-Wpadliśmy w poważne turbulencje, proszę zapiąć pasy, jeśli ktoś tego nie zrobił i zachować spokój. Samolot musi awaryjnie lądować.
Nagle poczułam jak z oczu spływają mi łzy.
,,Co? Jak to? To nie może być prawda!Błagam nie!" - myślałam. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Poczułam tylko, że lecimy coraz szybciej. Spojrzałam za okno i zobaczyłam, że nasz samolot spada. Nadal nie mogłam nic z siebie wydusić. Nie potrafiłam się ruszyć. Czułam, że po policzku łzy spływają mi teraz jak strumień.
Spojrzałam na Maddie, która spała. Najwyraźniej głos pilota jej nie obudził. Ja nie byłam w stanie tego zrobić. Czułam jakby sparaliżowało mi całe ciało. Obejrzałam się za siebie. Starsza Pani odmawiała teraz różaniec, a obok niej matka płacząc, czytała swojemu synowi bajkę. Znów spojrzałam za okno. Samolot zbliżał się do ziemi coraz szybciej. Zdałam sobie sprawę, że pilot traci kontrolę. Uświadomiłam sobie, że to koniec. Koniec.
-Nie!- krzyknęłam bardzo głośno.
Wtedy usłyszałam głos Maddie
-Jess? Jessica, co się stało?
Otworzyłam oczy. Okazało się, że to tylko sen. Mój pierwszy lot samolotem był tragedią. Patrzyłam teraz na moją przyjaciółkę czując, że łzy poleciały mi na prawdę. Szybko rozejrzałam się dookoła. Wszystko było w porządku.. Wyjrzałam za okno. Lecieliśmy normalnie, prosto przed siebie.
-Wszystko w porządku? Jess, o co chodzi?- moja przyjaciółka patrzyła na mnie jak na idiotkę. Sama do końca nie wiedziałam o co chodzi. Nie odpowiedziałam jej przez chwilę. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Jest okej. Zły sen.- opowiedziałam po dłuższej ciszy ocierając z policzków łzy.
-Przestraszyłaś mnie.
-Wiem. Sama siebie wystraszyłam.Długo spałam?
-Trochę...
-Która jest? -zapytałam widząc, że za oknem jest już szarówka.
-Usnęłaś o 11.00. Jest 16.00, spałaś 5 godzin. To nie tak dużo, w końcu wstałaś wcześnie rano, miałaś prawo usnąć-uspakajała mnie przyjaciółka. Nie lubiłam spać w miejscu, gdzie widzi mnie dużo osób i Mads doskonale wiedziała o tym. Dlatego próbowała mnie uspokoić, żebym nie czuła się zawstydzona.
-5 godzin? To długo, ale i równocześnie krótko. To znaczy, że przed nami jeszcze 9 godzin lotu?
-Tak, ale pilot coś mówił, że może dolecimy szybciej, bo nie było żadnych turbulencji. - uśmiechnęła się do mnie Maddie.
Uspokoiły mnie te słowa. Jeśli do tej pory nie było turbulencji, to znaczy, że prawdopodobnie już nie będzie. Swoją drogą denerwowało mnie to, że tak szybko się dziś ściemniło. Przecież to już połowa maja, a o 16.00 jest ciemno? No cóż...
Resztę lotu przegadałam z Maddie.
-Zaraz jak dolecimy, to idziemy na plażę-powiedziała z entuzjazmem.
-Oszalałaś? Jak dolecimy będzie 01.00 w nocy! Po za tym, wiesz, że zawsze jak jedziemy na wycieczkę, to wolę wszystko ogarnąć- rozpakować się i tak dalej.
-No i co, że 01.00? Zawsze marzyłam,żeby wykąpać się w nocy, a jeszcze w Kalifornii!
Też zawsze o tym marzyłam, ale nie pierwszego dnia. Ja byłam poukładana. Zawsze wolałam najpierw wszystko przygotować,a później nie dręczą mnie myśli, że muszę iść do domu szybciej, żeby posprzątać!
Przegadałyśmy tak całe 7 godzin kiedy usłyszeliśmy głos pilota
-Podczas lotu nie było żadnych turbulencji i dolecimy wcześniej, za 20 minut lądujemy, powtarzam, za 20 minut lądujemy. -Te słowa uspokoiły mnie jeszcze bardziej. Mój koszmar się zupełnie nie sprawdził. Nim się obejrzałam stewardessa powiedziała żeby przygotować się do lądowania. Trwało to i tak dłużej, niż zapowiedział pilot, bo nie 20 minut, a godzinę, ale w sumie nie robiło mi to różnicy. Wylądowaliśmy o 24.00.
Po opuszczeniu samolotu, razem z Mads poszłyśmy odebrać bagaże. Wzięłyśmy tylko potrzebne rzeczy na dziś, a kartony miała nam przewieźć firma, którą załatwił nam mój tata.
Opuściłyśmy lotnisko. Dzięki wskazówkom tutejszych ludzi, udało nam się dojść na miejsce, gdzie parkują taksówki. Idąc na parking poczułam, że strasznie obtarły mnie buty. Nie mogłam dalej iść,więc usiadłam na ławce.
-Co się stało? - zapytała Maddie.
-Buty mnie obtarły- odpowiedziałam jej, wycierając chusteczką krew, która trochę mi pociekła z rany.
-A ja zgłodniałam. Może pójdę do tamtej budki po hot-doga. Chcesz też?
-Możesz kupić. -powiedziałam, po czym moja przyjaciółka oddaliła się ode mnie.
Ta budka wcale nie była blisko, ale przynajmniej zdążyłam odpocząć. Czekając na Mads dostrzegłam, że na przeciwko mnie stoi bardzo przystojny chłopak. Od razu mi się spodobał. Miał takie śliczne, blond włosy,widać, że o nie dba. Ubrany był w białą koszulkę, na to czarna, skórzana kurtka i czarne rurki. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy nagle ona spojrzał na mnie. Szybko spuściłam głowę na dół i czułam, że na policzki wkradają mi się rumieńce. Kątem oka widziałam, że chłopak przygląda mi się. Nagle z restauracji, obok której stał nastolatek, wyszło 3 chłopaków, jeden bardzo do niego podobny, oraz dziewczyna. Była bardzo ładna. Szczupła blondynka również była do niego podobna.
-Hej Ross, o co chodzi? -usłyszałam jak jeden z chłopaków woła do niego.
Ross.. a więc tak miał na imię. Słodko. Wtedy spojrzałam na nich. Ross szeptał coś podobnemu do siebie blondynowi na ucho. Kiedy skończył i oddalił swoją głowę od ucha tamtego chłopaka, obaj spojrzeli na mnie.
,,Pewnie mnie obgadują. Pierwszy dzień i już zrobiłam z siebie pośmiewisko." -Pomyślałam, po czym przejechałam dłonią po twarzy w celu sprawdzenia, czy nic na niej nie mam. Nic nie znalazłam. Jeszcze chwilę macałam swoimi dłońmi moją twarz, kiedy blondyn nagle szybko koło mnie usiadł.
Spojrzałam w jego oczy. Były śliczne,brązowe, szczenięce oczy. Zakochałam się w nich.
-Przepraszam, brat mnie popchnął, nudzi mu się. - przerwał moje patrzenie w jego oczy i zauważyłam, że się rumieni.
-Okej, nic się nie stało. - odpowiedziałam trochę smutna, bo myślałam, że uda nam się nawiązać rozmowę.A więc nie pomyliłam się mówiąc, że są do siebie podobni. To był brat Ross'a. Kiedy jego brat zauważył, że Ross wstaje z ławki, podszedł do niego, zatrzymał go ręką, po czym zwrócił się do mnie:
-Sorry, jestem Riker, to mój brat, Ross. Ross chciał powiedzieć, że mu się strasznie podobasz i coś Ci dać.
po tych słowach zmieszałam się. Spojrzałam na Ross'a, który znów się zarumienił. Poczułam, że ze mną dzieje się to samo. Ross ze spuszczoną głową wyjął z kurtki jakiś papier, spojrzał na niego, zwrócił wzrok na mnie, wyciągnął papier w moją stronę i powiedział:
-To bilet VIP na mój jutrzejszy koncert. Jesteś bardzo ładna, wydaję mi się, że też fajna. Wpadniesz? Pogadamy, poznamy się. Co Ty na to?
Już miałam odpowiedzieć, kiedy Riker zwrócił głowę w inną stronę, otworzył lekko usta, rozszerzył oczy i klepnął Ross'a w ramię.
-Co chcesz?! -spytał zdenerwowany Ross.
-Patrz jaka śliczna. Daj mi drugi bilet, szybko!
Po tych słowach również spojrzałam w tamtą stronę. Obiektem westchnień Riker'a, była.. Maddie.
-Masz i daj mi spokój- rzekł Ross podając bratu bilet.
-Nie poczekaj!- powiedziałam i Riker zatrzymał się.
-Co?
-To moja przyjaciółka, zaraz tu podejdzie.
-Serio? To wspaniale!
Nim się obejrzałam Maddie stała już przy mnie z dwoma hot-dogami.
-Wiesz jaka kolejka? Ludzie wykupują, jakby nie jedli od niepamiętnych czasów-mówiła moja przyjaciółka podając mi fastfood'a.
-Nie przedstawisz mnie? - spytała mierząc wzrokiem braci.
-A tak, to jest Ross, a to jego brat Riker.
Ross wyciągał rękę w stronę Mads, żeby się przywitać,ale w tym samym momencie, Riker go wyprzedził i wręczył do ręki bilet.
-To na mój koncert, bilet VIP, wpadniesz?-zapytał blondyn.
Mads nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale kiedy spojrzała na mnie, zorientowała się, że zaraz jej wszystko wytłumaczę i przyjęła zaproszenie.
-Jasne wpadnę. Tak w ogóle to jestem Maddie, dla znajomych Mads.
-Ja Riker- uśmiechnął się do mojej przyjaciółki.
Ross na szczęście zorientował się, że Riker'owi zabrakło mowy i zabrał go.
-To do zobaczenia jutro!-powiedział do mnie odciągając brata.
-Tak, jasne.Aha, a gdzie to jest?
-W tym klubie, na przeciwko, o 18.00- wskazał palcem na budynek po drugiej stronie ulicy.
-Okej chodźmy, właśnie przyjechała taksówka- powiedziałam do Mads i wzięłam moją walizkę.
-Możesz mi powiedzieć o co tutaj chodzi?- spytała zakłopotana.
-A, tak. Więc ten przystojny chłopak- Ross, strasznie mi się podoba. Okazało się, że ja jemu też. Podszedł do mnie i zaprosił mnie na koncert. Wtedy Riker zobaczył Ciebie. Spodobałaś mu się, więc zrobił to samo co Ross.
-No okej, ale na pewno chcesz tam iść?
-Muszę, Ross strasznie mi się podoba. To jedyna szansa, żeby nawiązać kontakt. A po za tym, że jest przystojny, wydaje się naprawdę fajny!-powiedziałam trochę zawstydzona.
-Rozumiem. Riker też jest niczego sobie. Ale on jest chyba starszy, co?
-Nie wiem, tak wygląda, ale co z tego? Jeśli jest fajny, to wiek się nie liczy.
-Racja.-odpowiedziała Mads i zaczęłyśmy pakować walizki do bagażnika.
Opowiedziałam dokładnie taksówkarzowi gdzie ma jechać. Dowiózł nas tam w jakieś 15 minut. Pomógł nam wypakować walizki z bagażnika, ale wniosłyśmy je same. Na szczęście- były tam windy. Mieszkałyśmy w 20-piętrowcu, ale na 5 piętrze.
W domu było ślicznie. Weszłam do pokoju zaraz obok łazienki, rzuciłam się na łóżko i powiedziałam:
-Ten jest mój!
-To nie fair! Mnie też się podoba! No trudno, wezmę drugi.
Okazało się, że oba są ładne. Kuchnia z łazienką: idealne!
A salon? Marzenie. Mieszkanie było już na szczęście umeblowane, więc jedyne co musialyśmy zrobić, to pochować do szaf ubrania, a jutro, kiedy przyjdzie firma z resztą rzeczy poukładać na półkach książki itp.
Po wypakowaniu się, poszłam pod prysznic się odświeżyć. Umyta przebrałam się pidżamę, spięłam wysoko koka i umyłam zęby. Opierając się o umywalkę i patrząc w lustro, powiedziałam sama do siebie:
-Zaczynam nowe życie. Lepsze życie.
Po swoich własnych słowach wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Potem Mads poszła się kąpać, a ja opadając z sił, po prostu usnęłam, jak małe dziecko.
komentujesz= motywujesz.
Piszcie jak Wam się podobało i czy w ogóle, a przede wszystkim, jeśli jest coś takiego, to co byście tu zmienili ;) A jeśli moje opowiadania Wam się spodobają, to postaram się codziennie dodawać nowe rozdziały :))
Przegadałyśmy tak całe 7 godzin kiedy usłyszeliśmy głos pilota
-Podczas lotu nie było żadnych turbulencji i dolecimy wcześniej, za 20 minut lądujemy, powtarzam, za 20 minut lądujemy. -Te słowa uspokoiły mnie jeszcze bardziej. Mój koszmar się zupełnie nie sprawdził. Nim się obejrzałam stewardessa powiedziała żeby przygotować się do lądowania. Trwało to i tak dłużej, niż zapowiedział pilot, bo nie 20 minut, a godzinę, ale w sumie nie robiło mi to różnicy. Wylądowaliśmy o 24.00.
Po opuszczeniu samolotu, razem z Mads poszłyśmy odebrać bagaże. Wzięłyśmy tylko potrzebne rzeczy na dziś, a kartony miała nam przewieźć firma, którą załatwił nam mój tata.
Opuściłyśmy lotnisko. Dzięki wskazówkom tutejszych ludzi, udało nam się dojść na miejsce, gdzie parkują taksówki. Idąc na parking poczułam, że strasznie obtarły mnie buty. Nie mogłam dalej iść,więc usiadłam na ławce.
-Co się stało? - zapytała Maddie.
-Buty mnie obtarły- odpowiedziałam jej, wycierając chusteczką krew, która trochę mi pociekła z rany.
-A ja zgłodniałam. Może pójdę do tamtej budki po hot-doga. Chcesz też?
-Możesz kupić. -powiedziałam, po czym moja przyjaciółka oddaliła się ode mnie.
Ta budka wcale nie była blisko, ale przynajmniej zdążyłam odpocząć. Czekając na Mads dostrzegłam, że na przeciwko mnie stoi bardzo przystojny chłopak. Od razu mi się spodobał. Miał takie śliczne, blond włosy,widać, że o nie dba. Ubrany był w białą koszulkę, na to czarna, skórzana kurtka i czarne rurki. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy nagle ona spojrzał na mnie. Szybko spuściłam głowę na dół i czułam, że na policzki wkradają mi się rumieńce. Kątem oka widziałam, że chłopak przygląda mi się. Nagle z restauracji, obok której stał nastolatek, wyszło 3 chłopaków, jeden bardzo do niego podobny, oraz dziewczyna. Była bardzo ładna. Szczupła blondynka również była do niego podobna.
-Hej Ross, o co chodzi? -usłyszałam jak jeden z chłopaków woła do niego.
Ross.. a więc tak miał na imię. Słodko. Wtedy spojrzałam na nich. Ross szeptał coś podobnemu do siebie blondynowi na ucho. Kiedy skończył i oddalił swoją głowę od ucha tamtego chłopaka, obaj spojrzeli na mnie.
,,Pewnie mnie obgadują. Pierwszy dzień i już zrobiłam z siebie pośmiewisko." -Pomyślałam, po czym przejechałam dłonią po twarzy w celu sprawdzenia, czy nic na niej nie mam. Nic nie znalazłam. Jeszcze chwilę macałam swoimi dłońmi moją twarz, kiedy blondyn nagle szybko koło mnie usiadł.
Spojrzałam w jego oczy. Były śliczne,brązowe, szczenięce oczy. Zakochałam się w nich.
-Przepraszam, brat mnie popchnął, nudzi mu się. - przerwał moje patrzenie w jego oczy i zauważyłam, że się rumieni.
-Okej, nic się nie stało. - odpowiedziałam trochę smutna, bo myślałam, że uda nam się nawiązać rozmowę.A więc nie pomyliłam się mówiąc, że są do siebie podobni. To był brat Ross'a. Kiedy jego brat zauważył, że Ross wstaje z ławki, podszedł do niego, zatrzymał go ręką, po czym zwrócił się do mnie:
-Sorry, jestem Riker, to mój brat, Ross. Ross chciał powiedzieć, że mu się strasznie podobasz i coś Ci dać.
po tych słowach zmieszałam się. Spojrzałam na Ross'a, który znów się zarumienił. Poczułam, że ze mną dzieje się to samo. Ross ze spuszczoną głową wyjął z kurtki jakiś papier, spojrzał na niego, zwrócił wzrok na mnie, wyciągnął papier w moją stronę i powiedział:
-To bilet VIP na mój jutrzejszy koncert. Jesteś bardzo ładna, wydaję mi się, że też fajna. Wpadniesz? Pogadamy, poznamy się. Co Ty na to?
Już miałam odpowiedzieć, kiedy Riker zwrócił głowę w inną stronę, otworzył lekko usta, rozszerzył oczy i klepnął Ross'a w ramię.
-Co chcesz?! -spytał zdenerwowany Ross.
-Patrz jaka śliczna. Daj mi drugi bilet, szybko!
Po tych słowach również spojrzałam w tamtą stronę. Obiektem westchnień Riker'a, była.. Maddie.
-Masz i daj mi spokój- rzekł Ross podając bratu bilet.
-Nie poczekaj!- powiedziałam i Riker zatrzymał się.
-Co?
-To moja przyjaciółka, zaraz tu podejdzie.
-Serio? To wspaniale!
Nim się obejrzałam Maddie stała już przy mnie z dwoma hot-dogami.
-Wiesz jaka kolejka? Ludzie wykupują, jakby nie jedli od niepamiętnych czasów-mówiła moja przyjaciółka podając mi fastfood'a.
-Nie przedstawisz mnie? - spytała mierząc wzrokiem braci.
-A tak, to jest Ross, a to jego brat Riker.
Ross wyciągał rękę w stronę Mads, żeby się przywitać,ale w tym samym momencie, Riker go wyprzedził i wręczył do ręki bilet.
-To na mój koncert, bilet VIP, wpadniesz?-zapytał blondyn.
Mads nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale kiedy spojrzała na mnie, zorientowała się, że zaraz jej wszystko wytłumaczę i przyjęła zaproszenie.
-Jasne wpadnę. Tak w ogóle to jestem Maddie, dla znajomych Mads.
-Ja Riker- uśmiechnął się do mojej przyjaciółki.
Ross na szczęście zorientował się, że Riker'owi zabrakło mowy i zabrał go.
-To do zobaczenia jutro!-powiedział do mnie odciągając brata.
-Tak, jasne.Aha, a gdzie to jest?
-W tym klubie, na przeciwko, o 18.00- wskazał palcem na budynek po drugiej stronie ulicy.
-Okej chodźmy, właśnie przyjechała taksówka- powiedziałam do Mads i wzięłam moją walizkę.
-Możesz mi powiedzieć o co tutaj chodzi?- spytała zakłopotana.
-A, tak. Więc ten przystojny chłopak- Ross, strasznie mi się podoba. Okazało się, że ja jemu też. Podszedł do mnie i zaprosił mnie na koncert. Wtedy Riker zobaczył Ciebie. Spodobałaś mu się, więc zrobił to samo co Ross.
-No okej, ale na pewno chcesz tam iść?
-Muszę, Ross strasznie mi się podoba. To jedyna szansa, żeby nawiązać kontakt. A po za tym, że jest przystojny, wydaje się naprawdę fajny!-powiedziałam trochę zawstydzona.
-Rozumiem. Riker też jest niczego sobie. Ale on jest chyba starszy, co?
-Nie wiem, tak wygląda, ale co z tego? Jeśli jest fajny, to wiek się nie liczy.
-Racja.-odpowiedziała Mads i zaczęłyśmy pakować walizki do bagażnika.
Opowiedziałam dokładnie taksówkarzowi gdzie ma jechać. Dowiózł nas tam w jakieś 15 minut. Pomógł nam wypakować walizki z bagażnika, ale wniosłyśmy je same. Na szczęście- były tam windy. Mieszkałyśmy w 20-piętrowcu, ale na 5 piętrze.
W domu było ślicznie. Weszłam do pokoju zaraz obok łazienki, rzuciłam się na łóżko i powiedziałam:
-Ten jest mój!
-To nie fair! Mnie też się podoba! No trudno, wezmę drugi.
Okazało się, że oba są ładne. Kuchnia z łazienką: idealne!
A salon? Marzenie. Mieszkanie było już na szczęście umeblowane, więc jedyne co musialyśmy zrobić, to pochować do szaf ubrania, a jutro, kiedy przyjdzie firma z resztą rzeczy poukładać na półkach książki itp.
Po wypakowaniu się, poszłam pod prysznic się odświeżyć. Umyta przebrałam się pidżamę, spięłam wysoko koka i umyłam zęby. Opierając się o umywalkę i patrząc w lustro, powiedziałam sama do siebie:
-Zaczynam nowe życie. Lepsze życie.
Po swoich własnych słowach wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Potem Mads poszła się kąpać, a ja opadając z sił, po prostu usnęłam, jak małe dziecko.
komentujesz= motywujesz.
Piszcie jak Wam się podobało i czy w ogóle, a przede wszystkim, jeśli jest coś takiego, to co byście tu zmienili ;) A jeśli moje opowiadania Wam się spodobają, to postaram się codziennie dodawać nowe rozdziały :))
Cieszę się, że się podobał, jednak ten przeczytało o wiele mniej osób. Już nie mam gdzie udostępniać tego bloga ;-;
OdpowiedzUsuńA rozdział może dodam dzisiaj ;p