądałam.
Ale napisałam mu ten numer.
-Dzięki, zadzwonię na pewno. -powiedział i znów dodał uśmiech.
Próbowałam udać reakcję w stylu ,,jak chcesz to dzwoń, ale nie musisz". I może udawanie wyszło mi dobrze, ale na prawdę miałam ochotę krzyczeć. Tylko dlaczego? Przecież powtarzam: nie byłam w nim zakochana.
Zrobiłyśmy sobie z nimi zdjęcie i poszłyśmy pod scenę. Udało nam się zająć miejsce w drugim rzędzie.
Mads się chyba serio zakochała, bo cały czas gadała mi o Rikerze. Przerwała kiedy wbiegli na scenę.
-Hej R5family! Jak dobrze wiecie, jesteśmy R5 i dziś zagramy dla Was koncert!- Krzyknął Ross.
A więc nazywali się R5.. nawet tego nie wiedziałam. R5family, to pewnie fandom. No nie ważne.
W każdym razie, zaraz po słowach Ross'a wszyscy zaczęli piszczeć. Nawet Maddie!
-Pierwszą piosenkę jaką zagramy będzie... LOUD - krzyknął Riker.
Nie znałam tej piosenki, ale kiedy ją zaśpiewali strasznie mi się spodobała. Potem zagrali jeszcze kilka piosenek, a po skończeniu jednej z nich Riker powiedział:
-Za chwilę zaśpiewamy dla Was One Last Dance, ale najpierw chcę coś zrobić.. Maddie, chodź na scenę!
Spojrzałam na Mads, która zarumieniła się. Zaczęłam się śmiać. Weszła skrępowana na scenę, a fanki na chwilę zaczęły piszczeć,po czym Riker uspokoił ich ruchem ręki.
-To jest Maddie. Dziewczyna moich marzeń, którą chociaż znam dwa dni.. kocham. Spojrzał jej w oczy, a ona popłakała się. Zakładam, że ze szczęścia.
Fanki zrobiły ,,awwww" po czym nasze gołąbki przytuliły się.
Ja też sie popłakałam. Jednak nie ze szczęścia. Wyobraziłam sobie, że to Ross woła, ale mnie. A wtedy uświadomiłam sobie, że tego nie zrobi i właśnie dlatego poleciały mi łzy. Spojrzałam na scenę. Ell, Rydel, Rocky i Ross patrzyli się uśmiechnięci na moją przyjaciółkę i blondyna.
Ross zwrócił głowę w moją stronę, ale ja, żeby nie zauważył moich łez- opuściłam ją na dół.
-Może teraz nie będziemy im przeszkadzać i wyjdziemy? - zażartował Rocky, na co fanki odpowiedziały śmiechem.
Wtedy Riker puścił Mads, ale powiedział, żeby została na scenie.
Zaśpiewali One Last Dance. To była taka piękna piosenka, że kiedy ją śpiewali płakałam jeszcze bardziej.
Wtedy Ross to zauważył. Spojrzał na mnie i pokazał, że mam się uśmiechnąć. Zrobiłam to, ale nieszczerze.
Po ostatniej piosence, czyli właśnie one last dance,Maddie zeszła do mnie ze sceny.
-Riker prosił, żebyśmy jeszcze poczekały przy wyjściu. Poczekasz ze mną? - spytała.
Zgodziłam się, ale niechętnie. Jeszcze tego mi brakowało, żeby znów patrzeć na Ross'a, do którego zupełnie nie wiedziałam co czuję.
Poczekałyśmy przy wyjściu. Nagle R5 pojawiło się koło nas. Ross uśmiechnął się do mnie, na co również odpowiedziałam uśmiechem.
-Skoczymy na plażę? - zapytał Rocky.
-Tak, proszę Jess chodźmy- błagała mnie Maddie.
Znowu jej uległam i poszłam z nimi, ale robiłam to tylko dla niej. Było już ciemno, bo była 21.00, ale i tak poszliśmy. Mieliśmy tylko posiedzieć.
Siedzielismy wszyscy na piasku i rozmawialiśmy. Znaczy.. oni rozmawiali, a ja siedziałam cicho.Wtedy moja przyjaciółka wpadła na kolejny pomysł. Rozebrała się, oczywiście do bielizny i poszła się kąpać. Po niej oczywiście wbiegł Riker. Potem Rydel i Ell, tak w ogóle czułam, że łączy ich coś więcej, a potem Rocky. Zostałam tylko ja i Ross.
-Maddie zawsze ma takie pomysły?- zapytal po dłuższej ciszy.
-Tak.- opowiedziałam obojętnie.
-Fajna z niej dziewczyna. Mam nadzieję, że jej i Riker'owi się uda.
-Ta, ja też.- odrzuciłam znowu.
Nagle Maddie i Riker przybiegli trzymając się za ręce.
-Hej Jess, czy Riker, Ell, Rydel, Rocky i Ross mogą do nas wpaść? - zapytała.
-Jak chcesz. - powiedziałam i wstałam z piasku. Ruszyliśmy więc w stronę naszego mieszkania,bo Mads uznała moją odpowiedź, za ,,tak".
Kiedy dotarliśmy Maddie oprowadziła wszystkich po domu. Kiedy wrócili do salonu, kazała im się rozsiąść i zapytała:
-Chce ktoś coś do picia?
Wszyscy poprosili o sok. Za kilka minut przyniosła wszystkim napoje. Po dłuższej chwili zadała kolejne pytanie:
-Może pogramy w butelkę?
Każdy się zgodził, ale ja nie.
-Jestem zmęczona. Idę do pokoju, ale wy grajcie. - powiedziałam i wstałam z kanapy.U mnie w pokoju usiadłam na łóżku i patrzyłam w ścianę kiedy ktoś wszedł do pokoju bez pukania. Był to Ross.
-O tu jesteś. Szukałem Cię- powiedział, a moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
-Mieszkanie nie jest duże. A tak w ogóle to po co? Czemu z nimi nie grasz? - zadawałam pytania
-Wiem, że nie jest, ale ten pokój jest ostatnim do którego wszedłem. Takie moje szczęście.Szukałem Cię.. tak jakoś. Nie gram, bo nie mam ochoty.-odpowiedział na moje wszystkie pytania, po czym usiadł koło mnie na łóżku. Popatrzyłam na niego i zaczęło się ze mną dziać to, co na koncercie.
Chwilę milczeliśmy, ale Ross przerwał tą ciszę.
-Czy Ty mnie nie lubisz?- tym razem to on zapytał.
-Niby dlaczego tak myślisz?-odpowiedziałam pytaniem.
-Unikasz mnie.Ja się chcę tylko zaprzyjaźnić, zapoznać. A Ty unikasz mnie jak ognia.
-Po prostu dziś nie miałam humoru. A tak w ogóle, to świetny koncert.-pogratulowałam mu.
-Dziękuję, ale nie zmieniaj tematu.
-Myślałam, że już go skończyliśmy.- powiedziałam wstając z łóżka.
Jednak Ross złapał mnie za rękę. Kiedy mnie dotknął przeszły mnie dreszcze. I znów było to, co na koncercie i wtedy, kiedy tu wszedł.
-O co chodzi? - zapytałam zdziwiona, a on nie puszczając mojej ręki stanął obok mnie. Bez słów patrzył teraz w moje oczy, a ja w jego. Z każdą chwilą te oczy hipnotyzowały mnie coraz bardziej. Staliśmy tak dobre parę minut, po czym blondyn zbliżył głowę do mojej, przechylił ją i pocałował mnie w usta. Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Nasz pocałunek był długi. Na początku zwykły pocałunek, ale potem- coraz cieplejszy, romantyczniejszy, głębszy. Całowaliśmy się i całowalibyśmy nadal, gdyby ktoś nie wszedł do pokoju bez pukania. Była to oczywiście nie kto inny, tylko Mads. W momencie kiedy wchodziła Ross przestał mnie całować i puścił mnie. Kiedy weszła do pokoju staliśmy koło siebie i patrzyliśmy na drzwi.
Kiedy Mads weszła patrzyła na nas przez dłuższą chwilę i w końcu zapytała:
- A co tu się wyprawia?
-Nic. - odpowiedział Ross- rozmawialiśmy-dodał, po czym wyszedł z mojego pokoju. Maddie patrzyła na mnie chwilę i uczyniła to, co Ross.
Ja natomiast oszołomiona ostatnimi wydarzeniami przebrałam się w pidżamę. Zadzwoniłam wreszcie do mamy, która rano dzwoniła do mnie tyle razy.
-Jessica? Jess?! Dlaczego nie odbierałaś, ani nie dałaś znać? Martwiłam się!- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
-Przepraszam, wróciłam późno, a dziś nie miałam jak oddzwonić. Wszystko jest okej, ale pogadamy jutro, bo chcę iść spać. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Położyłam się do łóżka. Oczywiście nie spałam. O nie, teraz nie było czasu na spanie. Ja myślałam.
Myślałam, myślałam. W końcu zaczęłam płakać w poduszkę. ,,Dławiłam się łzami" , jeśli mogę tak powiedzieć więc zakryłam poduszką twarz, żeby Maddie nie usłyszała. Płakałam całą noc, nawet nie słyszałam, kiedy wszyscy wyszli. Płakałam, płakałam i w końcu zasnęłam. Oczy piekły mnie jak nie wiem. I to nie od tego, że byłam zmęczona, ale od płaczu...
KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ.
Dodaję ten rozdział tylko dlatego, że naszła mnie wena. Pod poprzednim rozdziale był tylko jeden komentarz, więc miałam małą motywację. Czwarty rozdział dodam dopiro, jak pod tym będą co najmniej 4 komentarze.
To nawet nie muszą być komentarze typu ,, Super, czekam na next". Tylko,żebym wiedziała, że ktoś to w ogóle czyta. Możecie też pisać, co Wam się nie podoba i tak dalej, żebym wiedziała na przyszłość :)
Nie wychodząc spod kołdry wzięłam telefon, aby zobaczyć która godzina.
-21 nieodebranych połączeń?- Zapytałam sama siebie, bo mój telefon nigdy tak dużo nie dzwonił.
-A, tak, od mamy. Czemu ona się tak zawsze martwi?-Nadal rozmawiałam ze sobą, ale zanim zdążyłam oddzwonić do mojej rodzicielki, moją uwagę przyciągnęła godzina.
Była 11.00. 11.00! Miałam wstać wcześniej, żeby odebrać kartony i je rozpakować.
Cholera, znowu zaspałam
Weszłam do kuchni. Siedziała tam już Mads. Ubrana w czarną krótką spódniczkę, białą bluzkę na ramiączkach i o dziwo.. balerinki, jadła śniadanie.
-O, Jess.Wstałaś już. Była ta firma i odebrałam te kartony. Schowałam je do tej pustej szafy na przedpokoju, a wieczorem, albo jutro pomogę Ci je wypakować- mówiła moja przyjaciółka nie spuszczając oka z telewizji.
-Co? Jak to.. jutro, albo wieczorem? -spytałam z niedowierzaniem. Znała mnie. Wiedziała doskonale, że lubię wszystko załatwiać od razu.
-No przecież nie teraz?-odparła z lekkim sarkazmem, bo wiedziała, że chcę to zrobić właśnie teraz.
Spojrzałam na nią zła. Chyba to zauważyła, bo powiedziała:
-Jezu, Jess, daj spokój. Przecież nikogo nie zapraszamy, a nawet jakby, to są schowane, nikt nie zauważy. Nie możesz się wyluzować? Przecież powiedziałam, że Ci pomogę.
Nie popierałam nigdy odkładania na później, ale pomyślałam, że w sumie ma rację. Skoro mi pomoże, to pójdzie szybciej, a dziś mogę odpocząć.
-Ehh, no dobra. - odparłam i usiadłam koło przyjaciółki na kanapę.
-No widzisz?! A teraz szykuj się,bo idziemy na plażę
-No okej. Ale pamiętasz, że dziś jest koncert? - zapytałam, ponieważ Mads, często czegoś zapominała,jednak nie tym razem.
-Jasne, jak mogłabym zapomnieć o Twojej randce? - zaśmiała się.
-To nie jest randka! To, że powiedziałam, że jest przystojny, nie znaczy, że to randka. - odpowiedziałam zirytowana.
-Jess, widziałam, jak na niego patrzyłaś, mnie nie okłamiesz, zrozum. To coś to nie jest tylko atrakcyjność. Zakochałaś się. I to od pierwszego wejrzenia, no proszę,proszę. - znów zachichotała.
-Nie prawda! Nie wmawiaj mi! Miłość od pierwszego wejrzenia?! Bzdura! Co Ty wymyślasz?! Nie wierzę w takie coś! On jest po prostu przystojny, nawet go nie znam!- Tym razem podniosłam głos.
Czy ja, JA, byłabym w stanie zakochać się od pierwszego wejrzenia?! Ja? Nigdy! Nawet nie wierzyłam,że to istnieje. KROPKA!
-Okej, nie musisz się unosić. Ale ja i tak widzę, że Ty coś do niego czujesz!- równie podniesionym tonem odparła Maddie.
-Mads, daj mi spokój, dobra?- powiedziałam i wyszłam z kuchni.
Poszłam do mojego pokoju, położyłam się na łóżko i patrzyłam w sufit.
Nadal myślałam nad słowami koleżanki.
Ja i miłość od pierwszego wejrzenia. Moja przyjaciółka najwidoczniej mnie nie znała. Nie byłabym zdolna do takiej miłości.
Zaśmiałam się.
-Co ta Mads znowu wymyśla?-powiedziałam do siebie po czym znów cicho się zaśmiałam.
Wybrałam jakieś ciuchy i poszłam się przebrać.
Założyłam, tak jak Maddie, białą bluzkę na ramiączkach i żółtą spódniczkę. Niestety, to, że jeden raz założyłam szpilki nie znaczy, że zrobię to ponownie. Założyłam trampki. Ludzie mogli sobie teraz o mnie sądzić co chcą. To był mój styl, nie zamierzałam go zmieniać.
Włosy zostawiłam rozpuszczone, jednak na rękę nałożyłam gumkę do włosów- tak na wszelki wypadek.
Umyłam się i jak to zwykle zrobiłam makijaż. Ogólnie nie malowałam się za bardzo. Tylko tusz do rzęs i podkład. Źle się czułam w większym makijażu.
Poszłam znów do salonu i spytałam Maddie:
-Idziemy?
-Taa..-powiedziała mierząc mnie wzrokiem. Zatrzymała się oczami na moich trampkach, jednak nic nie mówiła. Przywykła do tego, że w Londynie wielokrotnie się tak ubierałam.
Na plaży było cudownie. Woda taka przejrzysta, błękitna. A jaka ciepła! Zamoczyłyśmy z Mads stopy, jednak ona od razu zrzuciła z siebie ciuchy i w stroju pobiegła się kąpać. Jednak ja nie byłam taka odważna. Miałam kompleksy i nie chciałam tak od razu się rozbierać. Jednak pod namową przyjaciółki to zrobiłam. Było idealnie! Jak w raju. Miałam zamiar nie myśleć o niczym, prawie mi się to udało, ale nie mogłam oczyścić mojego umysłu z jednej myśli- Ross.. myślałam o nim odkąd go spotkałam. Nie! Nie byłam w nim zakochana! Po prostu poznaliśmy się w dziwnych okolicznościach, to dlatego! Chyba..
-Jess, wyluzuj się! Nie możesz choć na chwilę przestać myśleć o tym swoim kochasiu? - Zapytała Mads, tak, jakby wiedziała dokładnie o czym myślę.
-O jakim kochasiu?! Mads, cholera! Nie kocham Ross'a!
-No niech Ci będzie. Ale skoro go nie kochasz, to czemu od razu pomyślałaś o Ross'ie? Mogłam mówić np. o Albercie, Twoim byłym.
-Przecież powiedziałaś, że chodzi o Ross'a. -próbowałam jakoś się wywinąć. Faktycznie przyszedł mi od razu na myśl on.. ale co z tego? To o niczym nie świadczy.
-Wcale nie. Gubisz się w kłamstwach.- Powiedziała moja przyjaciółka.
-Daj mi spokój! Idę na ręcznik- powiedziałam, po czym poszłam się opalać.
Mads została jeszcze w wodzie. A ja oczywiście na ręczniku co robiłam? Myślałam o Ross'ie! No bo przecież inaczej nie umiałam! Co się ze mną dzieje?! Zamknęłam oczy i leżałam, nadal myśląc.
Nagle poczułam, że na moją twarz spada woda. Otworzyłam oczy, ale okazało się, że to tylko Maddie stoi nade mną, a woda z jej włosów kapie na mnie.
-Możesz się przesunąć? Nie chce być znowu mokra.-powiedziałam do niej.
-Sorrki. Obraziłaś się na mnie o to?- Pytała odsuwając się ode mnie.
-Nie. Po prostu się opalam. - powiedziałam po czym znów zamknęłam oczy.
-Jess jest już 13.00 zbieramy się? Bo na koncert musimy wyjść o 17.30,żeby zdążyć dojść, a teraz chcę jeszcze przejść się na lody i potem mieć czas na przygotowanie się.
-Okej.-powiedziałam i wstałam bardzo ciężko z ręcznika. Było tam tak cudownie. Leżałam sobie i odpoczywałam. No dlaczego czas tak szybko mija?!
No ale cóż. Spakowałyśmy swoje rzeczy i ubrałyśmy się.Poszłyśmy pochodzić koło plaży i natrafiłyśmy akurat na budkę z lodami. Kupiłyśmy sobie po jednym i poszłyśmy jeszcze na spacer.
-Nie mogę się już doczekać koncertu. Swoją drogą, ciekawa jestem jaką muzykę grają - powiedziała nagle Maddie.
Spojrzałam na nią i nic nie odpowiedziałam. Szłyśmy dalej. Ja też byłam ciekawa.
Szłyśmy przed siebie, aż w końcu doszłyśmy do domu. Bez słowa weszłyśmy do mieszkania, a ja od razu poszłam do mojego pokoju. Wybrałam jakąś sukienkę, która pasowałaby chociaż kolorem do moich trampków. Była czerwona i krótka. Nie w moim stylu, ale ta akurat mi się spodobała. Wzięłam jeszcze czarne bolerko z krótkim rękawem. Przebrałam się w moim pokoju. Już miałam iść do łazienki zrobić fryzurę, kiedy usłyszałam pukanie do moich drzwi. Nie czekając na odpowiedź drzwi otworzyły się, a w nich stała Maddie. W sumie, to kto inny mógł w nich stać?
-Jess, mogę na chwilę? - zapytała jakby smutna.
-Pewnie, zawsze możesz.
Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na łóżku.
-Jessica, jesteś na mnie zła, o to co mówiłam? No wiesz.. O Ross'ie?
-Mówiłam na plaży, że nie.
-Wiem, ale jak wracałyśmy do domu, byłaś jakaś smutna.
-Nie smutna, tylko zamyślona, Mads.
-Okej ulżyło mi.- Podeszła do mnie i mnie przytuliła.Odwzajemniłam uścisk.
-To ja idę się przebierać.- Powiedziała i wyszła.
Ja poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż.
Mads pomalowała się już wcześniej, więc zabrałyśmy nasze bilety i 17.30 wyszłyśmy z domu.
Na 17.50 byłyśmy już na miejscu. Okazało się, że koncert zaczyna się o 19.00, a o 18.00 są dopiero spotkania w kolejce. Stanęłyśmy więc w niej i czekałyśmy.
Kiedy przyszła nasza kolej rozbolał mnie brzuch. To chyba nie były ,,motylki", prawda? Nie.. absurd! Niby czemu miałabym je mieć? To pewnie z głodu.
Weszłam do środka i zobaczyłam.. jego. W momencie oczy zaszły mi łzami, poczułam, że znowu robię się czerwona, brzuch bolał mnie bardziej niż przed chwilą, nogi miałam jak z waty, czego nie mogłam powiedzieć o nim. Nawet nie pamiętam czy wczoraj mu się przedstawiłam, ale chyba nie. Patrzył się na mnie i wydawało mi się, że mnie nie poznaje, że widzi we mnie tylko kolejną fankę. To mnie zabolało. Ale dlaczego? Przecież go nie kochałam! Co się z Tobą dzieje?! Jessica, do cholery!
Riker jednak na widok Mads, zareagował tak samo jak wczoraj. Cieszyłam się jej szczęściem, chociaż trudno mi było, kiedy ja nie mogłam się tak czuć. Podeszła do Riker'a i rozmawiała z nim, robiła parę zdjęć. Ja stałam i nie wiedziałam co robić. Nagle zawołała mnie ta dziewczyna, której nie imienia nie znałam.
-No chodź do nas!- uśmiechnęła się życzliwie, a ja zawstydzona podeszłam.
-Jak masz na imię?
-Jessica.
-Ja Rydel, ale to chyba wiesz.
-Nie, nie wie.- Powiedział nagle Ross.
-Wczoraj dałem jej bilet i nie zdążyłem Was przedstawić. Zna ją tylko Riker. Więc tak: to jest Rocky-wskazał na bruneta-A to Ellington, ale możesz mówić Ell. Rocky to mój brat, Riker też, ale Ell to przyjaciel.- uśmiechnął się do mnie.
-A to jest Rydel, moja wspaniała siostra-wskazał na śliczną blondynkę.
-No, a to jest Jessica- powiedział do całej reszty.
Riker i tak nie odpowiedział, bo był zajęty Mads. Reszta przywitała się ze mną.
Ross wziął mnie za rękę i odszedł ze mną na bok.
-Fajnie, że wpadłaś. Podałabyś mi swój numer? - powiedział i uśmiechnął się.
Miał słodki uśmiech. Sama odwzajemniłam uśmiech patrząc na niego.
-Jasne, ale nie mam gdzie napisać.
-Możesz na ręce. - odparł podając mi długopis.
Poczułam się jak w tych miłosnych filmach. Pisanie numeru na ręce? Tak było w każdym, który oglądałam.
Ale napisałam mu ten numer.
-Dzięki, zadzwonię na pewno. -powiedział i znów dodał uśmiech.
Próbowałam udać reakcję w stylu ,,jak chcesz to dzwoń, ale nie musisz". I może udawanie wyszło mi dobrze, ale na prawdę miałam ochotę krzyczeć. Tylko dlaczego? Przecież powtarzam: nie byłam w nim zakochana.
Zrobiłyśmy sobie z nimi zdjęcie i poszłyśmy pod scenę. Udało nam się zająć miejsce w drugim rzędzie.
Mads się chyba serio zakochała, bo cały czas gadała mi o Rikerze. Przerwała kiedy wbiegli na scenę.
-Hej R5family! Jak dobrze wiecie, jesteśmy R5 i dziś zagramy dla Was koncert!- Krzyknął Ross.
A więc nazywali się R5.. nawet tego nie wiedziałam. R5family, to pewnie fandom. No nie ważne.
W każdym razie, zaraz po słowach Ross'a wszyscy zaczęli piszczeć. Nawet Maddie!
-Pierwszą piosenkę jaką zagramy będzie... LOUD - krzyknął Riker.
Nie znałam tej piosenki, ale kiedy ją zaśpiewali strasznie mi się spodobała. Potem zagrali jeszcze kilka piosenek, a po skończeniu jednej z nich Riker powiedział:
-Za chwilę zaśpiewamy dla Was One Last Dance, ale najpierw chcę coś zrobić.. Maddie, chodź na scenę!
Spojrzałam na Mads, która zarumieniła się. Zaczęłam się śmiać. Weszła skrępowana na scenę, a fanki na chwilę zaczęły piszczeć,po czym Riker uspokoił ich ruchem ręki.
-To jest Maddie. Dziewczyna moich marzeń, którą chociaż znam dwa dni.. kocham. Spojrzał jej w oczy, a ona popłakała się. Zakładam, że ze szczęścia.
Fanki zrobiły ,,awwww" po czym nasze gołąbki przytuliły się.
Ja też sie popłakałam. Jednak nie ze szczęścia. Wyobraziłam sobie, że to Ross woła, ale mnie. A wtedy uświadomiłam sobie, że tego nie zrobi i właśnie dlatego poleciały mi łzy. Spojrzałam na scenę. Ell, Rydel, Rocky i Ross patrzyli się uśmiechnięci na moją przyjaciółkę i blondyna.
Ross zwrócił głowę w moją stronę, ale ja, żeby nie zauważył moich łez- opuściłam ją na dół.
-Może teraz nie będziemy im przeszkadzać i wyjdziemy? - zażartował Rocky, na co fanki odpowiedziały śmiechem.
Wtedy Riker puścił Mads, ale powiedział, żeby została na scenie.
Zaśpiewali One Last Dance. To była taka piękna piosenka, że kiedy ją śpiewali płakałam jeszcze bardziej.
Wtedy Ross to zauważył. Spojrzał na mnie i pokazał, że mam się uśmiechnąć. Zrobiłam to, ale nieszczerze.
Po ostatniej piosence, czyli właśnie one last dance,Maddie zeszła do mnie ze sceny.
-Riker prosił, żebyśmy jeszcze poczekały przy wyjściu. Poczekasz ze mną? - spytała.
Zgodziłam się, ale niechętnie. Jeszcze tego mi brakowało, żeby znów patrzeć na Ross'a, do którego zupełnie nie wiedziałam co czuję.
Poczekałyśmy przy wyjściu. Nagle R5 pojawiło się koło nas. Ross uśmiechnął się do mnie, na co również odpowiedziałam uśmiechem.
-Skoczymy na plażę? - zapytał Rocky.
-Tak, proszę Jess chodźmy- błagała mnie Maddie.
Znowu jej uległam i poszłam z nimi, ale robiłam to tylko dla niej. Było już ciemno, bo była 21.00, ale i tak poszliśmy. Mieliśmy tylko posiedzieć.
Siedzielismy wszyscy na piasku i rozmawialiśmy. Znaczy.. oni rozmawiali, a ja siedziałam cicho.Wtedy moja przyjaciółka wpadła na kolejny pomysł. Rozebrała się, oczywiście do bielizny i poszła się kąpać. Po niej oczywiście wbiegł Riker. Potem Rydel i Ell, tak w ogóle czułam, że łączy ich coś więcej, a potem Rocky. Zostałam tylko ja i Ross.
-Maddie zawsze ma takie pomysły?- zapytal po dłuższej ciszy.
-Tak.- opowiedziałam obojętnie.
-Fajna z niej dziewczyna. Mam nadzieję, że jej i Riker'owi się uda.
-Ta, ja też.- odrzuciłam znowu.
Nagle Maddie i Riker przybiegli trzymając się za ręce.
-Hej Jess, czy Riker, Ell, Rydel, Rocky i Ross mogą do nas wpaść? - zapytała.
-Jak chcesz. - powiedziałam i wstałam z piasku. Ruszyliśmy więc w stronę naszego mieszkania,bo Mads uznała moją odpowiedź, za ,,tak".
Kiedy dotarliśmy Maddie oprowadziła wszystkich po domu. Kiedy wrócili do salonu, kazała im się rozsiąść i zapytała:
-Chce ktoś coś do picia?
Wszyscy poprosili o sok. Za kilka minut przyniosła wszystkim napoje. Po dłuższej chwili zadała kolejne pytanie:
-Może pogramy w butelkę?
Każdy się zgodził, ale ja nie.
-Jestem zmęczona. Idę do pokoju, ale wy grajcie. - powiedziałam i wstałam z kanapy.U mnie w pokoju usiadłam na łóżku i patrzyłam w ścianę kiedy ktoś wszedł do pokoju bez pukania. Był to Ross.
-O tu jesteś. Szukałem Cię- powiedział, a moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
-Mieszkanie nie jest duże. A tak w ogóle to po co? Czemu z nimi nie grasz? - zadawałam pytania
-Wiem, że nie jest, ale ten pokój jest ostatnim do którego wszedłem. Takie moje szczęście.Szukałem Cię.. tak jakoś. Nie gram, bo nie mam ochoty.-odpowiedział na moje wszystkie pytania, po czym usiadł koło mnie na łóżku. Popatrzyłam na niego i zaczęło się ze mną dziać to, co na koncercie.
Chwilę milczeliśmy, ale Ross przerwał tą ciszę.
-Czy Ty mnie nie lubisz?- tym razem to on zapytał.
-Niby dlaczego tak myślisz?-odpowiedziałam pytaniem.
-Unikasz mnie.Ja się chcę tylko zaprzyjaźnić, zapoznać. A Ty unikasz mnie jak ognia.
-Po prostu dziś nie miałam humoru. A tak w ogóle, to świetny koncert.-pogratulowałam mu.
-Dziękuję, ale nie zmieniaj tematu.
-Myślałam, że już go skończyliśmy.- powiedziałam wstając z łóżka.
Jednak Ross złapał mnie za rękę. Kiedy mnie dotknął przeszły mnie dreszcze. I znów było to, co na koncercie i wtedy, kiedy tu wszedł.
-O co chodzi? - zapytałam zdziwiona, a on nie puszczając mojej ręki stanął obok mnie. Bez słów patrzył teraz w moje oczy, a ja w jego. Z każdą chwilą te oczy hipnotyzowały mnie coraz bardziej. Staliśmy tak dobre parę minut, po czym blondyn zbliżył głowę do mojej, przechylił ją i pocałował mnie w usta. Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Nasz pocałunek był długi. Na początku zwykły pocałunek, ale potem- coraz cieplejszy, romantyczniejszy, głębszy. Całowaliśmy się i całowalibyśmy nadal, gdyby ktoś nie wszedł do pokoju bez pukania. Była to oczywiście nie kto inny, tylko Mads. W momencie kiedy wchodziła Ross przestał mnie całować i puścił mnie. Kiedy weszła do pokoju staliśmy koło siebie i patrzyliśmy na drzwi.
Kiedy Mads weszła patrzyła na nas przez dłuższą chwilę i w końcu zapytała:
- A co tu się wyprawia?
-Nic. - odpowiedział Ross- rozmawialiśmy-dodał, po czym wyszedł z mojego pokoju. Maddie patrzyła na mnie chwilę i uczyniła to, co Ross.
Ja natomiast oszołomiona ostatnimi wydarzeniami przebrałam się w pidżamę. Zadzwoniłam wreszcie do mamy, która rano dzwoniła do mnie tyle razy.
-Jessica? Jess?! Dlaczego nie odbierałaś, ani nie dałaś znać? Martwiłam się!- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
-Przepraszam, wróciłam późno, a dziś nie miałam jak oddzwonić. Wszystko jest okej, ale pogadamy jutro, bo chcę iść spać. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Położyłam się do łóżka. Oczywiście nie spałam. O nie, teraz nie było czasu na spanie. Ja myślałam.
Myślałam, myślałam. W końcu zaczęłam płakać w poduszkę. ,,Dławiłam się łzami" , jeśli mogę tak powiedzieć więc zakryłam poduszką twarz, żeby Maddie nie usłyszała. Płakałam całą noc, nawet nie słyszałam, kiedy wszyscy wyszli. Płakałam, płakałam i w końcu zasnęłam. Oczy piekły mnie jak nie wiem. I to nie od tego, że byłam zmęczona, ale od płaczu...
KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ.
Dodaję ten rozdział tylko dlatego, że naszła mnie wena. Pod poprzednim rozdziale był tylko jeden komentarz, więc miałam małą motywację. Czwarty rozdział dodam dopiro, jak pod tym będą co najmniej 4 komentarze.
To nawet nie muszą być komentarze typu ,, Super, czekam na next". Tylko,żebym wiedziała, że ktoś to w ogóle czyta. Możecie też pisać, co Wam się nie podoba i tak dalej, żebym wiedziała na przyszłość :)
niedziela, 18 maja 2014
#2 ,,Niesamowite spotkanie"
Słuchałam muzyki w samolocie, kiedy nagle usłyszałam głos pilota:
-Wpadliśmy w poważne turbulencje, proszę zapiąć pasy, jeśli ktoś tego nie zrobił i zachować spokój. Samolot musi awaryjnie lądować.
Nagle poczułam jak z oczu spływają mi łzy.
,,Co? Jak to? To nie może być prawda!Błagam nie!" - myślałam. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Poczułam tylko, że lecimy coraz szybciej. Spojrzałam za okno i zobaczyłam, że nasz samolot spada. Nadal nie mogłam nic z siebie wydusić. Nie potrafiłam się ruszyć. Czułam, że po policzku łzy spływają mi teraz jak strumień.
Spojrzałam na Maddie, która spała. Najwyraźniej głos pilota jej nie obudził. Ja nie byłam w stanie tego zrobić. Czułam jakby sparaliżowało mi całe ciało. Obejrzałam się za siebie. Starsza Pani odmawiała teraz różaniec, a obok niej matka płacząc, czytała swojemu synowi bajkę. Znów spojrzałam za okno. Samolot zbliżał się do ziemi coraz szybciej. Zdałam sobie sprawę, że pilot traci kontrolę. Uświadomiłam sobie, że to koniec. Koniec.
-Nie!- krzyknęłam bardzo głośno.
Wtedy usłyszałam głos Maddie
-Jess? Jessica, co się stało?
Otworzyłam oczy. Okazało się, że to tylko sen. Mój pierwszy lot samolotem był tragedią. Patrzyłam teraz na moją przyjaciółkę czując, że łzy poleciały mi na prawdę. Szybko rozejrzałam się dookoła. Wszystko było w porządku.. Wyjrzałam za okno. Lecieliśmy normalnie, prosto przed siebie.
-Wszystko w porządku? Jess, o co chodzi?- moja przyjaciółka patrzyła na mnie jak na idiotkę. Sama do końca nie wiedziałam o co chodzi. Nie odpowiedziałam jej przez chwilę. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Jest okej. Zły sen.- opowiedziałam po dłuższej ciszy ocierając z policzków łzy.
-Przestraszyłaś mnie.
-Wiem. Sama siebie wystraszyłam.Długo spałam?
-Trochę...
-Która jest? -zapytałam widząc, że za oknem jest już szarówka.
-Usnęłaś o 11.00. Jest 16.00, spałaś 5 godzin. To nie tak dużo, w końcu wstałaś wcześnie rano, miałaś prawo usnąć-uspakajała mnie przyjaciółka. Nie lubiłam spać w miejscu, gdzie widzi mnie dużo osób i Mads doskonale wiedziała o tym. Dlatego próbowała mnie uspokoić, żebym nie czuła się zawstydzona.
-5 godzin? To długo, ale i równocześnie krótko. To znaczy, że przed nami jeszcze 9 godzin lotu?
-Tak, ale pilot coś mówił, że może dolecimy szybciej, bo nie było żadnych turbulencji. - uśmiechnęła się do mnie Maddie.
Uspokoiły mnie te słowa. Jeśli do tej pory nie było turbulencji, to znaczy, że prawdopodobnie już nie będzie. Swoją drogą denerwowało mnie to, że tak szybko się dziś ściemniło. Przecież to już połowa maja, a o 16.00 jest ciemno? No cóż...
Resztę lotu przegadałam z Maddie.
-Zaraz jak dolecimy, to idziemy na plażę-powiedziała z entuzjazmem.
-Oszalałaś? Jak dolecimy będzie 01.00 w nocy! Po za tym, wiesz, że zawsze jak jedziemy na wycieczkę, to wolę wszystko ogarnąć- rozpakować się i tak dalej.
-No i co, że 01.00? Zawsze marzyłam,żeby wykąpać się w nocy, a jeszcze w Kalifornii!
Też zawsze o tym marzyłam, ale nie pierwszego dnia. Ja byłam poukładana. Zawsze wolałam najpierw wszystko przygotować,a później nie dręczą mnie myśli, że muszę iść do domu szybciej, żeby posprzątać!
Przegadałyśmy tak całe 7 godzin kiedy usłyszeliśmy głos pilota
-Podczas lotu nie było żadnych turbulencji i dolecimy wcześniej, za 20 minut lądujemy, powtarzam, za 20 minut lądujemy. -Te słowa uspokoiły mnie jeszcze bardziej. Mój koszmar się zupełnie nie sprawdził. Nim się obejrzałam stewardessa powiedziała żeby przygotować się do lądowania. Trwało to i tak dłużej, niż zapowiedział pilot, bo nie 20 minut, a godzinę, ale w sumie nie robiło mi to różnicy. Wylądowaliśmy o 24.00.
Po opuszczeniu samolotu, razem z Mads poszłyśmy odebrać bagaże. Wzięłyśmy tylko potrzebne rzeczy na dziś, a kartony miała nam przewieźć firma, którą załatwił nam mój tata.
Opuściłyśmy lotnisko. Dzięki wskazówkom tutejszych ludzi, udało nam się dojść na miejsce, gdzie parkują taksówki. Idąc na parking poczułam, że strasznie obtarły mnie buty. Nie mogłam dalej iść,więc usiadłam na ławce.
-Co się stało? - zapytała Maddie.
-Buty mnie obtarły- odpowiedziałam jej, wycierając chusteczką krew, która trochę mi pociekła z rany.
-A ja zgłodniałam. Może pójdę do tamtej budki po hot-doga. Chcesz też?
-Możesz kupić. -powiedziałam, po czym moja przyjaciółka oddaliła się ode mnie.
Ta budka wcale nie była blisko, ale przynajmniej zdążyłam odpocząć. Czekając na Mads dostrzegłam, że na przeciwko mnie stoi bardzo przystojny chłopak. Od razu mi się spodobał. Miał takie śliczne, blond włosy,widać, że o nie dba. Ubrany był w białą koszulkę, na to czarna, skórzana kurtka i czarne rurki. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy nagle ona spojrzał na mnie. Szybko spuściłam głowę na dół i czułam, że na policzki wkradają mi się rumieńce. Kątem oka widziałam, że chłopak przygląda mi się. Nagle z restauracji, obok której stał nastolatek, wyszło 3 chłopaków, jeden bardzo do niego podobny, oraz dziewczyna. Była bardzo ładna. Szczupła blondynka również była do niego podobna.
-Hej Ross, o co chodzi? -usłyszałam jak jeden z chłopaków woła do niego.
Ross.. a więc tak miał na imię. Słodko. Wtedy spojrzałam na nich. Ross szeptał coś podobnemu do siebie blondynowi na ucho. Kiedy skończył i oddalił swoją głowę od ucha tamtego chłopaka, obaj spojrzeli na mnie.
,,Pewnie mnie obgadują. Pierwszy dzień i już zrobiłam z siebie pośmiewisko." -Pomyślałam, po czym przejechałam dłonią po twarzy w celu sprawdzenia, czy nic na niej nie mam. Nic nie znalazłam. Jeszcze chwilę macałam swoimi dłońmi moją twarz, kiedy blondyn nagle szybko koło mnie usiadł.
Spojrzałam w jego oczy. Były śliczne,brązowe, szczenięce oczy. Zakochałam się w nich.
-Przepraszam, brat mnie popchnął, nudzi mu się. - przerwał moje patrzenie w jego oczy i zauważyłam, że się rumieni.
-Okej, nic się nie stało. - odpowiedziałam trochę smutna, bo myślałam, że uda nam się nawiązać rozmowę.A więc nie pomyliłam się mówiąc, że są do siebie podobni. To był brat Ross'a. Kiedy jego brat zauważył, że Ross wstaje z ławki, podszedł do niego, zatrzymał go ręką, po czym zwrócił się do mnie:
-Sorry, jestem Riker, to mój brat, Ross. Ross chciał powiedzieć, że mu się strasznie podobasz i coś Ci dać.
po tych słowach zmieszałam się. Spojrzałam na Ross'a, który znów się zarumienił. Poczułam, że ze mną dzieje się to samo. Ross ze spuszczoną głową wyjął z kurtki jakiś papier, spojrzał na niego, zwrócił wzrok na mnie, wyciągnął papier w moją stronę i powiedział:
-To bilet VIP na mój jutrzejszy koncert. Jesteś bardzo ładna, wydaję mi się, że też fajna. Wpadniesz? Pogadamy, poznamy się. Co Ty na to?
Już miałam odpowiedzieć, kiedy Riker zwrócił głowę w inną stronę, otworzył lekko usta, rozszerzył oczy i klepnął Ross'a w ramię.
-Co chcesz?! -spytał zdenerwowany Ross.
-Patrz jaka śliczna. Daj mi drugi bilet, szybko!
Po tych słowach również spojrzałam w tamtą stronę. Obiektem westchnień Riker'a, była.. Maddie.
-Masz i daj mi spokój- rzekł Ross podając bratu bilet.
-Nie poczekaj!- powiedziałam i Riker zatrzymał się.
-Co?
-To moja przyjaciółka, zaraz tu podejdzie.
-Serio? To wspaniale!
Nim się obejrzałam Maddie stała już przy mnie z dwoma hot-dogami.
-Wiesz jaka kolejka? Ludzie wykupują, jakby nie jedli od niepamiętnych czasów-mówiła moja przyjaciółka podając mi fastfood'a.
-Nie przedstawisz mnie? - spytała mierząc wzrokiem braci.
-A tak, to jest Ross, a to jego brat Riker.
Ross wyciągał rękę w stronę Mads, żeby się przywitać,ale w tym samym momencie, Riker go wyprzedził i wręczył do ręki bilet.
-To na mój koncert, bilet VIP, wpadniesz?-zapytał blondyn.
Mads nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale kiedy spojrzała na mnie, zorientowała się, że zaraz jej wszystko wytłumaczę i przyjęła zaproszenie.
-Jasne wpadnę. Tak w ogóle to jestem Maddie, dla znajomych Mads.
-Ja Riker- uśmiechnął się do mojej przyjaciółki.
Ross na szczęście zorientował się, że Riker'owi zabrakło mowy i zabrał go.
-To do zobaczenia jutro!-powiedział do mnie odciągając brata.
-Tak, jasne.Aha, a gdzie to jest?
-W tym klubie, na przeciwko, o 18.00- wskazał palcem na budynek po drugiej stronie ulicy.
-Okej chodźmy, właśnie przyjechała taksówka- powiedziałam do Mads i wzięłam moją walizkę.
-Możesz mi powiedzieć o co tutaj chodzi?- spytała zakłopotana.
-A, tak. Więc ten przystojny chłopak- Ross, strasznie mi się podoba. Okazało się, że ja jemu też. Podszedł do mnie i zaprosił mnie na koncert. Wtedy Riker zobaczył Ciebie. Spodobałaś mu się, więc zrobił to samo co Ross.
-No okej, ale na pewno chcesz tam iść?
-Muszę, Ross strasznie mi się podoba. To jedyna szansa, żeby nawiązać kontakt. A po za tym, że jest przystojny, wydaje się naprawdę fajny!-powiedziałam trochę zawstydzona.
-Rozumiem. Riker też jest niczego sobie. Ale on jest chyba starszy, co?
-Nie wiem, tak wygląda, ale co z tego? Jeśli jest fajny, to wiek się nie liczy.
-Racja.-odpowiedziała Mads i zaczęłyśmy pakować walizki do bagażnika.
Opowiedziałam dokładnie taksówkarzowi gdzie ma jechać. Dowiózł nas tam w jakieś 15 minut. Pomógł nam wypakować walizki z bagażnika, ale wniosłyśmy je same. Na szczęście- były tam windy. Mieszkałyśmy w 20-piętrowcu, ale na 5 piętrze.
W domu było ślicznie. Weszłam do pokoju zaraz obok łazienki, rzuciłam się na łóżko i powiedziałam:
-Ten jest mój!
-To nie fair! Mnie też się podoba! No trudno, wezmę drugi.
Okazało się, że oba są ładne. Kuchnia z łazienką: idealne!
A salon? Marzenie. Mieszkanie było już na szczęście umeblowane, więc jedyne co musialyśmy zrobić, to pochować do szaf ubrania, a jutro, kiedy przyjdzie firma z resztą rzeczy poukładać na półkach książki itp.
Po wypakowaniu się, poszłam pod prysznic się odświeżyć. Umyta przebrałam się pidżamę, spięłam wysoko koka i umyłam zęby. Opierając się o umywalkę i patrząc w lustro, powiedziałam sama do siebie:
-Zaczynam nowe życie. Lepsze życie.
Po swoich własnych słowach wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Potem Mads poszła się kąpać, a ja opadając z sił, po prostu usnęłam, jak małe dziecko.
komentujesz= motywujesz.
Piszcie jak Wam się podobało i czy w ogóle, a przede wszystkim, jeśli jest coś takiego, to co byście tu zmienili ;) A jeśli moje opowiadania Wam się spodobają, to postaram się codziennie dodawać nowe rozdziały :))
Przegadałyśmy tak całe 7 godzin kiedy usłyszeliśmy głos pilota
-Podczas lotu nie było żadnych turbulencji i dolecimy wcześniej, za 20 minut lądujemy, powtarzam, za 20 minut lądujemy. -Te słowa uspokoiły mnie jeszcze bardziej. Mój koszmar się zupełnie nie sprawdził. Nim się obejrzałam stewardessa powiedziała żeby przygotować się do lądowania. Trwało to i tak dłużej, niż zapowiedział pilot, bo nie 20 minut, a godzinę, ale w sumie nie robiło mi to różnicy. Wylądowaliśmy o 24.00.
Po opuszczeniu samolotu, razem z Mads poszłyśmy odebrać bagaże. Wzięłyśmy tylko potrzebne rzeczy na dziś, a kartony miała nam przewieźć firma, którą załatwił nam mój tata.
Opuściłyśmy lotnisko. Dzięki wskazówkom tutejszych ludzi, udało nam się dojść na miejsce, gdzie parkują taksówki. Idąc na parking poczułam, że strasznie obtarły mnie buty. Nie mogłam dalej iść,więc usiadłam na ławce.
-Co się stało? - zapytała Maddie.
-Buty mnie obtarły- odpowiedziałam jej, wycierając chusteczką krew, która trochę mi pociekła z rany.
-A ja zgłodniałam. Może pójdę do tamtej budki po hot-doga. Chcesz też?
-Możesz kupić. -powiedziałam, po czym moja przyjaciółka oddaliła się ode mnie.
Ta budka wcale nie była blisko, ale przynajmniej zdążyłam odpocząć. Czekając na Mads dostrzegłam, że na przeciwko mnie stoi bardzo przystojny chłopak. Od razu mi się spodobał. Miał takie śliczne, blond włosy,widać, że o nie dba. Ubrany był w białą koszulkę, na to czarna, skórzana kurtka i czarne rurki. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy nagle ona spojrzał na mnie. Szybko spuściłam głowę na dół i czułam, że na policzki wkradają mi się rumieńce. Kątem oka widziałam, że chłopak przygląda mi się. Nagle z restauracji, obok której stał nastolatek, wyszło 3 chłopaków, jeden bardzo do niego podobny, oraz dziewczyna. Była bardzo ładna. Szczupła blondynka również była do niego podobna.
-Hej Ross, o co chodzi? -usłyszałam jak jeden z chłopaków woła do niego.
Ross.. a więc tak miał na imię. Słodko. Wtedy spojrzałam na nich. Ross szeptał coś podobnemu do siebie blondynowi na ucho. Kiedy skończył i oddalił swoją głowę od ucha tamtego chłopaka, obaj spojrzeli na mnie.
,,Pewnie mnie obgadują. Pierwszy dzień i już zrobiłam z siebie pośmiewisko." -Pomyślałam, po czym przejechałam dłonią po twarzy w celu sprawdzenia, czy nic na niej nie mam. Nic nie znalazłam. Jeszcze chwilę macałam swoimi dłońmi moją twarz, kiedy blondyn nagle szybko koło mnie usiadł.
Spojrzałam w jego oczy. Były śliczne,brązowe, szczenięce oczy. Zakochałam się w nich.
-Przepraszam, brat mnie popchnął, nudzi mu się. - przerwał moje patrzenie w jego oczy i zauważyłam, że się rumieni.
-Okej, nic się nie stało. - odpowiedziałam trochę smutna, bo myślałam, że uda nam się nawiązać rozmowę.A więc nie pomyliłam się mówiąc, że są do siebie podobni. To był brat Ross'a. Kiedy jego brat zauważył, że Ross wstaje z ławki, podszedł do niego, zatrzymał go ręką, po czym zwrócił się do mnie:
-Sorry, jestem Riker, to mój brat, Ross. Ross chciał powiedzieć, że mu się strasznie podobasz i coś Ci dać.
po tych słowach zmieszałam się. Spojrzałam na Ross'a, który znów się zarumienił. Poczułam, że ze mną dzieje się to samo. Ross ze spuszczoną głową wyjął z kurtki jakiś papier, spojrzał na niego, zwrócił wzrok na mnie, wyciągnął papier w moją stronę i powiedział:
-To bilet VIP na mój jutrzejszy koncert. Jesteś bardzo ładna, wydaję mi się, że też fajna. Wpadniesz? Pogadamy, poznamy się. Co Ty na to?
Już miałam odpowiedzieć, kiedy Riker zwrócił głowę w inną stronę, otworzył lekko usta, rozszerzył oczy i klepnął Ross'a w ramię.
-Co chcesz?! -spytał zdenerwowany Ross.
-Patrz jaka śliczna. Daj mi drugi bilet, szybko!
Po tych słowach również spojrzałam w tamtą stronę. Obiektem westchnień Riker'a, była.. Maddie.
-Masz i daj mi spokój- rzekł Ross podając bratu bilet.
-Nie poczekaj!- powiedziałam i Riker zatrzymał się.
-Co?
-To moja przyjaciółka, zaraz tu podejdzie.
-Serio? To wspaniale!
Nim się obejrzałam Maddie stała już przy mnie z dwoma hot-dogami.
-Wiesz jaka kolejka? Ludzie wykupują, jakby nie jedli od niepamiętnych czasów-mówiła moja przyjaciółka podając mi fastfood'a.
-Nie przedstawisz mnie? - spytała mierząc wzrokiem braci.
-A tak, to jest Ross, a to jego brat Riker.
Ross wyciągał rękę w stronę Mads, żeby się przywitać,ale w tym samym momencie, Riker go wyprzedził i wręczył do ręki bilet.
-To na mój koncert, bilet VIP, wpadniesz?-zapytał blondyn.
Mads nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale kiedy spojrzała na mnie, zorientowała się, że zaraz jej wszystko wytłumaczę i przyjęła zaproszenie.
-Jasne wpadnę. Tak w ogóle to jestem Maddie, dla znajomych Mads.
-Ja Riker- uśmiechnął się do mojej przyjaciółki.
Ross na szczęście zorientował się, że Riker'owi zabrakło mowy i zabrał go.
-To do zobaczenia jutro!-powiedział do mnie odciągając brata.
-Tak, jasne.Aha, a gdzie to jest?
-W tym klubie, na przeciwko, o 18.00- wskazał palcem na budynek po drugiej stronie ulicy.
-Okej chodźmy, właśnie przyjechała taksówka- powiedziałam do Mads i wzięłam moją walizkę.
-Możesz mi powiedzieć o co tutaj chodzi?- spytała zakłopotana.
-A, tak. Więc ten przystojny chłopak- Ross, strasznie mi się podoba. Okazało się, że ja jemu też. Podszedł do mnie i zaprosił mnie na koncert. Wtedy Riker zobaczył Ciebie. Spodobałaś mu się, więc zrobił to samo co Ross.
-No okej, ale na pewno chcesz tam iść?
-Muszę, Ross strasznie mi się podoba. To jedyna szansa, żeby nawiązać kontakt. A po za tym, że jest przystojny, wydaje się naprawdę fajny!-powiedziałam trochę zawstydzona.
-Rozumiem. Riker też jest niczego sobie. Ale on jest chyba starszy, co?
-Nie wiem, tak wygląda, ale co z tego? Jeśli jest fajny, to wiek się nie liczy.
-Racja.-odpowiedziała Mads i zaczęłyśmy pakować walizki do bagażnika.
Opowiedziałam dokładnie taksówkarzowi gdzie ma jechać. Dowiózł nas tam w jakieś 15 minut. Pomógł nam wypakować walizki z bagażnika, ale wniosłyśmy je same. Na szczęście- były tam windy. Mieszkałyśmy w 20-piętrowcu, ale na 5 piętrze.
W domu było ślicznie. Weszłam do pokoju zaraz obok łazienki, rzuciłam się na łóżko i powiedziałam:
-Ten jest mój!
-To nie fair! Mnie też się podoba! No trudno, wezmę drugi.
Okazało się, że oba są ładne. Kuchnia z łazienką: idealne!
A salon? Marzenie. Mieszkanie było już na szczęście umeblowane, więc jedyne co musialyśmy zrobić, to pochować do szaf ubrania, a jutro, kiedy przyjdzie firma z resztą rzeczy poukładać na półkach książki itp.
Po wypakowaniu się, poszłam pod prysznic się odświeżyć. Umyta przebrałam się pidżamę, spięłam wysoko koka i umyłam zęby. Opierając się o umywalkę i patrząc w lustro, powiedziałam sama do siebie:
-Zaczynam nowe życie. Lepsze życie.
Po swoich własnych słowach wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Potem Mads poszła się kąpać, a ja opadając z sił, po prostu usnęłam, jak małe dziecko.
komentujesz= motywujesz.
Piszcie jak Wam się podobało i czy w ogóle, a przede wszystkim, jeśli jest coś takiego, to co byście tu zmienili ;) A jeśli moje opowiadania Wam się spodobają, to postaram się codziennie dodawać nowe rozdziały :))
sobota, 17 maja 2014
Rozdział pierwszy ,,Wyjazd"
Rano obudził mnie dźwięk budzika.
-Co?! Już 6.30? Mam samolot o 9.00!- mówiłam przestraszona sama do siebie. Zaspałam pól godziny. Dziś miałam spakować ostatnie rzeczy do ostatniego kartonu, przygotować się, pojechać po Maddie, do sklepu, po różne potrzebne rzeczy na wyjazd, a o 8.30 miałyśmy być już na lotnisku. Biegałam po domu roztargniona próbując dojść do siebie i się dobrze ,,obudzić". Zbiegłam na dół do łazienki po szczoteczkę do zębów i moją kosmetyczkę. Przebiegłam przez kuchnie, gdzie moja rodzina spokojnie jadła naleśniki
-Wiedzieliście, że już ta godzina i mnie nie obudziliście?
Wtedy usłyszałam cichy śmiech mojego brata- Parkera.
-A Ty z czego się śmiejesz? Z tego, że siostra zaspała nawet na spełnianie marzeń?! Jesteś podły!-krzyknęłam na niego.
-Nie. Śmieję się z tego, że przestawiłem Ci zegarek, o pół godziny do przodu. Tak na prawdę jest teraz dopiero 6.03. Taki ostatni kawał na pamiątkę.-po tych słowach wstał i przytulił mnie. Odwzajemniłam jego uścisk. Przytulając Parkera, uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham i jak bardzo będę tęsknić za tym idiotą. Nie mówiąc o rodzicach. Będzie mi ich wszystkich brakowało.
Zjadłam spokojnie śniadanie razem z rodziną. Widziałam po rodzicach, że są przygnębieni moim wyjazdem, jednak na siłę próbowali udawać szczęśliwych. Szkoda było mi patrzeć tak na nich, ale nie mogłam się oswoić z myślą, że jutro już obudzę się sama. Będę tyle kilometrów od nich, nie zjem już z nimi śniadania, brat nie przestawi mi budzika. Ale mimo to- chcę tam jechać. To będzie spełnienie moich marzeń.
O równej 7.00 wzięłam się za pakowanie ostatnich rzeczy. Zeszło mi bardzo szybko, bo nie było tego dużo, a po za tym, bardzo się spieszyłam. Zajęło mi to około 15 minut. Potem wzięłam swoje ubrania, które uszykowałam dzień wcześniej i poszłam do łazienki ubrać się. Założyłam czarne rurki, białą koszulkę ,,mgiełkę" z czarną koronką na plecach i czarne buty na obcasie. Umyłam się, zrobiłam makijaż i spakowałam kosmetyczkę wraz ze szczoteczką do torby podróżnej, żeby potem w mieszkaniu ich nie szukać. Zrobiłam wysokiego kucyka, a moja grzywka opadała mi na czoło.
Weszłam gotowa do kuchni.
-Idziemy?- zapytałam.
Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę
-O co chodzi?- spytałam zakłopotana.
-Obcasy? Jeszcze dobrze nie wyjechałaś do Kalifornii, a ja już widzę zmianę-zaśmiał się tata.
Faktycznie, nie chodzę w obcasach, raczej bardziej gustuję w trampkach, ale postanowiłam tym razem wyglądać nieco inaczej.
-Tak-odparłam spoglądając w dół na moje buty. - A co? Źle wyglądam?
-Nie, nie! Wyglądasz ślicznie, ale nigdy Cię takiej nie widziałem- odpowiedział z uśmiechem
-Oh, jedźmy już-powiedziałam biorąc jedną z moich walizek.
Brat z tatą poznosili moje pudła do bagażnika, a ja z mamą zniosłam walizki.
Pojechaliśmy po Maddie. Po 20 minutach byliśmy na miejscu.
Tata zaparkował przed bramą, a ja wyszłam po przyjaciółkę.
Zapukałam. Po chwili drzwi otworzyły się, a nich stała osoba o smukłej sylwetce. To była Pani Parks. Mama Maddiee. Była strasznie zapłakana.
-Dzień dobry, wszystko w porządku?-zapytałam
-Tak, po prostu będę za nią tęsknić-odparła jej mama
-Nie ma się co martwić, będzie dobrze! Będziemy rozmawiać, a czasem nawet Was odwiedzać.-Pocieszyłam ją.
Odpowiedziała mi uśmiechem i zaprosiła ręką do domu. Weszłam na chwilę i rozglądałam się po salonie w celu odnalezienia Mads. Nagle zauważyłam jak schodzi po schodach i targa walizkę, a za nią jej tata i siostra z pudłami. Podeszłam do nich aby im pomóc. Zapakowaliśmy rzeczy Mads do bagażnika. Wsiadłam do samochodu, a ona jeszcze wróciła pożegnać się. Przytuliła swoją mamę i swojego tatę. Ich uściski trwały dość długo, ale rozumiałam ją- w końcu bardzo długo się już nie zobaczą.
Potem przytuliła swoją młodszą siostrę. Przez otwarta szybę samochodu usłyszałam ich dialog:
-Weź Kubę, żebyś się miała do kogo przytulić w nocy- rzekła mała Eliza podając Maddie swojego pluszaka.
-Dziękuję młoda!- odpowiedziała moja przyjaciółka biorąc misia od siostry i przytulając ją.
Wreszcie wsiadła do samochodu i pojechaliśmy. Dopóki sylwetki jej rodziców nie znikły jej z oczu machała jeszcze na pożegnanie.
Wreszcie usiadła normalnie i przerwała ciszę:
-Ale będzie super!-powiedziała.
Ona zawsze dużo gadała, ale nadrabiała urodą. Była śliczna. Miała piękne, wielkie, niebieskie oczy i długie blond włosy. Na jej czoło, tak jak u mnie opadała grzywka. Była szczupła i miała chude, długie nogi. Tylko pozazdzrościć.
-Tak- odpowiedziałam po chwili ciszy.
Resztę drogi Mads opowiadała mi o tym jak to będzie super w Kalifornii.
O 8.28 byliśmy na lotnisku. Tata wszystko pozałatwiał, a my nim się obejrzałyśmy stałyśmy już przed wejściem do samolotu. Tata zapakował nasze bagaże po czym przytulił mnie i powiedział:
-Pilnuj się i bądź grzeczna! Aha i nie sprowadzaj chłopaków!- Powiedział po czym razem z mamą się zaśmiałyśmy.
-Dobrze tato, obiecuję.
Następnie przytuliła mnie mama. Powiedziała, że mnie kocha i będzie tęsknić. Brat przytulając mnie powiedział, że jestem wredna ale będzie mu mnie brakowało.
Po pożegnaniach wsiadłam do samolotu. Spoglądałam jeszcze przez okno machając rodzinie.
-Samolot zaraz ruszy. Proszę zapiąć pasy i przygotować się do lotu.- Usłyszałam głos stewardessy.
Kiedy wzbiliśmy się w powietrze z oczu poleciały mi łzy. Zauważyła to Maddie, która przytuliła mnie i powiedziała, że będzie dobrze.
Po tych słowach założyłam słuchawki i słuchałam muzyki.
,,To przede mną 14 godzin lotu" - pomyślałam.
Mam nadzieję, że się spodoba :) Komentując motywujecie!
-Co?! Już 6.30? Mam samolot o 9.00!- mówiłam przestraszona sama do siebie. Zaspałam pól godziny. Dziś miałam spakować ostatnie rzeczy do ostatniego kartonu, przygotować się, pojechać po Maddie, do sklepu, po różne potrzebne rzeczy na wyjazd, a o 8.30 miałyśmy być już na lotnisku. Biegałam po domu roztargniona próbując dojść do siebie i się dobrze ,,obudzić". Zbiegłam na dół do łazienki po szczoteczkę do zębów i moją kosmetyczkę. Przebiegłam przez kuchnie, gdzie moja rodzina spokojnie jadła naleśniki
-Wiedzieliście, że już ta godzina i mnie nie obudziliście?
-Przecież jest właśnie równa 6.00. Myślałam, że masz budzik. - odpowiedziała moja mama spokojnym tonem.
-Mamo! Jest 6.30, zaspaliśmy! Ja nawet nie zdążę zjeść z Wami śniadania!-odrzuciłam z oburzeniem.Wtedy usłyszałam cichy śmiech mojego brata- Parkera.
-A Ty z czego się śmiejesz? Z tego, że siostra zaspała nawet na spełnianie marzeń?! Jesteś podły!-krzyknęłam na niego.
-Nie. Śmieję się z tego, że przestawiłem Ci zegarek, o pół godziny do przodu. Tak na prawdę jest teraz dopiero 6.03. Taki ostatni kawał na pamiątkę.-po tych słowach wstał i przytulił mnie. Odwzajemniłam jego uścisk. Przytulając Parkera, uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham i jak bardzo będę tęsknić za tym idiotą. Nie mówiąc o rodzicach. Będzie mi ich wszystkich brakowało.
Zjadłam spokojnie śniadanie razem z rodziną. Widziałam po rodzicach, że są przygnębieni moim wyjazdem, jednak na siłę próbowali udawać szczęśliwych. Szkoda było mi patrzeć tak na nich, ale nie mogłam się oswoić z myślą, że jutro już obudzę się sama. Będę tyle kilometrów od nich, nie zjem już z nimi śniadania, brat nie przestawi mi budzika. Ale mimo to- chcę tam jechać. To będzie spełnienie moich marzeń.
O równej 7.00 wzięłam się za pakowanie ostatnich rzeczy. Zeszło mi bardzo szybko, bo nie było tego dużo, a po za tym, bardzo się spieszyłam. Zajęło mi to około 15 minut. Potem wzięłam swoje ubrania, które uszykowałam dzień wcześniej i poszłam do łazienki ubrać się. Założyłam czarne rurki, białą koszulkę ,,mgiełkę" z czarną koronką na plecach i czarne buty na obcasie. Umyłam się, zrobiłam makijaż i spakowałam kosmetyczkę wraz ze szczoteczką do torby podróżnej, żeby potem w mieszkaniu ich nie szukać. Zrobiłam wysokiego kucyka, a moja grzywka opadała mi na czoło.
Weszłam gotowa do kuchni.
-Idziemy?- zapytałam.
Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę
-O co chodzi?- spytałam zakłopotana.
-Obcasy? Jeszcze dobrze nie wyjechałaś do Kalifornii, a ja już widzę zmianę-zaśmiał się tata.
Faktycznie, nie chodzę w obcasach, raczej bardziej gustuję w trampkach, ale postanowiłam tym razem wyglądać nieco inaczej.
-Tak-odparłam spoglądając w dół na moje buty. - A co? Źle wyglądam?
-Nie, nie! Wyglądasz ślicznie, ale nigdy Cię takiej nie widziałem- odpowiedział z uśmiechem
-Oh, jedźmy już-powiedziałam biorąc jedną z moich walizek.
Brat z tatą poznosili moje pudła do bagażnika, a ja z mamą zniosłam walizki.
Pojechaliśmy po Maddie. Po 20 minutach byliśmy na miejscu.
Tata zaparkował przed bramą, a ja wyszłam po przyjaciółkę.
Zapukałam. Po chwili drzwi otworzyły się, a nich stała osoba o smukłej sylwetce. To była Pani Parks. Mama Maddiee. Była strasznie zapłakana.
-Dzień dobry, wszystko w porządku?-zapytałam
-Tak, po prostu będę za nią tęsknić-odparła jej mama
-Nie ma się co martwić, będzie dobrze! Będziemy rozmawiać, a czasem nawet Was odwiedzać.-Pocieszyłam ją.
Odpowiedziała mi uśmiechem i zaprosiła ręką do domu. Weszłam na chwilę i rozglądałam się po salonie w celu odnalezienia Mads. Nagle zauważyłam jak schodzi po schodach i targa walizkę, a za nią jej tata i siostra z pudłami. Podeszłam do nich aby im pomóc. Zapakowaliśmy rzeczy Mads do bagażnika. Wsiadłam do samochodu, a ona jeszcze wróciła pożegnać się. Przytuliła swoją mamę i swojego tatę. Ich uściski trwały dość długo, ale rozumiałam ją- w końcu bardzo długo się już nie zobaczą.
Potem przytuliła swoją młodszą siostrę. Przez otwarta szybę samochodu usłyszałam ich dialog:
-Weź Kubę, żebyś się miała do kogo przytulić w nocy- rzekła mała Eliza podając Maddie swojego pluszaka.
-Dziękuję młoda!- odpowiedziała moja przyjaciółka biorąc misia od siostry i przytulając ją.
Wreszcie wsiadła do samochodu i pojechaliśmy. Dopóki sylwetki jej rodziców nie znikły jej z oczu machała jeszcze na pożegnanie.
Wreszcie usiadła normalnie i przerwała ciszę:
-Ale będzie super!-powiedziała.
Ona zawsze dużo gadała, ale nadrabiała urodą. Była śliczna. Miała piękne, wielkie, niebieskie oczy i długie blond włosy. Na jej czoło, tak jak u mnie opadała grzywka. Była szczupła i miała chude, długie nogi. Tylko pozazdzrościć.
-Tak- odpowiedziałam po chwili ciszy.
Resztę drogi Mads opowiadała mi o tym jak to będzie super w Kalifornii.
O 8.28 byliśmy na lotnisku. Tata wszystko pozałatwiał, a my nim się obejrzałyśmy stałyśmy już przed wejściem do samolotu. Tata zapakował nasze bagaże po czym przytulił mnie i powiedział:
-Pilnuj się i bądź grzeczna! Aha i nie sprowadzaj chłopaków!- Powiedział po czym razem z mamą się zaśmiałyśmy.
-Dobrze tato, obiecuję.
Następnie przytuliła mnie mama. Powiedziała, że mnie kocha i będzie tęsknić. Brat przytulając mnie powiedział, że jestem wredna ale będzie mu mnie brakowało.
Po pożegnaniach wsiadłam do samolotu. Spoglądałam jeszcze przez okno machając rodzinie.
-Samolot zaraz ruszy. Proszę zapiąć pasy i przygotować się do lotu.- Usłyszałam głos stewardessy.
Kiedy wzbiliśmy się w powietrze z oczu poleciały mi łzy. Zauważyła to Maddie, która przytuliła mnie i powiedziała, że będzie dobrze.
Po tych słowach założyłam słuchawki i słuchałam muzyki.
,,To przede mną 14 godzin lotu" - pomyślałam.
Mam nadzieję, że się spodoba :) Komentując motywujecie!
Prolog
Hej. Nazywam się Jessica Andres. Mieszkam w Londynie,ale skończyłam już 17 lat i rodzice pozwolili mi się wyprowadzić. Nie lubię Londynu, to takie ponure miasto. Wyjeżdżam do Kalifornii. Tam zacznę nowe życie. Jadę wraz z moją przyjaciółką - Maddie. Czuję, że będzie świetnie. Z Mads ( takie ma przezwisko) przyjaźnię się od dziecka, już jakieś 10 lat. Dogadujemy się i prawie nie kłócimy, a jeśli już, to zaraz się godzimy. Wyjeżdżam już jutro. Teraz właśnie zrobiłam chwilę przerwy od pakowania walizek. Jest tego multum! Ciekawe, jak się pomieścimy. Ja mam z jakieś 10 kartonów samych rzeczy, a ubrań z 5 kartonów i 3 walizki. Jestem wykończona tym pakowaniem. W Kalifornii kupiłyśmy mieszkanie telefonicznie. Ma 2 pokoje do tego salon, śliczną łazienkę i dużą kuchnię! Każda będzie miała swój pokój. Mads miała przyjść dziś do mnie na noc, ale zdecydowałyśmy, że te ostatnie chwile spędzimy z rodziną. Będę za nimi strasznie tęsknić, ale chcę się spełniać. Moją pasją jest muzyka, a raczej jej komponowanie. Chcę kiedyś pisać piosenki dla wielkich gwiazd, a czuję, że jeśli będę ćwiczyć, to uda mi się to osiągnąć właśnie tam. Z rodzicami i starszym bratem chcemy dziś obejrzeć film. Właśnie przyszła pizza, więc idę jeść i oglądać. To mój ulubiony film, więc na moje pożegnanie, postanowiliśmy go obejrzeć.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało, to mój drugi blog jaki prowadzę, ale pierwszy, który będzie o R5. Zostawiajcie komentarze, bo to motywuje :)
Mam nadzieję, że Wam się spodobało, to mój drugi blog jaki prowadzę, ale pierwszy, który będzie o R5. Zostawiajcie komentarze, bo to motywuje :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



