Następnego dnia pojechałem po Jess, żeby zawieźć ją do szkoły. W szkole chłopcy mieli w-f, a dziewczyny plastykę, więc była to jedyna lekcja, na której nie byliśmy razem. Graliśmy w unihokeja, kiedy na salę weszła Lily.
-Rossy!-podbiegła i pocałowała mnie w usta. NO TAK! Przecież z nią nie zerwałem! Jestem kretynem.
Szybko odepchnąłem ją od siebie.
-Lily? A co Ty tutaj robisz?-zapytałem.
-Przyniosłam dziennik. Skoczymy gdzieś po szkole?-zapytała i już prawie znów mnie pocałowała, ale zdążyłem się odsunąć.
-Nie, Lily. Posłuchaj - to koniec, jasne?- oznajmiłem jej.
-Co? Jak to, koniec? Ale dlaczego?!-zaczęła płakać i krzyczeć na całą salę. Rozejrzałem się tylko po kolegach, którzy stali wpatrzeni w nas ja w obrazek.
-Na co się gapicie?! Zajmijcie się grą!- krzyknąłem na nich, po czym zrobili to, co kazałem. - Posłuchaj, czasem rzeczy się po prostu rozpadają, tak jak nasz związek. To nie miało szans przetrwać.- zwróciłem się z powrotem do dziewczyny.
-Palant!-krzyknęła dając mi w twarz z tak zwanego liścia i wybiegając.
Było mi jej szkoda, ale no trudno. Ja byłem z Jessicą. Reszta w-f minęła spokojnie. Była to moja ostatnia lekcja więc ogarnąłem się trochę i wyszedłem ze szkoły. Przy wyjściu czekała już na mnie Jess.
-Hej śliczna-powiedziałem i chciałem ją pocałować, ale tym razem to ja zostałem odepchnięty.
-Jess, co się stało?-zapytałem przerażony.
-Co się stało?! Jeszcze się pytasz?! Już wszystko wiem! Cały ten czas mnie oszukiwałeś, Ross! Odwal się ode mnie, jak mogłam być taka głupia?!-krzyczała zapłakana.
-Jessica, o czym wiesz? O co Ci chodzi do cholery?!-pytałem bezradnie. Wiedziałem, że mi nie powie. Nie wiedziałem co się stało. Wsiadłem w samochód i pojechałem do niej do mieszkania. Waliłem w drzwi tak mocno, że bolała mnie już ręka. Otworzyła.
-Jeszcze Ci mało?!-zapytała i już prawie zatrzasnęła przede mną drzwi, ale włożyłem nogę między nie i je zatrzymałem.
-Nie. Wiem. Co. Się. Stało. Do. Cholery. Rozumiesz?-zapytałem podkreślając każde słowo.
-Nie wiesz?! A zakład? Lily mi wszystko powiedziała!-krzyczała na mnie wściekła.
-Lily?- przetarłem dłonią bezradnie twarz.- Jess, Lily nic dla mnie nie znaczy. Dopiero dziś się z nią spotkałem, żeby móc z nią zerwać. A zakład? Jaki zakład?!-wytłumaczyłem wszystko, jednak nie wiedziałem nadal o co chodzi z zakładem.
-Lily powiedziała, że założyłeś się z kolegą, że poderwiesz mnie i będziesz ze mną przez miesiąc!-powiedziała i osunęła się po ścianie na ziemię.
-Co? Ona jest zazdrosna. Nigdy bym się o Ciebie nie założył. Kocham Cię, rozumiesz?-powiedziałem siadając obok niej.
-Naprawdę? Tak Cię przepraszam. Jestem kretynką i uwierzyłam jednej z tych, których nienawidzę. - powiedziała przytulając się do mnie.
-Nie jesteś kretynką. Jesteś mądra, ładna, idealna.-powiedziałem ocierając jej łzy.
-Może to dlatego, że boję się Ciebie stracić.. tęsknie za Tobą, kiedy nie ma Cię obok, nocami płaczę, bo boję się, że mnie zostawisz. Jesteś moim ideałem i całym moim życiem. Kocham Cię..-powiedziała nagle.
Ja nie odpowiedziałem. Przytuliłem ją tylko jeszcze mocniej niż przedtem i pocałowałem w czoło.
Ooooooooooooooooo jak słodziutko <3 kocham tego twojego bloga <3 proszę Cię o next tylko jak najszybciej ;**
OdpowiedzUsuń